wtorek, 24 stycznia 2017

ASTRO - Objęcia


Ty x Moon Bin

  Siedziałaś ze swoim najlepszym przyjacielem Dongminem na szkolnej stołówce i jedliście szkolny obiad. Spaghetti. Jak bardzo uwielbiałaś włoską kuchnię, tak bardzo nienawidziłaś akurat tego dania podawanego w twojej szkole. Ono było ohydne, ale i tak jadłaś bo nic innego nie było. Okropność mieć obiady w szkole. Jeszcze rodzice o tym wiedzą i nie dają dzieciom jeść do szkoły. A w pobliżu nie ma żadnego sklepu spożywczego. Co za nie fart.
  Jadłaś makaron z wielką niechęcią na twarzy aż wpadł ci do głowy pewien pomysł. Wzięłaś klopsika do buzi i lekko się zakrztusiłaś.
-To jedzenie smakuje jakby... - zaczęłaś mówić w stronę Dongmina lecz ten ci perfidnie przerwał
-...Jakby już raz było zjedzone.
  Halo co jest? On dokończył zdanie za ciebie. Powiedział dokładnie to co ty chciałaś. Zdziwiło cię to trochę. No, ale nic. Miałaś kolejny żarcik już naszykowany. Trzeba było tylko wykorzystać nieco twojego kolegę, który akurat dzisiaj miał karę i sprzątał podłogę na stołówce.
-Ej Rocky! Nie odjeżdżaj nigdzie z tym wiadrem...
-...Bo za chwilę będzie mi bardzo potrzebne.
-Wzięłabym je, wsadziła spaghetti i ...
-...I wyrzuciła do kosza za rogiem.
  Co u licha... Dlaczego on dokańcza za ciebie twoje wypowiedzi. Przyszłość przewiduje czy co?
  Lekko zdenerwowana takim przebiegiem wydarzeń spojrzałaś na Dongmina, który zjadał swoją porcję dania.
-Skąd wiedziałeś co chciałam powiedzieć.
-Mówisz to za każdym razem kiedy w szkole jest spaghetti.
-Wcale nie jestem taka przewidywalna! - krzyknęłaś w jego stronę, a on w tym samym czasie powiedział dokładnie to samo
  Ok... Może mówiłaś tamte kwestie za każdym razem kiedy na obiad było spaghetti, ale tej rzeczy Dongmin na pewno nie przewidział. Wzięłaś w prawą rękę makaron polany sosem bolognese i wysmarowałaś sobie tym lewą dłoń.
-I co? Przewidziałeś to? - zaśmiałaś się dumnie w jego stronę
-Jak zawsze i dlatego mam w plecaku paczkę chusteczek nawilżonych.
  Chłopak wyjął ze swojego plecaka opakowanie z chusteczkami. Walnęłaś ze złości pięścią w stół, przy którym siedzieliście, ale po chwili złość ustała i wzięłaś od niego paczkę.
-Dziękuje, to miłe z twojej strony.
  Wytarłaś dłoń z sosu. Zużytą chusteczkę wrzuciłaś Rocky'emu do wiaderka. On na pewno wyrzuci.
-No to może... - pomyślałaś co nieprzewidywalnego mogłabyś zrobić. Tak! Tak! To jest to! Zrzuciłaś swoją pustą już tacę na ziemię, stanęłaś na stole i zaczęłaś tańczyć twój ukochany taniec 'półka, półka, szafka, szafka'. Ruszałaś jedynie rękami, ale zawsze śmieszyło. -Nieprzewidywalne co, Dongmin.
-Tak bardzo, że jest zakaz. I to od jakiegoś miesiąca. - wskazał na kartkę wiszącą na ścianie obok. Widniał na niej napis 'Zakaz tańczenia na stołach' i także obrazek czarnego ludzika mającego taką samą postawę jak ty kiedy pokazujesz ruch 'szafka'.
  Usiadłaś z powrotem na krześle. Czy ja na prawdę jestem aż tak przewidywalna?
-____ wybaczam ci. - wypalił nagle Dongmin wsuwając kolejnego klopsika
-Za co? - spojrzałaś na niego
-Że chciałaś mnie pociągnąć za ucho mówiąc: A tego się nie spodziewałeś!
-A tego się nie spodziewałeś! - wykrzyknęłaś razem z przyjacielem
  Próbowałaś go właśnie pociągnąć za ucho. Wiedziałaś, że chłopak tego nie lubił. Tyle, że... Skąd on wiedział kiedy odeprzeć twój atak?! Miotał jedną ręką tak żebyś tylko ty go nie dotknęła, a drugą dojadał swoją porcje makaronu. Po kilku minutach zmagań byłaś już lekko zmęczona. Twoja ręka opadła bez siły, a oczy się zaszkliły. Dongmin, który już zjadł swój obiad popatrzył się na ciebie i pogłaskał po policzku. Potrzebowałaś chwili czułości by po tym nagle wstać z krzesła.
-Muszę udowodnić, że ja, ____ mogę być dla ciebie nieprzewidywalna!
-Taa... - odparł od niechcenia twój przyjaciel -I teraz wplączesz się w jakąś strasznie krępującą sytuacje, a gdy ja będę chciał ci jakoś pomóc ty się ode mnie odwrócisz i zrobisz typowe dla ciebie pff.
  Właśnie w tym momencie na stołówkę wszedł nijaki Moon Bin, dla znajomych Bin. Nadal nie wierzyłaś, że zwykłe Bin to jego imię. Odeszłaś od stolika mrucząc pod nosem jeszcze małe 'ah tak?' i podeszłaś do przed chwilą wymienianego chłopaka.
-Heeej kolego! - pomachałaś do niego ręką, no wiecie, jak to ziomale
-Nie pomyliłaś mnie z kimś?
  I się zaczęło. Co teraz zrobić? Co zrobić? Jak odejdziesz od Bina to Dongmin na pewno to przewidzi i powie 'A nie mówiłem'. Nie odejdziesz tak łatwo. Raczej podeszłaś bliżej chłopaka i się do niego przytuliłaś. Przecież to normalne, prawda? Rozmawiasz z tym chłopakiem pierwszy raz w życiu i od razu się do niego przytulasz. A co jest najlepsze? Bin to odwzajemnił. Tak skrępowana jak w tej chwili nigdy się nie czułaś. Chwilkę się tak poprzytulaliście do siebie i jak typowi nieznajomi odeszliście z rękami w kieszeniach marynarki od mundurka.

*następnego dnia*

  Podążałaś u boku swego jakże najlepszego przyjaciela Dongmina korytarzem. Szliście ku sali numer 24B zwanej także przez większość uczniów piekłem, czyli do sali matematycznej. Witaliście się ze wszystkimi znajomymi dookoła lecz tego jednego się nie spodziewałaś. Przed tobą stanął Bin. Patrzyłaś na niego tak by było widać, że chcesz przejść dalej, a on patrzył na ciebie w sumie tak samo. Chyba, że twój wzrok mówiący 'spadaj mi z drogi' to w jego mowie 'chodź się przytulmy'.
 -Heej! - zaczęłaś pierwsza -Miło cię widzieć.
 -Taak. Jak leci, siostro?
 Bez żadnego zastanowienia wyciągnęłaś ręce na boki. Bin automatycznie zrobił to samo. Podeszliście do siebie i przytuliliście tak jak wczoraj. Wymusiłaś nawet uśmiech żeby wyglądało jakby sprawiało ci to jakąkolwiek przyjemność. No ale tak nie było. Było dokładnie tak jak mówił Dongmin. Wplątałaś się w strasznie krępującą sytuacje. Chwilkę trwało to wasze tulenie się, ale kiedyś trzeba było od niego się oderwać.
 -Wiesz... Ehh - uśmiechnął się do ciebie. Czy on też właśnie wymusił ten śmiech tak jak ty?
  W końcu się wyminęliście i poszliście w swoje strony. Jak tylko zniknął z pola twojego wzroku walnęłaś sobie niezłego liścia w czoło.
 -Dlaczego znowu to zrobiłaś? - spytał się Dongmin
 -Bo musiałam! Nie można kogoś teraz odprzytulić, jak się wejdzie na ten poziom to trzeba już na nim pozostać.
 -Przewiduje, że ta sytuacja zrobi się da ciebie tak wielkim problemem, że będzie ci aż głupio.
 -Pff.

*kolejnego dnia*

  Dzisiaj go nie spotkam. Dzisiaj go nie spotkam. Szłaś sama korytarzem i myślałaś tylko o tym żeby znowu nie wplątać się w przytulanie z Binem. To zaczęło się być na serio wielkim problemem. Gdy tylko go widzisz robi się niezręcznie, od razu na waszych ustach gości ten wymuszony uśmiech, a ręce same podnoszą się do tego by się przytulić. Jak to jest w ogóle możliwe?
  Zmierzałaś pod salę od języka angielskiego. Co jak co, ale ten język to szataństwo, już wolałaś uczyć się chińskiego. Został jeszcze tylko róg by za niego przejść i już się jest pod salą 12C. Świetnie szło, Moon Bina jeszcze nie było. Ten dzień chyba udasz za udany. Już miałaś skręcać gdy zza rogu, tak tego rogu, w który ty chciałaś skręcić wyszedł nagle chłopak, którego unikałaś przez wszystkie przerwy. Stanęłaś przed nim jak słup soli. No i ci teraz?
   Okay, okay, spokojnie. Nie narzucaj się. Tylko szybki grzecznościowy przytulas. Ręce poszły w górę i u ciebie i u niego. Przytuliliście się, znowu. Dobra, a teraz szybkie cześć od niechcenia tak jak ten uśmiech i marsz dalej pod salę. 
 -Cześć staaaaaa... - chyba coś nie wyszło, wróć! -Sta.. sta ta ta sta ta~ - ale jesteś głupia ____. Dlaczego zaczęłaś poruszać biodrami na boki?!
 -Yyy okay.. Sta ta ta~- i dlaczego Bin zaczął robić to samo?!
  Ten dzień chyba nie może być udany. Tańczyłaś przytulona do Bina na środku korytarza! I dlaczego nie przestałaś?! Dongmin na 100% miał rację co do tej sytuacji. Trzeba było go posłuchać.

*kolejnego dnia po kolejnym dniu*

  Dzisiejszy cały dzień znowu unikałaś Moon Bina. Coraz lepiej ci idzie chowanie się w damskiej toalecie. Tyle, że nie chciałaś spędzać tam całych przerw więc postanowiłaś wyjść na boisko. Tam jest dużo osób, słonko świeci no i Bina zgubisz. Plan idealny. Poszłaś do grupki dziewczyn z twojej klasy. Jak zwykle na długich przerwach i boisku urządzały sobie dance challenge. Lubiłaś wplątywać się im w momenty tańca ze swoim słynnym 'półka, półka, szafka, szafka'. Zostały cztery minuty do końca przerwy. Jako, że znowu miał być język angielski, a dziewczyny są w innej grupie to chciałaś iść żeby nie spóźnić się u nauczycielki.
 -To widzimy się po lekcjach! - wykrzyczałaś do nich
  Odwróciłaś się w stronę wejścia do szkoły i znowu niezręczna sytuacja. Moon Bin stał właśnie przed tobą.
 -Heej mój stary! - chyba coś nie tak powiedziałam bo uśmiech mu na chwilę zrzedł, poprawię się -Mój stary kumpel! Heh... To ty!
 -Ohh... O dzyń dzyń! Zmyślony telefon! - chłopak wyciągnął z kieszeni mundurka swoją rękę ułożoną tak by wyglądała na telefon [chyba wiecie o co mi chodzi cnie xd]. Czy on ma mnie właśnie za debilkę? Przyłożył dłoń do swojego ucha -Halo? Ah tak jest tutaj obok. - jego dłoń powędrowała w moją stronę -To do ciebie.
  Taak jednak debil. Styknęłaś się swoją dłonią z jego żeby wyglądało, że zabierasz mu jego niewidzialny telefon i ułożyłaś palce tak jak on wcześniej. No co? Telefon był do ciebie, tak?
 -Haloo? Tak to ja... Zmyślona~ Klik. - odłożyłam ten cholerny telefon. Zachowanie godne przedszkolaków, a nie drugiej klasy liceum.
  Niezręczna cisza. Czy to nadszedł właśnie ten czas? Oj chyba tak! Bin cię znowu przytulił, a ty jak zwykle odwzajemniłaś to. Chłopak automatycznie zaczął poruszać biodrami tak jak dzień wcześniej i nucił tą samą melodię. Ten gest także odwzajemniłaś. Co się z tobą dziewczyno dzieje?!
  Walić te kilka minut do końca przerwy. Poszłaś usiąść na ławeczce obok Dongmina, który właśnie jadł budyń kupiony w sklepiku szkolnym. Jak to dziecko może jeść to paskudztwo!
 -Spokojnie ____! Spokojnie! Przecież ja już nie wytrzymam! - chłopak siedzący obok pogłaskał cię jedynie po plecach
  Dwie lekcje później miałaś lekcje wychowania fizycznego. Lubiłaś w-f, nie oszukujmy się, byłaś w nim na prawdę dobra. Ale oczywiście wielce genialna ____ zapomniała, że w tej samej drużynie jest także Moon Bin. Aaaaa! Od tego pierwszego przytulasa nie mieliście tej lekcji i dlatego zapomniałaś. Na boisku od piłki nożnej, trener ustawił i ciebie i Bina na rezerwie. Dlaczego? Jak tylko siebie zobaczyliście to od razu zaczęło się ponowne przytulanie i ruszanie biodrami na boki w rytm wymyślonej przez ciebie muzyczki.

*

 -Słuchaj. Jak chcesz z tego wyjść to musisz stawić temu czoło. - powiedział do ciebie Dongmin po skończonej lekcji wychowania fizycznego
 -No nie. Muszę unikać bezpośredniej konfrontacji z nim, to mnie za bardzo stresuje. Już taka jestem.
  Chłopak zaczął iść korytarzem. Pobiegłaś za nim by dorównać mu kroku.
 -O kimś takim jak ty mówi się tchórz. - rzucił pstrykając cię lekko w ucho
 -Moja wersja była lepsza.
  Nagle stanęłaś w miejscu. On tam stał. Kilka metrów przed tobą stał Bin i z kimś rozmawiał. No nie, jeszcze tego brakowało. Zauważył cię! Spanikowałaś. Odwróciłaś się i pobiegłaś w nieznanym ci punkcie. Chciałaś być teraz jak najdalej tego chłopaka. Po drodze wywaliłaś wiaderko pełne wody Rocky'emu, który znowu zmywał za karę podłogę, potrąciłaś dziewczynę z klasy maturalnej i wpadłaś na stojącego kwiatka przy wejściu na stołówkę. Podbiegłaś do jednych drzwi. Tu na pewno cię nie znajdzie. Schowek woźnego. Uchyliłaś drzwi i weszłaś upewniając się, że nikt cię nie śledzi. W środku było strasznie ciemno. Wybadałaś gdzie jest włącznik światła i go zapaliłaś. To co zastałaś w środku zmroziło ci chwilowo krew w żyłach. Bin schował się dokładnie w tym samym miejscu co ty!
 -Heej, Bin! Cześć.
  Przytulas. Znowu. Na szczęście już bez żadnych tańców.
 -Yyy... Co ty tutaj robisz? - zaczęłaś mówić, bo znowu zaczęła ci doskwierać niezręczna cisza
 -Ja? Ja przyszedłem policzyć szczotki woźnego.
 -Po ciemku?
 -No tak. Wtedy jest lepsza zabawa. Jak zapaliłaś światło to od razu widać, że w tym pomieszczeniu znajdują się tylko dwie szczotki. - wskazał na te obiekty i się zaśmiał
  Ooo rany, ale on jest walnięty. Wtedy zadzwonił dzwonek. Przerwa obiadowa! W końcu jeść!
 -Hej! Idziesz na obiad?
  Nie mów, że tam idziesz. Olej to, że jesteś strasznie głodna. 
 -Jasne, że idę. - a niech to szlag 
  Chwilę później byliście już razem na stołówce i staliście w kolejce do obiad.
 -Jaki jest twój ulubiony przedmiot? - spytał nagle chłopak
 -Piłka no nogi. - zupełnie nie zrozumiałaś o jaki przedmiot chodzi chłopakowi i chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewał
 -Nie o to mi chodziło.
  Nic mu więcej nie odpowiedziałaś, tylko odeszłaś z pełną tacą. Chyba o czymś zapomniałaś. Eee tam. Później zrobisz.
 -Hej! ____! - usłyszałaś głos Rocky'ego, który nakładał dzisiaj także obiad -Nie zapłaciłaś.
  O tym zapomniałaś. Już miałaś wracać dać pieniądze koledze, kiedy usłyszałaś dość dziwne zdanie z ust Bina
 -Spokojnie ja za nią zapłacę. - dał odpowiednią kwotę za siebie i za ciebie Rocky'emu
  To zaszło za daleko.
 -Czy to twój nowy przyjaciel, ____? - spytał się ciebie chłopak za ladą
  I co ja mam teraz powiedzieć? Tak? Nie? Koleś jest tak samotny, że liczy szczotki w schowku woźnego. 
 -Tak - odpowiedziałaś z Binem w tym samym czasie

*

  W drodze powrotnej do domu autobusem szkolnym siedziałaś razem z Dongminem.
 -Chowając się w plecaku problem nie zniknie. - odezwał się twój przyjaciel
  Trzymałaś właśnie głowę w plecaku. Próbowałaś wybić sobie jedną rzecz z głowy i myślałaś, że jak się gdzieś schowasz to ona zniknie.
 -Po co zaprosiłaś go do siebie na noc? - nie dawał za wygraną. To była właśnie ta rzecz, o której aktualnie nie chciałaś myśleć
 -Zafundował mi obiad to muszę się jakoś za to odpłacić, nie.
 -Ale to nie musisz go od razu zapraszać do siebie do domu na noc i to w środku tygodnia. Znasz chłopaka kilka dni i takie propozycje mu składasz? Ja tak nie miałem, a mieszkam w domku obok.
 -Właśnie. I dlatego mi pomożesz.
 -Chciałabyś.
  Autobus się zatrzymał. Wyjęłaś głowę z plecaka. Dongmin wstał z miejsca. Chwilkę... Przecież on wysiada dwa przystanki dalej, razem z tobą.
 -C-co ty robisz? - zapytałaś go
 -Ja dzisiaj nocuje u Jinwoo. Przewidziałem, że zrobisz coś takiego, dlatego postanowiłem nie wchodzić ci dzisiaj w drogę jako natrętny sąsiad.
 -Jak sobie chcesz. Poradzę sobie sama.
  Godzinę później po ogarnięciu się do twojego domu zawitał Bin. Przywitałaś go oczywiście przytulasem. Dobrze, że dzisiaj rodzice poszli na noc do pracy. Chociaż w tym nie będą ci przeszkadzać. Spędzisz tę noc normalnie, dogadasz się z Moon Binem i wasze przytulanie się skończy. Sięgnęłaś razem z twoim nowym kolegą namiot, materace i śpiwory ze strychu. Rozbiliście się w twoim ogrodzie. Po co spać w domu skoro można tak na świeżym powietrzu. Porozmawialiście chwilę przy tym o swoich zainteresowaniach i kilku innych rzeczach. Tak nagle nastał wieczór. Dość długo zajęło rozstawianie namiotu. Zjedliście kolacje i około 22 położyliście się w namiocie w śpiworach. Jutro szkoła, trzeba się wyspać.
  Leżałaś spięta obok Bina. Czy on już zasnął? Spojrzałaś na niego przelotnie żeby nie było, że mu się przyglądasz, a chłopak donośnie chrapnął. Czyli, że śpi. Możesz być już spokojna. Ułożyłaś się wygodnie na swojej części materaca, gdy poczułaś na swoim brzuchu rękę. I to nie byle jaką rękę, a Bina. Oczy powiększyły ci się momentalnie. On spał i się do ciebie przytulał? Nie no to już przesada. Złapałaś go za nadgarstek i chciałaś przesunąć jego rękę na drugą stronę jego ciała. Nosz oczywiście musiał być on trochę daleko. Usiadłaś na nim okrakiem żeby lepiej położyć mu tą rękę.
 -C-co ty robisz? - usłyszałaś jego głos i zamarłaś. Obudził się, właśnie wtedy gdy na nim siedziałaś.
  Nie umiałaś nic powiedzieć. Bin się jedynie uśmiechnął tak jak zawsze, i położył ręce na twoich biodrach.
 -Sta sta ta ta sta ta~ - zaczął nucić i kręcić biodrami tak jak zawsze to robiliście
  Czy nawet tu, o tej godzinie, w tej pozycji musiał pomyśleć o tak porypanej rzeczy?!

*jeszcze kolejny dzień*

  Podeszłaś do swojego przyjaciela, który szukał czegoś w swojej szafce. Walnęłaś go lekko w ramię. Nie miałaś na nic siły. Nie spałaś praktycznie całą noc, bo Bin musiał cię ciągle przytulać.
 -Dobrze spałaś? - zapytał twój przyjaciel śmiejąc się z twojego wyglądu
 -Nie dość, że nie spałam to ten dekiel mnie ciągle przytulał.
 -I co masz zamiar z tym zrobić?
 -Muszę zakończyć tę znajomość!
 -Teraz będziesz się zachowywać tak okropnie, że Bin weźmie na siebie całą odpowiedzialność i zakończy waszą przyjaźń, prawda?
 -Ale...
 -Ale najpierw temu zaprzeczysz - kurde znowu wie co chciałam powiedzieć
  Już nie chciało ci się z nim rozmawiać. Odeszłaś od Dongmina lekko podirytowana. Szłaś przez korytarz aż w końcu zobaczyłaś Moon Bina. Stanęliście kilka metrów przed sobą by za chwilę wolnym krokiem iść w swoją stronę. Dobra niech on zacznie pierwszy. Podniesie tylko te ręce do góry, a wtedy wkraczasz ty i dajesz mu ładnie z liścia i to z Z I M N Ą K R W I Ą. Jeszcze kilka kroków. Wal do przodu, wal do przodu. Twoje ręce automatycznie podniosły się ku górze, jego zrobiły to samo. Czy to jakieś przeznaczenie? Jeszcze kawałek do niego i żeby mu przywalić. Nagle Bin przyciągnął jedną rękę i minął się jak gdyby nigdy nic. On właśnie zniszczył twój przepiękny plan. Moon poszedł dalej a ty położyłaś się zrezygnowana na podłodze.
 -Minął mnie żebym nie mogła się na niego tak bardzo wściec, wziąć się w garść i zakończyć tą znajomość. Tylko potwór by tak postąpił. - twoje oczy się lekko zaszkliły -No chyba, że ja. Okay, jeśli nie mogę być potworem, to będę zmuszona do być mega potworem.
  No i zaczęła się bitwa. Zaczęłaś mu uprzykrzać ten dzień jak najbardziej się dało. Po w-fie zakręciłaś mu dopływ ciepłej wody pod prysznicem, na szkolnym basenie rozproszyłaś go kiedy skakał z trampoliny i zamiast skoczyć na bombę, skoczył na klatę. Musiało boleć, ale taki był plan. Zapłaciłaś za jego obiad i do jego porcji wsypałaś chili.
  W końcu szliście korytarzem obok siebie. Przez przypadek popchnęłaś Bina w bok. Nie pozostał ci dłużny i zrobił ci to samo. Nienawidź mnie pacanie! Popychaliście się tak przez jakiś czas kiedy nagle ci się wymsknęło:
 -Nawet nie chce mi się ciebie nienawidzić! - oboje stanęliście wpatrzeni w ciebie -O kurcze. Powiedziałam to na głos?
 -Wiesz co... Ja czuje dokładnie to samo.
 -Serio? Ehh, chodzi o to, że nie chciałam wyjść na debila i tak po prostu na ciebie nawrzeszczeć.
 -Ja też nie chciałem - uśmiechnął się, tym razem już tego nie wymusił -Zgoda?
 -No okay. - podaliście sobie ręce na zgodę -Absolutnie nic do ciebie nie czuje, ani złego, ani dobrego. I nigdy nie poczuje.
 -Dotrzymaj tej obietnicy.
 -Już w sumie o tobie zapomniałam - zaśmiałaś się
  Moon Bin zaczął odchodzić od ciebie. Chwilkę! On może ci się jeszcze na coś przydać!
 -Poczekaj chwilkę! - krzyknęłaś do niego, a ten się tylko odwrócił -Zrobisz jeszcze coś dla mnie? Jak obcy dla obcego?
  Bin zgodził się na moją propozycję. Gdy wracaliśmy autobusem szkolnym do domu, Moon Bin podszedł do Dongmina, przytulił go i zaczął ruszać biodrami w rytm muzyczki wymyślonej przez ciebie. Twój najlepszy przyjaciel wyglądał strasznie, że to było aż śmieszne.
 -No i co? Tego się nie spodziewałeś.

~~*~~*~~*~~
Bomi

  Mówiłam że kocham oglądać bajki? Nie? To teraz mówię xd ten scenariusz także jest na postawie jednej no ale ciii
  Jak zawsze zapraszam do dalszego czytania i komentowania :)

poniedziałek, 23 stycznia 2017

BEAST (B2ST) - Rozmowa z mordercą

ty i Junhyung z B2ST


Zawsze chciałaś zabłysnąć w świecie dziennikarzy, dążyłaś do tego od kiedy zatrudnili cię w redakcji najsłynniejszej gazety w Seulu. Gdy w końcu dostałaś okazję do tego oczywiście nie ukrywałaś swojej radości. Byłaś w stanie zrobić wszystko żeby tylko znali twoje nazwisko w stolicy. Może to i z lekka chore, ale każdy ma w życiu taki okres i każdego kiedyś to uczucie dopada. Gdy naczelny wezwał cię do swojego gabinetu liczyłaś na jakąś sprawę związaną z aferami w polityce albo z jakimś przełomem w medycynie, jednak to co usłyszałaś lekko ścięło cię z nóg. Twoim zadaniem miało być przeprowadzenie cyklów wywiadów z seryjnym mordercą kobiet, który dopiero niedawno, po 3 latach seryjnych zabójstw został złapany i skazany na dożywocie. W przeciągu 3 lat zabił prawie 100 kobiet w różnym wieku. Jego schemat zawsze był taki sam. Najpierw zdobywał ich serce, potem, gdy miał już ich zaufanie jakimś sposobem je zabijał. Gdy był pewny, że były już martwe zdarzało mu się je wykorzystywać. Czytając całe akta sprawy byłaś przerażona, a co będzie gdy spojrzysz mu w oczy? Ale nie chciałaś zawieść swojego przełożonego i czytelników, którzy bardzo liczyli na te reportaże by poznać lepiej tego człowieka. Czym się kierował i dlaczego tak robił?
W końcu nadszedł ten dzień. Stałaś w holu i czekałaś, aż jakiś ważny człowiek w zakładzie karnym upewni się, że twoja przepustka z sądu jest oby na pewno prawdziwa. Wzrok tego mężczyzny, który sprawdzał cię nie był zbyt zachęcający gdy oddawał ci dokumenty, wyraźnie było po nim widać, że najlepiej by cię tam nie puszczał. Więc on jest taki zły? Twoje plecy oblał zimny pot a w brzuchu coś cię zakuło.
Mimo, że pod jego celę prowadziło cię aż trzech strażników nadal się bałaś. A co jeśli z tobą będzie chciał zrobić z tobą to samo co z resztą swoich ofiar? Jednak gdzieś w głębi duszy miałaś nadzieje, że te wszystkie złe rzeczy, które o nim słyszałaś to tak naprawdę mity. Gdy jeden ze strażników otwierał drzwi ty wzięłaś ostatnie głębokie oddechy by się uspokoić. Przecież nie mogło być aż tak źle jak myślałaś.
Wchodząc do pokoju niepewnie rozejrzałaś się po nim. Przy niewielkim stoliku siedział chłopak mniej więcej w twoim wieku. Może tylko odrobinkę starszy. Jednak jak na razie bardziej skupiłaś się na tym małym stoliku, który będzie was oddzielał. Twoje ciało znowu przeszły dreszcze. Niepewnie zajęłaś miejsce na przeciwko niego i w końcu na niego spojrzałaś. Patrzył na ciebie uważnie, ale nie widziałaś w jego wzroku niczego złego, na dodatek miał takie piękne oczy. Chłopak był bardzo przystojny, miał bujne czarne włosy i ponętnie duże usta, nie dziwiłaś się, że te wszystkie dziewczyny się w nim zakochiwały. Jego uśmiech i ciche zaśmianie się wyrwało cię ze stanu zamyślenia, czyżbyś za długo na niego patrzyła? Albo może przez przypadek zaczęłaś się ślinić? Pewno oba. Odchrząknęłaś. Z torby wyjęłaś notes i dyktafon. Skoro miałaś tu spędzić najbliższe kilka godzin nie mogłaś przegapić żadnego z jego słowa.
-Skoro mamy spędzać razem czas to może się sobie przedstawimy? - jego głos przyprawił cię o kolejną już tego dnia falę dreszczy, ale tym razem w dobrym znaczeniu tego słowa. Nie wiedziałaś, że jest aż tak...ładny?
-Ach, tak. Przepraszam za mój brak kultury, nazywam się ______ i jestem przedstawicielką jednej z Seulskich gazet. - uśmiechnęłaś się do niego lekko, chociaż troche z przymusu. On znowu się zaśmiał cicho.
-Wiedziałem, że tak ładna dziewczyna jak ty będzie miała ładne imię - mruknął i poprawił się na krześle. Czy on cie właśnie podrywał, czy te teksty to już tak odruchowo mówił?
Pokiwałaś głową lekko.
-Myślę, że wiesz jak sie nazywam, ale kultura wymaga tego, żebym również się przedstawił. - jaki on wyuczony, byłaś pod wielkim wrażeniem. Miałaś nadzieję, że nie robi tego na pokaz. -Nazywam się Yong Jaesoon ale mów mi Junhyung.
Podał ci rękę a ciebie zmroziło. Nie wiedziałaś jak masz się zachować, ale jednak odruchowo wyciągnęłaś swoją i uścisnęłaś jego zimną ale delikatną oraz dużą dłoń. Ścisnął ją tak delikatnie jakby bał się, że zaraz zrobi ci krzywdę. Czy to dobra mina do złej gry? Ciężko ci było wyczuć jego intencje.
-Co cię do mnie sprowadza? - spytał chwilę po tym gdy puścił twoją dłoń.
Odchrząknęłaś szybko, jakby to miało sprawić, że z myślami zejdziesz na ziemię. Tak, na pewno.
-Pewnie dostałaś za zadanie przeprowadzenie ze mną szereg wywiadów abym ci wszystko opowiedział bla bla bla - zaśmiał się patrząc na ciebie pewnym siebie wzrokiem.
-Domyślam się, że nie pytam o to pierwsza...- speszyłaś się lekko i odgarnęłaś włosy za ucho.
-Wszyscy tylko po to tu przychodzą, uwierz mi, już mi się to znudziło. - westchnął. Rozumiałaś go, gdybyś była w jego sytuacji na pewno czułabyś się tak samo, jak nie i gorzej.
-Więc o czym być chciał ze mną porozmawiać? O ile oczywiście chcesz, ale zakładam, że właśnie tak jest - odsunęłaś się trochę ze swoim krzesłem by założyć nogę na nogę. Chłopak to zauważył i szybko swój wzrok skierował na twoje nogi. Czy ty go właśnie sprowokowałaś? Ups? Chciałaś tylko przybrać wygodniejszą dla ciebie pozycje.
Zauważyłaś na jego twarzy kolejny lekki uśmiech, który swoją drogą powodował, że jego twarz była jeszcze przystojniejsza. Och, otrząśnij się w końcu. Nie możesz się zakochać w mordercy!!
-Wiesz, zawsze chciałem założyć cukiernię, albo kawiarnię w której mógłbym piec ciasta czy babeczki, moja mama zawsze powtarzała mi, że byłem w tym bardzo dobry - słuchałaś i obserwowałaś go uważnie. Dosłownie w ułamku sekundy pokazał ci swoją słabą stronę, aż ci się go trochę zrobiło szkoda.
-Dlaczego tego nie zrobiłeś wcześniej? - spytałaś z ciekawości. On tylko spuścił głowę.
-Moje pierwsze zabójstwo...to był czysty przypadek. Nieszczęśliwy wypadek. - jęknął cicho. -Naprawdę nie chciałem nigdy nikogo skrzywdzić...ale spodobało mi się widok umierającego człowieka...i tak mi już zostało. - już chciałaś coś powiedzieć ale on ci przerwał -Tak, powinienem się leczyć, ale bałem się tego co pomyślą o mnie ludzie.
Westchnęliście w tym samym czasie.
-Nie wiem jak ty to robisz, ale sam twój widok sprawia, że robie się słaby i miękki - zaśmiał się znowu spoglądając na ciebie, odwzajemniłaś śmiech.
-Może powinnam napisać serię reportaży o twojej prawdziwej stronie? - zaproponowałaś.
-Moglibyśmy spróbować - zaraz po jego wypowiedzi usłyszałaś głos ochroniarza, ktory kazał ci się zbierać do wyjścia.
Tuż przed wstaniem od stołu chłopak złapał cię za rękę. Od razu spojrzałaś pytalnym wzrokiem na niego.
-Wrócisz?
-Wrócę, tak łatwo się mnie nie pozbędziesz~
Oboje się uśmiechnęliście, a ty chwilę potem byłaś już zupełnie za murami więzienia. Westchnęłaś i uśmiechnęłaś się do siebie. Cieszyłaś się, że twoje wszystkie wątpliwości zostały rozwiane. Wiedziałaś, że ten pomysł z serią okazującą jego prawdziwe oblicze jest lepszy. Może to i dobry czas by się z nim zaprzyjaźnić? Jeszcze nie byłaś do końca pewna, wiedziałaś, że czas wszystko okażę, ale byłaś dobrej myśli.
Praca dziennikarza nie musi być jednak nudna.

//
Ravi.

INFINITE - Głupi rasiści

Ty x Myungsoo

 Kolejny szary dzień w łódzkiej szkole. Wczłapałaś się na drugie piętro razem ze swoją przyjaciółką i poszłyście pod salę 207, salę od biologii. Tak bardzo nie lubiłaś tego przedmiotu a wybrałaś go jako swoje rozszerzenie w liceum. Genialna ____, nie powiem.
 O godzinie 8:15 zadzwonił dzwonek oznajmiający początek lekcji. Przewodniczący klasy dostał wcześniej klucze od sali i ją dla was otworzył. Po kilku minutach weszła do niej wasza wychowawczyni, a zarazem pani od biologii. Nie był sama. Razem z nią przyszedł azjata. Chwilkę... Azjata? Azjata! Nawet ładny. Nie no, nawet to za mało, był baaardzo ładny. Ty byłaś zapatrzona w nowo przybyłego ucznia, a z ust twoich kolegów z klasy oczywiście zaczęły się ciche obelgi w jego stronę. Głupi rasiści.
-Dzień dobry. - powiedziała nauczycielka ze stoickim spokojem jak to miała w zwyczaju -To jest wasz nowy kolega. Przybył tu z Korei. - kolejne śmiechy w sali -Spokojnie, z tej dobrej Korei, Południowej. Od dzisiaj będzie z wami w klasie. Proszę przyjmijcie go jak najcieplej. - w tym momencie spojrzała się na najbardziej roześmianego chłopaka w twojej klasie - Adama. No tak. Nie tolerował 'żółtków', a ty byłaś w nich oczywiście zapatrzona. Co za los. Bardzo szczęśliwy los.
 Chłopak stanął na środku sali i zaczął się przedstawiać.
-Witam. Jestem Kim Myungsoo. - powiedział łamaną polszczyzną. Swoją drogą miał także piękny głos. Pasował do niego -Mam nadzieję, że wpasuję się do waszej klasy.
 I właśnie tego się obawiałaś. Rok wcześniej w pierwszej liceum przyszła do was nowa koleżanka. Dołączyła tak mniej więcej w połowie listopada. Już pierwszego dnia cała klasa ją znienawidziła, przez jeden, mały incydencik z nią w roli głównej. Ale to chyba nie jest zbyt istotne. Po tym nikt się do niej nie odzywał, cała szkoła była do niej wrogo nastawiona, tylko nie nauczyciele, oni twierdzili, że dziewczyna jest za miła na bycie nienawidzoną. Koniec końców dziewczyna nie zdała z czterema pałami na koniec i przeniosła się do kolejnej szkoły.
 Oby z tym Myungsoo nic takiego się nie zadziało. Zdążyłaś go polubić, chociaż znałaś tylko jego imię i nazwisko. No i wiedziałaś, że jest z Korei Południowej. Chłopak usiadł w pierwszej ławce, a nauczycielka jak zwykle zaczęła przynudzać mówiąc o tkankach roślinnych. Miękiszowe, okrywające, wzmacniające, przewodzące... Jest ich więcej, ale po co wymieniać dalej.
 Po skończonej biologii, wychowawczyni poprosiła cię do siebie. Nie bałaś się jej. Nie była ona typem zrzędliwej suki, raczej ciepłej kluchy. Wszystko wolno, przejrzyście, żeby wszyscy zrozumieli. Podeszłaś do niej. Obok niej stał już nowy uczeń.
-____ - zaczęła nauczycielka -Słyszałam i chyba nie tylko ja o tym słyszałam, że interesujesz się kulturą i językami azjatyckimi.
-No... tak. Co w związku z tym? - zawahałaś się lekko
-Słyszałam także, że umiesz podstawy języka koreańskiego.
-Tak?
-Więc pani dyrektor, pani vice dyrektor oraz grono pedagogiczne zadecydowały, że ty będziesz się opiekowała naszym nowym kolegą. - uśmiechnęła się do ciebie ciepło
-Czyli? Chyba nie rozumiem. - stałaś jak mur i patrzyłaś na wychowawczynię. Ty? Opiekunką 17-letniego chłopaka? Niech jeszcze powiedzą, że masz najlepszą średnią w całej szkole to można cię nazywać królową tej budy. Tak na prawdę nie miałaś najlepszych ocen, tylko takie przeciętne. Są lepsi od ciebie, którzy mogą zrobić to za ciebie.
-Nauczyciele właśnie ciebie wybrali, bo umiesz jakoś język naszego nowego kolegi - pokazała na Myungsoo, a ten się tylko uśmiechnął -Znasz się trochę na tym, dlatego to właśnie ty oprowadzisz go po naszej szkole.
-N-no dobrze. - zgodziłaś się po chwili namysłu. To może być ciekawa przygoda.
 Razem z chłopakiem wyszłaś z sali. Podałaś mu rękę, a on stał. Ahh no przecież! Ukłoniłaś się mu. Odwzajemnił gest. Serio? Nie mógł podać ci już tej ręki.
-Jestem ____, uczennica tej szkoły już drugi rok, twoja koleżanka z klasy oraz od kilku minut twoja tak zwana opiekunka - powiedziałaś w jego stronę i się uśmiechnęłaś
-Ja chyba nie muszę się już tobie przedstawiać. Znasz moje imię - zaśmiał się. Ten jego łamany polski był taki, taki śmieszny, że też się zaśmiałaś.
-Chodźmy na matematykę! To tylko pięciominutowa przerwa - złapałaś go za rękę i pobiegliście na pierwsze piętro pod salę od matematyki. Facetka miała wieczny okres i nie lubiła jak się ktoś spóźniał do niej na lekcje.
 Reszta dnia spędziłaś na objaśnianiu chłopakowi gdzie i co się znajduje w waszej szkole, oczywiście opowiadanie o niej, o zwyczajach, nauczycielach, niektórych uczniach. Czasami zamiast po polsku rozmawialiście po angielsku ewentualnie koreańsku, ale nie za dużo. Oczywiście przeprosiłaś swoją przyjaciółkę, z którą miałaś po szkole iść na herbatkę do IKEI, bo musiałaś pomóc Myungsoo także po szkole. Poduczyć języka polskiego, pomóc z ogarnięciem tematów, które do tej pory były, a także pomóc z przedmiotami z poprzedniego roku, których teraz już nie ma. Dużo tego będzie.

*

 Po jakimś tygodniu zaprzyjaźniłaś się z Myungsoo. Powiedział ci, że możesz do niego mówić Myung albo L. Dziwne. Nazywać kogoś jedną literką, ale jak chce to będzie L. Dla ciebie to on nawet Ę może być. Byle by jakoś się porozumieć. Większość klasy zdążyła przyzwyczaić się do nowego kolegi. Ale jak to w większości szkołach bywa, musiała być mała grupka osób, którym nie podobało się bycie w jednej klasie z azjatą. Czemu? Bo Polska dla Polaków a nie jakiś żółtków. A gówno prawda. Każdy ma prawo mieszkać gdzie chce. Adam - chłopak, który najbardziej naśmiewał się z L'a przekabacił na swoją stronę jeszcze kilka osób. Śmieli się, znęcali fizycznie i psychicznie. Świnie i tyle.
  Jeden tydzień by tak dużo dowiedzieć się o niedawno poznanej osobie. Tak dużo by się z nim zaprzyjaźnić. Tak dużo by przyzwyczaić się do jego obecności. Ty miałaś tak z Myungsoo. Jakoś nie umiałaś sobie wyobrazić jednego dnia bez porozmawiania z chłopakiem. Dzisiaj był piątek. Heh piątek weekendu początek. Dla ciebie oznaczało to tylko jedno - nauka z L'em. W sumie to nawet się cieszyłaś. Lubiłaś Myunga, został twoim bardzo dobrym przyjacielem.
  Podeszłaś pod blok swojego nowego przyjaciela. Mieszkał na osiedlu gdzie znajdowała się twoja szkoła. Dlaczego musiał mieszkać tak blisko niej. Zadzwoniłaś domofonem pod odpowiedni numer i po chwili znajdowałaś się już na 4 piętrze w mieszkaniu chłopaka.
 -Cześć Myungsoo! - krzyknęłaś zdejmując buty i kurtkę w przedpokoju
 -Hej! Jestem u siebie. - odkrzyknął
  Poszłaś w stronę jego pokoju. Dobrze wiedziałaś gdzie się znajduje. Przez ostatni tydzień byłaś tu chyba 4 razy. Weszłaś do środka i zastałaś Myunga leżącego na łóżku jeszcze w piżamie. No fajnie ____, ale masz widoki. Nawet fajne widoki. Nie! To twój przyjaciel, nie możesz tak myśleć.
 -Chcesz coś do picia? - spytał wstając z łóżka
 -Mogłabym poprosić o herbatę.
 -Okej. Poczekaj chwilkę, a ja wstawię wodę i się jakoś przebiorę - uśmiechnął się i zniknął za drzwiami
  Usiadłaś na krześle od biurka. Rozejrzałaś się po pokoju. Zwykłe pomieszczenie, niebieskie ściany, rozkładane łóżko, biurko, krzesełko do niego, szafa i jakieś szafki. Nic nadzwyczajnego. Na jednej z szafek zauważyłaś zdjęcia. Zżerała cię mała ciekawość co na nich jest. Wstałaś i popatrzyłaś na nie. Na każdym mogłaś zauważyć Myungsoo oraz jakieś osoby. Były starsze jak i młodsze. Rozpoznałaś na jednym także starszego brata L'a - Moonsoo, którego poznałaś przy pierwszej wizycie w jego domu. Nie spotkałaś jeszcze jego rodziców. Ciekawe jacy oni są, czym się zajmują, co lubią robić w wolnym czasie, może lubią gotować tak samo jak ty. Chwilę ____, o czym ty myślisz? 
 -Pewnie się zastanawiasz kto jest na zdjęciach? - usłyszałaś za sobą, że aż się wzdrygnęłaś
  Odwróciłaś się i zauważyłaś Myungsoo podającego ci kubek z herbatą. Wzięłaś od niego napój i upiłaś łyka. L przyjrzał się temu samemu zdjęciu co ty przed chwilą. Znajdował się na nim on, jego brat oraz dwie starsze osoby.
 -To są moi rodzice. - czyli dobrze obstawiałaś. Uśmiechnęłaś się lekko, za to Myung trochę posmutniał. -Ile bym dał żeby byli tu razem ze mną i Moonsoo, żebyś ty ich poznała...
  Zatrzymał się na chwilę. Usiadł na swoim łóżku, upił trochę herbaty i pokazał żebyś usiadła obok niego. Zrobiłaś to o co poprosił odstawiając po drodze swój kubek na biurko.
 -Czemu tak mówisz? - spytałaś po chwili ciszy, a Myung się tylko na ciebie spojrzał -Czemu mówisz żebyś chciał ich  tu mieć? Zostali w Korei, tak?
 -Można tak powiedzieć.
 -Co chcesz przez to powiedzieć? 
 -Przeprowadziłem się tutaj tylko dlatego, że był tu Moonsoo. Tylko on mi został na tym świecie.
  Po jego słowach ciarki ci przeleciały po ciele. Czy to znaczy, że jego rodzice nie żyją? Ahh głupia ____, po co pytałaś czy tam sobie zostali.
 -Moi rodzice zginęli w pożarze rok temu. - kontynuował -Byłem wtedy u kolegi i robiłem projekt na język japoński, ale to mało ważne. W sumie jakbym go nie robił to byś mnie teraz nie znała. Wracając do rodziców. Najprawdopodobniej ktoś chciał pozbawić życia naszą całą rodzinę. Wiedział, że w domu znajdują się moi rodzice i dziadkowie, myślał także, że jestem tam ja i mój brat, lecz się mylił. Oczywiście ten ktoś podłożył ogień w całym domu i nie zdążyli się z niego ewakuować. - Myung spuścił wzrok
 -Przykro mi.
  Przytuliłaś chłopaka, pomyślałaś, że chociaż taki mały gest może jakoś go teraz podnieść na duchu. I chyba dobrze myślałaś. Po chwili Myungsoo odwzajemnił twój uścisk.
 -Jest ktoś jeszcze na tym świecie, kto nie pozwoli byś był samotny.
 -Kto? - Myungsoo ze zdziwienia odsunął się od ciebie i popatrzył na ciebie pytająco
 -Ja głuptasie. - zaśmiałaś się -Nie pozwolę by jacyś głupi rasiści z naszej klasy się z ciebie śmiali, nie pozwolę by ktokolwiek zagrażał twojemu życiu, nie pozwolę byś choć na chwilę czuł się smutny. Przyjaciele tak postępują i ja też mam zamiar tak postąpić.
  Widziałaś jak po policzkach Myungsoo zaczynają spływać łzy. Miałaś nadzieję, że to łzy szczęścia, a nie, że coś źle zrobiłaś.
 -Dziękuje. - chłopak się do ciebie przytulił -Też będę się tobą opiekować. Będę twoim najlepszym przyjacielem jakiego kiedykolwiek miałaś.

~~*~~*~~*
Bomi 

 Jejciuu jak tu dawno nie było żadnego scenariusza, ponad miesiąc... Przepraszamy za to ;__; Postaramy się z Ravim wstawiać tu scenariusze jak najszybciej się da. Oczywiście zapraszam do czytania innych naszych prac oraz ich komentowania. Mam nadzieję, że ten L się wam spodobał, nie ma w nich żadnych romansów ale nie umiałam z nim inaczej xd