Ty x H.O
Stałaś na samej krawędzi. Płakałaś. Obok na ulicy jeździły samochody i nie zwracały na ciebie najmniejszej uwagi, a w dole płynęła rzeka, niby spokojna, ale może zabić. I o to właśnie chodziło. To już koniec, koniec z twoim życiem. Po co miałaś chodzić po tym świecie? Dla nikogo nic nie znaczysz, chłopak cię rzucił, przyjaciele się odwrócili, rodzice zginęli, nic ci w życiu nie wychodzi, jesteś ofiarą losu. Na co komu takie życie?
Zżerał cię strach. Dobrze wiedziałaś, że masz lęk wysokości, a i tak stałaś na krawędzi mostu i trzymałaś się barierki. Popatrzyłaś w dół. Bałaś się skoczyć, ale jak inaczej mogłabyś odebrać sobie życie? Wieszać się nie będziesz, bo boisz się takich rzeczy. Strzelać do siebie też nie będziesz, bo nie masz pistoletu. Podcinać żył nie masz zamiaru, ani innych takich. To był już twój czas. Godzina 22:22. Puściłaś słup i lekko przechyliłaś się do przodu. Chciałaś mieć to już za sobą, ale ktoś złapał cię za rękę. Z powrotem złapałas się słupa. Popatrzyłaś na właściciela dłoni, która ciebie trzymała. Był to chłopak w jasno brązowych włosach, mniej więcej w twoim wieku. Nawet przystojny.
-Co ty wyprawiasz?! - wykrzyczał do ciebie
-Puść mnie! - odkrzyknęłaś płaczem próbując się wyrwać
-Oszalałaś?! Zejdź stamtąd!
Pociągnął cię w swoją stronę. Przestałaś się opierać. Zeszłaś z barierki. Nieznajomy chłopak objął cię i zaczął uspokajać. Ty nadal płakałaś.
-Może gdzieś się przejdziemy? - zaproponował -Uspokoisz się, dojdziesz do siebie.
Pokiwałaś tylko głową na tak.
-A tak w ogóle to jestem Jaeho, ale możesz mi mówić także H.O. - uśmiechnął się
-____ - odpowiedziałaś krótko
Była późna godzina i dziwiło cię to, że różne kawiarnie były jeszcze otwarte. Chłopak zaprowadził cię do jednej z nich. Usiedliście przy stoliku, a Jaeho zamówił wam dwie kawy i do tego jakieś ciastko.
-Dlaczego chciałaś skoczyć z mostu? - spytał H.O, gdy kelnerka podała wasze zamówienie
-Moje życie nie ma sensu. Więc w takim razie nie mam po co tutaj być.
-Jak to po co?! - zdziwił się -Dla rodziny, przyjaciół, ukochanego!
-Gdybym jeszcze miała takie osoby... - spuściłaś głowę w dół
-Nie masz? - dopytał
-Tydzień temu chłopak ze mną zerwał. Byłam z nim dobre dwa lata. Moi rodzice zginęli w katastrofie morskiej 3 lata temu. Statek, którym płynęli zatonął i nikt nie przeżył...
-A przyjaciele? Koledzy? Znajomi?
-Wszyscy się ode mnie odwrócili, gdy się dowiedzieli, że rzekomo zdradzam swojego byłego z szefem. - H.O spojrzał na ciebie wymownie -Nie zdradzałam go, jeśli o to chodzi, że się tak na mnie patrzysz. Spotykałam się z nim, bo pomagał mi pozbierać się jeszcze po śmierci rodziców. U mojego byłego nie mogłam nawet na to liczyć. Do tej pory mam problem z uspokojeniem się po stracie mamy i taty. Żałuję, że nie wybrałam się wtedy z nimi w ten rejs. Przynajmniej teraz nie siedziałbyś z kimś takim jak ja.
-Nie mów tak! Nie znam cię za dobrze, ale na pewno jesteś miłą i fajną dziewczyną. Chyba właśnie dobrze, że cię dzisiaj spotkałem.
Jaeho uśmiechnął się do ciebie. Prawie do północy siedzieliście w kawiarni. Przestaliście gadać o twoim samobójstwie. Atmosfera pomiędzy wami się rozluźniła. Gadaliście o wszystkim i o niczym, śmieliście się oraz dobrze dogadywaliście. To wyglądało jakbyście znali się od kilku dobrych lat, a nie zaledwie dwie godziny. Po kawie i ciastku, H.O odprowadził cię do twojego mieszkania. Ostrzegł, że masz więcej nie próbować się zabić ani o tym myśleć, bo on sam przyjdzie i wybije ci to z głowy. Weszłaś do klatki swojego bloku, a Jaeho poszedł przed siebie. Nie dało się ukryć, chłopak ci się spodobał. Zauroczyłaś się nim. Chyba odechciało ci się myśleć o samobójstwie.
Następnego dnia o godzinie 14 wstałaś radosna, chętna do życia. Wzięłaś poranny prysznic, zjadłaś śniadanie i udałaś się do parku. Usiadłaś na ławce. Nagle uśmiech z twojej twarzy zniknął. Uświadomiłaś sobie bardzo ważną rzecz. Przecież nie wiesz jak H.O ma na nazwisko, jaki ma numer telefonu, ani gdzie mieszka. Nic o nim nie wiedziałaś. Więc jak się teraz z nim spotkasz?
-Ale ja jestem głupia - powiedziałaś sama do siebie -Zrobiłam sobie małą nadzieję, że coś może z tego wczorajszego spotkania wyjdzie. Zapomnę w końcu o rodzicach, byłym. Głupia, głupia, głupia!
-Dlaczego pani tak sama siebie wyzywa? - zapytał pewien głos
Znałaś go. Ten sam głos wczoraj zdjął cię z barierki. Jak on ciebie tutaj znalazł?
-Podsłuchiwałeś mnie? - zdziwiłaś się
-Nie, spokojnie. Usłyszałem tylko jak mówisz do siebie, że jesteś głupia. To tyle.
Jaeho usiadł obok ciebie. Przy nim czułaś się tak inaczej, bezpieczniej. Nawet kiedy znałaś go tylko kilkanaście godzin.
-Jaeho... - zaczęłaś powoli
-Hmm? - popatrzył na ciebie
-Wiem, że nie znamy się za długo, ale spodobałeś mi się.
Chłopak momentalnie otworzył szerzej oczy. Chyba bardzo go tym zaskoczyłaś. Milczał. Nie wiedział co ma powiedzieć.
-____... Przepraszam cię, ale chyba to jest tylko jednostronne. Nie obrażaj się na mnie. Nie chcę mieć dziewczyny ani wiązać się z nikim.
-Dobrze, rozumiem.
Opuściłaś głowę w dół. Posmutniałaś. To normalne, powiedziałaś chłopakowi, że ci się podoba a ten nie odwzajemnia twoich uczuć.
-Nie smuć się. - położył rękę na twoim ramieniu -Możemy się przyjaźnić. - uśmiechnął się
Na taką ugodę mogłaś się zgodzić. Wymieniliście się numerami telefonów. Od tego momentu byliście przyjaciółmi, najlepszymi przyjaciółmi.
~~*~~*~~
Bomi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz