Woozi x ty
Znajomi mówili wam, że zabawnie razem wyglądacie. Jak starsza siostra z młodszym bratem. Pomysł był raczej absurdalny, biorąc pod uwagę, że twoje europejskie rysy kompletnie nie przypominały koreańskiego wyglądu Jihoona. Byłaś od niego sporo wyższa i być może to powodowało te wszystkie komentarze.
Poznaliście się dość niedawno, właściwie przypadkiem, przez wspólnych znajomych. Nie można powiedzieć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Właściwie nie byłaś pewna czy to w ogóle była miłość. Raczej rodzaj silnego przywiązania, do tego stopnia, że nie wyobrażałaś sobie dnia bez zobaczenia się z nim. Był całym twoim światem, musiałaś się nim opiekować, mimo że to przecież Jihoon był od ciebie starszy. Ta relacja była zresztą obustronna.
Mimo trudnych, wojennych warunków on nadal wyróżniał się w tłumie. Większość ubrań była na niego za duża, więc chodził po mieście w swetrach czy bluzach ze zbyt długimi rękawami. Całości dopełniały różowe włosy. Tak naprawdę to wyglądał jak bezbronny kilkuletni chłopczyk w ubraniach starszego brata.
Nie zamierzaliście czekać na koniec wojny z założonymi rękami. Angażowaliście się w konspiracji, zawsze i wszędzie razem. A kiedy wybuchło powstanie i trafiliście do jednego oddziału, ze wszystkich sił starałaś się nie opuszczać go na krok. Nie zawsze było to możliwe, ty miałaś swoje zadania i on miał swoje. Wszystko działo się tak szybko, ginęli ludzie, bliżsi i dalsi przyjaciele, nie mieliście żadnych wiadomości od waszych rodzin... Jednak dopóki w środku piekła wciąż czuliście ciepło swoich rąk, żadne z was nie traciło nadziei.
Po oddziale krążyła legenda, że jesteście kuloodporni, a temu, kto będzie się was trzymał nic się nie stanie. Przez jakiś czas rzeczywiście los wam sprzyjał, jednak wszystko musi mieć swój koniec. Pozostałe przy życiu oddziały zaczęły wycofywać się do podseulskich lasów, klęska powstania była coraz bliższa. Podczas jednej z akcji, kiedy osłanialiście uciekającą ze stolicy ludność cywilną, Jihoon oberwał kulą w nogę. Rana była wyjątkowo paskudne, chłopak nie mógł samodzielnie chodzić i nic nie wskazywało na to, że jego stan szybko się poprawi. Zupełnie nie nadawałaś się w tamtym okresie do życia, spędzałaś przy nim każdą wolną chwilę. Wychodziłaś z bólem serca, przerażona, że po powrocie zastaniesz tylko kupę gruzów z lejem po bombie pośrodku.
Noce robiły się coraz chłodniejsze, wieczory mgliste i ponure.
- Japońce idą! - krzyknął ktoś pewnego dnia przed świtem.
Oddział niemal natychmiast gotowy był do ewakuacji. Pojawiał się tylko jeden problem: nie mieliście noszy. Wszyscy wasi ranni znajdowali się w szpitalu polowym, tylko Jihoon uparł się, żeby być z tobą. A teraz nie mieliście jak zabrać go ze sobą.
- ________, idź z nimi. Mną się nie przejmuj, poradzę sobie - przekonywał cię chłopak, patrząc ci z determinacją w oczy.
- Przecież cię nie zostawię - oznajmiłaś stanowczo.
Wasz dowódca spojrzał na ciebie z żalem, kiedy poinformowałaś go o swojej decyzji.
- Wrócimy po was - doskonale wiedziałaś, że kłamie.
Kiedy sobie poszli, w waszej piwnicy zapanowała kompletna cisza. Było zimno, bardzo zimno. Położyłaś się na łóżku obok Jihoona, przykrywając was oboje jedynym kocem, żeby się nieco rozgrzać.
- Nie powinnaś że mną zostawać. Zabiją nas oboje - powiedział beznamiętnym tonem chłopak.
- Przestań. Nasi po nas wrócą - kurczowo trzymałaś się tej złudnej nadziei. - A nawet jeśli nie, to i tak bym cię nie zostawiła - przytuliłaś się do jego boku czując chłodny powiew wiatru. W piwnicznych okienkach nie było szyb i po pomieszczeniach hulały przeciągi.
Dłuższą chwilę leżeliście w ciszy, kiedy na dworze rozległy się pojedyncze słowa w znienawidzonym języku. Zaglądali do każdej piwnicy.
- ________? - szepnął Jihoon. - Ja...
- Ciiiiiiii... - położyłaś mu palec na ustach. - Wiem.
Dokładnie w tym samym momencie rozległ się stukot i coś podobnego do kamienia potoczyło się po piwnicznej podłodze. Chwilę później nastąpił wybuch, a siła eksplozji rzuciła łóżkiem o ścianę. Straciłaś przytomność.
Ocknęłaś się przysypana gruzem i cała pokryta cementowym pyłem. Spróbowałaś się poruszyć: bolało, ale żyłaś. Spojrzałaś na Jihoona. Miał zamknięte oczy, a z jego ust wypływała czarna strużka krwi. Dotknęłaś jego policzka: był lodowaty.
Po co ty przeżyłaś, skoro on był martwy?
Otępiała wygrzebałaś się spod cegieł i kawałków tynku. Już nie czułaś bólu. Jihoon był o wiele bardziej przysypany, sama nie dałabyś rady go wydobyć.
- Wrócę po ciebie - pocałowałaś go na pożegnanie. Na ustach poczułaś smak żelaza.
Poszarzała, pokryta siniakami i zaschniętą krwią, powędrowałaś przed siebie, klucząc w morzu ruin tak pięknego jeszcze niedawno Seulu. W końcu natknęłaś się na jeden z ostatnich oddziałów i szantażem zmusiłaś parę osób, by poszły z tobą po Jihoona.
W tym samym czasie jednak japońscy piloci zabawiali się bombardując ostatnie szkielety domów. Wasza piwnica była teraz tylko sporą kupą dopalających się gruzów.
Ocknęłaś się z zamyślenia.
"Tutaj widziałam go po raz ostatni..." Rozejrzałaś się po piwnicy odbudowanego jakiś czas temu domu.
I tylko pajęczynka drobniutkich zmarszczek na wciąż młodej twarzy świadczyła o sercu rozerwanym lata temu przez granat.
////
To musiało się tutaj znaleźć. Cudo napisane przez moją kochaną Eunsol, yaaaah, much love! *serce nad głową*
Mah feels, liczymy na więcej~
Wstawiam ja, Ravi. Nadchodzą kolejne!
Ehh.. miałam nadzieję że to będzie inny rodzaj wojny. Pierwszy raz się spotkałam ze scenariuszem tego typu. Przyznaję się, kilka łez spłynęło po moich policzkach ..
OdpowiedzUsuńŁadne opisy i wizja Wooziego po środku takiej scenerii..
aboutourasianlove.blogspot.com
Nie, nie, nie...nie pozwalam na zabicie Wooziego...nie...
OdpowiedzUsuńAle ogolnie to bardzo mi sie podoba...
Cudny scenariusz tylko dlaczego musiało się tak stać? Ale za dużo happy endów też nie może być. :D
OdpowiedzUsuńP.S zaprazam tutaj http://kpop-love-world.blogspot.com/
Cudny scenariusz tylko dlaczego musiało się tak stać? Ale za dużo happy endów też nie może być. :D
OdpowiedzUsuńP.S zaprazam tutaj http://kpop-love-world.blogspot.com/