Ty x Joshua
____ najlepsza i najpopularniejsza dziewczyna w całej szkole. Każdy bierze z niej przykład i chce się z nią przyjaźnić. Zawsze punktualna, spokojna, pilna uczennica. Nie na darmo wygrała w wyborach na przewodniczącą szkoły, choć rywalka była nie do przebicia. Gdy przechodzi korytarzem wszystkie dziewczyny cichną i na nią patrzą z podziwem. Czemu tylko dziewczyny? Bo niestety jest to damska szkoła. A tą podziwianą przez wszystkie uczennice i nauczycielki jesteś ty.
Jednego kwietniowego dnia do szkoły, w której ty rządziłaś razem z dyrektorką, przyszła nowa uczennica. Była inna niż wszystkie, no miała na sobie szkolny mundurek i wyglądała tak jak inne, ale coś ją wyróżniało. A było to skąd ona mianowicie przyszła. Przyszła tu z normalniej szkoły gdzie chodzą i dziewczyny i chłopaki. Żadna z uczennic nie ma pojęcia jak w takiej szkole można normalnie funkcjonować. Żeby dziewczyny no i chłopaki? Pod jednym dachem? Mają te same lekcje? Przecież to za bardzo rozprasza.
Siedziałaś w biurze samorządu. Jak zwykle przeglądałaś różne papiery przyniesione przez dyrektorkę. Lubiłaś to. Lubiłas także podpisywanie różnych pism, które też dostawałaś od dyrektorki.
-Huh. Skończone - powiedziałaś sama do siebie i położyłaś się na oparciu fotela od biurka -Co teraz mogłabym zrobić?
Przesunęłaś się w stronę wielkiej, zdobionej, drewnianej szafy. Uśmiechnęłaś się pod nosem. Wstałaś z fotela i podeszłaś do szafy.
-Dzień dobry mój Bobie! - krzyknęłaś i otworzyłaś mebel
W środku była wielka, walcowata poduszka z namalowanym na niej chłopakiem. Miał na imię Bob. Jaki, że pokój był tylko twój i nikt oprócz ciebie i pierwszoklasistki, która przynosi ci papiery od czasu do czasu to nikt tu nie wchodzi, więc robiłaś co chciałaś. Bob to twój 'chłopak'. Nie miałaś prawdziwego, tak więc poducha ci go zastępowała. Był on twoim przygotowaniem przed prawdziwym chłopakiem. Przytulałaś się do niego, ćwiczyłaś na nim gadanie jak z chłopakiem, a także całowanie.
-Jak ci mija dzień? - spytałaś się poduszki.
Wyobrażałaś sobie, że Bob ci odpowiada. Ty mówiłaś, a on w twojej głowie układał zdania odpowiadające na twoje. Nie tylko odpowiadał, ale też sam się ciebie pytał o różne rzeczy.
-Oh Bob! Czemuś ty jest Bob? - popatrzyłaś mu w oczy i przyłożyłaś palca w miejsce gdzie on m usta - Nic nie odpowiadaj! Zatańczmy.
Podniosłaś poduszkę do góry i zaczęłaś z nią tańczyć walca wiedeńskiego. Robiłaś to dość często, bo byłaś przekonana, że twój przyszły chłopak zabierze ciebie na bal.
-Bob~ Jesteś świetnym tancerzem. - powiedziałaś znowu do poduszki
-Czy w tej szkole każdy tak tańczy z poduchami? - spytał dziewczęcy głos
Zamurował cię. Przecież zamykałaś drzwi, to jak ktoś mógł tutaj wejść? Odwróciłaś się w stronę dziewczyny. Była to ta nowa, co przyszła z normalnej szkoły. Tym bardziej cię zamurowało, bo jej nie znałaś.
-To nie tak jak myślisz - chciałaś się jakoś z tego wyplątać -Co tu robisz tak w ogóle?
Odrzuciłaś Boba gdzieś za kanapę stojącą na środku pokoju. Zrobiłaś się cała czerwona.
-Przyniosła ci jakieś papiery od dyrki. - odpowiedziała
-Aaa! Tak. Czekałam na nie. - podbiegłaś do niej i wzięłaś teczkę z papierami -Ty jesteś ta nowa, tak? Z tej normalnej szkoły?
-Tylko nie nowa. - położyła ręce na biodrach i popatrzyła gdzieś w sufit -Jestem Park Chanhee, ale mów mi Chany.
-No dobrze, Chany. - spojrzałaś na nią z powagą -Mam do ciebie małą przysługę.
-A jest związana z tym dziwnym czymś co rzuciłaś za kanapę?
-To nie jest dziwne coś! To jest... - położyłaś papiery od Chany na biurku i wzięłaś poduszkę w ręce -...Bob. Mój chłopak.
-Ale to poduszka. - Chanhee parsknęła śmiechem
-Poniekąd tak, ale nie w tym rzecz.
-Zamieniam się w słuch.
-A więc. W związku z tym, że tu weszłaś bez pukania, a ja mam w tej szkole wyrobioną opinię, to bardzo bym cię prosiła abyś nikomu nie mówiła co się stało w tym pokoju. Co się w nim stało, już na zawsze tu zostaje.
-No ok. - machnęła ręką
-Dziękuję~ - upuściłaś Boba i przytuliłaś się do Chany w ramach podziękowania
-Już, już -odepchnęła ciebie -Dziwnie się czuje jak dziewczyna się do mnie przytula.
Popatrzyłaś na nią. Osłupiałaś. To co powiedziała znaczy, że woli się przytulać do chłopaków. To znaczy, że ona miała chłopaka, a to znaczy...
-Naucz mnie! - krzyknęłaś nagle
-Czego mam cię nauczyć? - spytała
-Jak to jest być z chłopakiem.
Chanhee zaczęła szybko mrugać. Nie wiedziała jak ma zareagować na to co właśnie powiedziałaś. Po chwili rozmyślań przestała tak szybko mrugać. Chyba wróciła na ziemię.
-No nauczę cię. - powiedziała w końcu
-Taaaak!! - rzuciłaś się na nią -Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
-Ale bez przytulania.
-Przepraszam.
Odsunęłaś się od niej. Dalej byłaś szczęśliwa, bo nie będziesz musiała ćwiczyć tylko z Bobem. Może nawet przez te lekcje zaprzyjaźnisz się z Chanhee. Miałaś dużo znajomych, ale nie miałaś żadnego przyjaciela. Nie miałaś komu się wygadać, z kim się pośmiać, komu zwierzyć z problemów, a Chanhee mogłaby być taką osobą.
Następnego dnia po trzeciej lekcji na długiej przerwie siedziałaś z Chanhee na pierwszej 'lekcji o miłości'. Raczej twojej pierwszej. Chany zajęła miejsce na jednej z kanap, a ty razem z Bobem usiadłaś na przeciwko niej.
-Czy ta poduszka musi tutaj być? - zapytała dziewczyna
-Tak - odpowiedziałaś
-No ok. A więc, co chcesz wiedzieć?
- Jak to jest no wiesz... mieć chłopaka.
-To jest takie, no takie uczucie. Jak dla mnie. No po prostu jesteś szczęśliwa będąc ze swoim wybrankiem, dobrze się czujesz w jego towarzystwie. Co więcej chcesz wiedzieć?
-WSZYSTKO! A najlepiej co zrobić, by cię takie jeden zauważył.
-Hmm, zauważył? Uuu~ Nasza przewodnicząca się zakochała
-N-nie - zaczerwieniłaś się
-No przecież widzę, że tak. Inaczej byś tak nie reagowała.
-Jak niby r-reagowała?
-Czerwienisz się i jąkasz.
-Tak reagują zakochane osoby?
-Powiedzmy. No to kim jest twój wybranek?
-To mój znajomy, Jisoo, ale wszyscy mówią do niego Joshua. Bardzo mi się podoba. Problem w tym, że jak tylko on jest w pobliżu, mnie paraliżuje i nie mogę się ani ruszyć ani nic powiedzieć.
-Wiem jak to jest.
-Wiesz?!
-No tak, więc wiem w czym rzecz.
-Naucz mnie jak się zachwiać by mnie nie sparaliżowało i co mam zrobić by mnie zauważył.
-Po pierwsze musisz być spokojna, nie panikuj, po prostu bądź sobą! Przećwiczmy to.
-Mam być sobą? - pomyślałaś chwilę i wzięłaś ze stolika chusteczkę
-Tak - Chany wstała z kanapy -Ja będę tym twoim ukochanym...
-To Joshua. - także wstałaś przerywając jej
-Niech ci będzie. Tak więc, ja to Joshua, a ty to ty. Spotykamy się przez przypadek w parku.
Stanęłaś na przeciwko Chny i zaczęłaś iść w jej stronę. Zaczęła się gra.
-O! Dzień dobry ____ - powiedziała Chanhee udając Jisoo specjalnie zmieniając głos.
Ty podskoczyłaś i wypuściłaś z rąk chusteczkę. Popatrzyłaś na 'niego'.
-D-dzień dobry.
-Yyy... ____? O co chodzi z tą chusteczką? - zapytała już swoim głosem
-No jak się z nim spotkam i będę mieć taką chusteczkę to on będzie chciał mi pomóc ją podnieść. Wtedy nasze ręce się złączą i on popatrzy mi w oczy i powie 'jaka ty jesteś piękna' no i się we mnie zakocha.
-To działa tylko w filmach. Nie uda się to. - patrzyła na ciebie jak na idiotę
-Nie? Niby czemu?
-Popatrzy na ciebie tak jak ja teraz.
-No to spróbujmy jeszcze raz. - powiedziałaś pełna pewności siebie
Wróciłaś na miejsce, z którego szłaś. Chany podniosła chusteczkę, odłożyła ją gdzieś na kanapę i także wróciła na miejsce.
Ponownie zaczęłaś iść w jej stronę. Tym razem zanim ona cokolwiek powiedziała, ty w nią walnęłaś i upadłaś na podłogę.
-Ałł~ Moja kostka. - złapałaś się za nogę udając ból
-A to niby co ma być? Najpierw chusteczka, teraz to. Co jeszcze wymyślisz?
-Czyli, że Joshua też nie nabierze się na numer z kostką?
-Nie. A o co chodziło?
-Jak upadnę i Jisoo dowie się, że skręciłam sobie kostkę to weźmie mnie na ręce, a ja wtedy się do niego przytulę no i wyzna mi swoje uczucia.
-Ty jesteś jakaś popierdzielona wymyślając takie scenariusze.
-Jakie scenariusze?
-Takie z filmu. Nikt się na to nie nabierze.
-Skąd wiesz? - założyłaś ręce na biodra
-Życie ____, życie.
-Jak tam chcesz. Dla mnie to dobre pomysły.
-Chyba na to jak dobrze wyjść przy nim na idiotkę.
Po tym jak Chanhee to powiedziała, zadzwonił dzwonek na lekcje. Wyszłyście z klasy i poszłyście na swoje zajęcia.
Po siedmiu godzinach spędzonych w szkole w końcu z niej wyszłaś. Zaraz za tobą z budynku wyszła Chanhee.
-O Chany! - powiedziałaś -Wrócimy razem do domu?
-Dobrze. - odpowiedziała dziewczyna
Szłyście drogą aż zaszłyście do parku w pobliżu twojego domu.
-To może przećwiczymy tu w parku. - zaproponowała Chany
-Tu? Teraz?
-Tak. Ja znowu poudaje Joshuę, a ty bądź sobą. Tylko już bez żadnych chusteczek, upadków ze 'skręconą' kostką i innych podobnych.
-Dobrze. - odpowiedziałaś
Chany pobiegła kilka metrów przed ciebie, a ty zatrzymałaś się w miejscu. Gdy dziewczyna przestała się przemieszczać ty ruszyłaś w jej stronę i na odwrót. W końcu gdy do niej dotarłaś zatrzymałaś się i krzyknęłaś 'HEJKA' machając jej przed nosem.
-Zwariowałaś?! - przytrzymała twoja rękę -Chcesz żeby twój ukochany zszedł na zawał?
-No n-nie.
-To nie rób takich ruchów i tak nie krzycz. To go odstraszy i nie podejdzie już więcej do ciebie...
Chany gadała dalej lecz ty przestałaś jej słuchać. W oddali przy zaśnieżonym placu zabaw siedział Joshua i jego grupka składająca się z jeszcze dwunastu chłopaków. Trochę dużo, ale tobie odpowiadał tylko ten jeden. Wyobrażałaś sobie teraz, że Jisoo cię obejmuje, a reszta chłopaków z jego grupki mu zazdrości, że ma taką dziewczynę.
-____!! - potrząsnęła tobą Chany -Wołam cię i wołam.
Popatrzyłaś na nią.
-Przepraszam, ale się za bardzo rozmarzyłam.
-Ok. No to teraz jak już nie marzysz to możemy poćwiczyć dalej.
-Tam. - pokazałaś na plac zabaw
-Co tam? Jest grupka chłopaków. Duża grupka chłopaków. Duża grupka ładnych chłopaków.
-No.
-No i o co z nią chodzi?
-Joshua.
-Ale co Joshua?
Nie umiałaś się do końca wysłowić. Twój obiekt westchnień ci w tym przeszkadzał. Zawsze tak miałaś jak był gdzieś obok.
-No tam. - znowu pokazałaś na placyk zabaw
-Aaa, już chyba rozumiem. Tam jest Joshua, tak?
Pokiwałaś tylko głową na tak.
-A teraz spokojnie, bez paniki, powiedz mi który to.
Wzięłaś głęboki oddech i powiedziałaś:
-Joshuatotenztakimiciemnobrązowymiwłosamiwtakiejpomarańczowejkurtce. - powiedziałaś wszystko na jednym wydechu jak najszybciej tylko umiałaś
-O-ok. Zrozumiałam tylko pomarańczowa kurtka , no ale tylko jeden w niej jest więc chyba wiem który to. - uśmiechnęła się do ciebie -A tak swoją drogą to ten obok niego w granatowej kurtce jest całkiem fajny. Wiesz jak ma na imię?
Kilka razy wzięłaś wdech i wydech. To cię uspokoiło.
-Wiem, który to. To jest Jihoon, ale mówią na niego Woozi.
Znałaś każdego z nich. Większość z nich mieszka na tym samym osiedlu co ty. Tylko jest taki jeden wyjątek co mieszka w tym samym bloku i to jeszcze w drzwiach na przeciwko. A kto to? Oczywiście, że Joshua, a kto by inny. Znałaś go od zawsze, ale nigdy nie mogłaś z nim normalnie porozmawiać, bo cię rozpraszał. Wasze matki zawsze chciały byście się zaprzyjaźnili. Przyjaźnić to się przyjaźniliście, tylko ty czułaś coś więcej, dlatego się z nim często nie widywałaś. Ograniczałaś się do zwykłego 'Cześć' bo nic innego nie chciało po prostu z ciebie wyjść.
-Już normalnie mówisz. A więc jak ci już lepiej, to podejdź do niego i zagadaj.
-NO CHYBA CIĘ COŚ - wydarłaś się na nią -Nie pójdę tam do niego. Nie jak jest reszta chłopaków.
-To co? Chcesz się tak ukrywać ze swoimi uczuciami przez całe życie? Żeby on poznał inną i miał z nią rodzinę, a ty będziesz stara babka z kotami. Chcesz tak?
-Nie, nie chce.
-To idź tam i z nim pogadaj.
-A co jak mi nie wyjdzie, jak znowu zacznę się jąkać i nie powiem żadnego słowa?
-Wyjdzie ci. Wierzę w ciebie. - posłała ci uśmiech i popchnęła trochę na przód w stronę placyku zabaw.
Niepewnie poszłaś w tamtą stronę. Powoli zbliżałaś się do miejsca, w którym siedzieli chłopcy.
-O! Hej ___. - uśmiechnął się Joshua w twoją stronę
Ty tez się uśmiechnęłaś. Gdy podchodziłaś bliżej niego za bardzo skupiłaś się na nim i się poślizgnęłaś na lodzie. Głupi lód. Głupie buty na wysokiej koturnie. Los tak chciał, że wpadłaś prosto w ramiona Jisoo.
-H-hej - odpowiedziałaś mu
-Nic ci się nie stało?
-Chyba nie. -wyswobodziłaś się z jego uścisku -Co tam porabiacie? - spytałaś po tym jak już stanęłaś na nogach
-Nic ciekawego - odpowiedział ci Woozi
-To my może was zostawimy samych. - zaproponował Seungcheol i odszedł razem z chłopakami
Zostaliście sami. Dawno tak nie było. Zazwyczaj był w towarzystwie innych, nawet jak wychodził ze swojego domu.
-To co cię sprowadza do mnie? - spytał nagle Jisoo
-Przechodziłam obok i pomyślałam, że podejdę do was i pogadam.
-A to nowość. Nigdy tego nie robiłaś.
-Widzisz. Coś się zawsze musi zmienić.
-Wysłała cię koleżanka?
Zrobiłaś duże oczy. Skąd on wiedział?
-S-skad wiesz? - zapytałaś
-Widziałem was. Ona stoi tam gdzie wcześniej i patrzy na nas. - pokazał palcem na Chany i jej pomachał
Także na nią spojrzałaś. Machała do was, więc ty też do niej pomachałaś.
-____. - powiedział Joshua, a ty spuściłaś głowę do dołu -Dlaczego mnie olewasz jak tylko podchodzę do ciebie lub do ciebie cokolwiek mówię?
-No t-tak wychodzi.
-____ popatrz się na mnie. - ujął twój podbródek i uniósł twoja głowę tak żebyś się na niego spojrzała -Unikasz mnie. Czemu?
-Jisoo...to trudniejsze niż myślisz. - odpowiedziałaś, a Joshua zabrał rękę
-To chcę pomyśleć.
-Nie powiem i tak.
-A jak cię zaproszę do kina?
-Zapraszasz mnie na randkę? - spytałaś zdziwiona
-Tak. A chcesz wiedzieć czemu? Bo cię lubię i to bardzo.
-J-ja też cię lubię. Tylko nigdy nie wiedziałam jak ci to powiedzieć...
-Dlatego mnie unikałaś? - przerwał ci
-Tak.
-Już nie musisz. - uśmiechnął się i przyciągnął ciebie do siebie żebyś mogła go przytulić
Wtuliłaś się w tą jego pomarańczową, oczojebną, widoczną z kilometra kurtkę. Nigdy nie wiedziałaś, że taki dzień może nadejść. Chciałaś bardzo podziękować za to Chanhee, ale nie wiedziałaś jak. Po chwili myślenia odtuliłaś się od Jisoo, odwróciłaś się w stronę Chany i pomachałaś jej radośnie z wielkim bananem na twarzy.
~~*~~*~~
Bomi
Trochę skopałam końcówkę ;; przyznaje się do tego. To nie jest do końca to co chciałam, no ale jest co jest. Oczywiście komentujcie, czytajcie i czekajcie na nowe scenariusze bo być może niedługo się pojawią ^^
Jednego kwietniowego dnia do szkoły, w której ty rządziłaś razem z dyrektorką, przyszła nowa uczennica. Była inna niż wszystkie, no miała na sobie szkolny mundurek i wyglądała tak jak inne, ale coś ją wyróżniało. A było to skąd ona mianowicie przyszła. Przyszła tu z normalniej szkoły gdzie chodzą i dziewczyny i chłopaki. Żadna z uczennic nie ma pojęcia jak w takiej szkole można normalnie funkcjonować. Żeby dziewczyny no i chłopaki? Pod jednym dachem? Mają te same lekcje? Przecież to za bardzo rozprasza.
Siedziałaś w biurze samorządu. Jak zwykle przeglądałaś różne papiery przyniesione przez dyrektorkę. Lubiłaś to. Lubiłas także podpisywanie różnych pism, które też dostawałaś od dyrektorki.
-Huh. Skończone - powiedziałaś sama do siebie i położyłaś się na oparciu fotela od biurka -Co teraz mogłabym zrobić?
Przesunęłaś się w stronę wielkiej, zdobionej, drewnianej szafy. Uśmiechnęłaś się pod nosem. Wstałaś z fotela i podeszłaś do szafy.
-Dzień dobry mój Bobie! - krzyknęłaś i otworzyłaś mebel
W środku była wielka, walcowata poduszka z namalowanym na niej chłopakiem. Miał na imię Bob. Jaki, że pokój był tylko twój i nikt oprócz ciebie i pierwszoklasistki, która przynosi ci papiery od czasu do czasu to nikt tu nie wchodzi, więc robiłaś co chciałaś. Bob to twój 'chłopak'. Nie miałaś prawdziwego, tak więc poducha ci go zastępowała. Był on twoim przygotowaniem przed prawdziwym chłopakiem. Przytulałaś się do niego, ćwiczyłaś na nim gadanie jak z chłopakiem, a także całowanie.
-Jak ci mija dzień? - spytałaś się poduszki.
Wyobrażałaś sobie, że Bob ci odpowiada. Ty mówiłaś, a on w twojej głowie układał zdania odpowiadające na twoje. Nie tylko odpowiadał, ale też sam się ciebie pytał o różne rzeczy.
-Oh Bob! Czemuś ty jest Bob? - popatrzyłaś mu w oczy i przyłożyłaś palca w miejsce gdzie on m usta - Nic nie odpowiadaj! Zatańczmy.
Podniosłaś poduszkę do góry i zaczęłaś z nią tańczyć walca wiedeńskiego. Robiłaś to dość często, bo byłaś przekonana, że twój przyszły chłopak zabierze ciebie na bal.
-Bob~ Jesteś świetnym tancerzem. - powiedziałaś znowu do poduszki
-Czy w tej szkole każdy tak tańczy z poduchami? - spytał dziewczęcy głos
Zamurował cię. Przecież zamykałaś drzwi, to jak ktoś mógł tutaj wejść? Odwróciłaś się w stronę dziewczyny. Była to ta nowa, co przyszła z normalnej szkoły. Tym bardziej cię zamurowało, bo jej nie znałaś.
-To nie tak jak myślisz - chciałaś się jakoś z tego wyplątać -Co tu robisz tak w ogóle?
Odrzuciłaś Boba gdzieś za kanapę stojącą na środku pokoju. Zrobiłaś się cała czerwona.
-Przyniosła ci jakieś papiery od dyrki. - odpowiedziała
-Aaa! Tak. Czekałam na nie. - podbiegłaś do niej i wzięłaś teczkę z papierami -Ty jesteś ta nowa, tak? Z tej normalnej szkoły?
-Tylko nie nowa. - położyła ręce na biodrach i popatrzyła gdzieś w sufit -Jestem Park Chanhee, ale mów mi Chany.
-No dobrze, Chany. - spojrzałaś na nią z powagą -Mam do ciebie małą przysługę.
-A jest związana z tym dziwnym czymś co rzuciłaś za kanapę?
-To nie jest dziwne coś! To jest... - położyłaś papiery od Chany na biurku i wzięłaś poduszkę w ręce -...Bob. Mój chłopak.
-Ale to poduszka. - Chanhee parsknęła śmiechem
-Poniekąd tak, ale nie w tym rzecz.
-Zamieniam się w słuch.
-A więc. W związku z tym, że tu weszłaś bez pukania, a ja mam w tej szkole wyrobioną opinię, to bardzo bym cię prosiła abyś nikomu nie mówiła co się stało w tym pokoju. Co się w nim stało, już na zawsze tu zostaje.
-No ok. - machnęła ręką
-Dziękuję~ - upuściłaś Boba i przytuliłaś się do Chany w ramach podziękowania
-Już, już -odepchnęła ciebie -Dziwnie się czuje jak dziewczyna się do mnie przytula.
Popatrzyłaś na nią. Osłupiałaś. To co powiedziała znaczy, że woli się przytulać do chłopaków. To znaczy, że ona miała chłopaka, a to znaczy...
-Naucz mnie! - krzyknęłaś nagle
-Czego mam cię nauczyć? - spytała
-Jak to jest być z chłopakiem.
Chanhee zaczęła szybko mrugać. Nie wiedziała jak ma zareagować na to co właśnie powiedziałaś. Po chwili rozmyślań przestała tak szybko mrugać. Chyba wróciła na ziemię.
-No nauczę cię. - powiedziała w końcu
-Taaaak!! - rzuciłaś się na nią -Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
-Ale bez przytulania.
-Przepraszam.
Odsunęłaś się od niej. Dalej byłaś szczęśliwa, bo nie będziesz musiała ćwiczyć tylko z Bobem. Może nawet przez te lekcje zaprzyjaźnisz się z Chanhee. Miałaś dużo znajomych, ale nie miałaś żadnego przyjaciela. Nie miałaś komu się wygadać, z kim się pośmiać, komu zwierzyć z problemów, a Chanhee mogłaby być taką osobą.
Następnego dnia po trzeciej lekcji na długiej przerwie siedziałaś z Chanhee na pierwszej 'lekcji o miłości'. Raczej twojej pierwszej. Chany zajęła miejsce na jednej z kanap, a ty razem z Bobem usiadłaś na przeciwko niej.
-Czy ta poduszka musi tutaj być? - zapytała dziewczyna
-Tak - odpowiedziałaś
-No ok. A więc, co chcesz wiedzieć?
- Jak to jest no wiesz... mieć chłopaka.
-To jest takie, no takie uczucie. Jak dla mnie. No po prostu jesteś szczęśliwa będąc ze swoim wybrankiem, dobrze się czujesz w jego towarzystwie. Co więcej chcesz wiedzieć?
-WSZYSTKO! A najlepiej co zrobić, by cię takie jeden zauważył.
-Hmm, zauważył? Uuu~ Nasza przewodnicząca się zakochała
-N-nie - zaczerwieniłaś się
-No przecież widzę, że tak. Inaczej byś tak nie reagowała.
-Jak niby r-reagowała?
-Czerwienisz się i jąkasz.
-Tak reagują zakochane osoby?
-Powiedzmy. No to kim jest twój wybranek?
-To mój znajomy, Jisoo, ale wszyscy mówią do niego Joshua. Bardzo mi się podoba. Problem w tym, że jak tylko on jest w pobliżu, mnie paraliżuje i nie mogę się ani ruszyć ani nic powiedzieć.
-Wiem jak to jest.
-Wiesz?!
-No tak, więc wiem w czym rzecz.
-Naucz mnie jak się zachwiać by mnie nie sparaliżowało i co mam zrobić by mnie zauważył.
-Po pierwsze musisz być spokojna, nie panikuj, po prostu bądź sobą! Przećwiczmy to.
-Mam być sobą? - pomyślałaś chwilę i wzięłaś ze stolika chusteczkę
-Tak - Chany wstała z kanapy -Ja będę tym twoim ukochanym...
-To Joshua. - także wstałaś przerywając jej
-Niech ci będzie. Tak więc, ja to Joshua, a ty to ty. Spotykamy się przez przypadek w parku.
Stanęłaś na przeciwko Chny i zaczęłaś iść w jej stronę. Zaczęła się gra.
-O! Dzień dobry ____ - powiedziała Chanhee udając Jisoo specjalnie zmieniając głos.
Ty podskoczyłaś i wypuściłaś z rąk chusteczkę. Popatrzyłaś na 'niego'.
-D-dzień dobry.
-Yyy... ____? O co chodzi z tą chusteczką? - zapytała już swoim głosem
-No jak się z nim spotkam i będę mieć taką chusteczkę to on będzie chciał mi pomóc ją podnieść. Wtedy nasze ręce się złączą i on popatrzy mi w oczy i powie 'jaka ty jesteś piękna' no i się we mnie zakocha.
-To działa tylko w filmach. Nie uda się to. - patrzyła na ciebie jak na idiotę
-Nie? Niby czemu?
-Popatrzy na ciebie tak jak ja teraz.
-No to spróbujmy jeszcze raz. - powiedziałaś pełna pewności siebie
Wróciłaś na miejsce, z którego szłaś. Chany podniosła chusteczkę, odłożyła ją gdzieś na kanapę i także wróciła na miejsce.
Ponownie zaczęłaś iść w jej stronę. Tym razem zanim ona cokolwiek powiedziała, ty w nią walnęłaś i upadłaś na podłogę.
-Ałł~ Moja kostka. - złapałaś się za nogę udając ból
-A to niby co ma być? Najpierw chusteczka, teraz to. Co jeszcze wymyślisz?
-Czyli, że Joshua też nie nabierze się na numer z kostką?
-Nie. A o co chodziło?
-Jak upadnę i Jisoo dowie się, że skręciłam sobie kostkę to weźmie mnie na ręce, a ja wtedy się do niego przytulę no i wyzna mi swoje uczucia.
-Ty jesteś jakaś popierdzielona wymyślając takie scenariusze.
-Jakie scenariusze?
-Takie z filmu. Nikt się na to nie nabierze.
-Skąd wiesz? - założyłaś ręce na biodra
-Życie ____, życie.
-Jak tam chcesz. Dla mnie to dobre pomysły.
-Chyba na to jak dobrze wyjść przy nim na idiotkę.
Po tym jak Chanhee to powiedziała, zadzwonił dzwonek na lekcje. Wyszłyście z klasy i poszłyście na swoje zajęcia.
Po siedmiu godzinach spędzonych w szkole w końcu z niej wyszłaś. Zaraz za tobą z budynku wyszła Chanhee.
-O Chany! - powiedziałaś -Wrócimy razem do domu?
-Dobrze. - odpowiedziała dziewczyna
Szłyście drogą aż zaszłyście do parku w pobliżu twojego domu.
-To może przećwiczymy tu w parku. - zaproponowała Chany
-Tu? Teraz?
-Tak. Ja znowu poudaje Joshuę, a ty bądź sobą. Tylko już bez żadnych chusteczek, upadków ze 'skręconą' kostką i innych podobnych.
-Dobrze. - odpowiedziałaś
Chany pobiegła kilka metrów przed ciebie, a ty zatrzymałaś się w miejscu. Gdy dziewczyna przestała się przemieszczać ty ruszyłaś w jej stronę i na odwrót. W końcu gdy do niej dotarłaś zatrzymałaś się i krzyknęłaś 'HEJKA' machając jej przed nosem.
-Zwariowałaś?! - przytrzymała twoja rękę -Chcesz żeby twój ukochany zszedł na zawał?
-No n-nie.
-To nie rób takich ruchów i tak nie krzycz. To go odstraszy i nie podejdzie już więcej do ciebie...
Chany gadała dalej lecz ty przestałaś jej słuchać. W oddali przy zaśnieżonym placu zabaw siedział Joshua i jego grupka składająca się z jeszcze dwunastu chłopaków. Trochę dużo, ale tobie odpowiadał tylko ten jeden. Wyobrażałaś sobie teraz, że Jisoo cię obejmuje, a reszta chłopaków z jego grupki mu zazdrości, że ma taką dziewczynę.
-____!! - potrząsnęła tobą Chany -Wołam cię i wołam.
Popatrzyłaś na nią.
-Przepraszam, ale się za bardzo rozmarzyłam.
-Ok. No to teraz jak już nie marzysz to możemy poćwiczyć dalej.
-Tam. - pokazałaś na plac zabaw
-Co tam? Jest grupka chłopaków. Duża grupka chłopaków. Duża grupka ładnych chłopaków.
-No.
-No i o co z nią chodzi?
-Joshua.
-Ale co Joshua?
Nie umiałaś się do końca wysłowić. Twój obiekt westchnień ci w tym przeszkadzał. Zawsze tak miałaś jak był gdzieś obok.
-No tam. - znowu pokazałaś na placyk zabaw
-Aaa, już chyba rozumiem. Tam jest Joshua, tak?
Pokiwałaś tylko głową na tak.
-A teraz spokojnie, bez paniki, powiedz mi który to.
Wzięłaś głęboki oddech i powiedziałaś:
-Joshuatotenztakimiciemnobrązowymiwłosamiwtakiejpomarańczowejkurtce. - powiedziałaś wszystko na jednym wydechu jak najszybciej tylko umiałaś
-O-ok. Zrozumiałam tylko pomarańczowa kurtka , no ale tylko jeden w niej jest więc chyba wiem który to. - uśmiechnęła się do ciebie -A tak swoją drogą to ten obok niego w granatowej kurtce jest całkiem fajny. Wiesz jak ma na imię?
Kilka razy wzięłaś wdech i wydech. To cię uspokoiło.
-Wiem, który to. To jest Jihoon, ale mówią na niego Woozi.
Znałaś każdego z nich. Większość z nich mieszka na tym samym osiedlu co ty. Tylko jest taki jeden wyjątek co mieszka w tym samym bloku i to jeszcze w drzwiach na przeciwko. A kto to? Oczywiście, że Joshua, a kto by inny. Znałaś go od zawsze, ale nigdy nie mogłaś z nim normalnie porozmawiać, bo cię rozpraszał. Wasze matki zawsze chciały byście się zaprzyjaźnili. Przyjaźnić to się przyjaźniliście, tylko ty czułaś coś więcej, dlatego się z nim często nie widywałaś. Ograniczałaś się do zwykłego 'Cześć' bo nic innego nie chciało po prostu z ciebie wyjść.
-Już normalnie mówisz. A więc jak ci już lepiej, to podejdź do niego i zagadaj.
-NO CHYBA CIĘ COŚ - wydarłaś się na nią -Nie pójdę tam do niego. Nie jak jest reszta chłopaków.
-To co? Chcesz się tak ukrywać ze swoimi uczuciami przez całe życie? Żeby on poznał inną i miał z nią rodzinę, a ty będziesz stara babka z kotami. Chcesz tak?
-Nie, nie chce.
-To idź tam i z nim pogadaj.
-A co jak mi nie wyjdzie, jak znowu zacznę się jąkać i nie powiem żadnego słowa?
-Wyjdzie ci. Wierzę w ciebie. - posłała ci uśmiech i popchnęła trochę na przód w stronę placyku zabaw.
Niepewnie poszłaś w tamtą stronę. Powoli zbliżałaś się do miejsca, w którym siedzieli chłopcy.
-O! Hej ___. - uśmiechnął się Joshua w twoją stronę
Ty tez się uśmiechnęłaś. Gdy podchodziłaś bliżej niego za bardzo skupiłaś się na nim i się poślizgnęłaś na lodzie. Głupi lód. Głupie buty na wysokiej koturnie. Los tak chciał, że wpadłaś prosto w ramiona Jisoo.
-H-hej - odpowiedziałaś mu
-Nic ci się nie stało?
-Chyba nie. -wyswobodziłaś się z jego uścisku -Co tam porabiacie? - spytałaś po tym jak już stanęłaś na nogach
-Nic ciekawego - odpowiedział ci Woozi
-To my może was zostawimy samych. - zaproponował Seungcheol i odszedł razem z chłopakami
Zostaliście sami. Dawno tak nie było. Zazwyczaj był w towarzystwie innych, nawet jak wychodził ze swojego domu.
-To co cię sprowadza do mnie? - spytał nagle Jisoo
-Przechodziłam obok i pomyślałam, że podejdę do was i pogadam.
-A to nowość. Nigdy tego nie robiłaś.
-Widzisz. Coś się zawsze musi zmienić.
-Wysłała cię koleżanka?
Zrobiłaś duże oczy. Skąd on wiedział?
-S-skad wiesz? - zapytałaś
-Widziałem was. Ona stoi tam gdzie wcześniej i patrzy na nas. - pokazał palcem na Chany i jej pomachał
Także na nią spojrzałaś. Machała do was, więc ty też do niej pomachałaś.
-____. - powiedział Joshua, a ty spuściłaś głowę do dołu -Dlaczego mnie olewasz jak tylko podchodzę do ciebie lub do ciebie cokolwiek mówię?
-No t-tak wychodzi.
-____ popatrz się na mnie. - ujął twój podbródek i uniósł twoja głowę tak żebyś się na niego spojrzała -Unikasz mnie. Czemu?
-Jisoo...to trudniejsze niż myślisz. - odpowiedziałaś, a Joshua zabrał rękę
-To chcę pomyśleć.
-Nie powiem i tak.
-A jak cię zaproszę do kina?
-Zapraszasz mnie na randkę? - spytałaś zdziwiona
-Tak. A chcesz wiedzieć czemu? Bo cię lubię i to bardzo.
-J-ja też cię lubię. Tylko nigdy nie wiedziałam jak ci to powiedzieć...
-Dlatego mnie unikałaś? - przerwał ci
-Tak.
-Już nie musisz. - uśmiechnął się i przyciągnął ciebie do siebie żebyś mogła go przytulić
Wtuliłaś się w tą jego pomarańczową, oczojebną, widoczną z kilometra kurtkę. Nigdy nie wiedziałaś, że taki dzień może nadejść. Chciałaś bardzo podziękować za to Chanhee, ale nie wiedziałaś jak. Po chwili myślenia odtuliłaś się od Jisoo, odwróciłaś się w stronę Chany i pomachałaś jej radośnie z wielkim bananem na twarzy.
~~*~~*~~
Bomi
Trochę skopałam końcówkę ;; przyznaje się do tego. To nie jest do końca to co chciałam, no ale jest co jest. Oczywiście komentujcie, czytajcie i czekajcie na nowe scenariusze bo być może niedługo się pojawią ^^
Omfg <3 cudo <3 wyję ze śmiechu xD
OdpowiedzUsuńHahaha XD
OdpowiedzUsuń"Wtuliłaś się w tą jego pomarańczową, oczojebną, widoczną z kilometra kurtkę."
Boże cudowne XD ♥