Ty x Moon Bin
Siedziałaś ze swoim najlepszym przyjacielem Dongminem na szkolnej
stołówce i jedliście szkolny obiad. Spaghetti. Jak bardzo uwielbiałaś
włoską kuchnię, tak bardzo nienawidziłaś akurat tego dania podawanego w
twojej szkole. Ono było ohydne, ale i tak jadłaś bo nic innego nie
było. Okropność mieć obiady w szkole. Jeszcze rodzice o tym wiedzą i nie
dają dzieciom jeść do szkoły. A w pobliżu nie ma żadnego sklepu
spożywczego. Co za nie fart.
Jadłaś makaron z wielką niechęcią na twarzy aż wpadł ci do głowy pewien pomysł. Wzięłaś klopsika do buzi i lekko się zakrztusiłaś.
-To jedzenie smakuje jakby... - zaczęłaś mówić w stronę Dongmina lecz ten ci perfidnie przerwał
-...Jakby już raz było zjedzone.
Halo co jest? On dokończył zdanie za ciebie. Powiedział dokładnie to co ty chciałaś. Zdziwiło cię to trochę. No, ale nic. Miałaś kolejny żarcik już naszykowany. Trzeba było tylko wykorzystać nieco twojego kolegę, który akurat dzisiaj miał karę i sprzątał podłogę na stołówce.
-Ej Rocky! Nie odjeżdżaj nigdzie z tym wiadrem...
-...Bo za chwilę będzie mi bardzo potrzebne.
-Wzięłabym je, wsadziła spaghetti i ...
-...I wyrzuciła do kosza za rogiem.
Co u licha... Dlaczego on dokańcza za ciebie twoje wypowiedzi. Przyszłość przewiduje czy co?
Lekko zdenerwowana takim przebiegiem wydarzeń spojrzałaś na Dongmina, który zjadał swoją porcję dania.
-Skąd wiedziałeś co chciałam powiedzieć.
-Mówisz to za każdym razem kiedy w szkole jest spaghetti.
-Wcale nie jestem taka przewidywalna! - krzyknęłaś w jego stronę, a on w tym samym czasie powiedział dokładnie to samo
Ok... Może mówiłaś tamte kwestie za każdym razem kiedy na obiad było spaghetti, ale tej rzeczy Dongmin na pewno nie przewidział. Wzięłaś w prawą rękę makaron polany sosem bolognese i wysmarowałaś sobie tym lewą dłoń.
-I co? Przewidziałeś to? - zaśmiałaś się dumnie w jego stronę
-Jak zawsze i dlatego mam w plecaku paczkę chusteczek nawilżonych.
Chłopak wyjął ze swojego plecaka opakowanie z chusteczkami. Walnęłaś ze złości pięścią w stół, przy którym siedzieliście, ale po chwili złość ustała i wzięłaś od niego paczkę.
-Dziękuje, to miłe z twojej strony.
Wytarłaś dłoń z sosu. Zużytą chusteczkę wrzuciłaś Rocky'emu do wiaderka. On na pewno wyrzuci.
-No to może... - pomyślałaś co nieprzewidywalnego mogłabyś zrobić. Tak! Tak! To jest to! Zrzuciłaś swoją pustą już tacę na ziemię, stanęłaś na stole i zaczęłaś tańczyć twój ukochany taniec 'półka, półka, szafka, szafka'. Ruszałaś jedynie rękami, ale zawsze śmieszyło. -Nieprzewidywalne co, Dongmin.
-Tak bardzo, że jest zakaz. I to od jakiegoś miesiąca. - wskazał na kartkę wiszącą na ścianie obok. Widniał na niej napis 'Zakaz tańczenia na stołach' i także obrazek czarnego ludzika mającego taką samą postawę jak ty kiedy pokazujesz ruch 'szafka'.
Usiadłaś z powrotem na krześle. Czy ja na prawdę jestem aż tak przewidywalna?
-____ wybaczam ci. - wypalił nagle Dongmin wsuwając kolejnego klopsika
-Za co? - spojrzałaś na niego
-Że chciałaś mnie pociągnąć za ucho mówiąc: A tego się nie spodziewałeś!
-A tego się nie spodziewałeś! - wykrzyknęłaś razem z przyjacielem
Próbowałaś go właśnie pociągnąć za ucho. Wiedziałaś, że chłopak tego nie lubił. Tyle, że... Skąd on wiedział kiedy odeprzeć twój atak?! Miotał jedną ręką tak żebyś tylko ty go nie dotknęła, a drugą dojadał swoją porcje makaronu. Po kilku minutach zmagań byłaś już lekko zmęczona. Twoja ręka opadła bez siły, a oczy się zaszkliły. Dongmin, który już zjadł swój obiad popatrzył się na ciebie i pogłaskał po policzku. Potrzebowałaś chwili czułości by po tym nagle wstać z krzesła.
-Muszę udowodnić, że ja, ____ mogę być dla ciebie nieprzewidywalna!
-Taa... - odparł od niechcenia twój przyjaciel -I teraz wplączesz się w jakąś strasznie krępującą sytuacje, a gdy ja będę chciał ci jakoś pomóc ty się ode mnie odwrócisz i zrobisz typowe dla ciebie pff.
Właśnie w tym momencie na stołówkę wszedł nijaki Moon Bin, dla znajomych Bin. Nadal nie wierzyłaś, że zwykłe Bin to jego imię. Odeszłaś od stolika mrucząc pod nosem jeszcze małe 'ah tak?' i podeszłaś do przed chwilą wymienianego chłopaka.
-Heeej kolego! - pomachałaś do niego ręką, no wiecie, jak to ziomale
-Nie pomyliłaś mnie z kimś?
I się zaczęło. Co teraz zrobić? Co zrobić? Jak odejdziesz od Bina to Dongmin na pewno to przewidzi i powie 'A nie mówiłem'. Nie odejdziesz tak łatwo. Raczej podeszłaś bliżej chłopaka i się do niego przytuliłaś. Przecież to normalne, prawda? Rozmawiasz z tym chłopakiem pierwszy raz w życiu i od razu się do niego przytulasz. A co jest najlepsze? Bin to odwzajemnił. Tak skrępowana jak w tej chwili nigdy się nie czułaś. Chwilkę się tak poprzytulaliście do siebie i jak typowi nieznajomi odeszliście z rękami w kieszeniach marynarki od mundurka.
*następnego dnia*
Podążałaś u boku swego jakże najlepszego przyjaciela Dongmina korytarzem. Szliście ku sali numer 24B zwanej także przez większość uczniów piekłem, czyli do sali matematycznej. Witaliście się ze wszystkimi znajomymi dookoła lecz tego jednego się nie spodziewałaś. Przed tobą stanął Bin. Patrzyłaś na niego tak by było widać, że chcesz przejść dalej, a on patrzył na ciebie w sumie tak samo. Chyba, że twój wzrok mówiący 'spadaj mi z drogi' to w jego mowie 'chodź się przytulmy'.
-Heej! - zaczęłaś pierwsza -Miło cię widzieć.
-Taak. Jak leci, siostro?
Bez żadnego zastanowienia wyciągnęłaś ręce na boki. Bin automatycznie zrobił to samo. Podeszliście do siebie i przytuliliście tak jak wczoraj. Wymusiłaś nawet uśmiech żeby wyglądało jakby sprawiało ci to jakąkolwiek przyjemność. No ale tak nie było. Było dokładnie tak jak mówił Dongmin. Wplątałaś się w strasznie krępującą sytuacje. Chwilkę trwało to wasze tulenie się, ale kiedyś trzeba było od niego się oderwać.
-Wiesz... Ehh - uśmiechnął się do ciebie. Czy on też właśnie wymusił ten śmiech tak jak ty?
W końcu się wyminęliście i poszliście w swoje strony. Jak tylko zniknął z pola twojego wzroku walnęłaś sobie niezłego liścia w czoło.
-Dlaczego znowu to zrobiłaś? - spytał się Dongmin
-Bo musiałam! Nie można kogoś teraz odprzytulić, jak się wejdzie na ten poziom to trzeba już na nim pozostać.
-Przewiduje, że ta sytuacja zrobi się da ciebie tak wielkim problemem, że będzie ci aż głupio.
-Pff.
*kolejnego dnia*
Dzisiaj go nie spotkam. Dzisiaj go nie spotkam. Szłaś sama korytarzem i myślałaś tylko o tym żeby znowu nie wplątać się w przytulanie z Binem. To zaczęło się być na serio wielkim problemem. Gdy tylko go widzisz robi się niezręcznie, od razu na waszych ustach gości ten wymuszony uśmiech, a ręce same podnoszą się do tego by się przytulić. Jak to jest w ogóle możliwe?
Zmierzałaś pod salę od języka angielskiego. Co jak co, ale ten język to szataństwo, już wolałaś uczyć się chińskiego. Został jeszcze tylko róg by za niego przejść i już się jest pod salą 12C. Świetnie szło, Moon Bina jeszcze nie było. Ten dzień chyba udasz za udany. Już miałaś skręcać gdy zza rogu, tak tego rogu, w który ty chciałaś skręcić wyszedł nagle chłopak, którego unikałaś przez wszystkie przerwy. Stanęłaś przed nim jak słup soli. No i ci teraz?
Okay, okay, spokojnie. Nie narzucaj się. Tylko szybki grzecznościowy przytulas. Ręce poszły w górę i u ciebie i u niego. Przytuliliście się, znowu. Dobra, a teraz szybkie cześć od niechcenia tak jak ten uśmiech i marsz dalej pod salę.
-Cześć staaaaaa... - chyba coś nie wyszło, wróć! -Sta.. sta ta ta sta ta~ - ale jesteś głupia ____. Dlaczego zaczęłaś poruszać biodrami na boki?!
-Yyy okay.. Sta ta ta~- i dlaczego Bin zaczął robić to samo?!
Ten dzień chyba nie może być udany. Tańczyłaś przytulona do Bina na środku korytarza! I dlaczego nie przestałaś?! Dongmin na 100% miał rację co do tej sytuacji. Trzeba było go posłuchać.
*kolejnego dnia po kolejnym dniu*
Dzisiejszy cały dzień znowu unikałaś Moon Bina. Coraz lepiej ci idzie chowanie się w damskiej toalecie. Tyle, że nie chciałaś spędzać tam całych przerw więc postanowiłaś wyjść na boisko. Tam jest dużo osób, słonko świeci no i Bina zgubisz. Plan idealny. Poszłaś do grupki dziewczyn z twojej klasy. Jak zwykle na długich przerwach i boisku urządzały sobie dance challenge. Lubiłaś wplątywać się im w momenty tańca ze swoim słynnym 'półka, półka, szafka, szafka'. Zostały cztery minuty do końca przerwy. Jako, że znowu miał być język angielski, a dziewczyny są w innej grupie to chciałaś iść żeby nie spóźnić się u nauczycielki.
-To widzimy się po lekcjach! - wykrzyczałaś do nich
Odwróciłaś się w stronę wejścia do szkoły i znowu niezręczna sytuacja. Moon Bin stał właśnie przed tobą.
-Heej mój stary! - chyba coś nie tak powiedziałam bo uśmiech mu na chwilę zrzedł, poprawię się -Mój stary kumpel! Heh... To ty!
-Ohh... O dzyń dzyń! Zmyślony telefon! - chłopak wyciągnął z kieszeni mundurka swoją rękę ułożoną tak by wyglądała na telefon [chyba wiecie o co mi chodzi cnie xd]. Czy on ma mnie właśnie za debilkę? Przyłożył dłoń do swojego ucha -Halo? Ah tak jest tutaj obok. - jego dłoń powędrowała w moją stronę -To do ciebie.
Taak jednak debil. Styknęłaś się swoją dłonią z jego żeby wyglądało, że zabierasz mu jego niewidzialny telefon i ułożyłaś palce tak jak on wcześniej. No co? Telefon był do ciebie, tak?
-Haloo? Tak to ja... Zmyślona~ Klik. - odłożyłam ten cholerny telefon. Zachowanie godne przedszkolaków, a nie drugiej klasy liceum.
Niezręczna cisza. Czy to nadszedł właśnie ten czas? Oj chyba tak! Bin cię znowu przytulił, a ty jak zwykle odwzajemniłaś to. Chłopak automatycznie zaczął poruszać biodrami tak jak dzień wcześniej i nucił tą samą melodię. Ten gest także odwzajemniłaś. Co się z tobą dziewczyno dzieje?!
Walić te kilka minut do końca przerwy. Poszłaś usiąść na ławeczce obok Dongmina, który właśnie jadł budyń kupiony w sklepiku szkolnym. Jak to dziecko może jeść to paskudztwo!
-Spokojnie ____! Spokojnie! Przecież ja już nie wytrzymam! - chłopak siedzący obok pogłaskał cię jedynie po plecach
Dwie lekcje później miałaś lekcje wychowania fizycznego. Lubiłaś w-f, nie oszukujmy się, byłaś w nim na prawdę dobra. Ale oczywiście wielce genialna ____ zapomniała, że w tej samej drużynie jest także Moon Bin. Aaaaa! Od tego pierwszego przytulasa nie mieliście tej lekcji i dlatego zapomniałaś. Na boisku od piłki nożnej, trener ustawił i ciebie i Bina na rezerwie. Dlaczego? Jak tylko siebie zobaczyliście to od razu zaczęło się ponowne przytulanie i ruszanie biodrami na boki w rytm wymyślonej przez ciebie muzyczki.
*
-Słuchaj. Jak chcesz z tego wyjść to musisz stawić temu czoło. - powiedział do ciebie Dongmin po skończonej lekcji wychowania fizycznego
-No nie. Muszę unikać bezpośredniej konfrontacji z nim, to mnie za bardzo stresuje. Już taka jestem.
Chłopak zaczął iść korytarzem. Pobiegłaś za nim by dorównać mu kroku.
-O kimś takim jak ty mówi się tchórz. - rzucił pstrykając cię lekko w ucho
-Moja wersja była lepsza.
Nagle stanęłaś w miejscu. On tam stał. Kilka metrów przed tobą stał Bin i z kimś rozmawiał. No nie, jeszcze tego brakowało. Zauważył cię! Spanikowałaś. Odwróciłaś się i pobiegłaś w nieznanym ci punkcie. Chciałaś być teraz jak najdalej tego chłopaka. Po drodze wywaliłaś wiaderko pełne wody Rocky'emu, który znowu zmywał za karę podłogę, potrąciłaś dziewczynę z klasy maturalnej i wpadłaś na stojącego kwiatka przy wejściu na stołówkę. Podbiegłaś do jednych drzwi. Tu na pewno cię nie znajdzie. Schowek woźnego. Uchyliłaś drzwi i weszłaś upewniając się, że nikt cię nie śledzi. W środku było strasznie ciemno. Wybadałaś gdzie jest włącznik światła i go zapaliłaś. To co zastałaś w środku zmroziło ci chwilowo krew w żyłach. Bin schował się dokładnie w tym samym miejscu co ty!
-Heej, Bin! Cześć.
Przytulas. Znowu. Na szczęście już bez żadnych tańców.
-Yyy... Co ty tutaj robisz? - zaczęłaś mówić, bo znowu zaczęła ci doskwierać niezręczna cisza
-Ja? Ja przyszedłem policzyć szczotki woźnego.
-Po ciemku?
-No tak. Wtedy jest lepsza zabawa. Jak zapaliłaś światło to od razu widać, że w tym pomieszczeniu znajdują się tylko dwie szczotki. - wskazał na te obiekty i się zaśmiał
Ooo rany, ale on jest walnięty. Wtedy zadzwonił dzwonek. Przerwa obiadowa! W końcu jeść!
-Hej! Idziesz na obiad?
Nie mów, że tam idziesz. Olej to, że jesteś strasznie głodna.
-Jasne, że idę. - a niech to szlag
Chwilę później byliście już razem na stołówce i staliście w kolejce do obiad.
-Jaki jest twój ulubiony przedmiot? - spytał nagle chłopak
-Piłka no nogi. - zupełnie nie zrozumiałaś o jaki przedmiot chodzi chłopakowi i chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewał
-Nie o to mi chodziło.
Nic mu więcej nie odpowiedziałaś, tylko odeszłaś z pełną tacą. Chyba o czymś zapomniałaś. Eee tam. Później zrobisz.
-Hej! ____! - usłyszałaś głos Rocky'ego, który nakładał dzisiaj także obiad -Nie zapłaciłaś.
O tym zapomniałaś. Już miałaś wracać dać pieniądze koledze, kiedy usłyszałaś dość dziwne zdanie z ust Bina
-Spokojnie ja za nią zapłacę. - dał odpowiednią kwotę za siebie i za ciebie Rocky'emu
To zaszło za daleko.
-Czy to twój nowy przyjaciel, ____? - spytał się ciebie chłopak za ladą
I co ja mam teraz powiedzieć? Tak? Nie? Koleś jest tak samotny, że liczy szczotki w schowku woźnego.
-Tak - odpowiedziałaś z Binem w tym samym czasie
*
W drodze powrotnej do domu autobusem szkolnym siedziałaś razem z Dongminem.
-Chowając się w plecaku problem nie zniknie. - odezwał się twój przyjaciel
Trzymałaś właśnie głowę w plecaku. Próbowałaś wybić sobie jedną rzecz z głowy i myślałaś, że jak się gdzieś schowasz to ona zniknie.
-Po co zaprosiłaś go do siebie na noc? - nie dawał za wygraną. To była właśnie ta rzecz, o której aktualnie nie chciałaś myśleć
-Zafundował mi obiad to muszę się jakoś za to odpłacić, nie.
-Ale to nie musisz go od razu zapraszać do siebie do domu na noc i to w środku tygodnia. Znasz chłopaka kilka dni i takie propozycje mu składasz? Ja tak nie miałem, a mieszkam w domku obok.
-Właśnie. I dlatego mi pomożesz.
-Chciałabyś.
Autobus się zatrzymał. Wyjęłaś głowę z plecaka. Dongmin wstał z miejsca. Chwilkę... Przecież on wysiada dwa przystanki dalej, razem z tobą.
-C-co ty robisz? - zapytałaś go
-Ja dzisiaj nocuje u Jinwoo. Przewidziałem, że zrobisz coś takiego, dlatego postanowiłem nie wchodzić ci dzisiaj w drogę jako natrętny sąsiad.
-Jak sobie chcesz. Poradzę sobie sama.
Godzinę później po ogarnięciu się do twojego domu zawitał Bin. Przywitałaś go oczywiście przytulasem. Dobrze, że dzisiaj rodzice poszli na noc do pracy. Chociaż w tym nie będą ci przeszkadzać. Spędzisz tę noc normalnie, dogadasz się z Moon Binem i wasze przytulanie się skończy. Sięgnęłaś razem z twoim nowym kolegą namiot, materace i śpiwory ze strychu. Rozbiliście się w twoim ogrodzie. Po co spać w domu skoro można tak na świeżym powietrzu. Porozmawialiście chwilę przy tym o swoich zainteresowaniach i kilku innych rzeczach. Tak nagle nastał wieczór. Dość długo zajęło rozstawianie namiotu. Zjedliście kolacje i około 22 położyliście się w namiocie w śpiworach. Jutro szkoła, trzeba się wyspać.
Leżałaś spięta obok Bina. Czy on już zasnął? Spojrzałaś na niego przelotnie żeby nie było, że mu się przyglądasz, a chłopak donośnie chrapnął. Czyli, że śpi. Możesz być już spokojna. Ułożyłaś się wygodnie na swojej części materaca, gdy poczułaś na swoim brzuchu rękę. I to nie byle jaką rękę, a Bina. Oczy powiększyły ci się momentalnie. On spał i się do ciebie przytulał? Nie no to już przesada. Złapałaś go za nadgarstek i chciałaś przesunąć jego rękę na drugą stronę jego ciała. Nosz oczywiście musiał być on trochę daleko. Usiadłaś na nim okrakiem żeby lepiej położyć mu tą rękę.
-C-co ty robisz? - usłyszałaś jego głos i zamarłaś. Obudził się, właśnie wtedy gdy na nim siedziałaś.
Nie umiałaś nic powiedzieć. Bin się jedynie uśmiechnął tak jak zawsze, i położył ręce na twoich biodrach.
-Sta sta ta ta sta ta~ - zaczął nucić i kręcić biodrami tak jak zawsze to robiliście
Czy nawet tu, o tej godzinie, w tej pozycji musiał pomyśleć o tak porypanej rzeczy?!
*jeszcze kolejny dzień*
Podeszłaś do swojego przyjaciela, który szukał czegoś w swojej szafce. Walnęłaś go lekko w ramię. Nie miałaś na nic siły. Nie spałaś praktycznie całą noc, bo Bin musiał cię ciągle przytulać.
-Dobrze spałaś? - zapytał twój przyjaciel śmiejąc się z twojego wyglądu
-Nie dość, że nie spałam to ten dekiel mnie ciągle przytulał.
-I co masz zamiar z tym zrobić?
-Muszę zakończyć tę znajomość!
-Teraz będziesz się zachowywać tak okropnie, że Bin weźmie na siebie całą odpowiedzialność i zakończy waszą przyjaźń, prawda?
-Ale...
-Ale najpierw temu zaprzeczysz - kurde znowu wie co chciałam powiedzieć
Już nie chciało ci się z nim rozmawiać. Odeszłaś od Dongmina lekko podirytowana. Szłaś przez korytarz aż w końcu zobaczyłaś Moon Bina. Stanęliście kilka metrów przed sobą by za chwilę wolnym krokiem iść w swoją stronę. Dobra niech on zacznie pierwszy. Podniesie tylko te ręce do góry, a wtedy wkraczasz ty i dajesz mu ładnie z liścia i to z Z I M N Ą K R W I Ą. Jeszcze kilka kroków. Wal do przodu, wal do przodu. Twoje ręce automatycznie podniosły się ku górze, jego zrobiły to samo. Czy to jakieś przeznaczenie? Jeszcze kawałek do niego i żeby mu przywalić. Nagle Bin przyciągnął jedną rękę i minął się jak gdyby nigdy nic. On właśnie zniszczył twój przepiękny plan. Moon poszedł dalej a ty położyłaś się zrezygnowana na podłodze.
-Minął mnie żebym nie mogła się na niego tak bardzo wściec, wziąć się w garść i zakończyć tą znajomość. Tylko potwór by tak postąpił. - twoje oczy się lekko zaszkliły -No chyba, że ja. Okay, jeśli nie mogę być potworem, to będę zmuszona do być mega potworem.
No i zaczęła się bitwa. Zaczęłaś mu uprzykrzać ten dzień jak najbardziej się dało. Po w-fie zakręciłaś mu dopływ ciepłej wody pod prysznicem, na szkolnym basenie rozproszyłaś go kiedy skakał z trampoliny i zamiast skoczyć na bombę, skoczył na klatę. Musiało boleć, ale taki był plan. Zapłaciłaś za jego obiad i do jego porcji wsypałaś chili.
W końcu szliście korytarzem obok siebie. Przez przypadek popchnęłaś Bina w bok. Nie pozostał ci dłużny i zrobił ci to samo. Nienawidź mnie pacanie! Popychaliście się tak przez jakiś czas kiedy nagle ci się wymsknęło:
-Nawet nie chce mi się ciebie nienawidzić! - oboje stanęliście wpatrzeni w ciebie -O kurcze. Powiedziałam to na głos?
-Wiesz co... Ja czuje dokładnie to samo.
-Serio? Ehh, chodzi o to, że nie chciałam wyjść na debila i tak po prostu na ciebie nawrzeszczeć.
-Ja też nie chciałem - uśmiechnął się, tym razem już tego nie wymusił -Zgoda?
-No okay. - podaliście sobie ręce na zgodę -Absolutnie nic do ciebie nie czuje, ani złego, ani dobrego. I nigdy nie poczuje.
-Dotrzymaj tej obietnicy.
-Już w sumie o tobie zapomniałam - zaśmiałaś się
Moon Bin zaczął odchodzić od ciebie. Chwilkę! On może ci się jeszcze na coś przydać!
-Poczekaj chwilkę! - krzyknęłaś do niego, a ten się tylko odwrócił -Zrobisz jeszcze coś dla mnie? Jak obcy dla obcego?
Bin zgodził się na moją propozycję. Gdy wracaliśmy autobusem szkolnym do domu, Moon Bin podszedł do Dongmina, przytulił go i zaczął ruszać biodrami w rytm muzyczki wymyślonej przez ciebie. Twój najlepszy przyjaciel wyglądał strasznie, że to było aż śmieszne.
-No i co? Tego się nie spodziewałeś.
~~*~~*~~*~~
Bomi
Mówiłam że kocham oglądać bajki? Nie? To teraz mówię xd ten scenariusz także jest na postawie jednej no ale ciii
Jak zawsze zapraszam do dalszego czytania i komentowania :)
Jadłaś makaron z wielką niechęcią na twarzy aż wpadł ci do głowy pewien pomysł. Wzięłaś klopsika do buzi i lekko się zakrztusiłaś.
-To jedzenie smakuje jakby... - zaczęłaś mówić w stronę Dongmina lecz ten ci perfidnie przerwał
-...Jakby już raz było zjedzone.
Halo co jest? On dokończył zdanie za ciebie. Powiedział dokładnie to co ty chciałaś. Zdziwiło cię to trochę. No, ale nic. Miałaś kolejny żarcik już naszykowany. Trzeba było tylko wykorzystać nieco twojego kolegę, który akurat dzisiaj miał karę i sprzątał podłogę na stołówce.
-Ej Rocky! Nie odjeżdżaj nigdzie z tym wiadrem...
-...Bo za chwilę będzie mi bardzo potrzebne.
-Wzięłabym je, wsadziła spaghetti i ...
-...I wyrzuciła do kosza za rogiem.
Co u licha... Dlaczego on dokańcza za ciebie twoje wypowiedzi. Przyszłość przewiduje czy co?
Lekko zdenerwowana takim przebiegiem wydarzeń spojrzałaś na Dongmina, który zjadał swoją porcję dania.
-Skąd wiedziałeś co chciałam powiedzieć.
-Mówisz to za każdym razem kiedy w szkole jest spaghetti.
-Wcale nie jestem taka przewidywalna! - krzyknęłaś w jego stronę, a on w tym samym czasie powiedział dokładnie to samo
Ok... Może mówiłaś tamte kwestie za każdym razem kiedy na obiad było spaghetti, ale tej rzeczy Dongmin na pewno nie przewidział. Wzięłaś w prawą rękę makaron polany sosem bolognese i wysmarowałaś sobie tym lewą dłoń.
-I co? Przewidziałeś to? - zaśmiałaś się dumnie w jego stronę
-Jak zawsze i dlatego mam w plecaku paczkę chusteczek nawilżonych.
Chłopak wyjął ze swojego plecaka opakowanie z chusteczkami. Walnęłaś ze złości pięścią w stół, przy którym siedzieliście, ale po chwili złość ustała i wzięłaś od niego paczkę.
-Dziękuje, to miłe z twojej strony.
Wytarłaś dłoń z sosu. Zużytą chusteczkę wrzuciłaś Rocky'emu do wiaderka. On na pewno wyrzuci.
-No to może... - pomyślałaś co nieprzewidywalnego mogłabyś zrobić. Tak! Tak! To jest to! Zrzuciłaś swoją pustą już tacę na ziemię, stanęłaś na stole i zaczęłaś tańczyć twój ukochany taniec 'półka, półka, szafka, szafka'. Ruszałaś jedynie rękami, ale zawsze śmieszyło. -Nieprzewidywalne co, Dongmin.
-Tak bardzo, że jest zakaz. I to od jakiegoś miesiąca. - wskazał na kartkę wiszącą na ścianie obok. Widniał na niej napis 'Zakaz tańczenia na stołach' i także obrazek czarnego ludzika mającego taką samą postawę jak ty kiedy pokazujesz ruch 'szafka'.
Usiadłaś z powrotem na krześle. Czy ja na prawdę jestem aż tak przewidywalna?
-____ wybaczam ci. - wypalił nagle Dongmin wsuwając kolejnego klopsika
-Za co? - spojrzałaś na niego
-Że chciałaś mnie pociągnąć za ucho mówiąc: A tego się nie spodziewałeś!
-A tego się nie spodziewałeś! - wykrzyknęłaś razem z przyjacielem
Próbowałaś go właśnie pociągnąć za ucho. Wiedziałaś, że chłopak tego nie lubił. Tyle, że... Skąd on wiedział kiedy odeprzeć twój atak?! Miotał jedną ręką tak żebyś tylko ty go nie dotknęła, a drugą dojadał swoją porcje makaronu. Po kilku minutach zmagań byłaś już lekko zmęczona. Twoja ręka opadła bez siły, a oczy się zaszkliły. Dongmin, który już zjadł swój obiad popatrzył się na ciebie i pogłaskał po policzku. Potrzebowałaś chwili czułości by po tym nagle wstać z krzesła.
-Muszę udowodnić, że ja, ____ mogę być dla ciebie nieprzewidywalna!
-Taa... - odparł od niechcenia twój przyjaciel -I teraz wplączesz się w jakąś strasznie krępującą sytuacje, a gdy ja będę chciał ci jakoś pomóc ty się ode mnie odwrócisz i zrobisz typowe dla ciebie pff.
Właśnie w tym momencie na stołówkę wszedł nijaki Moon Bin, dla znajomych Bin. Nadal nie wierzyłaś, że zwykłe Bin to jego imię. Odeszłaś od stolika mrucząc pod nosem jeszcze małe 'ah tak?' i podeszłaś do przed chwilą wymienianego chłopaka.
-Heeej kolego! - pomachałaś do niego ręką, no wiecie, jak to ziomale
-Nie pomyliłaś mnie z kimś?
I się zaczęło. Co teraz zrobić? Co zrobić? Jak odejdziesz od Bina to Dongmin na pewno to przewidzi i powie 'A nie mówiłem'. Nie odejdziesz tak łatwo. Raczej podeszłaś bliżej chłopaka i się do niego przytuliłaś. Przecież to normalne, prawda? Rozmawiasz z tym chłopakiem pierwszy raz w życiu i od razu się do niego przytulasz. A co jest najlepsze? Bin to odwzajemnił. Tak skrępowana jak w tej chwili nigdy się nie czułaś. Chwilkę się tak poprzytulaliście do siebie i jak typowi nieznajomi odeszliście z rękami w kieszeniach marynarki od mundurka.
*następnego dnia*
Podążałaś u boku swego jakże najlepszego przyjaciela Dongmina korytarzem. Szliście ku sali numer 24B zwanej także przez większość uczniów piekłem, czyli do sali matematycznej. Witaliście się ze wszystkimi znajomymi dookoła lecz tego jednego się nie spodziewałaś. Przed tobą stanął Bin. Patrzyłaś na niego tak by było widać, że chcesz przejść dalej, a on patrzył na ciebie w sumie tak samo. Chyba, że twój wzrok mówiący 'spadaj mi z drogi' to w jego mowie 'chodź się przytulmy'.
-Heej! - zaczęłaś pierwsza -Miło cię widzieć.
-Taak. Jak leci, siostro?
Bez żadnego zastanowienia wyciągnęłaś ręce na boki. Bin automatycznie zrobił to samo. Podeszliście do siebie i przytuliliście tak jak wczoraj. Wymusiłaś nawet uśmiech żeby wyglądało jakby sprawiało ci to jakąkolwiek przyjemność. No ale tak nie było. Było dokładnie tak jak mówił Dongmin. Wplątałaś się w strasznie krępującą sytuacje. Chwilkę trwało to wasze tulenie się, ale kiedyś trzeba było od niego się oderwać.
-Wiesz... Ehh - uśmiechnął się do ciebie. Czy on też właśnie wymusił ten śmiech tak jak ty?
W końcu się wyminęliście i poszliście w swoje strony. Jak tylko zniknął z pola twojego wzroku walnęłaś sobie niezłego liścia w czoło.
-Dlaczego znowu to zrobiłaś? - spytał się Dongmin
-Bo musiałam! Nie można kogoś teraz odprzytulić, jak się wejdzie na ten poziom to trzeba już na nim pozostać.
-Przewiduje, że ta sytuacja zrobi się da ciebie tak wielkim problemem, że będzie ci aż głupio.
-Pff.
*kolejnego dnia*
Dzisiaj go nie spotkam. Dzisiaj go nie spotkam. Szłaś sama korytarzem i myślałaś tylko o tym żeby znowu nie wplątać się w przytulanie z Binem. To zaczęło się być na serio wielkim problemem. Gdy tylko go widzisz robi się niezręcznie, od razu na waszych ustach gości ten wymuszony uśmiech, a ręce same podnoszą się do tego by się przytulić. Jak to jest w ogóle możliwe?
Zmierzałaś pod salę od języka angielskiego. Co jak co, ale ten język to szataństwo, już wolałaś uczyć się chińskiego. Został jeszcze tylko róg by za niego przejść i już się jest pod salą 12C. Świetnie szło, Moon Bina jeszcze nie było. Ten dzień chyba udasz za udany. Już miałaś skręcać gdy zza rogu, tak tego rogu, w który ty chciałaś skręcić wyszedł nagle chłopak, którego unikałaś przez wszystkie przerwy. Stanęłaś przed nim jak słup soli. No i ci teraz?
Okay, okay, spokojnie. Nie narzucaj się. Tylko szybki grzecznościowy przytulas. Ręce poszły w górę i u ciebie i u niego. Przytuliliście się, znowu. Dobra, a teraz szybkie cześć od niechcenia tak jak ten uśmiech i marsz dalej pod salę.
-Cześć staaaaaa... - chyba coś nie wyszło, wróć! -Sta.. sta ta ta sta ta~ - ale jesteś głupia ____. Dlaczego zaczęłaś poruszać biodrami na boki?!
-Yyy okay.. Sta ta ta~- i dlaczego Bin zaczął robić to samo?!
Ten dzień chyba nie może być udany. Tańczyłaś przytulona do Bina na środku korytarza! I dlaczego nie przestałaś?! Dongmin na 100% miał rację co do tej sytuacji. Trzeba było go posłuchać.
*kolejnego dnia po kolejnym dniu*
Dzisiejszy cały dzień znowu unikałaś Moon Bina. Coraz lepiej ci idzie chowanie się w damskiej toalecie. Tyle, że nie chciałaś spędzać tam całych przerw więc postanowiłaś wyjść na boisko. Tam jest dużo osób, słonko świeci no i Bina zgubisz. Plan idealny. Poszłaś do grupki dziewczyn z twojej klasy. Jak zwykle na długich przerwach i boisku urządzały sobie dance challenge. Lubiłaś wplątywać się im w momenty tańca ze swoim słynnym 'półka, półka, szafka, szafka'. Zostały cztery minuty do końca przerwy. Jako, że znowu miał być język angielski, a dziewczyny są w innej grupie to chciałaś iść żeby nie spóźnić się u nauczycielki.
-To widzimy się po lekcjach! - wykrzyczałaś do nich
Odwróciłaś się w stronę wejścia do szkoły i znowu niezręczna sytuacja. Moon Bin stał właśnie przed tobą.
-Heej mój stary! - chyba coś nie tak powiedziałam bo uśmiech mu na chwilę zrzedł, poprawię się -Mój stary kumpel! Heh... To ty!
-Ohh... O dzyń dzyń! Zmyślony telefon! - chłopak wyciągnął z kieszeni mundurka swoją rękę ułożoną tak by wyglądała na telefon [chyba wiecie o co mi chodzi cnie xd]. Czy on ma mnie właśnie za debilkę? Przyłożył dłoń do swojego ucha -Halo? Ah tak jest tutaj obok. - jego dłoń powędrowała w moją stronę -To do ciebie.
Taak jednak debil. Styknęłaś się swoją dłonią z jego żeby wyglądało, że zabierasz mu jego niewidzialny telefon i ułożyłaś palce tak jak on wcześniej. No co? Telefon był do ciebie, tak?
-Haloo? Tak to ja... Zmyślona~ Klik. - odłożyłam ten cholerny telefon. Zachowanie godne przedszkolaków, a nie drugiej klasy liceum.
Niezręczna cisza. Czy to nadszedł właśnie ten czas? Oj chyba tak! Bin cię znowu przytulił, a ty jak zwykle odwzajemniłaś to. Chłopak automatycznie zaczął poruszać biodrami tak jak dzień wcześniej i nucił tą samą melodię. Ten gest także odwzajemniłaś. Co się z tobą dziewczyno dzieje?!
Walić te kilka minut do końca przerwy. Poszłaś usiąść na ławeczce obok Dongmina, który właśnie jadł budyń kupiony w sklepiku szkolnym. Jak to dziecko może jeść to paskudztwo!
-Spokojnie ____! Spokojnie! Przecież ja już nie wytrzymam! - chłopak siedzący obok pogłaskał cię jedynie po plecach
Dwie lekcje później miałaś lekcje wychowania fizycznego. Lubiłaś w-f, nie oszukujmy się, byłaś w nim na prawdę dobra. Ale oczywiście wielce genialna ____ zapomniała, że w tej samej drużynie jest także Moon Bin. Aaaaa! Od tego pierwszego przytulasa nie mieliście tej lekcji i dlatego zapomniałaś. Na boisku od piłki nożnej, trener ustawił i ciebie i Bina na rezerwie. Dlaczego? Jak tylko siebie zobaczyliście to od razu zaczęło się ponowne przytulanie i ruszanie biodrami na boki w rytm wymyślonej przez ciebie muzyczki.
*
-Słuchaj. Jak chcesz z tego wyjść to musisz stawić temu czoło. - powiedział do ciebie Dongmin po skończonej lekcji wychowania fizycznego
-No nie. Muszę unikać bezpośredniej konfrontacji z nim, to mnie za bardzo stresuje. Już taka jestem.
Chłopak zaczął iść korytarzem. Pobiegłaś za nim by dorównać mu kroku.
-O kimś takim jak ty mówi się tchórz. - rzucił pstrykając cię lekko w ucho
-Moja wersja była lepsza.
Nagle stanęłaś w miejscu. On tam stał. Kilka metrów przed tobą stał Bin i z kimś rozmawiał. No nie, jeszcze tego brakowało. Zauważył cię! Spanikowałaś. Odwróciłaś się i pobiegłaś w nieznanym ci punkcie. Chciałaś być teraz jak najdalej tego chłopaka. Po drodze wywaliłaś wiaderko pełne wody Rocky'emu, który znowu zmywał za karę podłogę, potrąciłaś dziewczynę z klasy maturalnej i wpadłaś na stojącego kwiatka przy wejściu na stołówkę. Podbiegłaś do jednych drzwi. Tu na pewno cię nie znajdzie. Schowek woźnego. Uchyliłaś drzwi i weszłaś upewniając się, że nikt cię nie śledzi. W środku było strasznie ciemno. Wybadałaś gdzie jest włącznik światła i go zapaliłaś. To co zastałaś w środku zmroziło ci chwilowo krew w żyłach. Bin schował się dokładnie w tym samym miejscu co ty!
-Heej, Bin! Cześć.
Przytulas. Znowu. Na szczęście już bez żadnych tańców.
-Yyy... Co ty tutaj robisz? - zaczęłaś mówić, bo znowu zaczęła ci doskwierać niezręczna cisza
-Ja? Ja przyszedłem policzyć szczotki woźnego.
-Po ciemku?
-No tak. Wtedy jest lepsza zabawa. Jak zapaliłaś światło to od razu widać, że w tym pomieszczeniu znajdują się tylko dwie szczotki. - wskazał na te obiekty i się zaśmiał
Ooo rany, ale on jest walnięty. Wtedy zadzwonił dzwonek. Przerwa obiadowa! W końcu jeść!
-Hej! Idziesz na obiad?
Nie mów, że tam idziesz. Olej to, że jesteś strasznie głodna.
-Jasne, że idę. - a niech to szlag
Chwilę później byliście już razem na stołówce i staliście w kolejce do obiad.
-Jaki jest twój ulubiony przedmiot? - spytał nagle chłopak
-Piłka no nogi. - zupełnie nie zrozumiałaś o jaki przedmiot chodzi chłopakowi i chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewał
-Nie o to mi chodziło.
Nic mu więcej nie odpowiedziałaś, tylko odeszłaś z pełną tacą. Chyba o czymś zapomniałaś. Eee tam. Później zrobisz.
-Hej! ____! - usłyszałaś głos Rocky'ego, który nakładał dzisiaj także obiad -Nie zapłaciłaś.
O tym zapomniałaś. Już miałaś wracać dać pieniądze koledze, kiedy usłyszałaś dość dziwne zdanie z ust Bina
-Spokojnie ja za nią zapłacę. - dał odpowiednią kwotę za siebie i za ciebie Rocky'emu
To zaszło za daleko.
-Czy to twój nowy przyjaciel, ____? - spytał się ciebie chłopak za ladą
I co ja mam teraz powiedzieć? Tak? Nie? Koleś jest tak samotny, że liczy szczotki w schowku woźnego.
-Tak - odpowiedziałaś z Binem w tym samym czasie
*
W drodze powrotnej do domu autobusem szkolnym siedziałaś razem z Dongminem.
-Chowając się w plecaku problem nie zniknie. - odezwał się twój przyjaciel
Trzymałaś właśnie głowę w plecaku. Próbowałaś wybić sobie jedną rzecz z głowy i myślałaś, że jak się gdzieś schowasz to ona zniknie.
-Po co zaprosiłaś go do siebie na noc? - nie dawał za wygraną. To była właśnie ta rzecz, o której aktualnie nie chciałaś myśleć
-Zafundował mi obiad to muszę się jakoś za to odpłacić, nie.
-Ale to nie musisz go od razu zapraszać do siebie do domu na noc i to w środku tygodnia. Znasz chłopaka kilka dni i takie propozycje mu składasz? Ja tak nie miałem, a mieszkam w domku obok.
-Właśnie. I dlatego mi pomożesz.
-Chciałabyś.
Autobus się zatrzymał. Wyjęłaś głowę z plecaka. Dongmin wstał z miejsca. Chwilkę... Przecież on wysiada dwa przystanki dalej, razem z tobą.
-C-co ty robisz? - zapytałaś go
-Ja dzisiaj nocuje u Jinwoo. Przewidziałem, że zrobisz coś takiego, dlatego postanowiłem nie wchodzić ci dzisiaj w drogę jako natrętny sąsiad.
-Jak sobie chcesz. Poradzę sobie sama.
Godzinę później po ogarnięciu się do twojego domu zawitał Bin. Przywitałaś go oczywiście przytulasem. Dobrze, że dzisiaj rodzice poszli na noc do pracy. Chociaż w tym nie będą ci przeszkadzać. Spędzisz tę noc normalnie, dogadasz się z Moon Binem i wasze przytulanie się skończy. Sięgnęłaś razem z twoim nowym kolegą namiot, materace i śpiwory ze strychu. Rozbiliście się w twoim ogrodzie. Po co spać w domu skoro można tak na świeżym powietrzu. Porozmawialiście chwilę przy tym o swoich zainteresowaniach i kilku innych rzeczach. Tak nagle nastał wieczór. Dość długo zajęło rozstawianie namiotu. Zjedliście kolacje i około 22 położyliście się w namiocie w śpiworach. Jutro szkoła, trzeba się wyspać.
Leżałaś spięta obok Bina. Czy on już zasnął? Spojrzałaś na niego przelotnie żeby nie było, że mu się przyglądasz, a chłopak donośnie chrapnął. Czyli, że śpi. Możesz być już spokojna. Ułożyłaś się wygodnie na swojej części materaca, gdy poczułaś na swoim brzuchu rękę. I to nie byle jaką rękę, a Bina. Oczy powiększyły ci się momentalnie. On spał i się do ciebie przytulał? Nie no to już przesada. Złapałaś go za nadgarstek i chciałaś przesunąć jego rękę na drugą stronę jego ciała. Nosz oczywiście musiał być on trochę daleko. Usiadłaś na nim okrakiem żeby lepiej położyć mu tą rękę.
-C-co ty robisz? - usłyszałaś jego głos i zamarłaś. Obudził się, właśnie wtedy gdy na nim siedziałaś.
Nie umiałaś nic powiedzieć. Bin się jedynie uśmiechnął tak jak zawsze, i położył ręce na twoich biodrach.
-Sta sta ta ta sta ta~ - zaczął nucić i kręcić biodrami tak jak zawsze to robiliście
Czy nawet tu, o tej godzinie, w tej pozycji musiał pomyśleć o tak porypanej rzeczy?!
*jeszcze kolejny dzień*
Podeszłaś do swojego przyjaciela, który szukał czegoś w swojej szafce. Walnęłaś go lekko w ramię. Nie miałaś na nic siły. Nie spałaś praktycznie całą noc, bo Bin musiał cię ciągle przytulać.
-Dobrze spałaś? - zapytał twój przyjaciel śmiejąc się z twojego wyglądu
-Nie dość, że nie spałam to ten dekiel mnie ciągle przytulał.
-I co masz zamiar z tym zrobić?
-Muszę zakończyć tę znajomość!
-Teraz będziesz się zachowywać tak okropnie, że Bin weźmie na siebie całą odpowiedzialność i zakończy waszą przyjaźń, prawda?
-Ale...
-Ale najpierw temu zaprzeczysz - kurde znowu wie co chciałam powiedzieć
Już nie chciało ci się z nim rozmawiać. Odeszłaś od Dongmina lekko podirytowana. Szłaś przez korytarz aż w końcu zobaczyłaś Moon Bina. Stanęliście kilka metrów przed sobą by za chwilę wolnym krokiem iść w swoją stronę. Dobra niech on zacznie pierwszy. Podniesie tylko te ręce do góry, a wtedy wkraczasz ty i dajesz mu ładnie z liścia i to z Z I M N Ą K R W I Ą. Jeszcze kilka kroków. Wal do przodu, wal do przodu. Twoje ręce automatycznie podniosły się ku górze, jego zrobiły to samo. Czy to jakieś przeznaczenie? Jeszcze kawałek do niego i żeby mu przywalić. Nagle Bin przyciągnął jedną rękę i minął się jak gdyby nigdy nic. On właśnie zniszczył twój przepiękny plan. Moon poszedł dalej a ty położyłaś się zrezygnowana na podłodze.
-Minął mnie żebym nie mogła się na niego tak bardzo wściec, wziąć się w garść i zakończyć tą znajomość. Tylko potwór by tak postąpił. - twoje oczy się lekko zaszkliły -No chyba, że ja. Okay, jeśli nie mogę być potworem, to będę zmuszona do być mega potworem.
No i zaczęła się bitwa. Zaczęłaś mu uprzykrzać ten dzień jak najbardziej się dało. Po w-fie zakręciłaś mu dopływ ciepłej wody pod prysznicem, na szkolnym basenie rozproszyłaś go kiedy skakał z trampoliny i zamiast skoczyć na bombę, skoczył na klatę. Musiało boleć, ale taki był plan. Zapłaciłaś za jego obiad i do jego porcji wsypałaś chili.
W końcu szliście korytarzem obok siebie. Przez przypadek popchnęłaś Bina w bok. Nie pozostał ci dłużny i zrobił ci to samo. Nienawidź mnie pacanie! Popychaliście się tak przez jakiś czas kiedy nagle ci się wymsknęło:
-Nawet nie chce mi się ciebie nienawidzić! - oboje stanęliście wpatrzeni w ciebie -O kurcze. Powiedziałam to na głos?
-Wiesz co... Ja czuje dokładnie to samo.
-Serio? Ehh, chodzi o to, że nie chciałam wyjść na debila i tak po prostu na ciebie nawrzeszczeć.
-Ja też nie chciałem - uśmiechnął się, tym razem już tego nie wymusił -Zgoda?
-No okay. - podaliście sobie ręce na zgodę -Absolutnie nic do ciebie nie czuje, ani złego, ani dobrego. I nigdy nie poczuje.
-Dotrzymaj tej obietnicy.
-Już w sumie o tobie zapomniałam - zaśmiałaś się
Moon Bin zaczął odchodzić od ciebie. Chwilkę! On może ci się jeszcze na coś przydać!
-Poczekaj chwilkę! - krzyknęłaś do niego, a ten się tylko odwrócił -Zrobisz jeszcze coś dla mnie? Jak obcy dla obcego?
Bin zgodził się na moją propozycję. Gdy wracaliśmy autobusem szkolnym do domu, Moon Bin podszedł do Dongmina, przytulił go i zaczął ruszać biodrami w rytm muzyczki wymyślonej przez ciebie. Twój najlepszy przyjaciel wyglądał strasznie, że to było aż śmieszne.
-No i co? Tego się nie spodziewałeś.
~~*~~*~~*~~
Bomi
Mówiłam że kocham oglądać bajki? Nie? To teraz mówię xd ten scenariusz także jest na postawie jednej no ale ciii
Jak zawsze zapraszam do dalszego czytania i komentowania :)
Genualny był ten scenariusz, uśmiałam się. Mozesz zdradzić z jakiej to bajki? Chętnie bym obejrzała. ;)
OdpowiedzUsuńOczywiście, że ci zdradzę~ To niesamowity świat gumballa... taka porypana bajka, a jednak coś można z niej zrobić xd
Usuń