sobota, 14 listopada 2015

BTS - Porwanie

Ty x V


  Był piątek. Wracałaś ze szkoły po dodatkowych lekcjach, które kończyły się po 16. Poszłaś na przystanek autobusowy. Spojrzałaś na rozkład. Niestety pojazd ci odjechał dwie minuty wcześniej, a następny przyjeżdża za 27 minut. Nie miałaś nic do stracenia, więc postanowiłaś usiąść na ławce obok przystanku i czekać.
  Jak na piątek po godzinie 16 było dziwnie pusto na ulicy. Nigdzie nie widziałaś przechodniów, ani żadnych aut. Kompletnie nic, żadnej żywej duszy. Nudziło ci się więc wyjęłaś ze swojej torby słuchawki. Podłączyłaś je do telefonu i włączyłaś swoją ulubioną piosenkę BTS, w którym był twój przyjaciel V.
  Nie minęła minuta, a ktoś przyłożył ci chusteczkę pod nos, a po chwili straciłaś przytomność.
   ***
  W końcu odzyskałaś przytomność. Jak otworzyłaś oczy to widziałaś, że siedziałaś przywiązana do starego i niewygodnego krzesła w jakimś opuszczonym budynku, w którym było zimno. Przez większość czasu siedziałaś tam sama.
  Do hali, w której się znajdowałaś weszło czterech kolesi z czarnymi kominiarkami na twarzy.
 -O! Obudziła się! - wykrzyczał jeden z nich podchodząc do ciebie i ciągnąc za twoje włosy.
 -No w końcu. Ileż można czekać. - odparł drugi.
  Jeden z nich podszedł do ciebie. Kucnął przed tobą i popatrzył się w twoją twarz. Przez dłuższą chwilę się w nią wpatrywał, po czym powiedział coś pod nosem i walnął cię policzek. Spuściłaś głowę w dół. Popatrzyłaś na swoje poobijane nogi i przymknęłaś oczy by nie patrzeć na nie.
 -Gdzie ja tak w ogóle jestem? - spytałaś niepewnie podnosząc powoli głowę
 -Jesteś posadzona na krześle w opuszczonej hali. - odpowiedział trzeci z nich
 -No to akurat zauważyłam. - przewróciłaś oczami
  Jeden z nich podszedł do ciebie od tyłu i pociągnął za włosy. Syknęłaś z bólu.
 -Ciekawe ile za ciebie dadzą? - zaśmiał się
 -Kto ma za mnie dać?!
 -No jak to kto ma dać? Tatuś i mamusia. - odezwał się czwarty z nich, który do tej pory się nie odzywał
 -Nie zrobicie tego! - krzyknęłaś
 -Owszem, zrobimy. Chyba, że rodzice nie chcą się dowiedzieć o tym, że ich córcia może dalej nie żyć.
 -Co?! Chcecie mnie zabić?
 -Może. - odezwał się ten co ciebie wcześniej spoliczkował -A jeżeli nie... - poszedł do ciebie od tyłu i szepnął na ucho -...to coś innego się wymyśli. - uśmiechnął się przebiegle.
 -To chyba wole już zginąć.
  Odwróciłam głowę w przeciwną stronę niż ona stał. Nagle jeden z nich wyjął z kieszeni w spodniach pistolet. Wszyscy inni się ode mnie odsunęli tylko nie ten z pistoletem. Przyłożył lufę do mojej głowy.
 -Jak tak bardzo chcesz ginąć, to możesz już.
  Położył palec na spuście. Chciał już strzelać, ale zatrzymał go głos.
 -ZOSTAW JĄ! - wykrzyczał owy głos.
  Popatrzyłaś ukradkiem w miejsce skąd dochodził krzyk. Zobaczyłaś V, a obok niego stał Rap Monster i Jimin. Wszyscy w trójkę mieli wyciągnięte przed siebie pistolety.
 -Taehyung! - krzyknęłaś 
  Chłopcy schowali pistolety i zaczęli się bić z porywaczami. Tylko ten co trzymał pistolet przy twojej głowie dalej stał na swoim miejscu.
 -Ojoj. Chyba jednak nici z mojego zabijania. Chociaż ich też mógłbym zastrzelić. - powiedział do ciebie ten co stał obok
 -Chyba w twoich snach. - odpowiedziałaś mu z pogardą w głosie
 -Nie pyskuj mi tu! - krzyknął ci w ucho i objął ręką twoją szyję
  Nic więcej do niego nie powiedziałaś. Teraz popatrzyłaś na rozgrywającą się walkę. Długo się na nią nie napatrzyłaś, bo dwóch z porywaczy zostali powaleni na podłogę przez chłopaków, a trzeci był trzymany przez Rapiego by nie uciekł. W końcu V wyjął swój pistolet i wycelował w tego obok ciebie.
 -Zostaw ją w spokoju, albo oni razem z tobą zginą. - powiedział Tae pokazując na Rapmona i na tych co leżeli.
  Rap Monster i Jimin także wyjęli swoje pistolety i celowali w resztę, którą pokazał V.
 -Posłuchasz mnie, czy może jednak nie?! - Tae podniósł głos
  Koleś, który celował w twoją głowę, odsunął pistolet.
 -No i pięknie. A teraz delikatnie ją rozwiąż. - teraz mówił nieco spokojniej
  Tamten wykonał jego polecenie i ciebie rozwiązał, może nie delikatnie ale rozwiązał. Wstałaś z niewygodnego krzesła i chciałaś podejść do V lecz porywacz był szybszy i postrzelił Taehyunga  w ramię i uciekł. Zaraz za nim wybiegli jego pomocnicy i Jimin z Rapmonem, którzy ich gonili.
 -Tae!! - krzyknęłaś
  Podbiegłaś do niego. Ten leżał na podłodze z całym zakrwawionym ramieniem. Klęknęłaś obok i krzyknęłaś o pomoc lecz nikt nie przybiegł.
 -V! V! Żyjesz? - spytałaś zapłakana -Powiedz coś!
 -____? - odezwał się
 -Tak?
 -W-wyglądałem groźnie i realistycznie? - spytał nagle wstając do pozycji siedzącej
 -Ż-że co?! Jak groźnie? Co?!
 -No tak to.
 -Kurwa Taehyung! Zostałeś postrzelony w ramię, a ty mi tu wyjeżdżasz z tym jak wyglądałeś!!
 -No ___, ja nigdzie nie zostałem postrzelony.
 -A-a ta krew na ramieniu? To co to jest? - pokazałaś na jego rękę
 -Jest sztuczna.
 -A ci porywacze? Też są sztuczni? I mam jakieś omamy, że zostałam porwana?
 -Nie. Akurat oni są prawdziwi, ale nie są prawdziwymi porywaczami. A szkoda. Fajnie by było.
 -Jeżeli nie są prawdziwymi bandytami to kim są?
 -Chłopaki chodźcie! - krzyknął TaeTae
  Z jakiegoś pomieszczenia wyszedł Jimin, Rap Monster i czterech chłopaków w kominiarkach.
 -Możemy to już zdjąć? - zapytał jeden z nich
 -Jasne. - odpowiedział mu V
  Porywacze zdjęli kominiarki. Okazało się, że przetrzymywało ciebie reszta BTS. Patrzyłaś na nich z wielkim niezrozumieniem na twarzy.
 -O co tu kurwa chodzi?! - spytałaś
 -Chcieliśmy się pobawić. - odpowiedział ci Rapi
 -Pobawić? Pobawić?!
 -No tak. Coś się takiego stało? - dodał Suga
 -Czy coś się stało? - powtórzyłaś jego pytanie - Jeszcze się pytasz co się stało?! - wstałam na równe nogi i podeszłam co całej szóstki - Przyłożyliście mi coś do nosa, pobiliście i posiniaczyliście, groziliście zabiciem mnie i ogólnie was wszystkich, przyłożyliście pistolet to głowy, przywiązaliście d jakiegoś niewygodnego krzesła w jakiejś opuszczonej hali, gadaliście o okupie, postrzeliliście na niby Taehyunga i teraz się pytacie czy coś się stało?!?! - wykrzyczałam w ich stronę
 -No tak. - stwierdził Jin
 W tym momencie tak się na nich wkurwiłam i walnęłam Jina w twarz. I się odwróciłam do nich tyłem. Słyszałam tylko jak coś się przewraca i to był chyba Jin.
 -Ałłł~ - usłyszałam za sobą
  Odwróciłaś się do nich ponownie ze mordem w oczach. Wszyscy stali przerażeni i nie wiedzieli co mają zrobić. Ty spuściłaś głowę, usiadłaś na podłodze i zaczęłaś płakać.
 -Czemu to zrobiliście? - zapytałaś szlochając
 -Chcieliśmy się trochę pobawić. - odpowiedział Jungkook
 -Fajna mi zabawa. - rzuciłaś bez entuzjazmu i odwróciłaś się na tyłku tyłem do nich.
 -___ nie płacz, proszę. - podszedł do ciebie V
  Bez zastanowień przytuliłaś się do niego.
 -Przepraszam. - powiedział cicho
 -Za co przepraszasz? I dlaczego tylko ty, a nie wszyscy?
 -Bo pomysł z tym porwaniem był mój.
  Odsunęłaś się od niego i popatrzyłaś pytającym wzrokiem w jego stronę.
 -Chciałem być jak bohater i ciebie uratować. Żebyś zwróciła na mnie uwagę.
 -Niby czemu?
 -Bo nie chce być już dłużej twoim przyjacielem. Chciałbym być kimś więcej. 
  Nie zdążyłaś nic powiedzieć, gdy Taehyung pocałował cię w usta.
 -Ooo~ - usłyszałaś za sobą głosy chłopaków -To takie słodkie.
 -___? - zaczął V
 -Tak?
 -Czy po tym moim jakże pięknym bohaterskim czynie zostaniesz moją dziewczyną? - uśmiechnął się
 -Tak, zostanę! - krzyknęłaś i się do niego przytuliłaś
 -Kocham cię. - szepnął ci na ucho
 -Ja ciebie też.

~~*~~*~~
 Bomi
No i jest kolejny scenariusz~ Nie wiem co wy o nim sądzicie, ale jak dla mnie jest on taki sobie. Tak więc, czytajcie, komentujcie, zostawiajcie po sobie jakiekolwiek znaki i czekajcie na kolejne opowiadania :3

czwartek, 5 listopada 2015

SHINee - Wpadka





Jest to pierwszy scenariusz tego typu na naszym blogu. Mam nadzieję, że wam się spodoba :3


 KEY
  Jechałaś autem ze swoim chłopakiem Kibumem i jego najlepszym przyjacielem Jonghyunem. Wszyscy we trójkę wracaliście z imprezy. Była szósta rano i nikogo na drodze. Dla was lepiej, bo każdy z was w nocy trochę sobie popił. 
  Key prowadził samochód, ty siedziałaś obok niego, a Jonghyun leżał na tylnej kanapie i spał. 
 -Key kochanie, dlaczego jedziemy jakąś drogą w lesie? - spytałaś go
 -Bo nikt o tej godzinie tędy nie jeździ. Więc jest jednak szansa, że się nikt nie dowie, że wracamy pijani. - odpowiedział 
 -I bez prawka, co nie~~ - odezwał się zaspany Jjong 
 -Ty tam leż i śpij, a nie gadasz głupoty. 
  Dalej jechaliście już w ciszy. Nagle na prostej drodze wyszedł policjant i kazał się wam zatrzymać. 
 -Dzień dobry panie władzo. - powiedział spokojnie Key otwierając okno
 -Dzień dobry.
  Zza radiowozu policyjnego wyskoczył jakiś dziennikarz z kamerzystą. Podszedł to waszego auta i podsunął mikrofon Kibumowi. 
 -Jest pan tysięcznym kierowcą, który przejechał się tą nową szosą! Otrzymuje pan nagrodę w wysokości 5000 dolarów!
  Key zamurowało. Nie dość, że wraca pijany z imprezy to jeszcze dostaje kasę za byle gówno. 
 -Czy chciałby się pan podzielić z nami co zrobi pan z tymi pieniędzmi? 
 -Na samym początku to zapisałbym się na kurs prawa jazdy. - odpowiedział po namyśle raper
 -Nie słuchajcie go panowie. On sobie tylko żartuje. - chciałaś jak najszybciej wybrnąć z zaistniałej sytuacji 
 -Ja nie żartuje. Bardzo chciałabym się nauczyć jeździć. 
 -O kurde! Gliny! - wykrzyczał Jonghyun -Mówiłem Ci Key, że tym skradzionym autem daleko nie zajedziemy.
  Policjant popatrzył na was. Wyjął z kieszeni krótkofalówkę i powiedział do niej:
 -Panie Gong mamy kolejnych do sprawdzenia.


ONEW
  Siedziałaś w na sofie w dormie SHINee i czytałaś kolorowe pisemka, a twój chłopak Jinki ciągle kręcił się dookoła i zawracał ci dupę pytając gdzie leżą różne rzeczy w ich mieszkaniu.
 -____! A widziałaś może gdzie położyłem telefon? - zadał ci kolejne pytanie, które nie miało sensu 
 -Masz go w ręku. Czy mógłbyś przestać kręcić się w kółko? Zaczyna mnie to irytować. 
 -Ale... 
 -Co ale. Wracaj do tej kuchni i rób dalej obiad, a nie szukasz rzeczy niepotrzebnych ci do tego. - podniosłaś głos 
 -No dobrze , już dobrze mamo. Nie krzycz na mnie. Wracam sobie do kuchni.
  Tak jak powiedział tak też zrobił. Chwilę później do dormu wszedł zadowolony Taemin. Uśmiechnął się w twoją stronę i spytał 
 -Jest może Onew? Mam dla niego produkty, które chciał. 
 -W kuchni - pokazałaś palcem w tamtą stronę 
 Maknae poszedł do pomieszczenia wskazanego przez ciebie. Ty za to wróciłaś do czytania gazety. Nie minęło 5 minut, a z kuchni słyszałaś kłótnię dwójki osobników.
 -Miałeś to wsadzić w tą dziurkę, Onew!
 -No sorry. Mam chyba prawo do niewiedzy.
 -Jesteś mężczyzną to raczej powinieneś wiedzieć jak się wsadza i od której strony!
  Bardzo chciałaś wiedzieć co najlepszego robi twój chłopak z Taeminem w kuchni. Odłożyłaś gazetę na stolik, wstałaś z kanapy i ruszyłaś w stronę chłopaków.
 -Co tu się najlepszego wyprawia? - zapytałaś przechodząc przez próg kuchni
  W tym momencie zobaczyłaś Taemina, który trzymał w rękach faszerowanego kurczaka i Onew z 'patykiem' (nwm jak to się nazywa) od rożna, który próbował nabić ptaka.
 -Robimy obiad kochanie. - odpowiedział ci Jinki z wielkim bananem na twarzy
 -Ale niestety Onew nie umie wsadzać. - powiedział maknae śmiejąc się pod nosem -Czy jak się kochacie to on też nie może wcelować?
  Wtedy Taemin wybuchł wielkim, niepochamowanym śmiechem, a ty zrobiłaś się cała czerwona. Nagle Jinki ręką brudną od przypraw od kurczaka walnął Tae w policzek.
 -Czyli, że tak. Ooo Jinki stary, ale wpadłeś...


   TAEMIN
  *dryń dryń*
  Usłyszałaś dzwonek w swoim telefonie. Jak zwykle nie wiedziałaś gdzie się znajduje. Biegałaś po całym mieszkaniu jak głupia nasłuchując skąd dochodzi dźwięk. W końcu znalazłaś swoją komórkę na pralce w toalecie. Nawet nie popatrzyłaś kto dzwoni, po prostu od razu odebrałaś.
 -Tak słucham. - powiedziałaś
 -Nie mów słucham, bo cie wyrucham - usłyszałaś w odpowiedzi roześmiany głos swojego chłopaka-Taemina.
 -Baardzo śmieszne.
 -To jak tam kolejny dzień w pracy? - spytał gdy skończył się śmiać
 -Tak jak zwykle. Nic nowego się w butiku dziać nie mogło.
  Nie zwracając uwagi na to co Tae ci mówił o zespole i o treningach, ty chodziłaś po mieszkaniu robiąc różne rzeczy. Zrobiłaś sobie kolacje, nakarmiłaś kota i przeczytałaś jakiś artykuł w gazecie. A ten dalej gadał ci o Shinee. Siedziałaś na kanapie słuchając tego co gada do ciebie Taemin.
  Nagle chłopak przestał wydawać z siebie dźwięki. Przeraziło cię to.
 -T-Taemin? - powiedziałaś do niego -Jesteś tam? Halo?
 Nic, żadnej odpowiedzi z jego strony.
 -TAEMIN! - wydarłaś się
  Nadal nic ci nie odpowiadał. Zaczęłaś się bać, że coś się mu stało.
 -A co jak go ktoś pobił albo zabił. Albo gorzej, zgwałcił. - mówiłaś sama do siebie zmartwiona
  Po dłuższej chwili rozmyślań rozłączyłaś się z Taeminem i zawiadomiłaś o tym policję.
  Razem z dwoma funkcjonariuszami poszłaś do mieszkania maknae. Miałaś ze sobą zapasowe klucze więc nie mieliście problemu z wejściem.
  Każdy z was bał się najgorszego po wejściu do domu. Zapadła grobowa cisza. Wszyscy szukaliście Taemina.
 -Chyba go znalazłem. - powiedział jeden z policjantów wchodząc do kuchni i się śmiejąc
 -Niech się pan tak nie śmie... - rzuciłaś w jego stronę lecz nie dokończyłaś, bo weszłaś do pomieszczenia.
  Przy stoliku siedział Taemin z telefonem przy uchu. Wszystko było w jak największym porządku. Chłopak po prostu zasnął.
  Policjanci zaczęli się z ciebie śmiać, a ty zrobiłaś się cała czerwona ze wstydu.
 -Upss. - mruknęłaś pod nosem, a panowie wezwani przez ciebie poszli zostawiając cię ze śpiącym Taeminem.


   MINHO
  Szłaś razem ze swoim chłopakiem Minho nad stawem w pobliskim parku. Trzymaliście się za ręce i obserwowaliście zachodzące słońce.
 -Słyszysz to? - spytał się nagle Minho patrząc się gdzieś w staw.
 -Niby co miałam słyszeć?
 -No żaby. Tak ładnie skrzeczą.
 -Jak żaby mogą ładnie skrzeczeć? Wydają dźwięk i tyle. - powiedziałaś do niego
 -A właśnie, że nie. Udowodnię ci to.
  Choi puścił twoją rękę. Ruszył w stronę brzegu stawu. Postawił jedną nogę na kamieniu, który był w wodzie. Zachwiał się, ale po chwili złapał równowagę.
 -Co ty chcesz zrobić? - spytałaś go widząc jak próbuje postawić drugą nogę na kamieniu.
 -Chce złapać żabę. - odpowiedział z uśmiechem na buzi
 -Nie uda ci się.
 -A założymy się?
  Minho patrząc na ciebie postawił w końcu drugą nogę. Niestety w stawie. Momentalnie stracił równowagę i całym ciałem wpadł do wody. Zaczęłaś się z niego śmiać. Chłopak sobie nic z tego nie zrobił. Dalej siedział w tej wodzie i śmiał się sam z siebie. Nagle na jego ramię wskoczyła mała żabka. Choi szybko ją złapał w swoje ręce i wstał.
 -I co? Udało mi się.


  JONGHYUN
  Leżałaś w łóżku. Było dobrze po 1 w nocy, a ty czekałaś aż twój chłopak Jonghyun wróci z urodzin swojego najlepszego przyjaciela Kibuma. Mijała kolejna godzina, a on nie wracał. Zmartwiona tym, że Jjong dalej nie wraca wstałaś z łóżka i poszłaś do salonu po swój telefon. Już miałaś wykręcać numer do chłopaka, gdy ktoś zaczął przekręcać klucz w drzwiach. Popatrzyłaś się w tamtą stronę i zobaczyłaś jak Onew pomaga Jonghyunowi wejść do mieszkania.
 -Gdzie mam go odstawić? - spytał Jinki spoglądając na ciebie
 -Do sypialni. - odpowiedziałaś pokazując mu gdzie ma iść.
  Onew odstawił półprzytomnego Jjonga do łóżka, pożegnał cię i sobie poszedł. Już bez żadnych zmartwień położyłaś się obok swojego chłopaka i zasnęłaś.
  Godzina 8 rano. Niedziela. Obudziłaś się. Kim dalej spał jak zabity. Wstałaś z łóżka i poszłaś się odświeżyć. Po wykąpaniu się nabrałaś ochoty na tosty.
  Zrobiłaś sobie śniadanie i usiadłaś przy stoliku w kuchni. Nagle do pomieszczenia wszedł zaspany Jonghyun.
 -Dzień dobry. - powiedziałaś do niego z uśmiechem na ustach
 -Dobry, dobry. - odpowiedział -Łeb mnie boli.
 -To weź jakąś tabletkę.
 -A tak, tak. Tabletka.
  Jjong podszedł do szafki z lekarstwami i wziął jakiekolwiek opakowanie lekarstw. Popatrzyłaś na niego i wpadłaś w śmiech. Ten szybko połknął tabletkę i spojrzał na ciebie.
 -Coś mam na sobie, że się tak ze mnie śmiejesz? Coś dziwne te tabletki.
 -Nie nic na sobie takiego nie masz. - parsknęłaś -I wiesz... Te tabletki nie są na ból głowy. Są one antykoncepcyjne.


~*~*~
Bomi

niedziela, 1 listopada 2015

iKON - Mistrz jojo

ty x Yunhyeong z iKON


Szkolne mam talent już niedługo. Jak co roku jako przewodnicząca szkoły będziesz zasiadała w jury w przesłuchaniach jak i już w oficjalnym konkursie.
Na przesłuchania przychodzili różni uczniowie, jedni z talentem zapierającym dech w piersiach, inni tak po prostu żeby wyrwać się z lekcji.
Kolejny casting, znowu to samo. I tak codziennie. Przez tydzień. Na każdej długiej przerwie.

- Imię?
- Song Yunhyeong.
- Klasa?
- 3a.
- Co nam zaprezentujesz?
- Będę jojował. - rzucił chłopak zimnym tonem bez emocji.
Pozostali jurorzy zaśmiali się cicho pod nosem.
Potem rozbrzmiała muzyka a jego twarz przybrała wyraz skupionej. Zaczął swój pokaz.
Był świetny w tym co robił, każdy ruch wykonywał starannie, płynnie i po prostu pięknie. Triki które pokazywał nam fascynowały z każdym kolejnym.
Nikt nie przypuszczał, że jojo może być wykorzystywane do takich celów. Pierwszy raz od czasu, kiedy przystąpiłaś do komisji pokazał sie TAKI talent. Skupiłaś się na twarzy chłopaka. Jego skupione rysy twarzy czyniły go jeszcze bardziej atrakcyjnym. Jego lśniące włosy tylko lekko podskakiwały z każdym gwałtowniejszym ruchem.
Był dziełem sztuki. Uśmiechałaś się tylko pod nosem, już wiedziałaś, kto wygra tą edycje.
Jednoznacznie przyjęli go od razu do finału.
Po skończonym występie obdarował ciepłym uśmiechem i szybko uciekł ze sceny.

Długo potem myślałaś o jego pięknych rysach twarzy i tych dokładnych ruchach. Chciałabyś umieć tak jak on, posiadać taki niespotykany dotąd talent. Poznać jego techniki i przede wszystkim - poznać jego.
Nie przypuszczałaś, że kiedykolwiek się zakochasz od samego patrzenia, a jednak. Stało się.
Myślenie o chłopaku zabierało ci całe dnie, a nawet czasami noce. Zastanawiałaś się co robi, co je, czy trenuje i co robi po szkole. Nie widywałaś go często na przerwach na szkolnych korytarzach.
Długo szukałaś w internecie ciekawostek na temat jego pasji.

Finał zbliżał się wielkimi krokami.
Dzisiejszego dnia rozwieszałaś plakaty z kompletnymi informacjami gdzie i kiedy kiedy nagle ktoś szturchnął cię w ramie.
Niechętnie odwróciłaś się i zobaczyłaś jego.
Uśmiechał się tak samo ciepło tak tamtego dnia, chyba się zarumieniłaś.
- Cześć. - rzucił krótko
- Cześć. - odpowiedziałaś
- Mogę ci zająć chwilę?
- Jasne.
- Masz może czas dzisiaj?
Co, co on gadał? Nie, to dla ciebie było niemożliwe.
- Raczej tak...a co? - zająkałaś się
- Widziałem jak mnie obserwowałaś wtedy, mam wrażenie, że chciałabyś się trochę nauczyć. Mam racje?
Pokiwałaś tylko twierdząco głową i spaliłaś jeszcze większego buraka. Aż tak to było widać, aish.
- Więc czekaj na mnie po lekcjach przed szkołą. - uśmiechnął się lekko
Odwzajemniłaś uśmiech.
- A, i potraktuj to jako randkę - puścił ci oczko i po chwili odszedł, zostawiając ciebie czerwoną na środku szkolnego korytarza.
- Aish, dlaczego po lekcjach? A chciałam się ładnie ubrać... - pomyślałaś tylko.

\\\\\
Ravi.
takie krótkie coś dla mojego ukochanego Hongbina~






NU'EST - Bóg nie lubi szczęśliwych ludzi.

Minhyun x ty


*oczami Minhyuna* 
Zapatrzyłem się w błękitne niebo i słońce świecące między złotymi liśćmi klonów. Pogoda, mimo zaawansowanej jesieni, wciąż była przepiękna.
Zupełnie jak wtedy...

Zerknąłem na ciebie znad parującego kubka z kawą. Była karmelowa, czyli obrzydliwie słodka, ale mimo to wciąż twierdziłaś, że to twoja ulubiona. Uśmiechnąłem się widząc, jak oblizujesz wargi, na których zostały resztki bitej śmietany.
- Jestem brudna? - spytałaś, zauważając moje spojrzenie. Pokręciłem głową. - To dlaczego tak patrzysz?
- Bo ładnie wygadasz - zmieszałem się nieco. Tego nienawidziłem w sobie najbardziej: że nawet nie potrafiłem powiedzieć ci, jak piękna jesteś, bez tego idiotycznego rumieńca.
Zaśmiałaś się.
- Pójdziemy do parku? - zaproponowałaś, odstawiając kubek na stolik.
Słońce świeciło tak wspaniałe, że grzechem byłoby siedzenie w kawiarni, tym bardziej, że zaczynało robić się tłoczno. Parę minut później szliśmy parkowymi alejkami, podziwiając kolorowe drzewa.
- Goń mnie! - klepnęłaś mnie lekko w ramię i zaczęłaś uciekać po szeleszczącym dywanie z liści. Niewiele myśląc pobiegłem za tobą. W całym parku rozbrzmiewał twój radosny śmiech.
- Mam cię! - wydyszałem, zamykając cię wreszcie w swoich ramionach. Przytuliłaś się do mnie i pomyślałem, że właściwie moglibyśmy tak zostać już na zawsze. Pocałowałem cię w czoło, a czas na chwilkę się zatrzymał, razem ze złotymi liśćmi spadającymi z drzew wokół nas i z gwiazdami, które były gdzieś tam wysoko, chociaż niewidoczne w promieniach słońca. Wszystkie gwiazdy w tym momencie były nasze.
Pół minuty później odsunęłaś się ode mnie nieco, zaplotłaś swoje palce z moimi i pociągnęłaś mnie w stronę ławki. Usiedliśmy obok siebie i położyłaś głowę na moim ramieniu, wciąż trzymając mnie za rękę.
- Boję się, Minhyun - powiedziałaś cicho.
- Czego? - zaniepokoiłem się. Nie powinnaś czuć strachu, nie mogłem na to pozwolić.
- Boję się, że to jest zbyt piękne, że jesteśmy zbyt szczęśliwi. Bóg nie lubi szczęśliwych ludzi, za to zawsze potem trzeba słono płacić - wyjaśniłaś.
Czasami zdarzało ci się wpadać w taki nastrój, kiedy myślałaś czy mówiłaś o rzeczach, którymi na co dzień zajmują się tylko filozofowie. Potem często razem się z tego śmialiśmy, ale czasami zastanawiałem się, czy nie masz więcej racji, niż sama przypuszczałaś.
- To niemożliwe - odpowiedziałem, obejmując cię. - Nie pozwolę, by cokolwiek się stało.
Zamyśliłaś się. Dotknąłem delikatnie twojego policzka, żeby przywrócić cię do rzeczywistości.
- Hej, księżniczko. Nawet bóg nie ma prawa zrobić ci krzywdy, dopóki ja tu jestem - przypomniałem. W tamtej chwili wierzyłem w to całym sercem. - Chodź, zagramy w chowanego - wymyśliłem, właściwie tylko po to, żeby odciągnąć cię od ponurych myśli.
Zareagowałaś na ten pomysł z większym entuzjazmem, niż się spodziewałem. Ustawiłaś mnie przy drzewie i kazałaś policzyć do 20, a sama gdzieś uciekłaś.
Kiedy dotarłem do końca liczenia, odwróciłem się i rozejrzałem dookoła. Zza jednego z drzew wystawał kawałek twojej spódniczki. Uśmiechnąłem się i powoli skierowałem się w twoją stronę. Szedłem na tyle cicho, że mnie nie usłyszałaś i niezauważony zakryłem ci oczy dłońmi.
- Nie sądzisz, że to było troszkę za proste? - roześmiałem się, kiedy spojrzałaś na mnie z wyrzutem.
- W takim razie robimy powtórkę! - zakomenderowałaś. - Tym razem liczysz do 30.
Kiedy upłynął umówiony czas, znowu rozejrzałem się po parku, ale tym razem nigdzie nie było cię widać. Poszedłem w przypadkowym kierunku, zaglądając za każde drzewo. Minuty mijały, a ciebie nie było. Zaczynałem się już martwić, kiedy nagle usłyszałem twój krzyk:
- Minhyun! MIIINHYUUUN!
Pobiegłem w stronę, z której odbiegał twój głos. Nigdy wcześniej nie słyszałem w nim takiego przerażenia. Zauważyłem cię za kępą gestach krzewów. Naprzeciwko ciebie stało trzech podpitych dwudziestokilkolatków, z których jeden trzymał cię pod brodę, unosząc twoją twarz nienaturalnie w górę. Odciągnąłem go za kurtkę i bez zastanowienia wycelowałem pięścią w nos. Mężczyzna zatoczył się do tylu i prawdopodobnie któryś z nich by mi oddał, gdyby nie to, że dookoła zaczęli się gromadzić gapie.
Przyciągnąłem cię do siebie i mocno przytuliłem.
- Nigdy więcej tego nie rób - wymruczałem całując cię w czubek głowy. Skuliłaś się lekko.
Tamtego popołudnia odprowadziłem cię pod same drzwi twojego domu, żeby mieć pewność, że nic ci się nie stanie.

****

Niecały tydzień później zadzwonili do mnie twoi rodzice. W samym "dobry wieczór" twojej mamy usłyszałem więcej łez, niż do tej pory przez całe moje życie. Powiedziała mi, że nie żyjesz. Nie chciałem w to wierzyć. Mogła wmówić mi wszystko, ale nie to.
Nie pamiętam, jak dostałem się do szpitala. Leżałaś tam, ale to nie byłaś ty. Ta drobna dziewczyna o śnieżnobiałej cerze, leżąca w cieniutkiej białej koszuli nocnej na jednym z łóżek w pustym pokoju nie mogła być tobą.
Powiedzieli mi, że potrącił cię samochód, że przeleciałaś kilkanaście metrów w powietrzu i upadłaś na trawnik, dlatego nie było widać żadnych ran. Zmarłaś na miejscu od obrażeń wewnętrznych.
Nie mogłem płakać.
Na początku chciałem znaleźć tego kierowcę, znaleźć go i zabić, odebrać mu życie tak samo jak on odebrał mi ciebie. Ale potem dotarło do mnie, że to nic nie zmieni, że i tak do mnie nie wrócisz.
Pamiętam twój pogrzeb, pamiętam opadające liście, które już nie były złote i morze białych kwiatów, które wcale nie wydawały mi się piękne.
Pamiętam, że długo potem nie potrafiłem śmiać się tak jak kiedyś. Nadal tego nie potrafię.

Wstałem z ławeczki i usiadłem na leżących na ziemi liściach, kładąc rękę na pomniku i wpatrując się w twoje imię wykute w zimnym kamieniu. Uśmiechnąłem się gorzko, czując na twarzy ciepłe promienie słońca.
To prawda. Bóg nie lubi szczęśliwych ludzi.

****
To musiało się tutaj znaleźć 2, kolejne cudo napisane przez Eunsol *serce nad głową*
Wstawia Ravi, czekajcie na kolejne!!
;>