środa, 19 sierpnia 2015

B1A4 - Salon Gier

Baro x Ty


  Ostry zakręt. Zmiana biegów. Wyprzedzasz wszystkich przeciwników. Rozwalasz wszystko co stanie ci na drodze. Ostatnia prosta. Już jesteś przy mecie. Tylko ułamki sekund dzielą cie od wygranej, ale...
 -Ej! - krzyknęłaś gdy ktoś odłączył wtyczkę od komputera - Prawie pobiłam swój rekord!
 -Za długo już siedzisz przed tym komputerem. Poszłabyś gdzieś ze mną. - oznajmił Baro-twój chłopak
 -Mogłeś chociaż dać mi skończyć tą grę.
 -Nie. Masz iść się dotlenić. Siedzisz w tym domu przed tą durną grą już prawie tydzień i nigdzie nie wychodzisz.
 -No bo po co. Poza tym wychodzę na zewnątrz.
 -Chyba tylko na balkon.
 -Ale tam też jest powietrze.
   Hambaro wziął głęboki oddech, popatrzył na ciebie i złapał za rękę. Pociągnął cię w stronę toalety, wepchał tam i zamknął.
 -Nie wyjdziesz stamtąd dopóki się nie umyjesz i ładnie nie ubierzesz. - powiedział zza drzwi
 -A co jeśli nie zrobię tego?
 -To... To ja sam ciebie umyje i ubiorę.
 -Już zrobię to sama~ - odpowiedziałaś
  Zrobiłaś to co chciał twój chłopak. Umyłaś, pomalowałaś i ubrałaś się w beżową sukienkę. Zapukałaś dwa razy w drzwi. Momentalnie się otworzyły, a twoim oczom ukazał się Baro z otwartą buzią.
 -Może lepiej zamknij usta, bo ci jeszcze mucha wleci. - zaśmiałaś się i wyszłaś z toalety.
 -Nie wleci. A jak wleci to wyleci. - odpowiedział. Sunwoo.
 -No to gdzie idziemy?
 -Hmm... Może tak do kina.
 -A może pójdźmy do salonu gier.
 -Żebyś znowu grała? Co to to nie.
 -Ale ja chcę~
  W tym momencie zrobiłaś ayego. Wiedziałaś, że to działa na Baro. Chłopak popatrzył na ciebie i westchnął.
 -No dobrze. Pójdziemy do salonu gier.
 -Taak! Tylko może się przebiorę.
 -Nie trzeba. Tak też jest dobrze.
  Złapał cie za rękę. Wyszliście z domu i ruszyliście w stronę najbliższego salonu gier. Droga zajęła wam niecałe 10 minut. Gdy dotarliście na miejsce od razu dopadłaś automat z motorem. Na samym początku rywalizowałaś z Sunwoo, ale po jakimś czasie jemu się to znudziło.Ty zostałaś na motorze, a on poszedł do jakiegoś innego automatu.Nie zwracałaś na niego uwagi. Teraz liczyłaś się tylko ty, motor i wygrana. Ktoś położył dłoń ta twoim ramieniu jak ty wybierałaś gdzie będziesz jeździć.
 -____ ja idę- usłyszałaś przygnębiony głos Baro za sobą.
 -Yhym.- wybrałaś tor i nie zwróciłaś uwagi na to, że twój chłopak sobie poszedł.
  Grałaś jeszcze przez pół godziny aż wygrałaś. Miałaś najlepszy wynik w tej grze. Sam właściciel przyszedł ci pogratulować tak wysokiego wyniku i zawiesił twoje nazwisko na 'ścianie zasłużonych'. Wszyscy ci bili brawo, jednak ty zaczęłaś szukać kogoś, a mianowicie  Baro. Zapomniałaś o tym, że poszedł jakiś czas temu.
 -Widziałeś może chłopaka, który przyszedł tu ze mną? Taki w białej czapce i koszulce w paski. - spytałam jakiegoś kolesia z salonu gier
 -Taa. Wyszedł jakiś czas temu.
 -Dzięki.- rzuciłaś krótko
  Wyszłaś z salonu. Kompletnie nie wiedziałaś o co chodzi, gdzie go szukać. Znając go pewno się na ciebie fochnął i teraz siedzi i myśli. Poszłaś do pobliskiego parku. Lubiłaś tam przebywać. Z resztą Baro też lubił. Zaczęłaś szukać ogromniastego drzewa pod którym lubiliście spędzać wolny czas. Tak jak myślałaś Sunwoo siedział przy drzewie. Patrzył się w jedno miejsce i nawet nie zwrócił uwagi na to, że ty usiadłaś obok niego.
 -B-Baro - zaczęłaś. Dopiero wtedy chłopak ciebie zauważył. - Ja przepraszam. Nie chciałam żeby to się tak skończyło. Chciałam żebyśmy razem tam pograli na konsolach, ale ty sobie poszedłeś.
 -Bo nie zwracałaś na mnie żadnej uwagi. Liczyła się tylko gra. Jakby ona była ważniejsza ode mnie. - prychnął
 -Oczywiście, że nie jest. Ty jesteś najważniejszy. - uśmiechnęłaś się do niego
 -Tak? To udowodnij mi to.
  Chwilę się zastanawiałaś jak mu to udowodnić i w końcu wymyśliłaś. Wstałaś z ziemi, kucnęłaś przed Sunwoo i lekko musnęłaś jego wargi. Chciałaś się odsunąć od chłopaka, ale on ci przeszkodził. Złapał cię za twoje ramiona i przyciągnął do siebie. Namiętnie cię pocałował. Oddałaś jego pocałunek. Oderwaliście się od siebie po dłuższej chwili.
 -Następnym razem jak pójdziemy do salonu gier to cię rozwalę w te motory. - powiedział Baro
 -Chyba śnisz. - zaśmiałaś się i wstałaś
   Baro także wstał. Złapał cię za rękę i poszliście w stronę twojego domu.
 -Może i śnię, ale chociaż spróbuję cię rozwalić.
 -No to próbuj.
  Przytuliłaś się do niego. Baro objął cię i pocałował w usta.
 -I spróbuję. A żebyś wiedziała, ale najpierw naucz mnie jak się gra w te twoje auta.



~~*~~
Kolejny scenariusz na blogu. Mam nadzieję, że się wam spodoba bo ja mam do niego mieszane uczucia.

Bomi

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

SEVENTEEN - Wojna a miłość.

Woozi x ty

Znajomi mówili wam, że zabawnie razem wyglądacie. Jak starsza siostra z młodszym bratem. Pomysł był raczej absurdalny, biorąc pod uwagę, że twoje europejskie rysy kompletnie nie przypominały koreańskiego wyglądu Jihoona. Byłaś od niego sporo wyższa i być może to powodowało te wszystkie komentarze.
Poznaliście się dość niedawno, właściwie przypadkiem, przez wspólnych znajomych. Nie można powiedzieć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Właściwie nie byłaś pewna czy to w ogóle była miłość. Raczej rodzaj silnego przywiązania, do tego stopnia, że nie wyobrażałaś sobie dnia bez zobaczenia się z nim. Był całym twoim światem, musiałaś się nim opiekować, mimo że to przecież Jihoon był od ciebie starszy. Ta relacja była zresztą obustronna.
Mimo trudnych, wojennych warunków on nadal wyróżniał się w tłumie. Większość ubrań była na niego za duża, więc chodził po mieście w swetrach czy bluzach ze zbyt długimi rękawami. Całości dopełniały różowe włosy. Tak naprawdę to wyglądał jak bezbronny kilkuletni chłopczyk w ubraniach starszego brata.
Nie zamierzaliście czekać na koniec wojny z założonymi rękami. Angażowaliście się w konspiracji, zawsze i wszędzie razem. A kiedy wybuchło powstanie i trafiliście do jednego oddziału, ze wszystkich sił starałaś się nie opuszczać go na krok. Nie zawsze było to możliwe, ty miałaś swoje zadania i on miał swoje. Wszystko działo się tak szybko, ginęli ludzie, bliżsi i dalsi przyjaciele, nie mieliście żadnych wiadomości od waszych rodzin... Jednak dopóki w środku piekła wciąż czuliście ciepło swoich rąk, żadne z was nie traciło nadziei.
Po oddziale krążyła legenda, że jesteście kuloodporni, a temu, kto będzie się was trzymał nic się nie stanie. Przez jakiś czas rzeczywiście los wam sprzyjał, jednak wszystko musi mieć swój koniec. Pozostałe przy życiu oddziały zaczęły wycofywać się do podseulskich lasów, klęska powstania była coraz bliższa. Podczas jednej z akcji, kiedy osłanialiście uciekającą ze stolicy ludność cywilną, Jihoon oberwał kulą w nogę. Rana była wyjątkowo paskudne, chłopak nie mógł samodzielnie chodzić i nic nie wskazywało na to, że jego stan szybko się poprawi. Zupełnie nie nadawałaś się w tamtym okresie do życia, spędzałaś przy nim każdą wolną chwilę. Wychodziłaś z bólem serca, przerażona, że po powrocie zastaniesz tylko kupę gruzów z lejem po bombie pośrodku.
Noce robiły się coraz chłodniejsze, wieczory mgliste i ponure.
- Japońce idą! - krzyknął ktoś pewnego dnia przed świtem.
Oddział niemal natychmiast gotowy był do ewakuacji. Pojawiał się tylko jeden problem: nie mieliście noszy. Wszyscy wasi ranni znajdowali się w szpitalu polowym, tylko Jihoon uparł się, żeby być z tobą. A teraz nie mieliście jak zabrać go ze sobą.
- ________, idź z nimi. Mną się nie przejmuj, poradzę sobie - przekonywał cię chłopak, patrząc ci z determinacją w oczy.
- Przecież cię nie zostawię - oznajmiłaś stanowczo.
Wasz dowódca spojrzał na ciebie z żalem, kiedy poinformowałaś go o swojej decyzji.
- Wrócimy po was - doskonale wiedziałaś,  że kłamie.
Kiedy sobie poszli, w waszej piwnicy zapanowała kompletna cisza. Było zimno, bardzo zimno. Położyłaś się na łóżku obok Jihoona, przykrywając was oboje jedynym kocem, żeby się nieco rozgrzać.
- Nie powinnaś że mną zostawać. Zabiją nas oboje - powiedział beznamiętnym tonem chłopak.
- Przestań. Nasi po nas wrócą - kurczowo trzymałaś się tej złudnej nadziei. - A nawet jeśli nie, to i tak bym cię nie zostawiła - przytuliłaś się do jego boku czując chłodny powiew wiatru. W piwnicznych okienkach nie było szyb i po pomieszczeniach hulały przeciągi.
Dłuższą chwilę leżeliście w ciszy, kiedy na dworze rozległy się pojedyncze słowa w znienawidzonym języku. Zaglądali do każdej piwnicy.
- ________? - szepnął Jihoon. - Ja...
- Ciiiiiiii... - położyłaś mu palec na ustach. - Wiem.
Dokładnie w tym samym momencie rozległ się stukot i coś podobnego do kamienia potoczyło się po piwnicznej podłodze. Chwilę później nastąpił wybuch, a siła eksplozji rzuciła łóżkiem o ścianę. Straciłaś przytomność.

Ocknęłaś się przysypana gruzem i cała pokryta cementowym pyłem. Spróbowałaś się poruszyć: bolało, ale żyłaś. Spojrzałaś na Jihoona. Miał zamknięte oczy, a z jego ust wypływała czarna strużka krwi. Dotknęłaś jego policzka: był lodowaty.
Po co ty przeżyłaś, skoro on był martwy?
Otępiała wygrzebałaś się spod cegieł i kawałków tynku. Już nie czułaś bólu. Jihoon był o wiele bardziej przysypany, sama nie dałabyś rady go wydobyć.
- Wrócę po ciebie - pocałowałaś go na pożegnanie. Na ustach poczułaś smak żelaza.
Poszarzała, pokryta siniakami i zaschniętą krwią, powędrowałaś przed siebie, klucząc w morzu ruin tak pięknego jeszcze niedawno Seulu. W końcu natknęłaś się na jeden z ostatnich oddziałów i szantażem zmusiłaś parę osób, by poszły z tobą po Jihoona.
W tym samym czasie jednak japońscy piloci zabawiali się bombardując ostatnie szkielety domów. Wasza piwnica była teraz tylko sporą kupą dopalających się gruzów.

Ocknęłaś się z zamyślenia.
"Tutaj widziałam go po raz ostatni..." Rozejrzałaś się po piwnicy odbudowanego jakiś czas temu domu.
I tylko pajęczynka drobniutkich zmarszczek na wciąż młodej twarzy świadczyła o sercu rozerwanym lata temu przez granat.

////
To musiało się tutaj znaleźć. Cudo napisane przez moją kochaną Eunsol, yaaaah, much love! *serce nad głową* 
Mah feels, liczymy na więcej~ 
Wstawiam ja, Ravi. Nadchodzą kolejne! 

środa, 12 sierpnia 2015

BTS - Najlepszy prezent urodzinowy.

Ty x Jungkook

-3 LATA WCZEŚNIEJ-
Deszcz, zimno, smutek, ty i on.
-Kookie...-pociągnęłaś nosem łapiąc jego twarz w dłonie.
-Nie możesz mnie tak po prostu zostawić! - płakał tak mocno, że dławił się swoimi łzami.
-Muszę...- teraz sama zaczęłaś płakać równie mocno jak on.
Jego w miarę silne ramiona wtuliły cię w przemoczone ciało, kurczowo się go trzymałaś. Nie chciałaś go zostawić, ale musiałaś, nie było tu dla ciebie miejsca. Wszyscy ludzie z Korei Północnej byli traktowani inaczej, gorzej. Cała ta presja była nie do wytrzymania, wyzwiska i wyrzuty sumienia zjadały ciebie i twoją rodzinę z każdym dniem coraz bardziej i w końcu wzięły nad wami górę. Wracaliście do kraju ojczystego. Zdążyłaś się tutaj zadomowić i odnaleźć długo wyczekiwany spokój. Znalazłaś dobrą szkołę, twoi rodzice dobrą pracę, przyjaciół no i jego. Był kimś więcej niż tylko bratnią duszą. 
-______- jęczał trzymając cię jak najmocniej tylko potrafił. 
Staliście i moknęliście na środku dworcowej ulicy w wielkiej ulewie. Twoje walizki mokły obok.
Autobus odjeżdżał za równe 2 godziny. 
- Ze mną byłabyś bezpieczna - zapewniał gładząc twoje plecy.
- Wiem Kookie, ja to wszystko wiem...
- Znaleźlibyśmy coś za miastem...
- Kookie - przerwałaś mu, to bolało 
- Tam bym cię chronił...
- Przestań - mruknęłaś 
- I bym o ciebie dbał...
- Jungkook! - oderwałaś się i spojrzałaś na niego, on tylko pociągnął nosem.
- Już nic nie mogę zrobić - mruknęłaś po raz kolejny.
Złapał twoją dłoń i splótł wasze palce razem. Spojrzałaś na to co zrobił i westchnęłaś cicho w myślach.
Czas robił wam na złość, płynął zbyt szybko, z dwóch godzin zostało tylko pół.
Pogoda też wam nie sprzyjała, deszcz padał tak mocno jak wy płakaliście. 
Zabrakło ci słów, nie miałaś nawet weny żeby płakać. W milczeniu wtulałaś się w ukochanego chłopaka. To były wasze ostatnie chwile. 
Ostatnie wspólne godziny.
- Obiecaj mi, że wrócisz - przerwał w końcu tą dłuższą chwilę milczenia.
- Jungkook....
Nie mogłaś mu tego obiecać. Nie byłaś pewna, czy obietnicę byś była w stanie dotrzymać.
- Obiecaj - nalegał stanowczo 
- Nie mog-
- Obiecaj! - podniósł głos i burknął jak małe dziecko.
Poddałaś się. Nie chciałaś się kłócić z nim ostatniego dnia. 
- Obiecuje - po tych słowach jakby się rozpogodził.
Zauważyłaś delikatny uśmiech na jego uroczej buźce. Bez zastanowienia odwzajemniłaś uśmiech.
Ostatnie 10 minut.
Twój bus w końcu podjechał. Znowu cały dworzec wypełnił dźwięk waszego płaczu.
Tym razem on wziął twoją twarz w dłonie. Wasze oczy się spotkały.
- Dlaczego muszę robić to po raz pierwszy w takim momencie? 
Lepiej późno niż wcale.
Przybliżył się i gwałtownie wbił w twoje usta. Fakt, do tej pory nie byliście aż tak blisko ze sobą.
Jego pocałunki, były czułe i delikatne, jakby chciał zapamiętać smak twoich ust do końca życia albo nacieszyć się nimi na zapas. Oczywiście każdy taki pocałunek odwzajemniałaś.
W końcu, po kilkunastu takich z niechęcią odsunęłaś się.
- Muszę iść - westchnęłaś. - Tylko błagam cię, nie płacz już więcej.
Ale żadne z was nie mogło się uspokoić. 
Ostatni pocałunek, ostatnie przytulenie, ostatnia wymiana słów i w końcu wsiadłaś do autobusu.
Zajęłaś miejsce przy oknie z jego strony. Położył dłoń na szybie, zrobiłaś to samo co on. 
Ostatnia wymiana spojrzeń i odjechałaś zostawiając go samego na środku ulicy, 
------
- Jungkook, wstawaj!! - wrzasnął Taehyung wskakując na łóżko maknae i zaczynając po nim skakać. 
- Jeszcze chwiiiiiiiila - jęknął cicho.
- Ale dzisiaj twoje urodziny!!
****
Skasowałaś bilet i wsiadłaś do metra kierującego się w stronę centrum Seulu. Razem z ciężką walizką usiadłaś przy oknie i oparłaś o nie głowę. Na kolanach leżało pudełko ze słodką babeczką. 
Uśmiechnęłaś się do siebie praktycznie pierwszy raz od kilku dobrych lat. 
Po szybkiej podróży metrem wysiadłaś na wyczekiwanej stacji i ruszyłaś w kierunku jego mieszkania. Nie trudno było znaleźć jego adres, wystarczyło pogrzebać na kilku fandomowych stronach. 
Zastanawiałaś się, czy będzie tak jak dawniej, czy będzie w stanie po tylu latach funkcjonować z tobą tak jak dawniej. Albo może było już za późno? 
Jakimś dziwnym sposobem udało ci się przekonać ochroniarza, że jesteś daleką kuzynką Jungkooka i przyjechałaś specjalnie na jego urodziny. 
Po wjeździe na 11 piętro stałaś przed drzwiami domu numer 142 i pukałaś w nie. Twoja pewność siebie gdzieś uciekła. 
Nikt nie odpowiedział, więc zapukałaś jeszcze raz. Tym razem drzwi się uchyliły i zobaczyłaś chłopaka o śmiesznie rudych włosach i kosmicznej twarzy.
- Cześć - uśmiechnął się
- Jest Jungkook? - spytałaś od razu bez odpowiedzi na jego powitanie.
Pokiwał głową i wpuścił cię do środka. Poszło za łatwo?
- Kook, masz gościa! - wydarł się na całe mieszkanie tak, że aż się wystraszyłaś i podskoczyłaś.
- Już idę! - odkrzyknął a ty znowu podskoczyłaś.
Twoje serce zaczęło bić jak oszalałe, z nerwów myślałaś, że zaraz zemdlejesz.
- Tak? - ukazał się twoim oczom wysoki i przystojny chłopak o ciemnych włosach i oczach. To był twój Jungkook.
Zaniemówił. Ty też.
-_______- szepnął.
Podleciał do ciebie, wziął cię na ręce i mocno przytulił. Tak dobrze było znowu poczuć jego ciepło. Chyba każde z was uroniło łzę.
- Co ty tutaj robisz? - spytał.
- Przyjechałam bo dzisiaj twoje urodziny.
Postawił cię na ziemi. Sięgnęłaś po pudełeczko i podałaś mu.
- Wszystkiego najlepszego Kookie.
Uśmiechnął się szeroko.
- Jesteś najlepszym prezentem urodzinowym jakim sobie mogłem wymarzyć...

#######
No i kolejny, końcówkę popsułem ;_;
Przepraszam, że tyle czekaliście ale wiecznie w objazdach byłem. Mam nadzieje, że ten shot ma jakiś sens i z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy ortograficzne, stylistyczne itp.
Niedługo pojawi się kolejny.
Peace! 8)
//Ravi