Ty x Jin
Ciepły listopadowy poranek. Łóżko było tak cieplutkie, że nie chciało ci się wstawać, ale musiałaś. Ktoś musiał pójść do szkoły. Niechętnie podniosłaś się i powędrowałaś do toalety. Załatwiłaś swoje potrzeby, umyłaś się i ubrałaś. Po dwudziestu minutach byłaś już gotowa. Lecz do wyjścia z domu zostało ci jeszcze kilkanaście minut, wiec zrobiłaś sobie śniadanie. Nic nadzwyczajnego, zwykłe płatki na mleku. Gdy ty zajadałaś płatki, do kuchni weszła twoja mama.
-Córciu, co ty tu robisz tak wcześnie rano? - spytała zupełnie zaspanym głosem
-No jem śniadanie, a za chwilę wychodzę. - odpowiedziałaś
- Gdzie wychodzisz?
-Jak to gdzie? Do szkoły.
-Dziecko, w sobotę?
Popatrzyłaś się na nią, a później na kalendarz wiszący obok niej na lodówce. Sprawdziłaś dzisiejszą datę. 21 listopada. Sobota. Dzisiaj jest sobota. Po co wstawałaś o tej 6:30? No nic, co się stało już się nie odstanie. Dokończyłaś swoje śniadanie, włożyłaś naczynia do zmywarki i stanęłaś na środku kuchni. Położyłaś ręce na biodrach i zaczęłaś myśleć. Rozmyślałaś nad tym co mogłabyś teraz o tej wczesnej godzinie zrobić. Przez pięć minut nie mogłaś niczego wymyślić. Przyszło ci do głowy jedynie sprzątanie pokoju, ale jakoś na to nie miałaś ochoty.
W końcu pomyślałaś, że wyręczysz swojego ojca i wyjdziesz z psem na poranny spacer. Na szczęście wszedł do kuchni bo był spragniony, tak to dalej byś stała na środku kuchni i myślała co robić. Twój kochany husky poszedł pod drzwi i zaczął na ciebie czekać aż ty się ubierzesz. Wspomniałam, że to bardzo kochany pies? Ubrałaś buty, kurtkę i psa, i wyszliście z domu. Na zewnątrz zimno od razu uderzyło ci w twarz. Mimo tego , że było tak a nie inaczej poszłaś do pobliskiego parku ze swoim pupilem. Godzina w pół do ósmej, a ty chodzisz po parku bez żadnego celu. Chyba, że tym celem było ciągłe rzucanie patyków psu. Niech się wybiega.
Po dobrych piętnastu minutach łażenia i biegania za zwierzęciem usiadłaś na ławce przy głównej alejce. Twój pies biegał dookoła ciebie i ławki. Chyba mu to pasowało, w końcu to husky, one lubią biegać. Tobie też to pasowało, bo nie musiałaś więcej chodzić. Chwilę później do twojego psa dołączył mały maltańczyk.
-Mogę się dosiąść? - zapytał jakiś chłopak trzymający w ręku smycz przyłączoną do obroży jego pupilka
-Tak, jasne. - odpowiedziałaś nieznajomemu
Chłopak przysiadł się do ciebie. Czułaś się niezręcznie. Nie wiedziałaś co masz zrobić, może powiedzieć. Nigdy nie byłaś w takiej sytuacji.
-____ co robisz tak wcześnie rano w parku? - spytał nagle nieznajomy odpinając pieska ze smyczy
Spojrzałaś na niego dość zdziwiona. Skąd on zna twoje imię? Próbowałaś się mu przyjrzeć, ale jak na złość miał na sobie maskę.
-S-skąd wiesz jak mam na imię? - spytałaś go
-Nie pamiętasz mnie? - popatrzył na ciebie i zdjął z buzi maskę
Teraz kogoś ci przypominał lecz nie mogłaś sobie przypomnieć kogo. Dalej na niego patrzyłaś i mu nie odpowiadałaś.
-Czyli, że nie pamiętasz. - chłopak spuścił głowę
-Niestety, ale nie. Przepraszam.
-Jestem Seokjin. Przyjaźniliśmy się w podstawówce i gimnazjum, ale w trzeciej klasie gimnazjum się wyprowadziłem. Straciliśmy kontakt i nie mieliśmy jak się porozumieć. Dwa lata temu wróciłem do Seulu. Próbowałem jakoś się z tobą skontaktować, ale nie wiedziałem jak. No i w końcu ciebie znalazłem. Akurat mieszkam niedaleko, więc nie było tak trudno. Widuje cię prawie codziennie w tym parku.
Jak chłopak tak mówił coś ci zaczynało świtać. Przypomniałaś sobie. Ty i Seokjin byliście najlepszymi przyjaciółmi. Nic i nikt nie mógł was rozdzielić, a jednak. Jin musiał się wyprowadzić ze względów rodzinnych do innego miasta. Wasz kontakt przepadł. Chłopak zmienił numer, a na żadnych portalach społecznościowych nie mogłaś go znaleźć.
-Jejciu! Jin! - przytuliłaś się do chłopaka -Dlaczego nie masz Facebooka? Nie mogłam ciebie nigdzie znaleźć.
-Zabronili mi. - odpowiedział
-Rodzice?
-Nie. Menager.
-Menager? Jaki menager?
-Chciałem ci powiedzieć wcześniej, ale nie mogłem się zebrać, ale dzisiaj to zrobię. Jestem członkiem zespołu. A dokładniej BTS.
-Że cooo?! Na serio? Moja koleżanka was uwielbia i jakoś ciebie nie zauważyłam.
-No widzisz. Z tego względu się wyprowadziłem.
-No to czemu nic nie powiedziałeś? Zrozumiałabym dlaczego wyjeżdżasz, a nie, wyjechałeś bez słowa i mnie zostawiłeś. Super z ciebie przyjaciel. Przez ciebie płakałam codziennie, bo nie wiedziałam gdzie jesteś. Tęskniłam za tobą. Nie mogłam normalnie funkcjonować przez duży okres czasu. - mówiłaś do niego ze łzami w oczach -Wiesz czemu tak się ze mną działo? Bo się w tobie zakochałam. Nie wiedziałam jak mam ci to wyznać, ale jak już się zebrałam na powiedzenie tobie tego, ty wyjechałeś.
Rozpłakałaś się. Seokjin cię przytulił.
-____, ja przepraszam. Przepraszam, że ci nie powiedziałem o przeprowadzce. - zaczął -Przepraszam cię również za to, że cię tak zostawiłem. Ty też od zawsze mi się podobałaś, no i też nie wiedziałem jak mam ci to powiedzieć, a później to przenoszenie się i w końcu tego nie powiedziałem.
-A właśnie, że powiedziałeś. - uśmiechnęłaś się do Jina.
-Kiedy?
-Przed chwilą. Powiedziałeś mi, że mnie kochasz.
-No... No powiedziałem.
Przysunęłaś się do chłopaka i lekko musnęłaś jego wargi.
-Też cię kocham. - dodałaś szeptem i wtuliłaś się w Jina.
~*~*~
Bomi
No i jest kolejny scenariusz! Jin na zamówienie Nieujarzmionego Joong-Ki z fejków :3 Mam małą nadzieję na to, że spodoba się scenariusz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz