wtorek, 22 sierpnia 2017

UP10TION - Boidudek



Ty x Wei



  Siedziałaś w domu już drugi tydzień. Choroba cię wymęczyła, ale na szczęście już wyzdrowiałaś. Jednak cholernie ci się nudziło. Przez te dwa tygodnie przeczytałaś wszystkie książki, które masz w pokoju, grałaś w różne gry na internecie i w te zainstalowane na komputerze, ale wszystko cię już nudziło. Czasem przychodziły do ciebie koleżanki by podać ci lekcje, ale nie za długo przebywały.
  Dzisiaj sobota. Niby kwiecień, ale było ciepło jak w czerwcu. Wzięłaś poranny prysznic, ubrałaś się w coś wygodnego i wyszłaś ze swoim królikiem do ogrodu. Położyłaś biało-czarną kuleczkę o imieniu Fang na świeżej trawie i usiadłaś na bujanej ławce obok. Nie miałaś co innego do roboty, więc patrzyłaś jak twój króliczek jadł trawę.
 -____ - twoja mama wyszła na taras -Ktoś przyszedł do ciebie.
 -Nayeon? - spytałaś o imię swojej przyjaciółki
 -No nie zgadłaś - odpowiedział męski głos, a twoja mama weszła do domu
  Na taras wyszedł Lee Sungjun, inaczej znany też jako Wei, chłopak od ciebie z klasy. Wstałaś z huśtawki i wzięłaś królika na ręce.
 -Co ty tutaj robisz? - popatrzyłaś na niego
 -Zabieram ciebie - uśmiechnął się 
 -Gdzie? Ty mnie chcesz gdzieś zabrać? Co się stało?
  Nigdy się takie coś nie zdarzyło ze strony Weia. Kiedyś z nim wyszłaś, ale nie tak sam na sam. Zawsze ktoś inny z wami był, a tu taka niespodzianka.
 -No bo tak siedziałaś dwa tygodnie sama w domu to postanowiłem, że gdzieś ciebie wyciągnę poza te mury. - znowu się uśmiechnął
 -N-no ok.
  Poszłaś do siebie do pokoju. Odłożyłaś królika do klatki, szybko się ogarnęłaś i zeszłaś na dół do Sungjuna. Rozmawiał akurat z twoją matką w kuchni o tym, że chciałby z tobą gdzieś pójść. Nie ładnie tak gadać za plecami Sungjun, nie ładnie.
 -Więc gdzie idziemy? - spytałaś wchodząc do kuchni
 -Zobaczysz jak będziesz na miejscu. - odpowiedział tobie chłopak 
  Po kilku minutach droczenia się z twoją matką o to czy masz brać ze sobą bluzę czy też nie, wyszłaś z domu. Pierwszy raz od dwóch tygodni z niego nie wychodziłaś. Ogródek się nie liczył, bo to dalej jest częścią twojego miejsca zamieszkania. Przed nim zauważyłaś dość dużą deskorolkę. Nigdy nie jeździłaś na tym i także nigdy nie chciałaś. Bałaś się, że nie wyhamujesz albo z niej spadniesz i coś sobie połamiesz. Świat jest pełen zagrożeń, nawet w takiej desce. Chwilę później Wei do niej podszedł. O nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Nie wejdziesz na to. Teraz trzeba się tylko modlić żeby chłopak ją tylko przestawiał, bo zagradzała mu drogę przez chodnik.
 -To jedziemy? - spytał gdy ją podniósł i postawił na niej nogę
 -Na tym? Chyba żartujesz! Ja na to nie wsiądę. - złożyłaś ręce na klatce piersiowej i odwróciłaś wzrok od kolegi
 -To tylko deska. Przejedziemy się nią jakiś czas i tyle, no może jeszcze później cię odwiozę do domu.
 -A co jak mi się coś na niej stanie? Źle zahamujesz i upadnę i złamie sobie rękę, co? 
 -Oj nie dramatyzuj. Jeżdżę na deskorolkach więcej niż ty zmieniłaś w życiu stanik. 
 -Powiedzmy, że ci wierze - spojrzałaś w jego stronę lekko zażenowana, a ten się z ciebie śmiał -Ale mam jedno pytanie.
 -Jakie?
 -Jak na to wsiądziemy obydwoje?
 -Jakbyś nie zauważyła jest ona duża, nie raz jechałem z Wooseokiem na niej. Nie masz się co obawiać. - tym razem powiedział to dość poważnie. Bez żadnego uśmiechu. Chyba byłaś zmuszona mu uwierzyć.
  Kilka minut się przełamywałaś żeby wejść razem z chłopakiem na jedną deskorolkę, ale w końcu ci się udało. Oczywiście, że dziwnie to wszystko wyglądało. Wei stał bardziej na przodzie deski, a ty stałaś dokładnie za nim wtulając się w jego plecy. Jeszcze nigdy w życiu nie byłaś tak blisko swojego kolegi, jeszcze nigdy nie byłaś tak blisko jakiegokolwiek chłopaka. Krępowała cię ta sytuacja, ale nie było innego wyjścia. W sumie to był. Mogliście w to miejsce pojechać autobusem albo metrem, ale Wei na pewno o tym nie pomyślał.
 -Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy? - spytałaś po około 15 minutach waszej drogi
 -Nie. Nie chce zepsuć niespodzianki. - zaśmiał się
  Już więcej o nic nie pytałaś. Jechaliście w ciszy, która chyba nikomu nie przeszkadzała. Kolejne minuty mijały, a końca tej wycieczki nie widziałaś. Zaczęłaś się obawiać o swoje życie. A co jak Sungjun wywiezie cię gdzieś do lasu, zabije deskorolką, na której właśnie jedziecie i zakopie pod pierwszą lepszą sosną jaką znajdzie. Jeżeli ktoś znajdzie twoje zwłoki to proszę postawić tam nagrobek i podpisać "Ja tu jedynie odpoczywam". 
  Z twoich głębokich przemyśleń o stawianiu nagrobków pod jedną zbłąkaną sosną pośród drzew liściastych w lesie na obrzeżach miasta, wyrwał cię Sungjun. Okazało się, że jesteście już na miejscu. Zeszłaś z deskorolki tak jak twój kolega i rozejrzałaś się dookoła. Byliście przed wejściem do lunaparku, który został niedawno postawiony.
 -Ty tak na serio? Lunapark? - popatrzyłaś na Weia pytająco na co ten się podrapał w tył głowy
 -No tak. - odpowiedział -Jak ci się nie podoba to możemy pojechać gdzieś indziej.
 -Marzyłam żeby tutaj przyjść, ale nigdy nie miałam na to czasu. - uśmiechnęłaś się od ucha do ucha i pobiegłaś w stronę budki z biletami wejściowymi.
  Chłopak się chyba lekko zdezorientował. Chwilę później do ciebie dołączył i zapłacił za wejście. Nie obyło się bez kłótni. Powiedziałaś mu, że możesz sama za siebie zapłacić. Wei za to się uparł, że skoro ciebie tutaj zabrał to on zrobi to za ciebie. I tak też się stało zanim cokolwiek mu odpowiedziałaś. Przestałaś obawiać się o wywiezienie do lasu. Teraz chciałaś się rozerwać ze swoim kolegą z klasy na atrakcjach w lunaparku.
  Lataliście od stoisk z grami po najróżniejsze kolejki, które były zazwyczaj dość przyziemne i duże. Po dobrych dwóch godzinach dobrej zabawy z Sungjunem stwierdziłaś, że chcesz misia ze strzelnicy. No a, że ty masz cela jak ślepy na misjach w Afganistanie, czyli zerowe [nikogo nie chciałam tym obrazić;;;] to poprosiłaś Weia, żeby on coś dla ciebie ustrzelił. Po trzech może czterech podejściach miałaś w rękach kapelusz, który dostajesz za dobre chęci do gry, dwa breloczki z Angry Birds (tego żółtego i niebieskiego) oraz średnich rozmiarów pomarańczową ośmiornicę. Była to najsłodsza rzecz jaką ktoś kiedykolwiek dla ciebie zrobił. Licząc, że takich rzeczy było mało i tak było najsłodsze.
  Założyłaś Weiowi kapelusz na głowę jeden breloczek przyczepiłaś do swojej torebki (tego niebieskiego, bo bardziej pasował), a drugiego do plecaka chłopaka. Teraz mogliście dumnie iść na ostatnią atrakcję tego dnia, ponieważ chwilę wcześniej matka do ciebie dzwoniła żebyś niedługo wracała do domu. No tak, antybiotyki się jeszcze nie skończyły i nikt ich za ciebie nie weźmie.
 -Sungjun! -zawołałaś chłopaka gdy ten stał przy budce z jedzeniem. Kupił wam po... pizzy? -Co ty masz w ręku?
 -To dla ciebie! - podał ci kawałek pizzy -A to dla mnie. To gdzie idziemy? - z uśmiechem na ustach poszedł przed siebie
  Wei kupił dla siebie samego gofra. Ty też może chcesz gofra, a nie pizze. Podeszłaś do niego i podmieniłaś mu jedzenie.
 -Trzeba było mi powiedzieć, że wolisz gofra.
 -Nawet nie wiedziałam, że idziesz po jakieś jedzenie. - odpowiedziałaś robiąc przy tym smutną buźkę -To teraz ja wybieram ostatnią atrakcje, na którą mamy wejść.
 -Niech ci będzie.
  Spojrzałaś za chłopaka i zaświeciły ci się momentalnie oczy. Już wiedziałaś na co bardzo chcesz pójść. Za Sungjunem znajdował się ogromny Diabelski Młyn. Odwróciłaś kolegę żeby zobaczył na co macie teraz wejść i prawie upuścił swoje jedzenie. Złapał twoje ramię.
 -Ch-chcesz pójść na to diabelne c-coś? - zapytał przestraszony
 -Ooo czyżby ktoś się bał wysokości? - zaśmiałaś się z Weia i ruszyłaś w stronę obiektu.
 -N-nie boje się wysokości. - odparł idąc za tobą
 -W ogóle nie, tylko tak ze szczęścia trzęsiesz ręką, że mi gofr za chwile z mojej wypadnie.
 -Przepraszam. Po prostu jest taka jedna sprawa... - uciął gdy zatrzymaliście się przed wejściem do odpowiedniego wagoniku na Młyn
 -Jaka sprawa? - spojrzałaś mu w oczy. Czyżby chłopak, który nigdy niczego się nie boi jednak miał jakieś słabe strony?
 -Mam... Mam klaustrofobię. Boję się zamkniętych i małych przestrzeni jak te tutaj. - pokazał na oszklone, małe pomieszczenie, które wjeżdża na samą górę. -W sumie lekki lęk wysokości też mam.
 -Mogłeś powiedzieć mi wcześniej, wybrałabym coś innego. A tak bardzo chciałam zobaczyć miasto z góry.
 -Wejdę tam - podniósł  głowę do góry -Wejdę tam dla ciebie, żebyś była szczęśliwa, że mogłaś zobaczyć miasto z wysokości.
 -Nie musimy iść skoro się boisz.
 -Ale chce i pójdziemy.
  Wei złapał cię za rękę i wciągnął do wagonika, który akurat zatrzymał się na samym dole. Zaskoczyło cię to. Przed chwilą wyznał, że ma lęk wysokości i klaustrofobię, ale i wejdzie żeby ciebie uszczęśliwić. To się nazywa przyjaciel. Nie miałaś jeszcze takiego kogoś, niby masz przyjaciół, ale aż tak by się pewnie nie poświęcili.
  Gdy zaczęliście wjeżdżać coraz wyżej, chłopak coraz mocniej ściskał twoją rękę. Drugą zaczęłaś głaskać go po plecach próbując uspokoić jego drgawki. Dobrze, że zjadłaś wcześniej swojego gofra. 
 -Wiesz Wei... Jesteś pierwszą osobą, która robi dla mnie tak odważną rzecz. Nigdy bym nawet nie pomyślała, że możesz mieć lęk wysokości oraz strach przed małymi przestrzeniami. Zawsze byłeś taką osobą co wszędzie jej pełno i robi wszystko żeby tylko wywrzeć dobre wrażenie. Takie miałam o tobie zdanie, ale chyba jednak się ono zmieniło. - chłopak spojrzał ci w oczy, chyba nawet przestał się trząść -Teraz widzę, że w tej osobie jest jednak coś czego się boi. Ja też się czegoś boje. Są to psy, ale te takie duże. Mam do nich uraz po tym jak jeden zagryzł mi mojego pierwszego króliczka.
 -Przykro mi.
 -Nic się nie stało. To było dawno temu i mam teraz kolejnego królika.
  Nagle Diabelski Młyn zatrzymał się w miejscu akurat kiedy wy byliście na samym szczycie. Ty z wielkim podziwem patrzyłaś na widok za szybą wagonika, a Wei, cóż, on był lekko przestraszony tym, że stoicie. Uspokoiłaś go tym, że ktoś na dole na pewno wsiada i nie ma się co bać.
  Po kilku minutach znowu byliście na ziemi. Sungjun, aż padł na kolana ze szczęścia, że nic mu się nie stało. Wyjął ze swojego plecaka deskorolkę, która i tak z niego wystawała i razem pojechaliście na niej w stronę twojego domu. Chyba niepotrzebnie obawiałaś się na samym początku wywiezienia do lasu i zakopania. Było bardzo przyjemnie i miło spędziłaś czas w towarzystwie Weia.
  Kiedy dotarliście pod twój dom zeszłaś z deski.
 -Dziękuję ci za dzisiaj. Było naprawdę zabawnie i fajnie się spędziło z tobą czas. - stanęłaś na palcach i cmoknęłaś Sungjuna w policzek na pożegnanie
  Chyba się tego nie spodziewał i stał jak osłupiały trzymając się za miejsce gdzie go pocałowałaś. Zaśmiałaś się na ten widok i ruszyłaś w stronę wejścia do domu.
 -Następnym razem nauczysz mnie jeździć na tej swojej desce - powiedziałaś wchodząc przez drzwi, na co chłopak podskoczył do góry i pobiegł w stronę swojego domu.


~~*~~*~~*~~
Bomi