piątek, 17 lipca 2015

INFINITE - Mała Niespodzianka


Hoya (Infinite) x Ty


 Właśnie rozpoczął się kolejny szary dzień. Na szczęście to już piątek,
a przed tobą długi weekend. 6:30 rano - wstałaś jak zawsze o tej
porze, aby spokojnie naszykować się do szkoły. Wzięłaś szybki
prysznic, ubrałaś szkolny mundurek i zjadłaś śniadanie. Właściwie
byłaś gotowa do wyjścia, czekałaś jeszcze tylko na swojego
przyjaciela, Lee Howona. Chłopak jak to chłopak, niezbyt wysoki, dosyć
przystojny, dobrze zbudowany z resztą jak wielu innych, których
znałaś. Z pozoru nie miał w sobie nic szczególnego... właśnie "z
pozoru".  Hoya- bo tak pozwolił na siebie mówić- był dla ciebie
wyjątkową osobą.  Zawsze uśmiechnięty, gotowy na wysłuchanie twoich
problemów, zabawny, dobry na duchu, a co najważniejsze nigdy  nie
kłamał.. no prawie nigdy. Poznaliście się w drugiej klasie gimnazjum.
Hoya jako nowy uczeń twojej klasy uprzejmie się przywitał i za
poleceniem wychowawczyni przysiadł się do twojej ławki. Na przerwie
poprosił cię o pokazanie mu szkoły, trochę zdezorientowana zgodziłaś
się. Chłopak wywarł na tobie dobre pierwsze wrażenie. Co prawda przez
pierwsze kilka dni czułaś się przy nim trochę niezręcznie, ale później
to uczucie zniknęło i wasza znajomość z ławki przerodziła się w silną
przyjaźń. Teraz już znacie się 4 lata, chodzicie do tego samego liceum
i praktycznie wszystko robicie razem.
Czekałaś na niego dosyć długo, już miałaś dzwonić kiedy usłyszałaś
dzwonek do drzwi. Ujrzałaś w nich zdyszanego Howona.
  -Przepraszam za spóźnienie, ale wiesz pies i spacer plus jakaś
staruszka na pasach.
 -Nie tłumacz się i tak wiem, że zaspałeś - przerwałaś chłopakowi z
uśmiechem wychodząc z domu - a podobno nie kłamiesz.
 -No bo nie kłamię, mówię prawdę, serio - mówił z takim przejęciem na
twarzy, że aż ciężko było nie uwierzyć, ale ty znałaś go za dobrze.
 - Uwierzyłabym, ale...
 -Ale? Jakie znowu ale?
  -Nie masz psa - spojrzałaś na niego rozbawiona.
  -Bo to był pies sąsiadów.
 -Ah tak, a jak w zeszłym tygodniu 20 minut pomagałeś  biednym ptaszkom, to co?
 -No dobra może wtedy to nie do końca było tak - Hoya zaczął nerwowo
przebierać palcami.
 - A ta pęknięta rura dwa tygodnie temu?
 -No ok to też nie było tak.
 - A ten biedny kotek...
 -Dobra! Okej zaspałem! Nie było żadnej staruszki, ani psa! - w końcu
sie poddał - Ty mnie wykończysz psychicznie kobieto.
 -Też cię kocham - popchnęłaś go lekko - kłamczuszku - zaczęłaś się śmiać.
 - Hej! Nie mów tak na mnie - zrobił minę obrażonego czterolatka -
nigdy nie okłamałem cię w ważnej sprawie.
 -Wiem wiem - poczochrałaś mu grzywkę i zaczęłaś uciekać.
 - AISH! _______ ! WIESZ ILE JA TO UKŁADAŁEM?! WRACAJ TUTAJ! - zaczął
cię gonić. Dotarliście do szkoły równo z dzwonkiem. Reszta dnia minęła
ci całkiem przyjemnie. Cieszyłaś się, że teraz czekają cię 4 dni
wolnego. Kiedy razem z koleżankami wychodziłaś ze szkoły usłyszałaś
krzyk swojego przyjaciela.
 - ____! Zaczekaj! - biegł w waszą stronę, a po chwili stał już przed
tobą, nawet się nie zmęczył.
 -O co chodzi? Coś się stało?
 -Co? Nie. Chce zapytać czy masz może ochotę iść ze mną na pizze? -
zapytał z uśmiechem na ustach.
 -Bardzo chętnie, ale niestety nie mam pieniędzy - skrzywiłaś się.
 -Ja stawiam! - wyszczerzył się jak dziecko.
  - Nie no co ty, obejdzie się.
  - Nie marudź! Zabieram cię na pizze czy ci się to podoba czy nie! -
złapał cię za nadgarstek i wyciągnął z grupki dziewczyn idąc w stronę
pizzeri.
Po skończonym posiłku wybraliście się razem na spacer.
 -Jezu czemu każdy uważa nas za parę? To się już robi męczące. -
marudził chłopak.
 -Przesadzasz, przecież nie każdy musi wiedzieć, że jesteśmy tylko
przyjaciółmi- to ostanie słowo powiedziałaś jakoś tak dziwnie cicho.
 - A co? Może chciałabyś coś więcej? - i znowu ten głupkowaty uśmieszek.
 -Co? Pogięło cię już do reszty? Idź się lecz człowieku! - wybuchnął
śmiechem, a ty zaraz za nim - a poza tym ten biedny kelner nic nie
zrobił, nie musiałeś się tak drzeć - szliście tak chwilę śmiejąc się.
 -Tak apropo związków... to umówiłem się z kimś na poniedziałek.
 -Serio? To świetnie! - pogratulowałaś mu z uśmiechem,  na prawdę sie
cieszyłaś chociaż coś w środku cię zabolało. No ale ty miałabyś być
zazdrosna? Przecież to tylko Howon, twój najlepszy przyjaciel,
powinnaś być zadowolona z jego szczęścia, a jednak nie wiedzieć czemu
trochę to bolało.
 -Tak, wiesz bardzo się cieszę. Jest taka piękna i wyjątkowa... bardzo
ją lubię i ona mnie też - mówił o niej zamyślony i uśmiechnięty od
ucha do ucha - chciałbym dać jej coś niezwykłego i mam prośbę...
 -Chcesz żebym ci pomogła? - momentalnie się uśmiechnęłaś.
 -Byłbym wdzięczny - uśmiech nie schodził mu z ust. Następnego dnia
umówieni poszliście do sklepu z biżuterią.   -Jak myślisz co ona
chciałaby dostać? - zapytałaś chłopaka rozglądając się po sklepie.
 -Myślałem nad jakąś bransoletką, ty takich dużo nosisz - wskazał na
twój nadgarstek - więc się znasz.
 -No oczywiście już zabieram się do pracy- odpowiedziałaś.
Minęło już dobrych 30 minut, a wy dalej nie mogliście sie zdecydować.
 -Może ta? - pytał pokazując na kolejne bransoletki.
-Nie
-A ta?
 -Nie
 -Albo ta..
 -Nie
 -No to ta..
 -Nie
 -O! Zobacz! - wskazał na kolejną.
 -Nie
 -_____ no weź siedzimy tu już tak długo - no i zaczął marudzić, i idź
tu teraz z facetem na zakupy.
 -Hoya daj mi się zastanowić - mówiłaś rozglądając się kolejny już raz.
 -Ale ty się zastanawiasz od jakiś 30 minut- marudził jak dziecko, ale
ty go za bardzo nie słuchałaś - ______? Nie słuchasz mnie?! Hej, mówię
do ciebie! _______? -dalej nadawał jak najęty.
 -Ta - wskazałaś na srebrny przedmiot.
 Po długich poszukiwaniach w końcu wyszliście z zakupem.
 -Myślisz, że jej się spodoba? - zapytał otwierając pudełko. Leżała
tam delikatna srebrna bransoletka z trzema przywieszkami, jedną z nich
było niewielkie serduszko z wygrawerowanym po jednej stronie "Love
You" a po drugiej "For You", na dwóch pozostałych przywieszkach w
kształcie koła znajdowały się maleńkie połyskujące diamenciki.
 -Oczywiście, że tak, ta bransoletka jest przepiękna... sama bym taką
chciała dostać - uśmiechnęłaś się. Chłopak odwzajemnił uśmiech i
zaproponował krótki spacer, po którym odprowadził cię do domu.
 -Musisz się odzwyczaić - rzuciłaś trochę bezmyślnie.
 -Odzwyczaić? Od czego? Co masz na myśli? - zapytał zdezorientowany.
 - Od wszystkiego co ze mną związane.
 -Proszę?! - trochę się zdenerwował.
 -No na przykład to nasze wspólne granie, chodzenie na pizze, spacery
i ogólnie.. będziesz miał dziewczynę, już zapomniałeś?
 -Chyba jesteś chora, nie zrobię tego.
 -Daj spokój, nawet nie zauważysz jak szybko to się stanie-
uśmiechnęłaś się szczerze- pójdę już, trzymaj się, powodzenia w
poniedziałek. FIGHTING!
 -Dzięki - pomachałaś mu, a on odmachał i poszedł. Wyglądał na nieco
zmieszanego. Weszłaś do mieszkania i samotna łza spłynęła po twoim
policzku, a uśmiech szybko zniknął z twojej twarzy.
 -Co sie ze mną dzieje?! Przecież Hoya to tylko mój przyjaciel...
powinnam się cieszyć! - wykrzyczałaś do siebie, na szczęście byłaś
sama w domu. Poszłaś do swojego pokoju i resztę dnia spędziłaś leżąc i
oglądając różne filmy. Wyglądałaś jakby cię co najmniej rzuciła
największa miłość twojego życia. Aż sama się zdziwiłaś swoim
zachowaniem. Następnego dnia myślałaś nad swoimi wczorajszymi
poczynaniami. Dlaczego tak bardzo bolało cię to, że Howon znalazł
sobie kogoś? Dlaczego?! Siedziałaś na kanapie rozmyślając nad tym, łzy
mimowolnie spływały po twoich rumianych policzkach. W końcu
uświadomiłaś sobie, że Hoya to ktoś więcej niż tylko przyjaciel. Od 4
lat zawsze był przy tobie, pomagał, pocieszał, zabierał na spacery...
po prostu musiałaś się przyznać sama przed sobą, że żywisz do niego
silne uczucia.
 Ale co z tego? Co teraz? Powiedzieć mu? Ale to może zniszczyć mu jego
plany na związek, a co ważniejsze waszą przyjaźń... zadawałaś sobie
mnóstwo pytań.
 -Eh dziewczyno weź się w garść! - walczyłaś ze swoimi myślami. Po
kilkunastu minutach wzięłaś telefon i od razu zadzwoniłaś do Howona.
  -Halo? - usłyszałaś ten męski głos i aż zaczęłaś się jąkać.
 -H-hoya, słuchaj mam ci coś do p-powiedzenia
 -______? Stało się coś ważnego?
 -N-no trochę, bo chcia-
 -Wiesz bo nie bardzo mogę teraz rozmawiać, szykuję się na jutro.
Oddzwonie do ciebie później. Pa. - rozłączył się. Tak po prostu się
rozłączył, nigdy tak nie robił. Znowu zrobiło ci się smutno. Odłożyłaś
telefon i bezczynnie siedziałaś na kanapie. Twoi rodzice zaczęli się
martwić o twój stan zdrowia. Zwykle byłaś osobą pełną energii, a od
dwóch dni leżałaś i nic nie robiłaś. Tłumaczyłaś im, że wszystko w
porządku i nic ci nie jest, ale nie bardzo chcieli w to uwierzyć.
Zaczęłaś wymyślać coś o nadmiarze sprawdzianów i kartkówek, które
rzekomo "miałaś" w tym tygodniu. Na szczęście uwierzyli. Kolejne kilka
godzin spędziłaś podobnie jak przez ostatni dzień. Z małym wyjątkiem.
Dzisiaj z utęsknieniem wyczekiwałaś na telefon od chłopaka, którego...
kochałaś? Tak teraz już śmiało mogłaś stwierdzić, że go kochasz.
Chciałaś mu to wyznać, ale nie zadzwonił. Zabolał cię fakt, że tak
szybko potrafił o tobie zapomnieć... zmęczona całą tą sytuacją
położyłaś się spać. Rano czułaś się jeszcze gorzej.
 -Eh to dzisiaj... - lekko przygnębiona skierowałaś się w stronę
łazienki w celu wzięcia długiej kąpieli. Chciałaś zmyć z siebie
wszelkie smutki. Trochę pomogło, ale nie na długo. Znowu jak głupia
chciałaś się z nim skontaktować, ale na próżno. Nie odbierał, nie
odpisywał na smsy... a ty znowu płakałaś. Miałaś niejasne wrażenie, że
za bardzo histeryzujesz. Może miałaś rację?
Ubrana jedynie w długi, trochę przyduży swetr i skarpetki usiadłaś w
salonie przed telewizorem. Po raz kolejny oglądałaś telewizję. Cóż za
kreatywne zajęcie. Dochodziła godzina 17, dalej siedziałaś na kanapie
wgapiając się w to elektryczne pudło. Nagle usłyszałaś dzwonek do
drzwi. Zdziwiłaś się bo twoi rodzice nie spodziewali się dzisiaj
gości, a tym bardziej ty. Niechętnie podniosłaś się i skierowałaś w
stronę drzwi. Otworzyłaś je i oniemiałaś z wrażenia, ukazała ci się postać Howona.
Nie wierzyłaś własnym oczom. Cały zadowolony stał z wielkim bukietem
białych róż i niewielką ozdobną torebeczką.
 -Co t-ty tutaj robisz? - próbowałaś zabrzmieć obojętnie, ale zbyt
długo płakałaś i twój głos lekko się załamywał.
 -Przyszedłem do ciebie - odpowiedział jak gdyby nigdy nic.
 -Ale przecież umówiłeś się, jesteś naszykowany - wskazałaś na kwiaty
i prezent - nie idziesz do niej?
 -Idę...
 -To dlaczego jeszcze tu jesteś? Spóźnisz się.
  -Jestem punktualnie.
 -Ale jak to? Przecież ta dziewczyna...
 -Właśnie na nią patrzę - powiedział już trochę nieśmiało. Zrobiłaś
wielkie oczy, tego się nie spodziewałaś - ______ kocham cię - stałaś
jak wryta. Ok, chwila.. chłopak, którego kochasz właśnie wyznał ci
swoje uczucia.
 - Dobra za dużo faktów na jeden raz, emm to mogę chociaż wejść? -
zapytał lekko zgaszony.
 -T-tak proszę wejdź - wpuściłaś go cały czas myśląc nad tym co się
właśnie wydarzyło.
 -_______ słuchaj, jeśli to dla ciebie za dużo..
 -Nie nie poczekaj -nad czym ty się zastanawiasz dziewczyno?!
 -Ale na prawdę, jeśli tak jest to..
 -Ale - działaj kobieto!
 -Ja poczekam, przemyśl to sobie.
  -Hoya
  -To ja już pójdę, trochę głupio wyszło - zaczął się powoli wycofywać.
  -Daj mi powiedzieć! - złapałaś go za nadgarstek, lekko pociągnęłaś i
złączyłaś wasze usta w motylim pocałunku. Chłopak wyglądał na nieco
zaskoczonego, ale już po chwili odwzajemnił pocałunek. Staliście tak
przez moment zatraceni w całej sytuacji. Oderwaliście się od siebie z
uśmiechami na ustach. Przytuliłaś się do chłopaka jakbyś bała się, że
zaraz zniknie.
 -Też cię kocham - wyszeptałaś ledwie słyszalnie, a pojedyncze łzy
spłynęły po twoim policzku.
 -_____? Płaczesz? Dlaczego? - odsunął cię od ciebie i delikatnie
wytarł kropelki z twojej twarzy. Uśmiechnęłaś się pod nosem.
 -Bo bardzo cię kocham... - spojrzałaś mu prosto w oczy - i
uświadomiłam to sobie dopiero jak powiedziałeś mi o tej dziewczynie...
 - Którą jesteś ty, głuptasku - skończył za ciebie i złączył wasze
usta. Później wręczył ci kwiaty (twoje ulubione białe róże) i małą
torebeczkę, w której znajdowała się bransoletka. Tak, właśnie ta,
którą wybierałaś przez tyle czasu. Ponownie uśmiechnęłaś się do
chłopaka, a ten cię przytulił. Resztę dnia spędziliście w swoim
towarzystwie. Już wiedziałaś, że Howon to ten idealny~



Bomi~ (nie Bomi, ale koleżanka tylko Bomi wstawia :3)

1 komentarz:

  1. Dziewczyno jesteś niesamowita ! Ten scenariusz jest CUDOWNY!
    Życzę ci dużo weny !! ♥♡♥♡

    OdpowiedzUsuń