niedziela, 11 grudnia 2016

GOT7 - The phone moan (18+)

ty i Bambam z GOT7 


Tydzień wolny od wszelkiej trasy i jakichkolwiek koncertów chłopaki z GOT7 postanowili spędzić...u ciebie w mieszkaniu. Przynajmniej tak na dzień dobry oznajmił ci twój ukochany tajlandczyk. Tęskniłaś za nim niemiłosiernie i byłaś przeszczęśliwa kiedy w końcu wrócił na jakiś czas by odpocząć, dlatego codzienne wizyty reszty chłopców...nie były ci na rękę. Oczywiście bardzo ich lubiłaś bo w końcu to przyjaciele twojego chłopaka, ale na prawdę chciałaś mieć Bama tylko dla siebie, zwłaszcza, że nie wiedziałaś, kiedy znowu przydarzy się taka okazja. 
Była dokładnie 19:47, wszyscy leżeliście rozwaleni w każdej części salonu. Mark i Jackson leżeli gdzieś na poduszkach niedaleko wielkiego regału z książkami, Youngjae i JB grali w coś na telefonach siedząc na kanapie blisko siebie a Jinyoung i Yugyeom jedli coś w kuchni. Tylko ty i Bam leżeliście wtuleni na kanapie i oglądaliście telewizję. 
-Zaraz usnę tu z tych nudów, dlaczego nic nie ma w tej telewizji - jęknęłaś. 
-Cicho, bo nie słyszę co się dzieje - uciszył cię szybko chłopak leżący obok ciebie. 
-Ale ja już widziałam tą dramę - jęknęłaś znowu i usiadłaś na łóżku na którym siedzieliście.
-To idziemy gdzieś na imprezę? - spytał szybko Jackson z podekscytowaniem w głosie również siadając.
-Szczerzę to wolę iść spać - skwitował go Mark. 
Jackson przewrócił tylko oczami i wrócił do poprzedniej pozycji. 
-To może obejrzyjmy coś wspólnie? - JB odłożył telefon i spojrzał po kolei na każdego zgromadzonego w pokoju. 
-Przecież BamBam nie pozwoli ci teraz przełączyć, za bardzo wciągnął się w tą dramę - jęknął tym razem Mark.
-Cicho bądźcie! Nic nie słyszę przez was! - zbulwersował się twój chłopak na co ty tylko przewróciłaś oczami.
Wszyscy westchnęliście. 
-To może po prostu chodźmy spać! - Mark nie dawał za wygraną.
-Lepiej zagrajmy w coś ciekawego, coś co trzyma w napięciu do końca - Jinyoung wrócił z kuchni trzymając w ręku kubek z piciem.
-Co masz na myśli? - Youngjae w końcu oderwał wzrok od ekranu swojego telefonu. 
-Mam na myśli zabawę w telefon - wszyscy, łącznie z tobą zaśmiali się z odpowiedzi JR'a. 
-Uwierz mi, że gdybym chciał się w to bawić to poszedłbym do przedszkola - Jackson znowu usiadł i powiedział do kolegi.
-Nie chodzi mi o taki telefon jak wy myślicie - zrezygnowany Junior pokręcił głową.
-A jaki? - dopytywałaś.
-Nie znacie tej gry? Jedna osoba dzwoni do kogoś i z nim normalnie rozmawia a druga...a druga robi tej osobie dobrze. Ta osoba która dzwoni musi nie dać po sobie poznać, bo jeśli osoba po drugiej stronie słuchawki się zorientuje co się dzieje, to przegrywa i ma wielki przypał - wszyscy słuchali chłopaka jak wryci, nie spodziewali się aż takiej gry -Na prawdę nie graliście w to w szkole? - zdziwił się czarnowłosy. 
 -Jesteś szalony, hyung - z kuchni wyszedł również Yugi. -I niby kto ma w to grać? 
-Zagrajmy w kamień, papier, nożyce i się wyjaśni. Przegrany będzie w to grał.
Cała siódemka, bez ciebie, zaczęła grać w kamień papier nożyce, żeby wyłonić przegranego który zrobi coś takiego. Dla ciebie było to bardzo dziwne i głupie...bo byłaś jedyną dziewczyną w tym pomieszczeniu i nie chciałaś majstrować przy sprzęcie któregokolwiek innego, niż twojego chłopaka. Chyba, że mieli jakiejś tajemnicze dziewczyny, które mogli przyprowadzić i w to zagrać. 
-BamBam przegrał, BamBam przegrał!! - Jackson latał po domu uradowany, krzycząc głośno i wydając z siebie róźne dziwne dźwięki.
-I co teraz? - dopytywał Bam
-Razem z ______ musisz to zrobić - aż cię zatkało. Tak przy nich wszystkich?
-Tak przy was? - BamBam wyjął ci to pytanie z ust
Nastała chwila ciszy.
-Nie no, możecie iść do innego pokoju a my po prostu będziemy słuchać - Junior wzruszył ramionami -Tylko rozmowa ma być na głośnomówiącym.
-Okej - twój ukochany wstał i podał ci rękę. 
Szczerze to nie myślałaś, że BamBam się na to zgodzi, ale postanowiłaś zaryzykować. W końcu tak dawno się nie widzieliście, tymi wszytkimi występami musiałbyć bardzo zmęczony, więc należało się mu trochę relaksu. 
Poszliście do sypialni, chłopak usiadł na łóżku a ty stanęłaś przed nim.
-Do kogo mam zadzwonić? - spytał spoglądając na ciebie
-Do kogoś, kto nie będzie zdziwiony jeśli ewentualnie usłyszy co robimy - zdecydowanie, przecież nie wypada w takiej sytuacji dzwonić do mamy...
Bam wybrał szybko numer jednego ze swoich starszych braci i włączył tryb głośnomówiący. Ty uklęknęłaś przy nim i zaczęłaś zdejmować jego spodnie. Nie wiedziałaś czemu aż tak się denerwowałaś, w końcu robiłaś to już dużo razy a z nim nie jesteś od wczoraj tylko od dobrych 2 lat. Może to ta obecność chłopaków za drzwiami cię tak denerwowała, w końcu któryś mógł nie dotrzymać słowa i wparować wam do pokoju. 
-Trochę się boję - powiedziałaś w końcu spoglądając na niego. On tylko przybliżył się i pocałował twoje usta na zachętę.
-Nie przejmuj się nimi, pomyśl, że ich tutaj w ogóle nie ma.
W końcu jego brat odebrał a ty zabrałaś się do..."pracy"? Nie wiedziałaś jakie określenie do tego jest najlepsze. Nie wiedziałaś dokładnie co masz robić więc po prostu postanowiłaś użyć do tego swojej dłoni. Na początku spokojnie i powoli, patrzyłaś kątem oka na reakcje chłopaka ale jak na razie nie reagował tylko spokojnie rozmawiał. Nie wiedziałaś o czym rozmawiał bo mówił w swoim ojczystym języku, ciekawa byłaś tylko, czy powiedział mu co tak naprawdę teraz robiliście. Po jakiś pięciu minutach zaczęłaś się niecierpliwić, że nic takiego się nie dzieje. Postanowiłaś zrobić coś więcej, pochyliłaś się nad nim i dotknęłaś ustami jego męskości. Dopiero teraz poczułaś jak cały zadrżał a jego głos na chwilę się załamał. Uśmiechnęłaś się w duchu i z każdym kolejnym ruchem przyśpieszałaś. Bamowi z trudem przychodziły kolejne słowa a jego oddech stał się płytki ale ciężki, jedną rękę wplótł w twoje włosy a druga podparł się na łóżku. Osoba po drugiej stronie linii chyba zaczynała się niepokoić, przynajmniej tak wywnioskowałam z tonu, który obrała rozmowa. Czyli zaraz przegramy. 
Nie minęło kolejne pięć minut, kiedy chłopak po prostu się rozłączył i z głośnym westchnięciem, a nawet jękiem osiągnął szczyt. Uśmiechnęłaś się i spojrzałaś na niego.
-Przegraliśmy - powiedziałaś cicho
-Nie ważne - zaśmiał się -Teraz sie lepiej zastanawiaj jak ich wyprosić, bo jeszcze nie skończyliśmy.
Oboje się zaśmialiście, ogarnęliście i ruszyliście wykopać resztę z domu, by w końcu spędzić trochę czasu sam na sam.

///
Ravi. 

sobota, 10 grudnia 2016

BTOB - Panika

ty i Minhyuk z BTOB

Był piękny, ciepły letni wieczór. Siedziałaś na balkonie w mieszkaniu, które wynajmowałaś razem ze swoją siostrą prawie w centrum Seulu. Popijałaś mrożoną kawę i czytałaś książkę, którą niedawno pożyczyłaś z niedalekiej biblioteki. Rok szkolny prawie się skończył, więc miałaś większe luzy i więcej czasu mogłaś poświęcić na zasłużony i upragniony odpoczynek. Nie planowałaś dzisiaj już żadnego wyjścia z domu, nie umówiłaś się z nikim a zazwyczaj tak właśnie robiłaś. Lubiłaś się wieczorami spotkać z przyjaciółmi albo ze swoim chłopakiem - Minhyukiem, lecz dzisiaj byłaś tak zmęczona, że nie mogłaś sama zrobić sobie swojej ukochanej mrożonej latte.
Pogoda dopisywała, twoje rozpuszczone włosy i dość odkryte ze względu na porę roku ciało co jakiś czas muskał przyjemny wiatr, od razu czułaś się bardziej odprężona. Lecz nagle z twojego błogiego stanu wyrwał cię głos twojej starszej siostry.
-Yah, _____. Głucha jesteś? - jak zawsze miła -Ktoś od dobrych 15 minut próbuję się do ciebie dodzwonić i nadal nie daje za wygraną!
-Przepraszam, zaczytałam się - wytłumaczyłaś szybko i wzięłaś od niej swój telefon. Przejechałaś palcem po ekranie by zobaczyć kto dzwonił.
"20 nieodebranych połączeń od Peniel~"
Zaniepokoiłaś się, nigdy nikt nie dzwonił do ciebie tak często i natarczywie, na dodatek nie Peniel, on zawsze wolał pisać wiadomości niż wisieć na słuchawce. Czym prędzej nacisnęłaś zieloną słuchawkę by do niego oddzwonić. Dosłownie po jednym sygnale usłyszałaś głos przyjaciela.
-____?! - krzyknął
-Coś się stało? Dlaczego krzyczysz? - spytałaś od razu.
-Minhyuk...Minhyuk ma znowu atak!! - krzyknął znowu z wyraźnym przerażeniem w głosie.
Twoje serce tak jakby stanęło, tak bardzo nienawidziłaś tego stanu, który go dotykał czasami nawet kilkanaście razy dziennie.
-Co on teraz robi? - dopytywałaś jeszcze spokojnie ale w środku aż kipiałaś z niepokoju i strachu.
-Zamknął się w pokoju, krzyczy, płacze, rozwala wszystko co wejdzie mu pod nogi, znowu nie ma z nim kontaktu, proszę pomóż nam!
-Będę za 5 minut - powiedziałaś i rozłączyłaś się.
Czym prędzej ubrałaś buty i jakąś bluzę, wzięłaś telefon i bez słowa wyjaśnienia wybiegłaś z domu. Do dormu chłopaków nie miałaś daleko dlatego całą drogę biegłaś jak szalona mimo, że nienawidziłaś biegać. Ludzie patrzyli się na ciebie jak na jakąś wariatkę ale najważniejsze teraz dla ciebie było zdrowie i bezpieczeństwo swojego ukochanego, który od 2 lat choruje na zespół lęku napadowego. Cały ten koszmar zaczął się od niewinnego i niegroźnie wyglądającego wypadku samochodowego i lekkiego uderzenia w głowę. Pierwszy napad był dość delikatny i szybko daliście sobie z nim radę bez ingerencji lekarza. Stopniowo to wszystko zaczęło się pogłębiać a jego napady paniki stały się nagłe i wzrosły o palpitacje serca, duszności czy brak zdolności swobodnego złapania tchu. Depersonalizacja*  czy derealizacja** panujące przy tym były tak silne, że nawet wezwany lekarz pogotowia nie umiał sobie z nimi poradzić, jedyne co robili to zastrzyk uspokajający. Każdy taki atak trwał około 30 minut, czasami krócej ale nigdy dłużej. Nie wiedziałaś dlaczego to wszystko zaczęło się akurat w jego głowie i przede wszystkim, jak to się zaczęło. Aktualnie Minhyuk uczęszcza na terapie i bierze silne leki, dlatego zdziwiłaś się, że ty musiałaś interweniować bo od czasu podjęcia leczenia farmakologicznego żadnen z jego kolegów nie skarżył się. Kochałaś go i nie wyobrażałaś sobie zostawić go, zwłaszcza w takiej chwili, chociaż wiele osób mówiło ci, że jego choroba byłaby wystarczającym powodem rozstania. Wierzyłaś, że pewnego dnia wyjdzie z tego i znowu będzie mógł cieszyć się z tobą życiem, bo bez tych napadów jest naprawdę świetnym chłopakiem.
Wybiegłaś z windy i czym prędzej zapukałaś w drzwi domu w którym mieszkało 7 przyjaciół. Drzwi otworzył ci przerażony Hyunsik, był cały blady, aż zaczęłaś się bać co zastaniesz w środku. Już chciałaś się przywitać, gdy Hyunsik jednym ruchem wciągnął cię do środka i zaprowadził pod drzwi pokoju Minhyuka.
-Nie czas teraz na powitania, po prostu idź do niego i mu pomóż bo my już nie dajemy rady - powiedział szybko.
Rozejrzałaś się domu, wyglądał jak istne pobojowisko, albo gorzej, połamane lampy, poprzewracane szafki czy krzesła, porozbijane lustra oraz ramki na zdjęcia, podarte zasłony, aż trudno było uwierzyć, że to wszystko była sprawka twojego chłopaka.
-Dlaczego nikt mi nie powiedział, że jest aż tak źle? - spojrzałaś na całą gromadę stojącą pod drzwiami ale nikt ci nie odpowiedział.
-Jak długo to trwa? - spytałaś znowu
-Jakąś godzine, może nawet dłużej. - odpowiedział ci cichym głosem Ilhoon -W środku jest Eunkwang i próbuje załagodzić sytuacje, ale to chyba i tak już nic nie da.
-Godzinę? Dlaczego jeszcze nikt z was nie zadzwonił po pomoc! - uniosłaś głos, może niepotrzebnie, ale nerwy brały nad tobą górę.
-ODEJDŹ STĄD, NIE ZBLIŻAJ SIĘ DO MNIE, NIE RÓB MI KRZYWDY, SŁYSZYSZ?! - usłyszałaś wyraźny i przerażony krzyk Minhyuka a chwile potem zobaczyłaś zrezygnowanego lidera wychodzącego z jego pokoju. Zaczęłaś się obawiać o swoje bezpieczeństwo, ale w końcu jesteś jego dziewczyna i tobie by nic nie zrobił, prawda? Przełknęłaś głośno ślinę i delikatnie zapukałaś w drzwi.
-Minhyukkie? - powiedziałaś na tyle głośno by usłyszał przez drzwi -To ja, mogę wejść?
Cisza. Postanowiłaś zaryzykować i nacisnęłaś na klamkę. Jeszcze raz przełknęłaś ślinę i weszłaś do pokoju. Rozejrzałaś się po pokoju w poszukiwaniu chłopaka ale pierwsze co rzuciło ci się oczy to bałagan, który był jeszcze gorszy niż w innych częściach domu. Minhyuk siedział w szparze pomiędzy łóżkiem a ścianą, miał spuszczoną głowę, cicho płakał i cały drżał. Od razu podeszłaś do chłopaka i uklęknęłaś na przeciwko niego, widziałaś, że znowu miał problemy ze złapaniem tchu i znowu tak strasznie się spocił.
-Minhyukkie - powiedziałaś znowu delikatnym głosem. On tylko podniósł głowę i spojrzał na ciebie zapłakanymi oczami. Miał całe zakrwawione wargi od ich przygryzania i kilka siniaków w okolicach oczu, pewnie przez zawroty głowy kilka razy się przewrócił. Widok chłopaka w takim stanie od razu sprawił, że się rozkleiłaś i zaczęłaś płakać razem z nim. Pogładziłaś jego policzek kilka razy a potem od razu wtuliłaś go w siebie. On niepewnie objął cię ramionami i płakał dalej.
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze - szeptałaś gładząc jego plecy -Co się dzieje Minhyuk?
-Boję się - szepnął po dłuższej chwili -Nie chcę nikogo z was stracić, nie chcę żeby komuś z was stała się krzywda - pociągnął nosem - A on cały czas mówi mi, że was skrzywdzi.
Nadal jego ciało tak przeraźliwie drżało, jego oddech nadal był ciężki a serce jakby zaraz miało wyskoczyć z jego piersi.
-Nikt nikomu nic nie zrobi, nie martw się. Ja cię obronię...ja obronię nas wszystkich przed nim - wolałaś nie wnikać o kim on mówił, najważniejsze było jak najszybsze uspokojenie go.
Trzymałaś go w swoich ramionach i kołysałaś jak małe dziecko przy okazji sama płacząc, ale tak, żeby on tego nie słyszał. Jego cierpienie tak bardzo cię bolało, bolała cię również ta bezsilność, bo przecież nie mogłaś mu inaczej pomóc. Wiedziałaś, że atak już ustępuje i zaraz znowu wszystko wróci do normy. Przez kolejną godzinę nie odezwałaś się już słowem, po prostu siedziałaś przy nim i trzymałaś go blisko siebie. Dopiero po godzinie oderwał się od ciebie i spojrzał w twoje oczy,
-Przepraszam - szepnął spuszczając wzrok -Znowu to zrobiłem.
Nie rozumiałaś dlaczego zawsze się o to obwiniał, jakby chciał się tak zachowywać.
-Nie przepraszaj, przecież nie chciałeś tego zrobić - zaczęłaś znowu gładzić jego policzek. Starłaś resztki łez z jego twarzy a następnie poczochrałaś jego czarne włosy. -Chodź, musisz wziąć leki.
Pomogłaś mu wstać, ale on zamiast iść do kuchni to złączył wasze usta w delikatnym pocałunku.
-Nawet nie wiesz jaki jestem wdzięczny, że mimo tego wszystkiego jesteś ze mną - szepnął gdy ty zlizywałaś ze swoich warg resztki jego zaschniętej krwi.
-Kocham cię Minhyuk, nigdy cię nie zostawię, przecież dobrze o tym wiesz - również szepnęłaś łapiąc jego dłoń w swoją. On się tylko lekko uśmiechnął a po twoim policzku spłynęła ostatnia już tego dnia łza.
-No chodź, musisz wziąć leki i posprzątać! - pośpieszyłaś go.

//
Ravi
**derealizacja - poczucie nierealności otoczenia, w którym znajduje się dana osoba
*depersonalizacja - poczucie nierealności, obcości wobec samego siebie