piątek, 8 lipca 2016

B.A.P - Gdzieś cię już widziałam... Nie braliśmy razem ślubu?

Ty x Daehyun



  Popatrzyłaś się w ogromne lustro stojące przed tobą. Pięknie ułożone włosy, dopasowany, lekki makijaż, w dłoniach bukiet z białych róż i oczywiście długa, biała suknia. Po co to wszystko? Wyglądasz jakbyś miała za chwilę składać przysięgę małżeńską. Masz dopiero 20 lat, nie skończyłaś jeszcze studiować, a ty wychodzisz za mąż? Najważniejsze pytanie… Z kim? Nie miałaś chłopaka ani żadnego nikogo takiego z kim mogłaś na razie spędzić resztę życia i założyć rodzinę.
  Do pokoju, w którym się przeglądałaś weszła twoja mama.
 -Gotowa? – uśmiechnęła się
 -Gotowa na co? – odwróciłaś się w jej stronę
 -Na ślub.
 -Jaki znowu ślub?
 -No twój z Daehyunem.
 -Jakim Daehyunem? Mamo… Ale ja go nawet nie znam.
 -Poznasz. Pod ołtarzem.
 -To głupie.
 -Właśnie nie. To wspaniały pomysł.
 -Jeszcze czego. – mruknęłaś pod nosem
 -Coś mówiłaś? – pokiwałaś matce tylko głową –Goście już zajęli miejsca. Wychodź stąd powoli.
  Opuściła pokój. I co teraz masz zrobić? Wyjść tam tak po prostu i udawać, że wszystko jest ok? A co jak ten Daehyun okaże się wielkim brzydalem i obleśnym staruchem. Nic o nim nie wiedziałaś. Ciekawe czy on miał tak samo z tobą, czy też nic o tobie nie wie.
  Po kilku minutach wpatrywania się w lustro ty także wyszłaś z pomieszczenia. Najwyżej powiesz ‘Nie’ na przysiędze i tyle będziesz go widzieć. Kierowałaś się w stronę gdzie był największy hałas i gwar gadających ludzi. Po drodze zgarnął cię twój ojciec. No tak, będzie odprowadzał pannę młodą przed ołtarz.
 -Pięknie wyglądasz – popatrzył na ciebie, a ty się uśmiechnęłaś. Naprawdę tak ładnie wyglądałaś? –Pamiętaj, nie stresuj się.
  Jak masz się nie stresować jeśli nawet nie znasz pana młodego? Zaraz go poznasz i się okaże strasznie brzydki. ____ spokojnie nie może być aż tak źle. Ojciec zaprowadził cię na ogród, gdzie znajdowała się masa ludzi. W jednej chwili wszyscy ucichli i spojrzeli się w waszą stronę. Szłaś z ojcem pod rękę do ołtarza, mała orkiestra grała na skrzypcach i wiolonczelach marsz weselny, dookoła był pięknie przystrojony na biało ogród, a dokładnie przed tobą stał, jeszcze tyłem twój przyszły mąż o ile się zgodzisz. Gdy podeszłaś  pod podest, na którym stał ksiądz i on, Daehyun nagle się odwrócił i posłał ci ciepły uśmiech. Twój strach, że będzie on brzydki i stary minął. Miał ciemne włosy oraz oczy, wyższy od ciebie i na pewno starszy o kilka lat. Ojciec puścił twoją rękę, uśmiechnął się do ciebie i odszedł zająć swoje miejsce.
 -Zebraliśmy się tutaj w tym pięknym, słonecznym dniu by złączyć ze sobą więzem małżeńskim ____ (twoje imię i nazwisko xd) oraz Jung Daehyuna. - zaczął ksiądz
  Ksiądz dalej mówił kwestę, która zawsze jest na ślubach, o zdrowiu i chorobie, nie opuszczę cię na zawsze i takie tam. Przez całą przysięgę Daehyun patrzył się w twoje oczy. To było takie krępujące.
 -Czy ty Jung Daehyunie bierzesz ____ za swoją żonę?
 -Tak. - odpowiedział chłopak
 -A czy ty ____ bierzesz Jung Daehyuna za męża?
  Nie wiedziałaś co masz powiedzieć. Tak czy nie? To trudniejsze niż myślałaś. On powiedział tak i to z takim dziwnym przekonaniem, że będzie piękną i szczęśliwą parą. Może jednak trzeba zaryzykować.
 -Ta....
 -Wstawaj śpiochu! - oberwałaś poduszką od swojej matki
  Co? Ten ślub... To był tylko sen? Był zbyt realistyczny na sen. To musiało się tak nagle skończyć? Byłaś strasznie ciekawa tego jaki jest ten chłopak, jaki ma charakter, ile ma lat, jak całuje... No co, tak czy siak musiałabyś go pocałować jakbyś powiedziała 'Tak'.
 -Jak się spało? - zapytała nagle twoja mama zabierając z twojego fotela brudne ubrania
 -Nawet dobrze.
  Kobieta tylko posłała ci lekki uśmiech i wyszła z twojego pokoju z ciuchami do prania. Popatrzyłaś na zegarek. Była prawie 13. Trochę sobie pospałaś, biorąc uwagę na to, że zasnęłaś chwilę po 21. Nie ważna była teraz godzina, ważniejszy był chłopak z twojego snu. Skąd się taki tam wziął? Nigdy w życiu go nie widziałaś na oczy. A to jego imię, Jung Daehyun, też je pierwszy raz w życiu słyszałaś. Dziwne.
  Wstałaś z łóżka, umyłaś się i ubrałaś. Poszłaś do kuchni gdzie twój starszy o dwa lata brat robił sobie kurczaka z ryżem. Na masę.
 -Wooseokie~ - przeciągnęłaś patrząc mu przez ramię
 -Nie dam ci jeść. To moje mięso. - rzucił przekładając swoje danie na talerz
 -Ale to tak pysznie wygląda~ Prooooszę kochany braciszku.
 -Idź ode mnie duszo nieczysta. Ty nie robisz masy.
 -Skąd wiesz. - założyłaś ręce na klatkę piersiową
 -Bo masz jej już za dużo. - zaśmiał się wychodząc ze swoim kurczakiem z kuchni
 -Spadaj! Nie jestem gruba.
  Wooseok cię wkurzył. I to mocno. Wzięłaś z lodówki jedynie serek czekoladowy z łyżeczką i wróciłaś do siebie do pokoju. Usiadłaś przy biurku i włączyłaś laptopa. Pomyślałaś, że może znajdziesz chłopaka ze snu w internecie. Tak, na Facebooku. Po zjedzeniu serka nikogo nie znalazłaś, a jadłaś go dość długo. No nic, mówi się trudno. Jak nie znalazłaś to ten Daehyun może jest wytworem twojej wyobraźni. Albo po prostu nie jest zalogowany na Facebooku. Po jeszcze kilku minutach pisania ze swoją przyjaciółką i opowiadaniu jej swojego snu, wstałaś z krzesła. Zeszłaś na dół do kuchni wyrzucić opakowanie po serku. W kuchni spotkałaś matkę robiącą obiad. Jakby Wooseok wcześniej nie mógł zrobić jedzenia dla wszystkich. Ma 22 lata, halo. Powinien już tu nie mieszkać. W sumie... Ty masz 20. Ty też już mogłabyś mieszkać sama. Ale to dopiero jak skończysz studia. Został tylko ostatni rok.
  Podeszłaś do swojej rodzicielki. Spojrzałaś co takiego gotuje. Mmm zupa ogórkowa, twoja ulubiona.
 -Mamo~ - powiedziałaś do niej
 -Tak?
 -Czy znasz może Jung Daehyuna?
 -Nie, a dlaczego pytasz?
 -Nic. Tak tylko.
 -Coś się stało? Coś ci zrobił? Jak tak to tylko powiedz gdzie mieszka, a ja się już nim zajmę.
 -Nie, nie spokojnie. Nic mi nie zrobił. Nawet go nie znam.
 -To po co się pytasz?
 -Bo mi się przyśnił. Dzisiaj. Nigdy wcześniej go nie widziałam, a w śnie brałam z nim ślub.
 -Może to coś znaczy.
 -Ale co? Że wezmę niedługo ślub z nieznajomym?
 -Nie. To może znaczyć zupełnie coś innego.
 -Dobra. Ja wychodzę. Zadzwoń jak będzie gotowa zupa.
  Założyłaś buty i wyszłaś z domu. Potrzebowałaś świeżego powietrza by przetworzyć informacje. Ślub z nieznajomym, coś może to znaczyć... Poszłaś do parku. Usiadłaś na jednej z ławek i wzięłaś do ręki telefon. Może będzie coś w internecie o tym napisane, na przykład w senniku. Weszłaś na pierwszą lepszą stronę. Wpisałaś ślub z nieznajomym i wyskoczyło ci kilka odpowiedzi podobnych do siebie.
 -Kłótnie w związku? Rozstanie z ukochaną osobą? Problemy w życiu? - mówiłaś sama do siebie czytając treść w telefonie -To jakieś brednie. Przecież ja nie jestem w żadnym związku i nie mam żadnych problemów w życiu.
  Wstałaś z ławki. Chodziłaś różnymi alejkami po parku rozmyślając co może znaczyć ta kłótnia i problemy. Nagle stanęłaś w miejscu. Zamurowało cię. Przed tobą właśnie szedł chłopak, z którym brałaś ślub. Był taki sam. Te same oczy, ten sam uśmiech, takie same włosy. Szedł sam i rozglądał się na wszystkie strony. Kiedy przeszedł obok ciebie, uśmiechnął się tak samo jak wtedy gdy się do ciebie odwrócił. Postanowiłaś za nim iść. Nie trwało to długo, bo usiadł na pierwszej wolnej ławce. Poszłaś kawałek dalej, ale zawróciłaś. Zrobiłaś tak jeszcze kilka razy aż w końcu podeszłaś do niego.
 -Przepraszam - wyjąkałaś w jego stronę. Ten popatrzył na ciebie i czekał na twoją dalszą wypowiedź. -Gdzieś cię już widziałam.
 -Mnie pani widziała?
 -Tylko proszę nie pani.
 -Dobrze. Gdzie mnie pani... Gdzie mnie widziałaś?
 -Nie braliśmy razem ślubu? - rzuciłaś prosto z mostu
  Chłopak spojrzał na ciebie jak na idiotkę, ale za chwilę zaczął się zastanawiać. Pokazał jeszcze żebyś usiadła obok i myślał dalej. Zrobiłaś to o co poprosił. Zajęłaś miejsce obok niego.
 -Chyba nie jestem żonaty. - odpowiedział w końcu lekko się śmiejąc
 -Przepraszam, że tak powiedziałam. - spuściłaś głowę
 -Nic się nie stało. A tak w ogóle to skąd wziął się pomysł, że mogłem brać z panią.. ugh.. Z tobą ślub. To jakiś zakład?
 -Nie, nie. Żaden zakład. Po prostu miałam taki sen, że brałam ślub z nieznajomym i był on bardzo podobny do pana.
 -Chwila, chwila. - pomachał rękoma -Ja też nie chcę być panem. - zaśmiał się ponownie
 -No dobrze. - także się uśmiechnęłaś
 -Czyli, że przyśnił ci się ślub i facet, z którym miałaś go brać był podobny do mnie, tak?
 -No tak. Wiem, głupie to.
 -Trochę. A jak miał na imię? Wiesz może?
 -Jung Daehyun. - odpowiedziałaś
 -O kurcze. To już jest trochę dziwne.
 -Dlaczego?
 -Bo ja mam tak na imię.
 -Na prawdę?
 -Tak. Wiesz co. Byłoby jeszcze dziwniejsze gdybym ci coś powiedział. - spojrzałaś na niego wymownie, by mówił dalej -Ja ostatnio też miałem podobny sen. Też brałem ślub z nieznajomą. Tyle, że ja znałem tylko jej imię i nazwisko. Twarzy nie widziałem, była zakryta welonem. Zanim go zdjęła to się obudziłem.
 -A jak ona miała na imię? - zapytałaś teraz ty
 -____.
 -O kurde. To jest dziwniejsze. To moje imię.
 -Może... Może jesteśmy sobie przeznaczeni. - przysunął się do ciebie, spojrzał tobie w oczy, ale po chwili się zaśmiał
  Zadzwonił twój telefon. Wyjęłaś go z kieszeni i odebrałaś.
 -Zupa gotowa. - powiedziała twoja mama do słuchawki po czym się rozłączyła
 -Słuchaj Daehyun. - wstałaś z ławki -Może dasz się zaprosić na obiad.
 -Bardzo chętnie.

~~*~~*~~
Bomi

NCT 127 - Dobry gangster

ty i Taeyong z NCT U

Jak każdego czwartku wracałaś późno do domu. Była dokładnie 18:50 a ty przeklinałaś swoją szkołę za to, że akurat w ostatnim roku twojej nauki musieli dowalić ci tak beznadziejny plan. 
Na dworze robiło się już ciemno i trochę zimno. Jak zwykle wracałaś wąskimi i ciemnymi uliczkami do domu, niestety innej drogi do niego nie było. 
W głębi duszy cały czas, pomimo upływu tylu lat, nadal bałaś się tamtędy chodzić. Nie raz słyszałaś bijatyki, wyzywanki, nie raz także ktoś cię tam zaczepiał. Któregoś razu nawet kupiłaś sobie gaz pieprzowy i od tamtego razu włącznie cały czas trzymałaś go w ręku kiedy wracałaś...no prawie cały czas. 
Dzisiaj miałaś zły dzień i nadal byłaś zdenerwowana dlatego nie myślałaś o strachu czy tym bardziej o gazie. Akurat jak na złość znowu ktoś cię dzisiaj zaczepił.
-Hej, panienko - usłyszałaś za swoimi plecami.
Przeraziłaś się, ale nie zatrzymywałaś się, szłaś dalej przed siebie.
-Mówię do ciebie - powtórzył głos za plecami.
Teraz już chyba musiałaś się odwrócić. Zniechęcona i nadal przerażona odwróciłaś sie w kierunku z którego dochodził głos. Zobaczyłaś przed sobą dwójkę chłopaków. Byli mniej więcej tego samego wzrostu, jeden miał siwe włosy a drugi miał je czarne jak smoła i ubrani byli w białe koszule i czarne dżinsy.
-T-tak? - odezwałaś sie delikatnie, żeby nie usłyszeli że się boisz. 
-Co tu robisz o tej godzinie? - spytał ten siwy
-Wracam do domu - wyjaśniłaś
-Skąd? - dopytywał ten czarny
-Ze szkoły.
-Tak późno? Czy oni nie mają serca? - prychnął znowu ten siwy
-Niestety...nie oszczędzają w ostatniej klasie - mruknęłaś cicho spuszczając wzrok.
Owa dwójka podeszła do ciebie bliżej a ty momentalnie odskoczyłaś przerażona w tył.
-Spokojnie - zaśmiali się oboje -Nie chcemy ci zrobić krzywdy.
Jasne, każdy tak mówi. A potem takie dziewczyny jak ty lądują zgwałcone w rowie.
Nic nie odpowiedziałaś na ich zapewnienia, tylko milczałaś. 
-Nie wierzysz nam? - pokręciłaś głową przecząco
Westchnęli tylko cicho.
-Może powinniśmy się przedstawić? - czarny spojrzał na siwego -Może wtedy nam zaufa.
-Masz racje. - przytaknął ten siwy
-Jestem Nakamoto Yuta, ale mów mi po prostu Yuta - uśmiechnął się ten w czarnych włosach
-Lee Taeyong - dopowiedział ten w siwych włosach i pomachał ci.
To teraz twoja kolej? Trochę ci to zajęło ale w końcu udało ci się z siebie coś wydusić.
-Jestem _____.
-Zatem _____, czy teraz nam wierzysz? - dopytywał Yuta.
-Jesteście gangsterami? - zmieniłaś nagle temat 
Oni spojrzeli tylko na siebie zdziwieni a potem na ciebie i zaśmiali się.
-Skąd wiedziałaś?
-Wyglądacie jak oni, bo oni tylko tutaj przesiadują. - warknęłaś cicho za ten ich śmiech. 
Taeyong spojrzał na ciebie a potem na to w co był ubrany.
-Wyglądam źle? - spytał cię
-Tego nie powiedziałam - wzruszyłaś ramionami -Wybaczcie ale chciałabym już wrócić do domu.
Oznajmiłaś i ruszyłaś dalej przed siebie, w swoją drogę do domu.
-Nie boisz się iść po takiej ciemnicy? Tam dalej bedzie jeszcze ciemniej bo nie ma żadnych lamp - usłyszałaś dosłownie po sekundzie głos Yuty. Aish ten chłopak, dlaczego jest taki gadatliwy?
Zatrzymałaś się. On miał racje. Tamten odcinek był najgorszy i go zawsze bałaś się najbardziej.
Westchnęłaś cicho.
-Ej, Tae. Powinniśmy ją odprowadzić do domu? 
-Nie chciałbym, żeby mojej nowo poznanej koleżance stała się krzywda...więc tak.
Prowadzili sobie konwersacje jak gdyby nigdy nic, a ty tylko stałaś i słuchałaś ich z zaciekawieniem. Gadatliwe dupki z nich.
-Pójdę do samochód - znowu głos Yuty a potem kroki. Czyżby sobie poszedł? W końcu.
-Boże wreszcie spokój - mruknęłaś do siebie i odwróciłaś się do drugiego chłopaka. -On tak zawsze?
Na co Taeyong pokiwał tylko glową.
-Współczuję ci - mruknęłaś cicho
-Zawsze coś- wzruszył ramionami i wziął od ciebie twój plecak. O prosze jaki gentleman. 
-Przepraszam, że cię zaczepiliśmy, to był mój pomysł. Po prostu zaczyna nam czegoś brakować i chcieliśmy pogadać z 'normalnymi' ludźmi. - westchnął
-Nieźle mnie wystraszyliście - zaśmiałaś się cicho. Taeyong był zupełnym przeciwieństwem gadatliwego Yuty, byl spokojny i delikatny. Lubiłaś takich ludzi.
-Nie powinnaś wracać tutaj sama,
-Nie ma innej drogi powrotnej do mojego domu.
Zapadła cisza. Chociaż tylko na jakiś krótki czas.
-To od jutra, w każdy dzień szkolny zimą i jesienią będziemy cię odprowadzać ze szkoły. Co ty na to? - na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech i widoczne podekscytowanie.
-My? Ale ja nie chce Yuty! 
-Ale zgadasz się? - upewniał się.
-Tak, będzie mi bardzo miło jeśli będziecie mnie odprowadzali. Zawsze jakaś ochrona mi się przyda. Zwłaszcza tak atrakcyjna jak ty. 
Zaśmiałaś się i on też. I to dość głośno.
-Co do Yuty...Tego ci nie mogę obiecać. Ten dzieciak wszędzie się musi wcisnąć. -mruknął rozbawiony.
-HEJ! NIE JESTEM DZIECKIEM! - oburzył się Yuta krzycząc z samochodu.
Zaśmialiście się znowu i szybko zajęliście miejsca w pojeździe.
-I co? Nie jesteśmy tacy jak inni gangsterzy? Prawda? 
O tak. Są o wiele lepsi.

///
Ravi.