wtorek, 22 sierpnia 2017

UP10TION - Boidudek



Ty x Wei



  Siedziałaś w domu już drugi tydzień. Choroba cię wymęczyła, ale na szczęście już wyzdrowiałaś. Jednak cholernie ci się nudziło. Przez te dwa tygodnie przeczytałaś wszystkie książki, które masz w pokoju, grałaś w różne gry na internecie i w te zainstalowane na komputerze, ale wszystko cię już nudziło. Czasem przychodziły do ciebie koleżanki by podać ci lekcje, ale nie za długo przebywały.
  Dzisiaj sobota. Niby kwiecień, ale było ciepło jak w czerwcu. Wzięłaś poranny prysznic, ubrałaś się w coś wygodnego i wyszłaś ze swoim królikiem do ogrodu. Położyłaś biało-czarną kuleczkę o imieniu Fang na świeżej trawie i usiadłaś na bujanej ławce obok. Nie miałaś co innego do roboty, więc patrzyłaś jak twój króliczek jadł trawę.
 -____ - twoja mama wyszła na taras -Ktoś przyszedł do ciebie.
 -Nayeon? - spytałaś o imię swojej przyjaciółki
 -No nie zgadłaś - odpowiedział męski głos, a twoja mama weszła do domu
  Na taras wyszedł Lee Sungjun, inaczej znany też jako Wei, chłopak od ciebie z klasy. Wstałaś z huśtawki i wzięłaś królika na ręce.
 -Co ty tutaj robisz? - popatrzyłaś na niego
 -Zabieram ciebie - uśmiechnął się 
 -Gdzie? Ty mnie chcesz gdzieś zabrać? Co się stało?
  Nigdy się takie coś nie zdarzyło ze strony Weia. Kiedyś z nim wyszłaś, ale nie tak sam na sam. Zawsze ktoś inny z wami był, a tu taka niespodzianka.
 -No bo tak siedziałaś dwa tygodnie sama w domu to postanowiłem, że gdzieś ciebie wyciągnę poza te mury. - znowu się uśmiechnął
 -N-no ok.
  Poszłaś do siebie do pokoju. Odłożyłaś królika do klatki, szybko się ogarnęłaś i zeszłaś na dół do Sungjuna. Rozmawiał akurat z twoją matką w kuchni o tym, że chciałby z tobą gdzieś pójść. Nie ładnie tak gadać za plecami Sungjun, nie ładnie.
 -Więc gdzie idziemy? - spytałaś wchodząc do kuchni
 -Zobaczysz jak będziesz na miejscu. - odpowiedział tobie chłopak 
  Po kilku minutach droczenia się z twoją matką o to czy masz brać ze sobą bluzę czy też nie, wyszłaś z domu. Pierwszy raz od dwóch tygodni z niego nie wychodziłaś. Ogródek się nie liczył, bo to dalej jest częścią twojego miejsca zamieszkania. Przed nim zauważyłaś dość dużą deskorolkę. Nigdy nie jeździłaś na tym i także nigdy nie chciałaś. Bałaś się, że nie wyhamujesz albo z niej spadniesz i coś sobie połamiesz. Świat jest pełen zagrożeń, nawet w takiej desce. Chwilę później Wei do niej podszedł. O nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Nie wejdziesz na to. Teraz trzeba się tylko modlić żeby chłopak ją tylko przestawiał, bo zagradzała mu drogę przez chodnik.
 -To jedziemy? - spytał gdy ją podniósł i postawił na niej nogę
 -Na tym? Chyba żartujesz! Ja na to nie wsiądę. - złożyłaś ręce na klatce piersiowej i odwróciłaś wzrok od kolegi
 -To tylko deska. Przejedziemy się nią jakiś czas i tyle, no może jeszcze później cię odwiozę do domu.
 -A co jak mi się coś na niej stanie? Źle zahamujesz i upadnę i złamie sobie rękę, co? 
 -Oj nie dramatyzuj. Jeżdżę na deskorolkach więcej niż ty zmieniłaś w życiu stanik. 
 -Powiedzmy, że ci wierze - spojrzałaś w jego stronę lekko zażenowana, a ten się z ciebie śmiał -Ale mam jedno pytanie.
 -Jakie?
 -Jak na to wsiądziemy obydwoje?
 -Jakbyś nie zauważyła jest ona duża, nie raz jechałem z Wooseokiem na niej. Nie masz się co obawiać. - tym razem powiedział to dość poważnie. Bez żadnego uśmiechu. Chyba byłaś zmuszona mu uwierzyć.
  Kilka minut się przełamywałaś żeby wejść razem z chłopakiem na jedną deskorolkę, ale w końcu ci się udało. Oczywiście, że dziwnie to wszystko wyglądało. Wei stał bardziej na przodzie deski, a ty stałaś dokładnie za nim wtulając się w jego plecy. Jeszcze nigdy w życiu nie byłaś tak blisko swojego kolegi, jeszcze nigdy nie byłaś tak blisko jakiegokolwiek chłopaka. Krępowała cię ta sytuacja, ale nie było innego wyjścia. W sumie to był. Mogliście w to miejsce pojechać autobusem albo metrem, ale Wei na pewno o tym nie pomyślał.
 -Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy? - spytałaś po około 15 minutach waszej drogi
 -Nie. Nie chce zepsuć niespodzianki. - zaśmiał się
  Już więcej o nic nie pytałaś. Jechaliście w ciszy, która chyba nikomu nie przeszkadzała. Kolejne minuty mijały, a końca tej wycieczki nie widziałaś. Zaczęłaś się obawiać o swoje życie. A co jak Sungjun wywiezie cię gdzieś do lasu, zabije deskorolką, na której właśnie jedziecie i zakopie pod pierwszą lepszą sosną jaką znajdzie. Jeżeli ktoś znajdzie twoje zwłoki to proszę postawić tam nagrobek i podpisać "Ja tu jedynie odpoczywam". 
  Z twoich głębokich przemyśleń o stawianiu nagrobków pod jedną zbłąkaną sosną pośród drzew liściastych w lesie na obrzeżach miasta, wyrwał cię Sungjun. Okazało się, że jesteście już na miejscu. Zeszłaś z deskorolki tak jak twój kolega i rozejrzałaś się dookoła. Byliście przed wejściem do lunaparku, który został niedawno postawiony.
 -Ty tak na serio? Lunapark? - popatrzyłaś na Weia pytająco na co ten się podrapał w tył głowy
 -No tak. - odpowiedział -Jak ci się nie podoba to możemy pojechać gdzieś indziej.
 -Marzyłam żeby tutaj przyjść, ale nigdy nie miałam na to czasu. - uśmiechnęłaś się od ucha do ucha i pobiegłaś w stronę budki z biletami wejściowymi.
  Chłopak się chyba lekko zdezorientował. Chwilę później do ciebie dołączył i zapłacił za wejście. Nie obyło się bez kłótni. Powiedziałaś mu, że możesz sama za siebie zapłacić. Wei za to się uparł, że skoro ciebie tutaj zabrał to on zrobi to za ciebie. I tak też się stało zanim cokolwiek mu odpowiedziałaś. Przestałaś obawiać się o wywiezienie do lasu. Teraz chciałaś się rozerwać ze swoim kolegą z klasy na atrakcjach w lunaparku.
  Lataliście od stoisk z grami po najróżniejsze kolejki, które były zazwyczaj dość przyziemne i duże. Po dobrych dwóch godzinach dobrej zabawy z Sungjunem stwierdziłaś, że chcesz misia ze strzelnicy. No a, że ty masz cela jak ślepy na misjach w Afganistanie, czyli zerowe [nikogo nie chciałam tym obrazić;;;] to poprosiłaś Weia, żeby on coś dla ciebie ustrzelił. Po trzech może czterech podejściach miałaś w rękach kapelusz, który dostajesz za dobre chęci do gry, dwa breloczki z Angry Birds (tego żółtego i niebieskiego) oraz średnich rozmiarów pomarańczową ośmiornicę. Była to najsłodsza rzecz jaką ktoś kiedykolwiek dla ciebie zrobił. Licząc, że takich rzeczy było mało i tak było najsłodsze.
  Założyłaś Weiowi kapelusz na głowę jeden breloczek przyczepiłaś do swojej torebki (tego niebieskiego, bo bardziej pasował), a drugiego do plecaka chłopaka. Teraz mogliście dumnie iść na ostatnią atrakcję tego dnia, ponieważ chwilę wcześniej matka do ciebie dzwoniła żebyś niedługo wracała do domu. No tak, antybiotyki się jeszcze nie skończyły i nikt ich za ciebie nie weźmie.
 -Sungjun! -zawołałaś chłopaka gdy ten stał przy budce z jedzeniem. Kupił wam po... pizzy? -Co ty masz w ręku?
 -To dla ciebie! - podał ci kawałek pizzy -A to dla mnie. To gdzie idziemy? - z uśmiechem na ustach poszedł przed siebie
  Wei kupił dla siebie samego gofra. Ty też może chcesz gofra, a nie pizze. Podeszłaś do niego i podmieniłaś mu jedzenie.
 -Trzeba było mi powiedzieć, że wolisz gofra.
 -Nawet nie wiedziałam, że idziesz po jakieś jedzenie. - odpowiedziałaś robiąc przy tym smutną buźkę -To teraz ja wybieram ostatnią atrakcje, na którą mamy wejść.
 -Niech ci będzie.
  Spojrzałaś za chłopaka i zaświeciły ci się momentalnie oczy. Już wiedziałaś na co bardzo chcesz pójść. Za Sungjunem znajdował się ogromny Diabelski Młyn. Odwróciłaś kolegę żeby zobaczył na co macie teraz wejść i prawie upuścił swoje jedzenie. Złapał twoje ramię.
 -Ch-chcesz pójść na to diabelne c-coś? - zapytał przestraszony
 -Ooo czyżby ktoś się bał wysokości? - zaśmiałaś się z Weia i ruszyłaś w stronę obiektu.
 -N-nie boje się wysokości. - odparł idąc za tobą
 -W ogóle nie, tylko tak ze szczęścia trzęsiesz ręką, że mi gofr za chwile z mojej wypadnie.
 -Przepraszam. Po prostu jest taka jedna sprawa... - uciął gdy zatrzymaliście się przed wejściem do odpowiedniego wagoniku na Młyn
 -Jaka sprawa? - spojrzałaś mu w oczy. Czyżby chłopak, który nigdy niczego się nie boi jednak miał jakieś słabe strony?
 -Mam... Mam klaustrofobię. Boję się zamkniętych i małych przestrzeni jak te tutaj. - pokazał na oszklone, małe pomieszczenie, które wjeżdża na samą górę. -W sumie lekki lęk wysokości też mam.
 -Mogłeś powiedzieć mi wcześniej, wybrałabym coś innego. A tak bardzo chciałam zobaczyć miasto z góry.
 -Wejdę tam - podniósł  głowę do góry -Wejdę tam dla ciebie, żebyś była szczęśliwa, że mogłaś zobaczyć miasto z wysokości.
 -Nie musimy iść skoro się boisz.
 -Ale chce i pójdziemy.
  Wei złapał cię za rękę i wciągnął do wagonika, który akurat zatrzymał się na samym dole. Zaskoczyło cię to. Przed chwilą wyznał, że ma lęk wysokości i klaustrofobię, ale i wejdzie żeby ciebie uszczęśliwić. To się nazywa przyjaciel. Nie miałaś jeszcze takiego kogoś, niby masz przyjaciół, ale aż tak by się pewnie nie poświęcili.
  Gdy zaczęliście wjeżdżać coraz wyżej, chłopak coraz mocniej ściskał twoją rękę. Drugą zaczęłaś głaskać go po plecach próbując uspokoić jego drgawki. Dobrze, że zjadłaś wcześniej swojego gofra. 
 -Wiesz Wei... Jesteś pierwszą osobą, która robi dla mnie tak odważną rzecz. Nigdy bym nawet nie pomyślała, że możesz mieć lęk wysokości oraz strach przed małymi przestrzeniami. Zawsze byłeś taką osobą co wszędzie jej pełno i robi wszystko żeby tylko wywrzeć dobre wrażenie. Takie miałam o tobie zdanie, ale chyba jednak się ono zmieniło. - chłopak spojrzał ci w oczy, chyba nawet przestał się trząść -Teraz widzę, że w tej osobie jest jednak coś czego się boi. Ja też się czegoś boje. Są to psy, ale te takie duże. Mam do nich uraz po tym jak jeden zagryzł mi mojego pierwszego króliczka.
 -Przykro mi.
 -Nic się nie stało. To było dawno temu i mam teraz kolejnego królika.
  Nagle Diabelski Młyn zatrzymał się w miejscu akurat kiedy wy byliście na samym szczycie. Ty z wielkim podziwem patrzyłaś na widok za szybą wagonika, a Wei, cóż, on był lekko przestraszony tym, że stoicie. Uspokoiłaś go tym, że ktoś na dole na pewno wsiada i nie ma się co bać.
  Po kilku minutach znowu byliście na ziemi. Sungjun, aż padł na kolana ze szczęścia, że nic mu się nie stało. Wyjął ze swojego plecaka deskorolkę, która i tak z niego wystawała i razem pojechaliście na niej w stronę twojego domu. Chyba niepotrzebnie obawiałaś się na samym początku wywiezienia do lasu i zakopania. Było bardzo przyjemnie i miło spędziłaś czas w towarzystwie Weia.
  Kiedy dotarliście pod twój dom zeszłaś z deski.
 -Dziękuję ci za dzisiaj. Było naprawdę zabawnie i fajnie się spędziło z tobą czas. - stanęłaś na palcach i cmoknęłaś Sungjuna w policzek na pożegnanie
  Chyba się tego nie spodziewał i stał jak osłupiały trzymając się za miejsce gdzie go pocałowałaś. Zaśmiałaś się na ten widok i ruszyłaś w stronę wejścia do domu.
 -Następnym razem nauczysz mnie jeździć na tej swojej desce - powiedziałaś wchodząc przez drzwi, na co chłopak podskoczył do góry i pobiegł w stronę swojego domu.


~~*~~*~~*~~
Bomi

niedziela, 2 lipca 2017

B.A.P - Korporacja (18+)

ty i Himchan z B.A.P 

Naprawdę z całego serca bałaś się tego dnia. Szczególnie, kiedy skończyłaś szkołę i uświadomiłaś sobie że, potrzebowałaś pieniędzy na opłacenie studiów, mieszkania i innych rzeczy. Nie chciałaś obciążać swojej mamy, która przez całe życie wychowywała cię sama, dlatego rozpaczliwie szukałaś jakiejkolwiek pracy. Przeglądałaś wszystkie możliwe oferty czy też gazety. Do sklepików i kawiarni obok swojego miejsca zamieszkania roznosiłaś nawet swoje biedne CV. Z każdym kolejnym dniem twoja nadzieja malała, a ty godziłaś się z myślą, że zakończysz swój sen o karierze w wielkim mieście i będziesz zmuszona wrócić na wieś, z której z resztą pochodziłaś.

Tego dnia siedziałaś na kanapie i oglądałaś telewizje. Za oknem padał deszcz i wiał mocny wiatr, przez co odechciewało ci się dzisiaj wystawiać nosa z domu chociaż na milimetr. Zawinięta w koc i z kubkiem gorącej herbaty, oglądałaś dramę ze swoim ulubionym aktorem. Byłaś zachwycona grą chłopaka, który potrafi się wcielić dosłownie w każdego. Na dodatek był taki przystojny, mogłaś śmiało powiedzieć o nim, że był twoim ideałem mężczyzny. Wysoki, przystojny, dobrze zbudowany ale nie do przesady, z pięknymi oczami i równie pięknym uśmiechem, czego chcieć więcej od życia? Ano tak, ty chciałaś pracy.
Z zamyślenia wyrwał cię dźwięk telefonu. Niechętnie wyjęłaś ręce spod ciepłego koca i sięgnęłaś nimi po telefon, który leżał na stoliku do kawy. Spojrzałaś na ekran urządzenia, na którym widniał nie znany ci numer, zawahałaś się bo ogólnie nie odbierasz telefonów od nieznajomych. Jednak wtedy przez myśl przeszedł ci fakt, że to może dzwonić twój przyszły pracodawca, dlatego czym prędzej oczyściłaś gardło cichym odchrząknięciem i nacisnęłaś zieloną słuchawkę.
-Halo? - powiedziałaś delikatnym tonem.
-Dzień dobry, czy rozmawiam może z panią ______? - odezwał się dość przyjemny głos po drugiej stronie słuchawki.
-Tak, przy telefonie.
-Nazywam się Kim Himchan i jestem z firmy BSH. Czytałem pani ogłoszenie o pracę i chciałbym ją pani zaproponować. - nie mogłaś uwierzyć w to co słyszysz, akurat wtedy, kiedy twoja nadzieja praktycznie umierała, gdzieś pojawiło się światełko w tunelu.
-N-naprawdę? - uśmiechnęłaś się szeroko do siebie co chyba usłyszał twój rozmówca bo się cicho zaśmiał.
-Tak, chciałbym żeby pani stawiła się jutro o 13 na rozmowie.
-Oczywiście, będę punktualnie~ - uśmiechnęłaś się znowu i aż podskoczyłaś na kanapie ze szczęścia
-Zatem do zobaczenia! - usłyszałaś jeszcze po czym twój rozmówca się rozłączył.
Nie mogłaś uwierzyć, że ten dzień w końcu nadszedł. W końcu  będziesz mogła utrzymać siebie i jeszcze pewno pomóc mamie. Czym prędzej wstałaś z kanapy i podskoczyłaś kilka razy krzycząc przy tym dość głośno, ale w sumie to coś zupełnie naturalnego, każdy by się tak cieszył.

Następnego dnia wstałaś dokładnie o 10. Nie chciałaś zaspać, ale również chciałaś się wyspać, by dobrze wypaść przed prawdopodobnie twoim nowym pracodawcą. Ubrałaś się w elegancką czarną sukienkę i do tego założyłaś czerwone szpilki. Pomyślałaś o nich dopiero wtedy, gdy malowałaś swoje usta standardową dla siebie czerwoną szminką. Włosy rozpuściłaś, mimo, iż było to bardzo ryzykowne, bo pogoda od wczoraj nadal sie nie poprawiła. Dokładnie o 11:30 byłaś gotowa. Postanowiłaś zadzwonić po taksówkę, bo bliższe spotkania z ludźmi w komunikacji miejskiej w taką pogodę bywają nieprzyjemne, a tobie naprawdę zależało na dobrym wrażeniu. Oczywiście dostałaś tą pracę.

Dzisiaj mija dokładnie pół roku odkąd tam pracujesz. Cieszyłaś się z każdego dnia spędzonego w tej firmie, w końcu mogłaś się spełnić i pokazać wszystkim co tak naprawdę potrafisz. Na dodatek poznałaś tylu fantastycznych ludzi tam, którzy od początku cię zaakceptowali i od początku doceniali. Akurat siedziałaś przy swoim biurku i kończyłaś jeden z projektów, który powierzył ci szef zespołu, gdy zachciało ci się kawy. Niechętnie zostawiłaś pracę i udałaś się do pokoju gospodarczego by przygotować swój upragniony napój.
-Kogo moje piękne oczy widzą - przywitał cię bardzo znajomy głos przez co kąciki twoich ust lekko uniosły się do góry. Był to wcześniej wspomniany szef zespołu - Kim Himchan, który dzwonił do ciebie by zaprosić cię na rozmowę kwalifikacyjną. Już od pierwszego dnia pracy byłaś nim oczarowana. Himchan był wysokim i przystojnym mężczyzną, który z resztą cieszył się sporym zainteresowaniem wszystkich kobiet z firmy, jednak ostatnio zwracający uwagę tylko na ciebie. Kilka razy zaprosił cię na drinka czy też wspólny lunch, lubiłaś jego towarzystwo, był taki miły i czarujący, taki...ideał mężczyzny.
-Właśnie miałem iść do ciebie z kawą, jednak ty przyszłaś do mnie...czyżbym przywołał cię myślami? - wasze wzroki się spotkały, a ty czułaś jak twoje policzki zaczynają cię piec. To było trochę dla ciebie nierealne, że aż tak przystojny facet zwrócił na ciebie uwagę.
-Sama nie wiem...-pokręciłaś nosem i przejęłaś od chłopaka kubek z gorącym napojem. Oparłaś się o blat i od razu wzięłaś z niego łyk, zaczynając się delektować cudownym smakiem kawy przyrządzonej przez przełożonego. Tamten widząc twoją reakcję tylko się uśmiechnął.
-Jak ty to robisz, że twoja kawa jest zawsze taka dobra? - zażartowałaś śmiejąc się i znów spoglądając na niego, ponieważ uwielbiałaś patrzeć na jego urodę.
-Chyba mam do tego talent - zaśmiał się też spoglądając gdzieś w bok.
-Do czego masz jeszcze talent w takim razie?
-Naprawdę chcesz wiedzieć? - odpowiedział dopiero po dłuższej chwili, nadal patrząc jednak w to samo miejsce co wcześniej.
Pewna siebie pokiwałaś twierdząco głową mając nadzieje, że on to zauważy. I tak się stało. Czym prędzej odłożył wasze kubki na bok i spojrzał ci głęboko w oczy. Jedną dłoń ułożył na twoim policzku, a drugą oparł po jednej stronie ciebie na blacie. Przełknęłaś nerwowo ślinę i po chwili poczułaś jego delikatne na swoich. Czas jakby zatrzymał się w miejscu. Twoje serce zaczęło bić jak oszalałe a temperatura twojego ciała gwałtownie wzrosła. Tak długo czekałaś na ten moment, w domowym zaciszu często przed snem wyobrażałaś sobie wasz pocałunek, często też o nim śniłaś...a teraz to wszystko było realne. Jego delikatne i ciepłe usta czule muskały twoje, a ty bez chwili zastanowienia wszystko odwzajemniałaś, w duszy pragnąc jeszcze czegoś więcej. Byłaś taka zachłanna, chciałaś go tylko dla siebie, chciałaś żeby każda zakochana w nim laska z firmy wiedziała, że jest tylko twój w tej chwili. Zakochałaś się w nim. Uparłaś dłonie na klatce piersiowej chłopaka i zamruczałaś cicho w jego usta. Starszy podsadził cię na blat, byś mogła na nim usiąść i zszedł pocałunkami niżej na twoją szyje i odkryte obojczyki. Czułaś się jak w niebie. Wplotłaś palce w jego jedwabiste włosy i pomrukiwałaś cicho. W końcu chłopak oderwał się od twoje ciała i spojrzał ci prosto w oczy.
-Nie wiesz od jakiego czasu marzyłem o tym... - powiedział a ty tylko zaśmiałaś się cicho -Ja też Himchan - pogładziłaś jego policzek i zaraz znowu poczułaś jego pocałunek.
Tym razem chłopak był bardziej stanowczy, powoli zaczął ściągać z ciebie każdą warstwę twojego ubrania, ty oczywiście nie byłaś mu dłużna. Powoli rozpinałaś każdy guziczek w jego koszuli, odwzajemniając namiętne i gorące pocałunki, serwowane przez Himchana. Nie zauważyliście, kiedy do pomieszczenia weszły wasze dwie koleżanki, dopiero po ich kilku odchrząknięciach oderwaliście się od siebie jak poparzeni. Jego włosy były potargane, a twoje ciało było pokryte malinkami.
-Wszędzie, tylko proszę nie na blacie na którym przygotowujemy sobie jedzenie. A i zamknijcie drzwi - powiedziały i szybko wyszły, zostawiając was samych i lekko zawstydzonych. Chłopak zdecydowanym ruchem przeniósł cię na mniej używany stolik w rogu pokoju i kontynuował to co zaczął. Na szczęście już nikt wam nie przeszkodził.

///
Ravi. 

czwartek, 22 czerwca 2017

SEVENTEEN - Nie mogłam cię zostawić



Ty x Woozi

  Ułożyłaś się bezszelestnie obok chłopaka i przykryłaś go lewym skrzydłem. Lśniące białe pióra doskonale chroniły przed chłodem i chociaż nie mógł cię poczuć, to miałaś pewność, że nie zamarznie. Nie potrafiłaś zrobić nic innego, bo nawet gdybyś podniosła skopaną kołdrę, to jej materialna powłoka i tak pozostałaby na podłodze.
  Nie musiałaś spać. Mogłaś, ale nie było ci to konieczne do dalszej egzystencji. To samo dotyczyło jedzenia.
  Leżałaś w ciemności, zasłuchana w spokojny oddech nieświadomego chłopaka i myślałaś...
  Pierwsza scena, która pojawiła się pod twoimi powiekami ukazywała dwójkę małych dzieci w piaskownicy. To ty i mały Lee Jihoon, albo jak wolał Woozi. Pamiętasz, jak zawsze kłóciliście się o czerwoną łopatkę. Wszystkie poza tą jedną były popękane.
  Kolejna scena przedstawiała dwójkę szczerbatych siedmiolatków, idących za rękę przez szkolny korytarz. Pamiętasz, że twoje białe podkolanówki nieustannie zsuwały ci się do kostek, a Woozi narzekał na wyprasowaną na sztywno koszulę. Pierwszego dnia oboje byliście jednakowo przerażeni.
  Na twoich 10 urodzinach Woozi był jedynym chłopcem. Twoi rodzice śmiali się, że wcale my to nie przeszkadza. Wtedy tego nie rozumiałaś...
  Niedługo potem zmieniliście szkołę i coś takiego jak klasy koedukacyjne przestało funkcjonować. Wciąż mieliście zajęcia w tym samym budynku i po lekcjach czekaliście na siebie nawzajem.
  W wakacje po twoich 14 urodzinach wyjechałaś z rodzicami na wieś, a Jinhoon został w mieście. To wtedy polubiłaś czytanie książek, siedząc na gałęzi drzewa. Tamtego popołudnia wszystko było jak zwykle, tylko kora wisiała po krótkim deszczu.
  Kiedy się obudziłaś miałaś skrzydła i nikt nie odpowiadał na twoje pytania. Krążyłaś sobie wokół rodziców, wróciłaś za nimi do miasta i dalej nic nie rozumiałaś.
  Byliście tylko dziećmi, a czas nie stał w miejscu.
  Od małego lubiłaś obserwować Jihoona na scenie, dlatego cieszyłaś się kiedy zdecydował się zostać idolem. Towarzyszyłaś mu na każdym kroku, robiłaś co mogłaś, by wiedział, że jesteś tuż obok.
  Nie było ci łatwo. Czasami spokoju nie dawała ci myśl, że właściwie nie powinno cię już tutaj być, ale coś nie pozwalało ci ruszyć w dalszą drogę.
  Chłopak niespokojnie poruszył się przez sen. Gwałtownie znieruchomiał, po czym przewrócił się na drugi bok. Teraz wasze twarze dzieliło jakieś 7 centymetrów. Wiedziałaś, że nie ma pojęcia o twojej obecności, ale mimo to poczułaś się niezręcznie. Nie powinnaś już być na ziemi, a jednak twoje uczucia co do niego pozostały całkiem ziemskie. Czasem czułaś jego sny i wiedziałaś, że masz w nich swoje miejsce, że nawet jeśli pozornie o tobie zapomniał, to tak naprawdę wciąż pamięta.
  Rano jak zwykle obudziłaś się dwie minuty przed nim. Wiedziałaś, że jest przemęczony, ostatnio każdą wolną chwilę spędzał na sali treningowej. Dzisiejszy program dnia wyglądał podobnie.
  Lubiłaś obserwować jak trenują. Odczuwałaś niemal taką samą satysfakcję co on, kiedy udało im się poprawnie zatańczyć cały układ, ale z drugiej strony z upływem godzin, w miarę jak ich siły malały, twoje samopoczucie również się pogarszało.
  Po raz kolejny w tym tygodniu całe popołudnie przesiedziałaś na podłodze pod lustrem obserwując jak bezustannie powtarzają ten sam fragment choreografii do momentu, aż wyjdzie im bez zarzutu. Kiedy na dworze zrobiło się całkiem ciemno miałaś ochotę wykrzyczeć, że już wystarczy, żeby wreszcie poszli do domu odpocząć. Nienawidziłaś swojej bezsilności.
  Przed północą na sali został już tylko Jinhoon. Chyba nie był zadowolony ze swojego tańca, ale brakowało mu energii, żeby poprawić domniemane błędy, co dodatkowo go frustrowało. Musiałaś zrobić coś żeby nie zamęczył się na śmierć.
  Czułaś się dziwnie. Zazwyczaj nie czułaś temperatury, ale teraz miałaś gęsią skórkę od kontaktu z zimną taflą lustra, a tam gdzie twoja skóra stykała się z nim powstawał delikatny ślad z kropelek pary wodnej. Dmuchnęłaś lekko a obłoczek się powiększył.
  Miałaś pierwszą, od dnia kiedy stałaś się aniołem szansę na kontakt z kimś żywym. Owinęłaś się skrzydłami, myśląc co napisać. Za chwilę mogło być za późno.
  "ODPOCZNIJ"
  Nie było to najbardziej kreatywne, ale tylko na tyle byłaś w stanie się zdobyć. Jeden wyraz na środku ogromnego lustra. Nie ma szans, żeby nie przegapił.
  Chłopak akurat schylił się po butelkę wody, odgarniając jednocześnie przyklejone do czoła włosy. Kiedy się wyprostował, zatrzymał się jak wmurowany wpatrując się w napis.
  Dmuchnęłaś w lustro jeszcze raz i napisałaś: TO JA, ____.
  Nie miał żadnych podstaw, żeby ci wierzyć, a jednak uwierzył.
 -Naprawdę tu jesteś? - zapytał cicho
  ZAWSZE
 -Dlaczego?
  NIE MOGŁAM CIĘ ZOSTAWIĆ
  Nigdy nie lubiłaś melodramatów, ale teraz nie umiałaś napisać nic innego. Bolało cię, że tak niewiele mogłaś zrobić. Chciałaś go przytulić, powiedzieć, że tak na prawdę nigdy nie był sam, że chroniłaś go jak tylko mogłaś, a w rzeczywistości byłaś w stanie tylko pisać na lustrze słowa, które po chwili i tak znikały.
  MINĘŁO TYLE LAT. CHCIAŁAM TYLKO ŻEBYŚ WIEDZIAŁ
Musiałaś się szybko wycofać. Byłaś tylko zabłąkanym aniołem, nawet nie powinnaś tu być. To, że ciągle go kochałaś było i wyłącznie twoim problemem.
 -Poczekaj - byłaś już przy drzwiach, kiedy zatrzymał cię jego głos -Porozmawiajmy - nie umiałaś odmówić

  Minęło wiele dni. Comeback nareszcie był gotowy. Spędzaliście jeszcze więcej dni i nocy w sali treningowej, ale tanieć wychodził im już perfekcyjnie.
  Ciągle tu byłaś. Myślałaś, że po tamtej rozmowie coś się wreszcie stanie, że 'przejdziesz dalej', ale nie.
  Tego pochmurnego popołudnia chłopcy dowiedzieli się, że dostali nominację do nagrody w dużym programie muzycznym. Cieszyłaś się razem z nimi. 
  Następnego dnia byłaś przed barierkami, tuż pod samą sceną. Stałaś w tym samym miejscu, kiedy wszystkie nominowane zespoły ustawiły się na scenie i mocno trzymałaś kciuki do momentu kiedy na wszystkich ekranach pojawił się napis z nazwą zespołu i jego logo.
  SEVENTEEN
  Widziałaś iskierki, a potem łzy szczęścia w oczach Wooziego. Patrzył prosto na ciebie i wiedziałaś, że to nie był przypadek, że naprawdę cię widzi. Pomachałaś mu uśmiechając się radośnie.
  A potem zrobiłaś krok do przodu.


~~*~~*~~*~~
Bomi


poniedziałek, 15 maja 2017

MONSTA X - Ginekolog



Ty x Wonho


   Stres. Dużo stresu. I jeszcze więcej go jest kiedy musisz iść do ginekologa. Od zawsze bałaś się wizyt w jego gabinecie. Czy to kobieta, czy mężczyzna miał akurat dyżur w twojej przychodni było dla ciebie obojętne. I tak boisz się tego miejsca. Było ono dla ciebie straszne. Już dentysta był lepszy.
   Tydzień temu matka zapisała cię na wizytę. Była ustalona na jutrzejsze popołudnie, a ty już siedziałaś jak na szpilkach i obawiałas się najgorszego. Tym najgorszym był jakiś guz albo coś podobnego w okolicach miednicy. No może stosunek z panem ginekologiem też nie jest najlepszy, ale guz gorszy.
   Siedząc w saloniezastanawiałaś się kto będzie jutro przyjmował. Pani Kang czy też może ten stary pierdziel pan No, który w swoim życiu widział już chyba każdą pizde.
  -____- zaczął Hoseok, twój chłopak, który od jakiegoś czasu wpatrywał się w ciebie, a nie w telewizor -Przestań tak dramatyzować. Masz 23 lata kobieto. To tylko wizyta kontrolna.
  -No właśnie Wonho, tylko wizyta kontrolna. A jeśli okaże się, że na moim jajniku lub jajnikach leży sobie jakiś guz, albo ten guz jest jakiś złośliwy i może doprowadzić do raka. A co jeśli jestem bezpłodna?!
  -Wiesz co - złapał za twoją rękę i wymusił byś popatrzyła w jego oczy
  -Co.
  -Mówisz to samo przed każdą kontrolą i jakoś nigdy nic ci nie wyszło takiego - zaśmiał się puszczając twoją rękę 
   Otworzyłaś buzię żeby coś powiedzieć, ale nie wiedziałaś dokładnie co mu takiego powiedzieć. Wonho miał rację. Zawsze kiedy miałaś iść do ginekologa, nawet po kolejną receptę na leki antykoncepcyjne, strasznie dramatyzowałaś. Może to dlatego, że kiedyś razem ze starszą siostrą oglądałyście film o ginekologach i każda babka, która do nich przychodziła miała jakiegoś guza. Było to oczywiście nakręcone gdzieś w Stanach, ale ciebie tak to wystraszyło, że boisz się za każdym razem kiedy idziesz do przychodni.
  -Mogę pójść z tobą jak tak bardzo się boisz - odparł Hoseok
  -Żebym jeszcze bardziej dramatyzowała? Co to to nie.
  -Nie to nie. Chciałem tylko pomóc.
   Chłopak wrócił do oglądania jakiegoś nieważnego dla ciebie meczu koszykówki. Wstałaś z kanapy i poszłaś do sypialni. Z szafeczki nocnej wzięłaś swój telefon i wybrałaś numer do swojej starszej siostry. Wolałaś by to ona poszła właśnie z tobą, a nie Wonho. Niestety dziewczyna miała jutro ważne spotkanie w swojej firmie o tej samej godzinie co ty lekarza. No nic, musisz sobie jakoś poradzić sama.

  **

   Po godzinie 22 położyłaś się do łóżka. Chwilę później dołączył do ciebie Hoseok. Wierciłaś się po materacu zdenerwowana jutrzejszą wizytą u ginekologa.
  -Możesz przestać? - Wonho bardziej rozkazał niż się spytał -Chciałbym pójść spać.
  -Ale nie mogę. Za bardzo się denerwuje no. A co jeśli...
  -Nie będziesz mała żadnych guzów. Jesteś zdrowa i nic ci nie zagraża. A jutro idziesz tylko po to by przepisali ci nowe tabletki, bo po tych co masz teraz masz nudności. To nic złego.
  -Ty nigdy nie byłeś u ginekologa i nie będziesz.
  -No nie, ale jakbym był na twoim miejscu to bym się nie bał.
  -Niestety nie jesteś mną, a ja sram w gacie jak przed każdą wizytą.
  -Kobieto przestań! - Wonho jak na zawołanie znalazł się dokładnie nad tobą. Chwilę popatrzył w twoje oczy po czym cię namiętnie pocałował.
   Od razu oddałaś jego całusy. Chyba tego było ci trzeba, bo zapomniałaś o jutrzejszej wizycie u ginekologa. Chwilę później wasze role się odwróciły i to ty byłaś na górze. Czułaś jak twoje pożądanie zaczyna wzrastać. Zdjęłaś z chłopaka jego koszulkę. Wasze pocałunki zamieniły się w bardziej łapczywe.
   Kiedy ty zaczęłaś zdejmować swoją koszulkę od piżamy, Wonho nagle zrzucił cię z siebie i jak gdyby nigdy nic wstał z łóżka. Spojrzałaś na niego i kompletnie nie wiedziałaś co się dzieje.
  -Jutro idziesz do ginekologa. Nie możesz uprawiać teraz ze mną seksu. - powiedział lekko rozbawiony
  -Żartujesz sobie teraz ze mnie?!
  -Nie. Ja jestem całkowicie poważny. Nie możesz odbywać jakiegokolwiek stosunki na mniej więcej dwie doby przed wizytą u lekarza i nie możesz sama sobie robić dobrze. Tak mówi Internet, a ja się go akurat dzisiaj posłucham. - chłopak dalej się śmiał, a ty sztyletowałaś go wzrokiem -Idę spać do salonu.
   Hoseok otworzył drzwi od waszej sypialni. Już zdążył z niej wyjść i pójść do wymienionego pokoju, ale za chwilę wrócił.
  -Jak jutro w ogóle nie będziesz mi marudzić i będziesz grzeczna u lekarza to dostaniesz po nim taki wycisk, że przez kolejny tydzień nie będziesz mogła normalnie wysiedzieć. - uśmiechnął się jeszcze niczym psychopata i wyszedł ponownie z sypialni -Dobranoc!


~~*~~*~~*~~

   Bomi


środa, 10 maja 2017

VIXX - "Dlatego nie wolno ci się poddawać"

ty i N z VIXX


   Włączyłaś telewizor. To był kolejny dzień, kiedy znowu mieli występować. Zdecydowanie przesadzali.
   Chyba byłaś w wyjątkowo sentymentalnym nastroju, bo nagle przypomniało ci się ostatnie lato przed wyjazdem Hakyeona do stolicy. Byłaś od niego kilka lat młodsza, więc to raczej twoja starsza siostra się z nim przyjaźniła, ale i tak spędzaliście bardzo dużo czasu razem.
   Teraz kiedy twoja siostra wyjechała ze swoim chłopakiem za granicę, a ty zostałaś z rodzicami w Changwon, dużo więcej czasu spędzałaś na śledzeniu aktywności Hakyeona i reszty chłopaków. 
   Utrzymywaliście kontakt, ale odzywaliście się do siebie raczej sporadycznie, na święta czy urodziny.
   Występ się rozpoczął, zespół wyszedł na scenę. Przyjrzałaś się uważnie Hakyeonowi, coś było nie tak. Był przygaszony, jego rozjaśniający świat uśmiech gdzieś zniknął. Jego ruchy nie były tak płynne jak zwykle. Zmrużyłaś oczy usiłując ocenić sytuację. Może po prostu bolała go głowa albo się nie wyspał. Może przed występem pokłócił się z którymś z chłopaków i teraz miał wyrzuty sumienia.
   Piosenka skończyła się, Starlights pod samą sceną prosiły o bis. Chłopcy z udawanych wahaniem zabrali się do śpiewania kolejnego utworu, ale Hakyeon był gdzieś z tyłu. W pewnej chwili zakrył twarz rękami, jego ramiona lekko drżały.
   Płakał.
   Ten silny N, lider którego promienny uśmiech dawał siłę tyli Starlights, teraz stał na środku i płakał Nie mogłaś w to uwierzyć.
   Minęła chwila zanim pozostała piątka zorientowała się co się dzieje. Stojący najbliżej Leo poszedł do Hakyeona i objął go. Ewidentnie sytuacja wymknęła się spod kontroli.
   Siedziałaś jak wmurowana. Tym razem nie mogłaś czekać aż wszystko samo wróci do normy. Nie mogłaś też liczyć na to, że Hakyeon grzecznie wróci do domu, żeby wypocząć i nabrać sił. W twojej głowie powoli pojawiał się plan.
   Wpatrywałaś się niewidzącym wzrokiem w próbujących ratować sytuację chłopców, ale słyszałaś tylko zmieniony od łez głos Hakyeona. Widać było, że stara się opanować, ale zwyczajnie nie potrafi.
   Poczułaś się słabsza. Nie takiego Hakyeona zapamiętałaś. 
   Skoro on nie mógł przyjechać do ciebie, ty musiałaś jechać do niego.
   Niedługo później, kiedy byłaś już niemal całkowicie spakowana, pojawiła się krótka notka z wytłumaczeniem od lidera. Pisał, że przeprasza i że fani są jego siłą, więc wszystko będzie dobrze.
   Nie uwierzyłaś.
   Szczęśliwie złożyło się, że miałaś w stolicy przyjaciółkę, która od dłuższego czasu zapraszała cię do siebie. Twoi rodzice szybko dali się przekonać, że spędzisz u niej weekend.
   Dopiero w autobusie jadącym do Seulu odszukałaś dokładny adres dormu VIXX. W dzisiejszych czasach nikt nie wysyłał już kartek na święta, ale ty starałaś się podtrzymać ten zwyczaj. Hakyeon nie raz się z tego śmiał.
   Na szczęście nie miałaś długiej drogi do przejścia, więc nie musiałaś nawet wsiadać do metra. Po kilkunastominutowym spacerze znalazłaś się przed niczym nie wyróżniającym się, wysokim budynkiem, w którym mieszkali chłopcy.
   Zadzwoniłaś pod odpowiedni numer, ale nikt nie otworzył. Najwyraźniej nie zdążyli jeszcze wrócić.
   Usiadłaś na schodach nieco wyżej i oparłaś się o ścianę. Nudziło ci się i zaczynało się robić coraz później. Nawet nie zauważyłaś kiedy zasnęłaś.

***

   Obudził cię dźwięk zatrzymującego się na tym piętrze windy. Otworzyłaś oczy dokładnie w momencie, kiedy wysiadła z niej szóstka chłopaków. W pierwszej chwili Hakyeon cię nie zauważył, szedł z tyłu  za całą resztą. Podniósł głowę dopiero kiedy się odezwałaś.
  -Dobry wieczór...
  -Kim jesteś? - wypalił stojący najbliżej ciebie Ken
  -____? Co ty tu robisz? - spytał dokładnie w tym samym momencie N
  -Przyjechałam... - odpowiedziałaś bez sensu -Oglądałam wasz dzisiaj na żywo i pomyślałam... - Co tak właściwie pomyślałaś? Że Hakyeon potrzebuje wsparcia? Że może będzie chciał jednak zobaczyć akurat ciebie? Bez sensu?
  -Dobrze cię widzieć - najstarszy chyba jednak czytał w twoich myślach. Uśmiechnęłaś się do niego niepewnie.
  -To może wejdziemy...? - przerwał ciszę Ravi, wyjmując z kieszeni klucze

***

  -To od ciebie są te listy na święta, których Hakyeon hyung nie pozwala nawet dotknąć? - szepnął Hyuk, kiedy zrobiło się spore zamieszanie związane z pozbywaniem się butów.
   Spojrzałaś na niego zdziwiona.
  -Zrobię cos do jedzenia - oznajmił cichym głosem Leo, czym skutecznie oderwał od ciebie uwagę maknae.
   Nie za bardzo wiedziałaś co powinnaś  teraz zrobić, więc po prostu poszłaś za Hakyeonem.
  -Dlaczego przyjechałaś? - spytał chłopak, zamykając za wami drzwi pokoju, w którym na podłodze leżały dwa materace, a pod ścianą stała spora szafa, suszarka do ubrań i biurko.
  -Bo widziałam co się dzisiaj stało. Możesz sobie pisać co chcesz, ale mnie nie oszukasz. - stanęłaś przed nim z rękami skrzyżowanymi na piersi.
   Spodziewałaś się każdej reakcji, ale nie takiej. Hakyeon zdziwił się lekko i po jego policzkach znowu spłynęły łzy.
  -Ale oppa... - nie zdążyłaś dokończyć, bo N przyciągnął cię do siebie i mocno przytulił. nigdy nie byłas wysoka, ale terz poczułaś się jeszcze mniejsza niż zwykle. Niepewnie pogłaskałaś go po plecach.
   Pozwoliłaś mu się chwilę wypłakać, po czym odsunęłaś się o pół kroku.
  -Usiądźmy i powiesz mi co się dzieje?
   Chłopak potwierdził. Usiadłaś na jednym z materaców, opierając się plecami o ścianę. Ku twojemu zaskoczeniu Hakyeon zamiast usiąść obok ciebie, położył się z głową na twoich kolanach.
   Przez chwilę trwaliście tak w ciszy.
  -Jestem zmęczony - odezwał się w końcu, a ty nie byłas pewna czy mówi o tym, co wydarzyło się podczas występu, czy raczej tłumaczy dlaczego znalazł się teraz tak blisko ciebie -Fizycznie i psychicznie. Czasami myślę, że nie dam już dłużej rady, że wszystko mnie przerasta.
  -Powinieneś po prostu odpocząć.
  -Właśnie nie mogę - w jego oczach znowu zalśniły łzy
  -Może i nie możesz, ale od czasu do czasu jednak musisz. Pamiętasz jeszcze kiedy ostatnio miałeś chociaż kilka dni wolnych? Kiedy ostatnio byłeś w domu? - spojrzałaś na niego uważnie
  -Dawno.
  -Właśnie. To teraz ja ci coś powiem. Przez te kilka lat, odkąd wyjechałeś, miałam nadzieję, że jesteś szczęśliwy, bo spełniasz swoje marzenia. Ale to działało w dwie strony. Kiedy nie miałam już siły dłużej się uczyć albo stać kolejną godzinę w sklepie rodziców, to oglądałam wasze występy, patrzyłam na twój uśmiech i stwierdzałam, że może jednak życie nie jest tak bez sensu jak mi się zdawało. To dawało mi siłę i jestem pewna, że nie tylko mnie. Dlatego nie wolno ci się poddawać. Musisz odpocząć, ale potem wrócisz jako ten sam uśmiechnięty lider, rozumiesz? - zakończyłaś ściskając lekko jego rękę
   Bałaś się spojrzeć na jego twarz. Bałaś się jego łez.
  -____, ale nie przestaniesz pisać tych swoich listów, prawda? - spytał pozornie bez związku chłopak.
  -Mogę pisać nawet co tydzień, tylko już nie rycz - spróbowałaś się uśmiechnąć, dotykając lekko jego policzka
   Hakyeon musiał być serio rozbity, bo twoje słowa wywołały dokładnie odwrotny efekt. Płakal jak małe dziecko, wtulony w ciebie, aż w końcu, zmęczony, zasnął.

***

   Drzwi do pokoju lidera otworzyły się gwałtownie. Podniosłaś głowę.
  -Przyjdziecie coś zje.... - zaczął Hongbin
  -Ciiii~! Obudzisz go. - przerwałaś mu
   Speszony Hongbin czym prędzej się wycofał. Odczekałaś jeszcze chwilę, po czym z powrotem ułożyłaś się na Hakyeonie, starając sie jak najmniej ruszać, żeby go nie niepokoić.

***

   Obudziły cię pierwsze promyki słońce wpadające przez niezasłonięte okno. Nie było sensu, żebyś dłużej zostawała w Seulu. Po wczorajszym wieczorze Hakyeon na pewno nie będzie czuł się komfortowo w twoim towarzystwie.
   Skombinowałaś poduszkę, na której ułożyłaś chłopaka, sprawniezabrałaś swoje rzeczy i na tyle cicho, żeby nie postawić na nogi całej reszty, wyszłas z dormu.
   Szłaś wolno przez uśpione miasto, miałaś sporo czasu do pierwszego, porannego autobusu. W końcu przystadłaś na ławce w pobliżu dworca i wystawiłaś twarz do słońca, zamykając oczy.
  -____ - usłyszałaś w pewnym momencie -Może jednak zostaniesz chociaż do jutra? 
   Kiedy spojrzałas przed siebie, zobaczyłaś lekko uśmiechającego się Hakyeona. Bez wahania pokiwałaś głową.


~~*~~*~~*~~

Wracamy po długiej przerwie! Przepraszamy za zwłokę i obiecujemy poprawę~ A tymczasem dziękujemy naszej Eunsol za scenariusz, kochamy cię unnie! 

Ravi&Bomi

środa, 22 marca 2017

ASTRO - Gdy coś zgubisz






MJ

-Myungjun! Nie widziałeś może Mimi? - krzyknęłaś z sypialni. Od dobrej godziny szukałaś swojego psa po całym mieszkaniu Astro, ale bez żadnych rezultatów.
-Nie. A co to? - odkrzyknął piosenkarz, który aktualnie robił obiad
-No mój pies. Taki mały, brązowy, bawiłeś się dzisiaj z nią.
  Wyszłaś z sypialni, którą dzieli Bin i Eunwoo i poszłaś do salonu. Nie dość, że zgubiłaś psa to jeszcze reszta zespołu gdzieś się zapodziała. Spojrzałaś kolejny raz za kanapę, pod szafki i na balkon. Znowu nic. Gdzie może być ten pies?
-MJ na pewno jej nie widziałeś?
-No mówiłem, że nie. Idź otwórz drzwi, bo za chwile będą chłopcy.
  Podeszłaś do drzwi i przekręciłaś zamek. Jak na zawołanie wróciła reszta Astro. Pomyślałaś, że może oni zabrali twojego psa na spacer i za chwilę się odnajdzie. Twoje nadzieje zostają rozwiane, kiedy nie znajdujesz swojej zguby pośród zespołu.
-Nie widzieliście może Mimi? - zapytałaś się ich w końcu
-Mimi? A ona przypadkiem nie została zabrana przez twoją matkę dwie godziny temu? - powiedział do ciebie JinJin
  No przecież! Była tu twoja mama i wzięła suczkę do weterynarza. Strzeliłaś sobie niezłego plaska w czoło i wróciłaś do salonu.
-Mówiłem, że nie widziałem psa. - zaśmiał się MJ na co ty tylko wywróciłaś teatralnie oczami.

JinJin

  Wracałaś z wykładów z chemii, na które dzisiaj wzięła cię nauczycielka. Stwierdziła, że skoro masz dobre oceny to zabierze cię na uniwersytet żebyś zobaczyła jak to jest. Szkoda tylko, że wykłady się przedłużyły a ty musiałaś lecieć szybko do pracy. Opiekowałaś się 2-letnim chłopcem jakiejś pani. Bardzo polubiłaś spędzanie z nim czasu więc przychodziłaś do niego prawie codziennie.
  Przejechałaś pół miasta by tylko zdążyć i nie spóźnić się do swojej pracy. Został jeszcze tylko park do przejścia. Postanowiłaś się przebiec. Byłaś już przy końcu, za zakrętem było już osiedle gdzie mieszkała ta pani z chłopcem. Oczywiście jak na nieszczęście musiałaś się przez kogoś wywalić. Wjechał na ciebie chłopak z rolkami na nogach.
 -Przepraszam cię najmocniej. Nic się tobie nie stało? - blondyn próbował wstać razem z tymi rolkami w ziemi
 -Nic mi nie jest. Mogłabym się o to samo spytać ciebie. Masz na sobie rolki i no wiesz...
 -Spokojnie, nic mi się nie stało. - uśmiechnął się do ciebie
 -Ja muszę już lecieć - spojrzałaś na zegarek, byłaś już spóźniona
-Jeszcze raz przepraszam.
  Już nic mu nie odpowiedziałaś. Pobiegłaś przed siebie. Gdy znalazłaś się pod odpowiednim blokiem, wystukałaś kod w domofonie, który dobrze znałaś i weszłaś na drugie piętro.
 -Dzień dobry! Bardzo mocno przepraszam za spóźnienie, ale byłam dzisiaj na wykładach. - wytłumaczyłaś się wchodząc do mieszkania
 -Dzień dobry. Nie musiałaś dzisiaj przychodzić. Wysłałam ci smsa. Nie widziałaś? - odpowiedziała ci matka chłopca, którego pilnujesz
 -Na prawdę? Nie zauważyłam - wyjęłaś telefon z kieszeni. Był nieodebrany sms od tej pani. -To ja już będę iść.
 -No dobrze. Do końca tygodnia nie musisz przychodzić.
 -Dobrze. Do widzenia!
  Wyszłaś z mieszkania z następnie z bloku. Postanowiłaś się pouczyć w drodze do domu. Otworzyłaś swoją torebkę, a tam co? Nie było twojego zeszytu od biologii. A jutro jest kartkówka! Może wypadł jak upadłaś przez tego chłopaka w parku. Postanowiłaś się wrócić w to miejsce. Miałaś małą nadzieję, że się znajdzie w tym parku a nie zostawiłaś gdzieś na uczelni.
  Niedaleko miejsca, w którym blondyn na ciebie wjechał zauważyłaś osobę na rolkach. To był on! I miał w ręku twój zeszyt od biologii... Podeszłaś do niego bliżej.
 -Hej. Umm... Masz mój zeszyt od biologii. - powiedziałaś do niego
-Tak wiem o tym. Znalazłem go kiedy odeszłaś i postanowiłem, że ci go oddam jak będziesz wracać - uśmiechnął się, znowu
-To miłe  twojej strony. - oddałaś mu uśmiech -A co jakbym tędy nie wracała?
-To znalazłbym cię na Facebooku i napisał, że mam twój zeszyt.
 -Nie wiesz jak się nazywam...
 -Zeszyt jest podpisany. - zaśmiał się i oddał ci notatnik -Może pójdziemy na kawę?
 -Hmm... No niech będzie, biologia poczeka.

Cha Eunwoo

  Poszłaś ze swoją najlepszą przyjaciółką do kina na film, na który już dawno planowałyście pójść. Zajęłyście swoje miejsca w przedostatnim rzędzie i czekałyście aż zacznie się seans. Oczywiście wybrałyście się na horror, bo obydwie je uwielbiacie.
  Jakoś w połowie filmu ktoś cię nagle złapał za lewą rękę. Trochę się przestraszyłaś tego, zważając na to, że twoja przyjaciółka siedziała po twojej prawej stronie. Spojrzałaś na rękę, która cię trzymała, a później na jej właściciela. Był to chłopak mniej więcej w twoim wieku. Gdy zobaczył, że się na niego patrzysz szybko zabrał rękę i przeprosił. Do końca filmu już się nic takiego nie zdarzyło.
  Po wyjściu z sali kinowej z przyjaciółką chciałaś pójść do toalety poprawić fryzurę. Ale coś ci nie pasowało.
 -Soohyun - zwróciłaś się do przyjaciółki -Widziałaś może moją torebkę?
 -A nie brałaś jej ze sobą?
 -Myślałam, że mam ją przy sobie.
 -No to została w sali.
  Powiedziałaś dziewczynie żeby na ciebie chwilę poczekała i poszłaś w stronę sali kinowej gdzie przed chwilą skończył się film. Drzwi były zamknięte, a personel powiedział, że żadnej torebki tam nie znaleźli jak sprzątali. No pięknie. Już po torebce, telefonie, portfelu ze wszystkimi pieniędzmi i kartami i ogólnie po wszystkim co tam było.
 -Przepraszam. - poczułaś jak ktoś łapie cię za ramię
  Odwróciłaś się do tej osoby. Był to ten sam chłopak ci złapał cię za rękę podczas filmu. Co on ciebie chciał? Przecież już przeprosił za tą rękę na horrorze.
 -Tak? - spytałaś się
 -To chyba twoje. Zostawiłaś chyba w sali. - podniósł rękę do góry. Trzymał w niej twoją torebkę. Już myślałaś, że wszystko stracone.
-Oh tak! Moja torebka. - chłopak ci ją podał -Bardzo ci dziękuję. Nie wiem jak mam ci się odwdzięczyć.
 -Możesz pójść ze mną na kawę. - uśmiechnął się w twoją stronę -Jestem Dongmin, ale możesz też mówić na mnie Eunwoo.
-____. Napiszę tylko do przyjaciółki, że wraca sama i możemy iść. - także się do niego uśmiechnęłaś i poszliście w stronę najbliższej kawiarni.

Moon Bin

  Byłaś na spacerze ze swoim najlepszym przyjacielem Binem. Nic nadzwyczajnego nie robiliście, chodziliście jedynie po parku obok twojego mieszkania i śmialiście się z głupstw, które wygadywał chłopak. Nagle Moon Bin się wywrócił. Po co mu pomagać wstać, lepiej wyciągnąć z kieszeni telefon i zrobić przyjacielowi zdjęcie. No właśnie...telefon. Nigdzie go nie było. nie znalazłaś go ani w spodniach, ani w bluzie, nawet w torebce nie było.
 -Bin... Zgubiłam telefon.
 -Ta ehe. Nie marudź tylko pomóż mi wstać. - wyciągnął ręce przed siebie
-Sam se radź. Ja idę szukać telefonu.
-Ale...
  Zostawiłaś chłopaka samego rozłożonego na chodniku i poszłaś w drugą stronę. Zaczęłaś szukać w każdym miejscu, w którym dzisiaj byliście z Binem. Przecież go miałaś przy sobie, nie zostawiłaś w domu, jakieś kilka minut temu rozmawiałaś przez niego z ojcem. Wszystko bez sensu. Może ktoś go tobie ukradł z tej kieszeni?
-____! - usłyszałaś krzyk swojego przyjaciela -Gdzie jesteś?
-W dupie u pani Malinowskiej. - odpowiedziałaś mu tak jak zawsze -Jestem za tobą przygłupie.
-Znalazłaś ten telefon?
-Nie, nigdzie go nie ma. Szukałam wszędzie gdzie dzisiaj byliśmy.
-No a może szukałaś w moich kieszeniach? - Bin z tylnej kieszeni swoich spodni wyjął telefon w różowej obudowie. Chwile... To twój telefon!
-Skąd go masz?
-Dałaś mi go zaraz po tym jak gadałaś z tatą bo chciałaś się pobujać na huśtawce.
-Serio? - zaczęłaś się śmiać z własnej głupoty gdy Moon oddał ci twoją zgubę -Następnym razem może pomogę ci wstać z tej ziemi.

Rocky

   Od dobrych dziesięciu minut przerwy latałaś po sali lekcyjnej gdzie macie blok zajęć i szukałaś swojego telefonu, który jakimś cudem zniknął z szafki na końcu klasy. Była to długa przerwa, więc zostało ci jeszcze jakieś 9 minut szukania. Miałaś nadzieje, że znajdziesz swoją zgubę.
-Musisz gdzieś tu być - powiedziałaś sama do siebie przeszukując ponownie to samo miejsce.
  Osoby z klasy albo wyszły na korytarz albo nie byli zainteresowani tym co ty robisz. Bardzo fajna klasa, tylko o sobie myślą, a jak ktoś potrzebuje pomocy to siedzą i w swoich telefonach grzebią. Ty też chciałaś swoją komórkę. Nie wiedziałaś co się działo w twojej ukochanej grze. Tak bardzo chciałaś ją odnaleźć.
-Coś się stało? - zapytał nagle głos
  Spojrzałaś w jego stronę. To był Minhyuk, albo jak woli reszta klasy Rocky. Właśnie wszedł do sali i pewnie nie wiedział, że zgubiłaś telefon.
-Szukam telefonu. Położyłam go tutaj, bo jest kontakt i się ładował, ale nagle zniknął. Została sama ładowarka. - wytłumaczyłaś chłopakowi
-Niech nikt się nie rusza! - Hyuk nagle krzyknął. Przeskanował całą salę od podłogi, ściany aż po sufit -Mamy tu 6 podejrzanych. Jeden z was może być złodziejem telefonu.
  Osoby, które wcześniej siedziały w ekranach smartphonów, patrzyły się teraz na Rockyego.
-Jeżeli ktoś z was widział zaginięcie telefonu ____ proszę się do mnie zgłosić. - nagle popatrzył na największego dowcipnisia w waszej klasie -Mam cię na oku Sanha.

Yoon Sanha

  Chodziłaś po galerii handlowej ze swoim najlepszym przyjacielem, a jednocześnie maknae zespołu Astro. Chodziliście bez większego sensu. Od czasu do czasu chłopak kupił jakąś koszulkę albo czapkę. Ty za to chciałaś znaleźć dobre buty do biegania, ale nigdzie nie mogłaś ich dostać. Przeszłaś z chłopakiem cztery sklepy sportowe i nic. Został jeszcze jeden. Miałaś małą nadzieję, że chociaż tam je znajdziesz.
-____ jestem głoooodny~ - jęczał Sanha gdy wchodziliście do ostatniego sklepu sportowego w tej galerii.
-Jak znajdziemy dla mnie odpowiednie buty to pójdziemy na pizzę. Co ty na to? - miałaś już lekko dość tego dzieciaka. Mogłaś wziąć ze sobą JinJina a nie to przyrośnięte coś.
-Ale to ci zajmie następne kilka godzin. Ja chce teraz jeść!
  Sanha coraz głośniej krzyczał. Ty miałaś go kolokwialnie mówiąc w dupie. Poszłaś na półki z butami do biegania. Kilka par wpadło ci nawet w oko, ale cena już tego oka nie przyciągała. Po pół godziny znalazłaś buty idealne i nawet w dobrej cenie. Zajęłaś swoje trampki i przymierzyłaś te do biegania. Były szaro-różowe, właśnie takie jakie chciałaś najbardziej.
-Ej wielkoludzie jak ci się podobają? - spytałaś chłopaka odwracając się do tyłu. Tyle, że Sanhy tam nie było. To do kogo przez cały czas mówiłaś zakładając obuwie? Zaczęłaś się rozglądać dookoła, miedzy kolejnymi półkami, ale po chłopaku ni widu ni słychu. Wcięło go czy co? Wróciłaś do miejsca, w którym mierzyłaś buty, zmieniłaś na swoje stare trampki i poszłaś do kasy. Nie będziesz się radzić kogoś kto sobie gdzieś poszedł. Zapłaciłaś za swoje nowe buty do biegania i przeleciałaś przez sklep jeszcze raz zobaczyć czy może Sanha nie zawieruszył się gdzieś na strojach kąpielowych, o których ostatnio gadał w mieszkaniu.
  Nic. Nie ma go. Zgubiłaś przerośnięte dziecko. Przecież JinJin cię za to zabije. Sanha był pod twoją opieką jako, że ty jesteś ta starsza o rok i go zgubiłaś. No pięknie.
  Wyszłaś ze sklepu sportowego i ruszyłaś przed siebie. Twoim kolejnym celem była toaleta.
-____! Kupiłaś buty? - usłyszałaś znajomy krzyk. Sanha? Przecież się zgubił. Już miałaś go wziąć na straty i pójść do obsługi klienta galerii powiedzieć o zaginięciu dziecka o wzroście metr osiemdziesiąt jeden, a ten poszedł na pizzę bez ciebie.



~~*~~*~~*~~
  Bomi

wtorek, 24 stycznia 2017

ASTRO - Objęcia


Ty x Moon Bin

  Siedziałaś ze swoim najlepszym przyjacielem Dongminem na szkolnej stołówce i jedliście szkolny obiad. Spaghetti. Jak bardzo uwielbiałaś włoską kuchnię, tak bardzo nienawidziłaś akurat tego dania podawanego w twojej szkole. Ono było ohydne, ale i tak jadłaś bo nic innego nie było. Okropność mieć obiady w szkole. Jeszcze rodzice o tym wiedzą i nie dają dzieciom jeść do szkoły. A w pobliżu nie ma żadnego sklepu spożywczego. Co za nie fart.
  Jadłaś makaron z wielką niechęcią na twarzy aż wpadł ci do głowy pewien pomysł. Wzięłaś klopsika do buzi i lekko się zakrztusiłaś.
-To jedzenie smakuje jakby... - zaczęłaś mówić w stronę Dongmina lecz ten ci perfidnie przerwał
-...Jakby już raz było zjedzone.
  Halo co jest? On dokończył zdanie za ciebie. Powiedział dokładnie to co ty chciałaś. Zdziwiło cię to trochę. No, ale nic. Miałaś kolejny żarcik już naszykowany. Trzeba było tylko wykorzystać nieco twojego kolegę, który akurat dzisiaj miał karę i sprzątał podłogę na stołówce.
-Ej Rocky! Nie odjeżdżaj nigdzie z tym wiadrem...
-...Bo za chwilę będzie mi bardzo potrzebne.
-Wzięłabym je, wsadziła spaghetti i ...
-...I wyrzuciła do kosza za rogiem.
  Co u licha... Dlaczego on dokańcza za ciebie twoje wypowiedzi. Przyszłość przewiduje czy co?
  Lekko zdenerwowana takim przebiegiem wydarzeń spojrzałaś na Dongmina, który zjadał swoją porcję dania.
-Skąd wiedziałeś co chciałam powiedzieć.
-Mówisz to za każdym razem kiedy w szkole jest spaghetti.
-Wcale nie jestem taka przewidywalna! - krzyknęłaś w jego stronę, a on w tym samym czasie powiedział dokładnie to samo
  Ok... Może mówiłaś tamte kwestie za każdym razem kiedy na obiad było spaghetti, ale tej rzeczy Dongmin na pewno nie przewidział. Wzięłaś w prawą rękę makaron polany sosem bolognese i wysmarowałaś sobie tym lewą dłoń.
-I co? Przewidziałeś to? - zaśmiałaś się dumnie w jego stronę
-Jak zawsze i dlatego mam w plecaku paczkę chusteczek nawilżonych.
  Chłopak wyjął ze swojego plecaka opakowanie z chusteczkami. Walnęłaś ze złości pięścią w stół, przy którym siedzieliście, ale po chwili złość ustała i wzięłaś od niego paczkę.
-Dziękuje, to miłe z twojej strony.
  Wytarłaś dłoń z sosu. Zużytą chusteczkę wrzuciłaś Rocky'emu do wiaderka. On na pewno wyrzuci.
-No to może... - pomyślałaś co nieprzewidywalnego mogłabyś zrobić. Tak! Tak! To jest to! Zrzuciłaś swoją pustą już tacę na ziemię, stanęłaś na stole i zaczęłaś tańczyć twój ukochany taniec 'półka, półka, szafka, szafka'. Ruszałaś jedynie rękami, ale zawsze śmieszyło. -Nieprzewidywalne co, Dongmin.
-Tak bardzo, że jest zakaz. I to od jakiegoś miesiąca. - wskazał na kartkę wiszącą na ścianie obok. Widniał na niej napis 'Zakaz tańczenia na stołach' i także obrazek czarnego ludzika mającego taką samą postawę jak ty kiedy pokazujesz ruch 'szafka'.
  Usiadłaś z powrotem na krześle. Czy ja na prawdę jestem aż tak przewidywalna?
-____ wybaczam ci. - wypalił nagle Dongmin wsuwając kolejnego klopsika
-Za co? - spojrzałaś na niego
-Że chciałaś mnie pociągnąć za ucho mówiąc: A tego się nie spodziewałeś!
-A tego się nie spodziewałeś! - wykrzyknęłaś razem z przyjacielem
  Próbowałaś go właśnie pociągnąć za ucho. Wiedziałaś, że chłopak tego nie lubił. Tyle, że... Skąd on wiedział kiedy odeprzeć twój atak?! Miotał jedną ręką tak żebyś tylko ty go nie dotknęła, a drugą dojadał swoją porcje makaronu. Po kilku minutach zmagań byłaś już lekko zmęczona. Twoja ręka opadła bez siły, a oczy się zaszkliły. Dongmin, który już zjadł swój obiad popatrzył się na ciebie i pogłaskał po policzku. Potrzebowałaś chwili czułości by po tym nagle wstać z krzesła.
-Muszę udowodnić, że ja, ____ mogę być dla ciebie nieprzewidywalna!
-Taa... - odparł od niechcenia twój przyjaciel -I teraz wplączesz się w jakąś strasznie krępującą sytuacje, a gdy ja będę chciał ci jakoś pomóc ty się ode mnie odwrócisz i zrobisz typowe dla ciebie pff.
  Właśnie w tym momencie na stołówkę wszedł nijaki Moon Bin, dla znajomych Bin. Nadal nie wierzyłaś, że zwykłe Bin to jego imię. Odeszłaś od stolika mrucząc pod nosem jeszcze małe 'ah tak?' i podeszłaś do przed chwilą wymienianego chłopaka.
-Heeej kolego! - pomachałaś do niego ręką, no wiecie, jak to ziomale
-Nie pomyliłaś mnie z kimś?
  I się zaczęło. Co teraz zrobić? Co zrobić? Jak odejdziesz od Bina to Dongmin na pewno to przewidzi i powie 'A nie mówiłem'. Nie odejdziesz tak łatwo. Raczej podeszłaś bliżej chłopaka i się do niego przytuliłaś. Przecież to normalne, prawda? Rozmawiasz z tym chłopakiem pierwszy raz w życiu i od razu się do niego przytulasz. A co jest najlepsze? Bin to odwzajemnił. Tak skrępowana jak w tej chwili nigdy się nie czułaś. Chwilkę się tak poprzytulaliście do siebie i jak typowi nieznajomi odeszliście z rękami w kieszeniach marynarki od mundurka.

*następnego dnia*

  Podążałaś u boku swego jakże najlepszego przyjaciela Dongmina korytarzem. Szliście ku sali numer 24B zwanej także przez większość uczniów piekłem, czyli do sali matematycznej. Witaliście się ze wszystkimi znajomymi dookoła lecz tego jednego się nie spodziewałaś. Przed tobą stanął Bin. Patrzyłaś na niego tak by było widać, że chcesz przejść dalej, a on patrzył na ciebie w sumie tak samo. Chyba, że twój wzrok mówiący 'spadaj mi z drogi' to w jego mowie 'chodź się przytulmy'.
 -Heej! - zaczęłaś pierwsza -Miło cię widzieć.
 -Taak. Jak leci, siostro?
 Bez żadnego zastanowienia wyciągnęłaś ręce na boki. Bin automatycznie zrobił to samo. Podeszliście do siebie i przytuliliście tak jak wczoraj. Wymusiłaś nawet uśmiech żeby wyglądało jakby sprawiało ci to jakąkolwiek przyjemność. No ale tak nie było. Było dokładnie tak jak mówił Dongmin. Wplątałaś się w strasznie krępującą sytuacje. Chwilkę trwało to wasze tulenie się, ale kiedyś trzeba było od niego się oderwać.
 -Wiesz... Ehh - uśmiechnął się do ciebie. Czy on też właśnie wymusił ten śmiech tak jak ty?
  W końcu się wyminęliście i poszliście w swoje strony. Jak tylko zniknął z pola twojego wzroku walnęłaś sobie niezłego liścia w czoło.
 -Dlaczego znowu to zrobiłaś? - spytał się Dongmin
 -Bo musiałam! Nie można kogoś teraz odprzytulić, jak się wejdzie na ten poziom to trzeba już na nim pozostać.
 -Przewiduje, że ta sytuacja zrobi się da ciebie tak wielkim problemem, że będzie ci aż głupio.
 -Pff.

*kolejnego dnia*

  Dzisiaj go nie spotkam. Dzisiaj go nie spotkam. Szłaś sama korytarzem i myślałaś tylko o tym żeby znowu nie wplątać się w przytulanie z Binem. To zaczęło się być na serio wielkim problemem. Gdy tylko go widzisz robi się niezręcznie, od razu na waszych ustach gości ten wymuszony uśmiech, a ręce same podnoszą się do tego by się przytulić. Jak to jest w ogóle możliwe?
  Zmierzałaś pod salę od języka angielskiego. Co jak co, ale ten język to szataństwo, już wolałaś uczyć się chińskiego. Został jeszcze tylko róg by za niego przejść i już się jest pod salą 12C. Świetnie szło, Moon Bina jeszcze nie było. Ten dzień chyba udasz za udany. Już miałaś skręcać gdy zza rogu, tak tego rogu, w który ty chciałaś skręcić wyszedł nagle chłopak, którego unikałaś przez wszystkie przerwy. Stanęłaś przed nim jak słup soli. No i ci teraz?
   Okay, okay, spokojnie. Nie narzucaj się. Tylko szybki grzecznościowy przytulas. Ręce poszły w górę i u ciebie i u niego. Przytuliliście się, znowu. Dobra, a teraz szybkie cześć od niechcenia tak jak ten uśmiech i marsz dalej pod salę. 
 -Cześć staaaaaa... - chyba coś nie wyszło, wróć! -Sta.. sta ta ta sta ta~ - ale jesteś głupia ____. Dlaczego zaczęłaś poruszać biodrami na boki?!
 -Yyy okay.. Sta ta ta~- i dlaczego Bin zaczął robić to samo?!
  Ten dzień chyba nie może być udany. Tańczyłaś przytulona do Bina na środku korytarza! I dlaczego nie przestałaś?! Dongmin na 100% miał rację co do tej sytuacji. Trzeba było go posłuchać.

*kolejnego dnia po kolejnym dniu*

  Dzisiejszy cały dzień znowu unikałaś Moon Bina. Coraz lepiej ci idzie chowanie się w damskiej toalecie. Tyle, że nie chciałaś spędzać tam całych przerw więc postanowiłaś wyjść na boisko. Tam jest dużo osób, słonko świeci no i Bina zgubisz. Plan idealny. Poszłaś do grupki dziewczyn z twojej klasy. Jak zwykle na długich przerwach i boisku urządzały sobie dance challenge. Lubiłaś wplątywać się im w momenty tańca ze swoim słynnym 'półka, półka, szafka, szafka'. Zostały cztery minuty do końca przerwy. Jako, że znowu miał być język angielski, a dziewczyny są w innej grupie to chciałaś iść żeby nie spóźnić się u nauczycielki.
 -To widzimy się po lekcjach! - wykrzyczałaś do nich
  Odwróciłaś się w stronę wejścia do szkoły i znowu niezręczna sytuacja. Moon Bin stał właśnie przed tobą.
 -Heej mój stary! - chyba coś nie tak powiedziałam bo uśmiech mu na chwilę zrzedł, poprawię się -Mój stary kumpel! Heh... To ty!
 -Ohh... O dzyń dzyń! Zmyślony telefon! - chłopak wyciągnął z kieszeni mundurka swoją rękę ułożoną tak by wyglądała na telefon [chyba wiecie o co mi chodzi cnie xd]. Czy on ma mnie właśnie za debilkę? Przyłożył dłoń do swojego ucha -Halo? Ah tak jest tutaj obok. - jego dłoń powędrowała w moją stronę -To do ciebie.
  Taak jednak debil. Styknęłaś się swoją dłonią z jego żeby wyglądało, że zabierasz mu jego niewidzialny telefon i ułożyłaś palce tak jak on wcześniej. No co? Telefon był do ciebie, tak?
 -Haloo? Tak to ja... Zmyślona~ Klik. - odłożyłam ten cholerny telefon. Zachowanie godne przedszkolaków, a nie drugiej klasy liceum.
  Niezręczna cisza. Czy to nadszedł właśnie ten czas? Oj chyba tak! Bin cię znowu przytulił, a ty jak zwykle odwzajemniłaś to. Chłopak automatycznie zaczął poruszać biodrami tak jak dzień wcześniej i nucił tą samą melodię. Ten gest także odwzajemniłaś. Co się z tobą dziewczyno dzieje?!
  Walić te kilka minut do końca przerwy. Poszłaś usiąść na ławeczce obok Dongmina, który właśnie jadł budyń kupiony w sklepiku szkolnym. Jak to dziecko może jeść to paskudztwo!
 -Spokojnie ____! Spokojnie! Przecież ja już nie wytrzymam! - chłopak siedzący obok pogłaskał cię jedynie po plecach
  Dwie lekcje później miałaś lekcje wychowania fizycznego. Lubiłaś w-f, nie oszukujmy się, byłaś w nim na prawdę dobra. Ale oczywiście wielce genialna ____ zapomniała, że w tej samej drużynie jest także Moon Bin. Aaaaa! Od tego pierwszego przytulasa nie mieliście tej lekcji i dlatego zapomniałaś. Na boisku od piłki nożnej, trener ustawił i ciebie i Bina na rezerwie. Dlaczego? Jak tylko siebie zobaczyliście to od razu zaczęło się ponowne przytulanie i ruszanie biodrami na boki w rytm wymyślonej przez ciebie muzyczki.

*

 -Słuchaj. Jak chcesz z tego wyjść to musisz stawić temu czoło. - powiedział do ciebie Dongmin po skończonej lekcji wychowania fizycznego
 -No nie. Muszę unikać bezpośredniej konfrontacji z nim, to mnie za bardzo stresuje. Już taka jestem.
  Chłopak zaczął iść korytarzem. Pobiegłaś za nim by dorównać mu kroku.
 -O kimś takim jak ty mówi się tchórz. - rzucił pstrykając cię lekko w ucho
 -Moja wersja była lepsza.
  Nagle stanęłaś w miejscu. On tam stał. Kilka metrów przed tobą stał Bin i z kimś rozmawiał. No nie, jeszcze tego brakowało. Zauważył cię! Spanikowałaś. Odwróciłaś się i pobiegłaś w nieznanym ci punkcie. Chciałaś być teraz jak najdalej tego chłopaka. Po drodze wywaliłaś wiaderko pełne wody Rocky'emu, który znowu zmywał za karę podłogę, potrąciłaś dziewczynę z klasy maturalnej i wpadłaś na stojącego kwiatka przy wejściu na stołówkę. Podbiegłaś do jednych drzwi. Tu na pewno cię nie znajdzie. Schowek woźnego. Uchyliłaś drzwi i weszłaś upewniając się, że nikt cię nie śledzi. W środku było strasznie ciemno. Wybadałaś gdzie jest włącznik światła i go zapaliłaś. To co zastałaś w środku zmroziło ci chwilowo krew w żyłach. Bin schował się dokładnie w tym samym miejscu co ty!
 -Heej, Bin! Cześć.
  Przytulas. Znowu. Na szczęście już bez żadnych tańców.
 -Yyy... Co ty tutaj robisz? - zaczęłaś mówić, bo znowu zaczęła ci doskwierać niezręczna cisza
 -Ja? Ja przyszedłem policzyć szczotki woźnego.
 -Po ciemku?
 -No tak. Wtedy jest lepsza zabawa. Jak zapaliłaś światło to od razu widać, że w tym pomieszczeniu znajdują się tylko dwie szczotki. - wskazał na te obiekty i się zaśmiał
  Ooo rany, ale on jest walnięty. Wtedy zadzwonił dzwonek. Przerwa obiadowa! W końcu jeść!
 -Hej! Idziesz na obiad?
  Nie mów, że tam idziesz. Olej to, że jesteś strasznie głodna. 
 -Jasne, że idę. - a niech to szlag 
  Chwilę później byliście już razem na stołówce i staliście w kolejce do obiad.
 -Jaki jest twój ulubiony przedmiot? - spytał nagle chłopak
 -Piłka no nogi. - zupełnie nie zrozumiałaś o jaki przedmiot chodzi chłopakowi i chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewał
 -Nie o to mi chodziło.
  Nic mu więcej nie odpowiedziałaś, tylko odeszłaś z pełną tacą. Chyba o czymś zapomniałaś. Eee tam. Później zrobisz.
 -Hej! ____! - usłyszałaś głos Rocky'ego, który nakładał dzisiaj także obiad -Nie zapłaciłaś.
  O tym zapomniałaś. Już miałaś wracać dać pieniądze koledze, kiedy usłyszałaś dość dziwne zdanie z ust Bina
 -Spokojnie ja za nią zapłacę. - dał odpowiednią kwotę za siebie i za ciebie Rocky'emu
  To zaszło za daleko.
 -Czy to twój nowy przyjaciel, ____? - spytał się ciebie chłopak za ladą
  I co ja mam teraz powiedzieć? Tak? Nie? Koleś jest tak samotny, że liczy szczotki w schowku woźnego. 
 -Tak - odpowiedziałaś z Binem w tym samym czasie

*

  W drodze powrotnej do domu autobusem szkolnym siedziałaś razem z Dongminem.
 -Chowając się w plecaku problem nie zniknie. - odezwał się twój przyjaciel
  Trzymałaś właśnie głowę w plecaku. Próbowałaś wybić sobie jedną rzecz z głowy i myślałaś, że jak się gdzieś schowasz to ona zniknie.
 -Po co zaprosiłaś go do siebie na noc? - nie dawał za wygraną. To była właśnie ta rzecz, o której aktualnie nie chciałaś myśleć
 -Zafundował mi obiad to muszę się jakoś za to odpłacić, nie.
 -Ale to nie musisz go od razu zapraszać do siebie do domu na noc i to w środku tygodnia. Znasz chłopaka kilka dni i takie propozycje mu składasz? Ja tak nie miałem, a mieszkam w domku obok.
 -Właśnie. I dlatego mi pomożesz.
 -Chciałabyś.
  Autobus się zatrzymał. Wyjęłaś głowę z plecaka. Dongmin wstał z miejsca. Chwilkę... Przecież on wysiada dwa przystanki dalej, razem z tobą.
 -C-co ty robisz? - zapytałaś go
 -Ja dzisiaj nocuje u Jinwoo. Przewidziałem, że zrobisz coś takiego, dlatego postanowiłem nie wchodzić ci dzisiaj w drogę jako natrętny sąsiad.
 -Jak sobie chcesz. Poradzę sobie sama.
  Godzinę później po ogarnięciu się do twojego domu zawitał Bin. Przywitałaś go oczywiście przytulasem. Dobrze, że dzisiaj rodzice poszli na noc do pracy. Chociaż w tym nie będą ci przeszkadzać. Spędzisz tę noc normalnie, dogadasz się z Moon Binem i wasze przytulanie się skończy. Sięgnęłaś razem z twoim nowym kolegą namiot, materace i śpiwory ze strychu. Rozbiliście się w twoim ogrodzie. Po co spać w domu skoro można tak na świeżym powietrzu. Porozmawialiście chwilę przy tym o swoich zainteresowaniach i kilku innych rzeczach. Tak nagle nastał wieczór. Dość długo zajęło rozstawianie namiotu. Zjedliście kolacje i około 22 położyliście się w namiocie w śpiworach. Jutro szkoła, trzeba się wyspać.
  Leżałaś spięta obok Bina. Czy on już zasnął? Spojrzałaś na niego przelotnie żeby nie było, że mu się przyglądasz, a chłopak donośnie chrapnął. Czyli, że śpi. Możesz być już spokojna. Ułożyłaś się wygodnie na swojej części materaca, gdy poczułaś na swoim brzuchu rękę. I to nie byle jaką rękę, a Bina. Oczy powiększyły ci się momentalnie. On spał i się do ciebie przytulał? Nie no to już przesada. Złapałaś go za nadgarstek i chciałaś przesunąć jego rękę na drugą stronę jego ciała. Nosz oczywiście musiał być on trochę daleko. Usiadłaś na nim okrakiem żeby lepiej położyć mu tą rękę.
 -C-co ty robisz? - usłyszałaś jego głos i zamarłaś. Obudził się, właśnie wtedy gdy na nim siedziałaś.
  Nie umiałaś nic powiedzieć. Bin się jedynie uśmiechnął tak jak zawsze, i położył ręce na twoich biodrach.
 -Sta sta ta ta sta ta~ - zaczął nucić i kręcić biodrami tak jak zawsze to robiliście
  Czy nawet tu, o tej godzinie, w tej pozycji musiał pomyśleć o tak porypanej rzeczy?!

*jeszcze kolejny dzień*

  Podeszłaś do swojego przyjaciela, który szukał czegoś w swojej szafce. Walnęłaś go lekko w ramię. Nie miałaś na nic siły. Nie spałaś praktycznie całą noc, bo Bin musiał cię ciągle przytulać.
 -Dobrze spałaś? - zapytał twój przyjaciel śmiejąc się z twojego wyglądu
 -Nie dość, że nie spałam to ten dekiel mnie ciągle przytulał.
 -I co masz zamiar z tym zrobić?
 -Muszę zakończyć tę znajomość!
 -Teraz będziesz się zachowywać tak okropnie, że Bin weźmie na siebie całą odpowiedzialność i zakończy waszą przyjaźń, prawda?
 -Ale...
 -Ale najpierw temu zaprzeczysz - kurde znowu wie co chciałam powiedzieć
  Już nie chciało ci się z nim rozmawiać. Odeszłaś od Dongmina lekko podirytowana. Szłaś przez korytarz aż w końcu zobaczyłaś Moon Bina. Stanęliście kilka metrów przed sobą by za chwilę wolnym krokiem iść w swoją stronę. Dobra niech on zacznie pierwszy. Podniesie tylko te ręce do góry, a wtedy wkraczasz ty i dajesz mu ładnie z liścia i to z Z I M N Ą K R W I Ą. Jeszcze kilka kroków. Wal do przodu, wal do przodu. Twoje ręce automatycznie podniosły się ku górze, jego zrobiły to samo. Czy to jakieś przeznaczenie? Jeszcze kawałek do niego i żeby mu przywalić. Nagle Bin przyciągnął jedną rękę i minął się jak gdyby nigdy nic. On właśnie zniszczył twój przepiękny plan. Moon poszedł dalej a ty położyłaś się zrezygnowana na podłodze.
 -Minął mnie żebym nie mogła się na niego tak bardzo wściec, wziąć się w garść i zakończyć tą znajomość. Tylko potwór by tak postąpił. - twoje oczy się lekko zaszkliły -No chyba, że ja. Okay, jeśli nie mogę być potworem, to będę zmuszona do być mega potworem.
  No i zaczęła się bitwa. Zaczęłaś mu uprzykrzać ten dzień jak najbardziej się dało. Po w-fie zakręciłaś mu dopływ ciepłej wody pod prysznicem, na szkolnym basenie rozproszyłaś go kiedy skakał z trampoliny i zamiast skoczyć na bombę, skoczył na klatę. Musiało boleć, ale taki był plan. Zapłaciłaś za jego obiad i do jego porcji wsypałaś chili.
  W końcu szliście korytarzem obok siebie. Przez przypadek popchnęłaś Bina w bok. Nie pozostał ci dłużny i zrobił ci to samo. Nienawidź mnie pacanie! Popychaliście się tak przez jakiś czas kiedy nagle ci się wymsknęło:
 -Nawet nie chce mi się ciebie nienawidzić! - oboje stanęliście wpatrzeni w ciebie -O kurcze. Powiedziałam to na głos?
 -Wiesz co... Ja czuje dokładnie to samo.
 -Serio? Ehh, chodzi o to, że nie chciałam wyjść na debila i tak po prostu na ciebie nawrzeszczeć.
 -Ja też nie chciałem - uśmiechnął się, tym razem już tego nie wymusił -Zgoda?
 -No okay. - podaliście sobie ręce na zgodę -Absolutnie nic do ciebie nie czuje, ani złego, ani dobrego. I nigdy nie poczuje.
 -Dotrzymaj tej obietnicy.
 -Już w sumie o tobie zapomniałam - zaśmiałaś się
  Moon Bin zaczął odchodzić od ciebie. Chwilkę! On może ci się jeszcze na coś przydać!
 -Poczekaj chwilkę! - krzyknęłaś do niego, a ten się tylko odwrócił -Zrobisz jeszcze coś dla mnie? Jak obcy dla obcego?
  Bin zgodził się na moją propozycję. Gdy wracaliśmy autobusem szkolnym do domu, Moon Bin podszedł do Dongmina, przytulił go i zaczął ruszać biodrami w rytm muzyczki wymyślonej przez ciebie. Twój najlepszy przyjaciel wyglądał strasznie, że to było aż śmieszne.
 -No i co? Tego się nie spodziewałeś.

~~*~~*~~*~~
Bomi

  Mówiłam że kocham oglądać bajki? Nie? To teraz mówię xd ten scenariusz także jest na postawie jednej no ale ciii
  Jak zawsze zapraszam do dalszego czytania i komentowania :)

poniedziałek, 23 stycznia 2017

BEAST (B2ST) - Rozmowa z mordercą

ty i Junhyung z B2ST


Zawsze chciałaś zabłysnąć w świecie dziennikarzy, dążyłaś do tego od kiedy zatrudnili cię w redakcji najsłynniejszej gazety w Seulu. Gdy w końcu dostałaś okazję do tego oczywiście nie ukrywałaś swojej radości. Byłaś w stanie zrobić wszystko żeby tylko znali twoje nazwisko w stolicy. Może to i z lekka chore, ale każdy ma w życiu taki okres i każdego kiedyś to uczucie dopada. Gdy naczelny wezwał cię do swojego gabinetu liczyłaś na jakąś sprawę związaną z aferami w polityce albo z jakimś przełomem w medycynie, jednak to co usłyszałaś lekko ścięło cię z nóg. Twoim zadaniem miało być przeprowadzenie cyklów wywiadów z seryjnym mordercą kobiet, który dopiero niedawno, po 3 latach seryjnych zabójstw został złapany i skazany na dożywocie. W przeciągu 3 lat zabił prawie 100 kobiet w różnym wieku. Jego schemat zawsze był taki sam. Najpierw zdobywał ich serce, potem, gdy miał już ich zaufanie jakimś sposobem je zabijał. Gdy był pewny, że były już martwe zdarzało mu się je wykorzystywać. Czytając całe akta sprawy byłaś przerażona, a co będzie gdy spojrzysz mu w oczy? Ale nie chciałaś zawieść swojego przełożonego i czytelników, którzy bardzo liczyli na te reportaże by poznać lepiej tego człowieka. Czym się kierował i dlaczego tak robił?
W końcu nadszedł ten dzień. Stałaś w holu i czekałaś, aż jakiś ważny człowiek w zakładzie karnym upewni się, że twoja przepustka z sądu jest oby na pewno prawdziwa. Wzrok tego mężczyzny, który sprawdzał cię nie był zbyt zachęcający gdy oddawał ci dokumenty, wyraźnie było po nim widać, że najlepiej by cię tam nie puszczał. Więc on jest taki zły? Twoje plecy oblał zimny pot a w brzuchu coś cię zakuło.
Mimo, że pod jego celę prowadziło cię aż trzech strażników nadal się bałaś. A co jeśli z tobą będzie chciał zrobić z tobą to samo co z resztą swoich ofiar? Jednak gdzieś w głębi duszy miałaś nadzieje, że te wszystkie złe rzeczy, które o nim słyszałaś to tak naprawdę mity. Gdy jeden ze strażników otwierał drzwi ty wzięłaś ostatnie głębokie oddechy by się uspokoić. Przecież nie mogło być aż tak źle jak myślałaś.
Wchodząc do pokoju niepewnie rozejrzałaś się po nim. Przy niewielkim stoliku siedział chłopak mniej więcej w twoim wieku. Może tylko odrobinkę starszy. Jednak jak na razie bardziej skupiłaś się na tym małym stoliku, który będzie was oddzielał. Twoje ciało znowu przeszły dreszcze. Niepewnie zajęłaś miejsce na przeciwko niego i w końcu na niego spojrzałaś. Patrzył na ciebie uważnie, ale nie widziałaś w jego wzroku niczego złego, na dodatek miał takie piękne oczy. Chłopak był bardzo przystojny, miał bujne czarne włosy i ponętnie duże usta, nie dziwiłaś się, że te wszystkie dziewczyny się w nim zakochiwały. Jego uśmiech i ciche zaśmianie się wyrwało cię ze stanu zamyślenia, czyżbyś za długo na niego patrzyła? Albo może przez przypadek zaczęłaś się ślinić? Pewno oba. Odchrząknęłaś. Z torby wyjęłaś notes i dyktafon. Skoro miałaś tu spędzić najbliższe kilka godzin nie mogłaś przegapić żadnego z jego słowa.
-Skoro mamy spędzać razem czas to może się sobie przedstawimy? - jego głos przyprawił cię o kolejną już tego dnia falę dreszczy, ale tym razem w dobrym znaczeniu tego słowa. Nie wiedziałaś, że jest aż tak...ładny?
-Ach, tak. Przepraszam za mój brak kultury, nazywam się ______ i jestem przedstawicielką jednej z Seulskich gazet. - uśmiechnęłaś się do niego lekko, chociaż troche z przymusu. On znowu się zaśmiał cicho.
-Wiedziałem, że tak ładna dziewczyna jak ty będzie miała ładne imię - mruknął i poprawił się na krześle. Czy on cie właśnie podrywał, czy te teksty to już tak odruchowo mówił?
Pokiwałaś głową lekko.
-Myślę, że wiesz jak sie nazywam, ale kultura wymaga tego, żebym również się przedstawił. - jaki on wyuczony, byłaś pod wielkim wrażeniem. Miałaś nadzieję, że nie robi tego na pokaz. -Nazywam się Yong Jaesoon ale mów mi Junhyung.
Podał ci rękę a ciebie zmroziło. Nie wiedziałaś jak masz się zachować, ale jednak odruchowo wyciągnęłaś swoją i uścisnęłaś jego zimną ale delikatną oraz dużą dłoń. Ścisnął ją tak delikatnie jakby bał się, że zaraz zrobi ci krzywdę. Czy to dobra mina do złej gry? Ciężko ci było wyczuć jego intencje.
-Co cię do mnie sprowadza? - spytał chwilę po tym gdy puścił twoją dłoń.
Odchrząknęłaś szybko, jakby to miało sprawić, że z myślami zejdziesz na ziemię. Tak, na pewno.
-Pewnie dostałaś za zadanie przeprowadzenie ze mną szereg wywiadów abym ci wszystko opowiedział bla bla bla - zaśmiał się patrząc na ciebie pewnym siebie wzrokiem.
-Domyślam się, że nie pytam o to pierwsza...- speszyłaś się lekko i odgarnęłaś włosy za ucho.
-Wszyscy tylko po to tu przychodzą, uwierz mi, już mi się to znudziło. - westchnął. Rozumiałaś go, gdybyś była w jego sytuacji na pewno czułabyś się tak samo, jak nie i gorzej.
-Więc o czym być chciał ze mną porozmawiać? O ile oczywiście chcesz, ale zakładam, że właśnie tak jest - odsunęłaś się trochę ze swoim krzesłem by założyć nogę na nogę. Chłopak to zauważył i szybko swój wzrok skierował na twoje nogi. Czy ty go właśnie sprowokowałaś? Ups? Chciałaś tylko przybrać wygodniejszą dla ciebie pozycje.
Zauważyłaś na jego twarzy kolejny lekki uśmiech, który swoją drogą powodował, że jego twarz była jeszcze przystojniejsza. Och, otrząśnij się w końcu. Nie możesz się zakochać w mordercy!!
-Wiesz, zawsze chciałem założyć cukiernię, albo kawiarnię w której mógłbym piec ciasta czy babeczki, moja mama zawsze powtarzała mi, że byłem w tym bardzo dobry - słuchałaś i obserwowałaś go uważnie. Dosłownie w ułamku sekundy pokazał ci swoją słabą stronę, aż ci się go trochę zrobiło szkoda.
-Dlaczego tego nie zrobiłeś wcześniej? - spytałaś z ciekawości. On tylko spuścił głowę.
-Moje pierwsze zabójstwo...to był czysty przypadek. Nieszczęśliwy wypadek. - jęknął cicho. -Naprawdę nie chciałem nigdy nikogo skrzywdzić...ale spodobało mi się widok umierającego człowieka...i tak mi już zostało. - już chciałaś coś powiedzieć ale on ci przerwał -Tak, powinienem się leczyć, ale bałem się tego co pomyślą o mnie ludzie.
Westchnęliście w tym samym czasie.
-Nie wiem jak ty to robisz, ale sam twój widok sprawia, że robie się słaby i miękki - zaśmiał się znowu spoglądając na ciebie, odwzajemniłaś śmiech.
-Może powinnam napisać serię reportaży o twojej prawdziwej stronie? - zaproponowałaś.
-Moglibyśmy spróbować - zaraz po jego wypowiedzi usłyszałaś głos ochroniarza, ktory kazał ci się zbierać do wyjścia.
Tuż przed wstaniem od stołu chłopak złapał cię za rękę. Od razu spojrzałaś pytalnym wzrokiem na niego.
-Wrócisz?
-Wrócę, tak łatwo się mnie nie pozbędziesz~
Oboje się uśmiechnęliście, a ty chwilę potem byłaś już zupełnie za murami więzienia. Westchnęłaś i uśmiechnęłaś się do siebie. Cieszyłaś się, że twoje wszystkie wątpliwości zostały rozwiane. Wiedziałaś, że ten pomysł z serią okazującą jego prawdziwe oblicze jest lepszy. Może to i dobry czas by się z nim zaprzyjaźnić? Jeszcze nie byłaś do końca pewna, wiedziałaś, że czas wszystko okażę, ale byłaś dobrej myśli.
Praca dziennikarza nie musi być jednak nudna.

//
Ravi.