piątek, 8 lipca 2016

NCT 127 - Dobry gangster

ty i Taeyong z NCT U

Jak każdego czwartku wracałaś późno do domu. Była dokładnie 18:50 a ty przeklinałaś swoją szkołę za to, że akurat w ostatnim roku twojej nauki musieli dowalić ci tak beznadziejny plan. 
Na dworze robiło się już ciemno i trochę zimno. Jak zwykle wracałaś wąskimi i ciemnymi uliczkami do domu, niestety innej drogi do niego nie było. 
W głębi duszy cały czas, pomimo upływu tylu lat, nadal bałaś się tamtędy chodzić. Nie raz słyszałaś bijatyki, wyzywanki, nie raz także ktoś cię tam zaczepiał. Któregoś razu nawet kupiłaś sobie gaz pieprzowy i od tamtego razu włącznie cały czas trzymałaś go w ręku kiedy wracałaś...no prawie cały czas. 
Dzisiaj miałaś zły dzień i nadal byłaś zdenerwowana dlatego nie myślałaś o strachu czy tym bardziej o gazie. Akurat jak na złość znowu ktoś cię dzisiaj zaczepił.
-Hej, panienko - usłyszałaś za swoimi plecami.
Przeraziłaś się, ale nie zatrzymywałaś się, szłaś dalej przed siebie.
-Mówię do ciebie - powtórzył głos za plecami.
Teraz już chyba musiałaś się odwrócić. Zniechęcona i nadal przerażona odwróciłaś sie w kierunku z którego dochodził głos. Zobaczyłaś przed sobą dwójkę chłopaków. Byli mniej więcej tego samego wzrostu, jeden miał siwe włosy a drugi miał je czarne jak smoła i ubrani byli w białe koszule i czarne dżinsy.
-T-tak? - odezwałaś sie delikatnie, żeby nie usłyszeli że się boisz. 
-Co tu robisz o tej godzinie? - spytał ten siwy
-Wracam do domu - wyjaśniłaś
-Skąd? - dopytywał ten czarny
-Ze szkoły.
-Tak późno? Czy oni nie mają serca? - prychnął znowu ten siwy
-Niestety...nie oszczędzają w ostatniej klasie - mruknęłaś cicho spuszczając wzrok.
Owa dwójka podeszła do ciebie bliżej a ty momentalnie odskoczyłaś przerażona w tył.
-Spokojnie - zaśmiali się oboje -Nie chcemy ci zrobić krzywdy.
Jasne, każdy tak mówi. A potem takie dziewczyny jak ty lądują zgwałcone w rowie.
Nic nie odpowiedziałaś na ich zapewnienia, tylko milczałaś. 
-Nie wierzysz nam? - pokręciłaś głową przecząco
Westchnęli tylko cicho.
-Może powinniśmy się przedstawić? - czarny spojrzał na siwego -Może wtedy nam zaufa.
-Masz racje. - przytaknął ten siwy
-Jestem Nakamoto Yuta, ale mów mi po prostu Yuta - uśmiechnął się ten w czarnych włosach
-Lee Taeyong - dopowiedział ten w siwych włosach i pomachał ci.
To teraz twoja kolej? Trochę ci to zajęło ale w końcu udało ci się z siebie coś wydusić.
-Jestem _____.
-Zatem _____, czy teraz nam wierzysz? - dopytywał Yuta.
-Jesteście gangsterami? - zmieniłaś nagle temat 
Oni spojrzeli tylko na siebie zdziwieni a potem na ciebie i zaśmiali się.
-Skąd wiedziałaś?
-Wyglądacie jak oni, bo oni tylko tutaj przesiadują. - warknęłaś cicho za ten ich śmiech. 
Taeyong spojrzał na ciebie a potem na to w co był ubrany.
-Wyglądam źle? - spytał cię
-Tego nie powiedziałam - wzruszyłaś ramionami -Wybaczcie ale chciałabym już wrócić do domu.
Oznajmiłaś i ruszyłaś dalej przed siebie, w swoją drogę do domu.
-Nie boisz się iść po takiej ciemnicy? Tam dalej bedzie jeszcze ciemniej bo nie ma żadnych lamp - usłyszałaś dosłownie po sekundzie głos Yuty. Aish ten chłopak, dlaczego jest taki gadatliwy?
Zatrzymałaś się. On miał racje. Tamten odcinek był najgorszy i go zawsze bałaś się najbardziej.
Westchnęłaś cicho.
-Ej, Tae. Powinniśmy ją odprowadzić do domu? 
-Nie chciałbym, żeby mojej nowo poznanej koleżance stała się krzywda...więc tak.
Prowadzili sobie konwersacje jak gdyby nigdy nic, a ty tylko stałaś i słuchałaś ich z zaciekawieniem. Gadatliwe dupki z nich.
-Pójdę do samochód - znowu głos Yuty a potem kroki. Czyżby sobie poszedł? W końcu.
-Boże wreszcie spokój - mruknęłaś do siebie i odwróciłaś się do drugiego chłopaka. -On tak zawsze?
Na co Taeyong pokiwał tylko glową.
-Współczuję ci - mruknęłaś cicho
-Zawsze coś- wzruszył ramionami i wziął od ciebie twój plecak. O prosze jaki gentleman. 
-Przepraszam, że cię zaczepiliśmy, to był mój pomysł. Po prostu zaczyna nam czegoś brakować i chcieliśmy pogadać z 'normalnymi' ludźmi. - westchnął
-Nieźle mnie wystraszyliście - zaśmiałaś się cicho. Taeyong był zupełnym przeciwieństwem gadatliwego Yuty, byl spokojny i delikatny. Lubiłaś takich ludzi.
-Nie powinnaś wracać tutaj sama,
-Nie ma innej drogi powrotnej do mojego domu.
Zapadła cisza. Chociaż tylko na jakiś krótki czas.
-To od jutra, w każdy dzień szkolny zimą i jesienią będziemy cię odprowadzać ze szkoły. Co ty na to? - na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech i widoczne podekscytowanie.
-My? Ale ja nie chce Yuty! 
-Ale zgadasz się? - upewniał się.
-Tak, będzie mi bardzo miło jeśli będziecie mnie odprowadzali. Zawsze jakaś ochrona mi się przyda. Zwłaszcza tak atrakcyjna jak ty. 
Zaśmiałaś się i on też. I to dość głośno.
-Co do Yuty...Tego ci nie mogę obiecać. Ten dzieciak wszędzie się musi wcisnąć. -mruknął rozbawiony.
-HEJ! NIE JESTEM DZIECKIEM! - oburzył się Yuta krzycząc z samochodu.
Zaśmialiście się znowu i szybko zajęliście miejsca w pojeździe.
-I co? Nie jesteśmy tacy jak inni gangsterzy? Prawda? 
O tak. Są o wiele lepsi.

///
Ravi. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz