sobota, 7 maja 2016

BIGBANG - Pomocna dłoń

ty i GD z Big Bang


Siedziałaś na jednym z krzeseł w dużym, długim korytarzu i nerwowo międliłaś w rękach swoją zwiewną spódniczkę. Ściany były pomalowane na ciepły pomarańczowy kolor, w oknach widniały kwiaty i przyzwoite zasłonki. Byłaś z jednej strony zachwycona tym miejscem, bo nigdy nie pomyślałaś, że poradnia psychologiczna może wyglądać tak ładnie...ale z drugiej strony nadal w głębi duszy się denerwowałaś. 
Miałaś wątpliwości czy dobrze zrobiłaś przychodząc tu by porozmawiać o tym co cie dręczy. Zawsze miałaś problem z rozmowami z ludźmi, jesteś zamknięta w sobie, nieśmiała co jeszcze bardziej utrudnia sprawę. Nawet z rodzicami nie potrafiłaś rozmawiać a co dopiero powiedzieć, co ci leży na sercu a teraz nagle musiałaś się otworzyć przed obcą osobą? Na dodatek psychologiem. 
Z drugiej strony byłaś już tym wszystkim zmęczona. Po nocach budziły cię koszmary, nawet najdrobniejsza rzecz przypominała ci o tym co przeżyłaś. Zamknęłaś się w sobie jeszcze bardziej, całe dnie spędzałaś sama w domu przez co wszyscy się od ciebie odwrócili. Na szczęście miałaś jeszcze kotka, który uwielbiał dotrzymywać ci towarzystwa. Miałaś nadzieje, że ten obcy człowiek wyciągnie cię z tego dołka bo to zaszło zdecydowanie za daleko. 
Czekając na swojego lekarza spojrzałaś za okno i zamyśliłaś się chwilę, przypominając sobie stare dobre czasy, kiedy jeszcze nie zdziczałaś. 
Z przemyśleń wyrwał cię czyiś głos.
-Panna Han? - usłyszałaś swoje nazwisko i aż podskoczyłaś. 
Spojrzałaś w stronę z której dochodził głos.
-T-tak - zawahałaś się 
-Byliśmy na dzisiaj umówieni, prawda? - czyli to twój lekarz
Pokiwałaś tylko głową a nieznajomy się uśmiechnął. Wstałaś.
-Jestem Kwon Jiyong i będę twoim 'lekarzem prowadzącym' o ile tak to można nazwać - zaśmiał się cicho a ty zrobiłaś to samo. 
-Han Hyojin. 
-Możemy sobie mówić na ty?
-Oczywiście. 
Uścisnęliście sobie ręce. 
-Chodźmy do ogrodu, tam będzie nam sie lepiej rozmawiało.
Od razu poszłaś za nim, byłaś ciekawa gdzie cie zaprowadzi. W między czasie postanowiłaś się mu dokładniej przyjrzeć. Był średniego wzrostu, miał ciemne włosy, tatuaże i chyba jako jedyny tutaj nie nosił białego fartucha. 
Wyszliście na zewnątrz i usiedliście obok siebie na pobliskiej huśtawce. 
-Z czym do mnie przychodzisz? - zapytał w końcu
-Nie wiem od czego zacząć...
-Najlepiej od początku. 
Westchnęłaś cicho i zebrałaś się w sobie, żeby znowu przypomnieć sobie to piekło. 
-W liceum poznałam przemiłego chłopaka, szybko się zaprzyjaźniliśmy a potem, równie szybko zostaliśmy parą. Po skończeniu liceum ja poszłam na studia a on postanowił, że pójdzie do wojska. Bardzo nie chciałam żeby tam szedł, ale on sie uparł, że im prędzej to odbębni tym więcej czasu będzie miał czasu dla mnie. Utrzymywaliśmy stały kontakt listowy, telefoniczny a w wolnych okresach zawsze się spotykaliśmy. Po tych 2 latach wrócił do domu, byłam taka szczęśliwa, że w końcu jest przy mnie...jednak jemu spodobało się bycie żołnierzem i postanowił zaciągnąć się do kolejnego wojska, tym bardziej poważnego... - kątem oka spojrzałaś na lekarza, który słuchał cię zafascynowany.
-Był tak zdesperowany, że nie potrafiłam go powstrzymać...Wyjechał do Afganistanu... - zatrzymałaś się by wziąć głęboki oddech, teraz zaczynała się najgorsza część historii. -Pewnego dnia na uczelni dostałam telefon od jego dowódcy z informacją...że Seoho miał wypadek na służbie...że jest w ciężkim stanie i że będą go transportować do szpitala w Seulu. - westchnęłaś cicho -Kiedy pojechałam go zobaczyć był w stanie lepszym niż się spodziewałam, był przytomny i taki szczęśliwy kiedy mnie zobaczył... - do twoich oczu momentalnie podpłynęły łzy. -Ale nie miał ręki, musieli mu ją amputować. W ogóle się tym nie przejmował, śmiał się, że gapa z niego. Siedziałam z nim dzień w dzień, noc w noc, rozmawialiśmy, śmialiśmy się jak zawsze, myślałam, że zaraz wszystko wróci do normy i wrócimy razem do domu...Pewnej nocy, kiedy spałam z głową na jego łóźku i trzymałam go za rękę, obudziło mnie duże zamieszanie, okazało się wtedy, że jego serce nagle się zatrzymało. Próbowali go ratować...ale niestety się nie udało...
Skończyłaś swój ciężki monolog i pociągnęłaś mocno nosem.
-Kiedy to sie stało? - Jiyong spytał cichym i spokojnym głosem.
-Rok temu.
-Ile miał lat? 
-Wtedy 27.
Pokiwał tylko głową.
-Nie pogodziłaś się z tym, prawda? - poczułaś jego wzrok na siebie.
-Pogodziłabym się z tym, gdyby nie zginął na moich oczach. - pokręciłaś szybko głową i otarłaś łzy.
Lekarz przeciągnął się i westchnął cicho.
-Nie możesz obarczać się winą za to wszystko, może właśnie tak miało być? Musisz pomyśleć, że on teraz jest w lepszym miejscu, gdzie jest bezpieczny i nie grozi mu żaden atak na służbie. - objął cię ramieniem i przysunął do siebie bliżej. 
Westchnęłaś cicho. 
-Jest tam - pokazał palcem w niebo -I patrzy na ciebie. Na pewno nie chciałby widzieć cię w takim stanie. Zgaduje, że zamknęłaś się na wszystko i wszystkich?
-Tak, tylko on potrafił do mnie dotrzeć i ze mną rozmawiać. 
On miał racje, Seoho nienawidził kiedy płakałaś albo byłaś smutna. Uważał, że tak piękne oczy jak twoje nigdy nie powinny być mokre od łez smutku albo bólu. 
-Zamknij ten rozdział. Jego nie ma i nie będzie przy tobie, ale będzie tam i będzie cię obserwował i chronił, tak jak żołnierz. 
Pokiwałaś tylko głową.
-Podnieś głowę i idź pewnie przed siebie, na pewno poznasz kogoś, kto będzie działał na ciebie tak samo jak on, a może i lepiej. 
-Masz racje, tak zrobie. - pokiwałaś głową i powiedziałaś cicho. 
-Za tydzień organizuje impreze urodzinową, może wpadniesz? Poznasz tam kilku fajnych ludzi i zaczniesz z powrotem do nich wracać? 
-Z chęcią... - zaśmiałaś się cicho a on zaraz po tobie.
-No to jesteśmy umówieni. Na dzisiaj tyle, widzimy się za 2 dni, jasne?
-Tak jest, panie doktorze~ 

//
Ravi. 

środa, 4 maja 2016

Monsta X - Nawiedzony dom

Ty x Hyungwon

*UWAGA! : Jesteś w tym scenariuszu jako Hyungwon


 -Cienias! Cienias! - usłyszałem krzyki z ust przyjaciół
 -Mówiłem, że się nie zgodzi. - powiedział Jooheon -Cienias Won.
  Walnął mnie z pięści w ramię i poszedł na boisko razem z resztą naszej paczki. Czemu to akurat ja? Czemu ja muszę iść w nocy do tego strasznego domu na ulicy Staromiejskiej? Czemu to ja muszę sprawdzić czy legenda o duchu straszącym w tym domu jest prawdziwa? Czemu to nie może być Minhyuk albo Jooheon? Ja nie jestem aż taki odważny. Ja się boje własnego cienia, a co dopiero miałbym pójść w nocy zobaczyć ducha.
  Dalej stałem przed swoją szkolną szafką. Nie miałem teraz ochoty przebywać z chłopakami. Znowu by mnie zaczęli wyzywać od cieniasów i tym podobnych.
 -Hyungwon! - Dasom machnęła mi ręką przed twarzą. Ah.. Dasom, upierdliwa, natrętna i wszędzie za mną chodząca dziewczyna, która się we mnie zakochała. Nie za bardzo za mną przepadam, ale próbuje to przed nią ukryć -Wołam cię i wołam, a ty nic. Coś się stało?
 -Nie, nie, nic się nie stało. Zamyśliłem się po prostu.
 -No dobrze. Hyungwonnie~
 -Co chcesz?
 -Poszedłbyś ze mną do kina w piątek? - zapytała trochę ciszej
 -W ten piątek?
 -Tak, w ten piątek.
  Ten piątek. W ten dzień chłopaki dali mi zadanie sprawdzenia tego ducha. Z jednej strony jakbym poszedł z Dasom to nie musiałbym iść do strasznego domu, ale z drugiej strony Dasom jest za bardzo upierdliwa, a to jeszcze gorsze niż duch. Chyba jednak pójdę do tego strasznego domu.
 -No i? Poszedłbyś? - zapytała ponownie
 -Przepraszam cię Dasom, jestem zajęty w ten piątek.
 -Teraz to wymyśliłeś żeby tylko się wywinąć od pójścia ze mną do kina - założyła ręce na klatkę piersiową
 -Nie, no coś ty. Umówiłem się z chłopakami.
 -I co? Może razem będziecie jeszcze razem duchy wywoływać jak tak ciągle z nimi łazisz.
 -No prawie.
 -Jak nie chcesz mówić to nie. Łaski bez, ale pamiętaj, że już więcej cię na randkę nie zaproszę.
 -Dobrze. Będę pamiętał.
  Poszła sobie. Kłopot z głowy, tyle że tak nagle urodził się drugi. Mianowicie piątek i straszny dom. Czemu powiedziałem Dasom, że umówiłem się z chłaopakmi. Głupi Hyungwon, głupi. Albo... powiem chłopakom, że idę z Dasom,a Dasom będzie myślała, że będę z chłopakami, a tak na prawdę będę siedział we własnym pokoju i będę grał w LOL'a. No! I sprawa załatwiona.
  Poszedłem na boisko szkolne. Tak jak myślałem, moja paczka dalej tu siedzi. No i pięknie. Powiem im, że nie mogę iść do ducha w piątek.
 -Ciulu! - krzyknął Wonho w moją stronę. Znowu zaczynają wyzywać. -Chodź no tu!
  Podszedłem do nich najnormalniej w świcie, tak by nie wyczuli mojego małego kłamstewka.
 -Chłopaki... - zacząłem -Co do tego piątku to...
 -Słyszeliśmy, że się zgodziłeś iść do nawiedzonego domu - wtrącił Shownu
 -S-skąd wiecie? - a tu mnie zdziwili
 -Dasom przed chwilą tu była i nas skrzyczała, że idziesz razem z nami na duchy i zabieramy jej ciebie. - odpowiedział Kihyun -Zakochała się dziewczyna.
  Kurde! To nie tak miało być! Nikt nie mógł z nich się o tym dowiedzieć. Mieli być przekonani, że będę wtedy z Dasom.
 -Wolę iść z wami do tego domu niż być razem z nią na randce. - prychnąłem
 -No to super! - wrzasnął Jooheon -Piątek, godzina 21 pod starym domem na Staromiejskiej. Pamiętaj.
  Po jego słowach wyszedłem z terenu boiska. Poszedłem szybko do domu. W mieszkaniu przywitał mnie mój pies oraz starsza siostra z gorącym obiadem. Kocham ją za to. Obydwoje mieszkamy w Seulu, nasi rodzice i młodszy brat zostali w rodzinnym mieście.
  Szybko zjadłem posiłek, zamieniłem kilka słów z siostrą i poszedłem do swojego pokoju.
 -Na co ja się zgodziłem? - powiedziałem sam do siebie -Chłopaki ot tak chcą żebym tam wszedł? Przecież nie mają kluczy. Nie dostaną się... Chociaż, oni są zdolni do wszystkiego, nawet do wejścia bez kluczy.
  Kolejny dzień, czwartek, przesiedziałem w domu. Klasa szła do jakiegoś muzeum, na który ja się nie zapisałem. Mówi się trudno. Grałem sobie na komputerze i tak nagle nastal wieczór. Bez sensu. Przecież dopiero co włączyłem LOL'a, a tu już 19. Bardzo szybko ten czas mija.
  Mój telefon zawibrował mi na biurku. Oho! Jooheon.
   J: "Weź ze sobą jutro do szkoły latarkę"
   Ja: Ale po co do szkoły?"
   J: Jutro po lekcjach mamy jeszcze wykłady na uniwerku. Kończymy po 20."
   Ja: "No ok."
  Pograłem jeszcze chwilę i poszedłem spać około godziny 23. Następnego dnia poszedłem do szkoły. Oczywiście musiałem o czymś zapomnieć. Latarka, właśnie o niej zapomniałem. Cały dzień chłopaki nie dawali mi spokoju. Nie wiem czemu byli tacy natrętni. Przecież się zgodziłem pójść do tego nawiedzonego domu. To co oni jeszcze ode mnie chcą?
  Godzina: w pół do dziewiątej, za pół godziny mamy wszyscy iść na Staromiejską, a babka od wykładów nie chce nas wypuścić przed 21. No i pięknie. Im dłużej na wykładach tym mniej w nawiedzonym domu.
 -Proszę pani! - Minhyuk nagle podniósł rękę do góry
 -Tak? - kobieta mu odpowiedziała
 -Czy ja i moi koledzy moglibyśmy wyjść wcześniej? Jesteśmy umówieni na 21 z moimi rodzicami by pomóc im z dalszym prowadzeniem wesela u nich w hotelu.
 -No dobrze. Możecie iść.
 -Do widzenia! - wszyscy się pożegnaliśmy i wyszliśmy w wykładów
  Super. Ten to umie nagadać nauczycielom. Jak nie na wykładach to na normalnych lekcjach. Zawsze ma jakąś dobrą wymówkę. Jak on je wymyśla?
  Równo o 21 byliśmy pod starym domem. On jest ogromny. Spokojnie pomieściłby mnie, chłopaków i całe nasze rodziny. Ciekawe ile ludzi wcześniej tu mieszkało. Jest tylko jedna wada-wygląda gorzej niż ostatnio. Ogród zarośnięty starymi drzewami, gęstą trawą i różnymi dzikimi kwiatami, okna i drzwi zabite deskami, tynk w niektórych miejscach się sypie. I ja mam do tego wejść? W sumie jakbym wszedł to może jakieś kosztowności bym znalazł. Nikt wcześniej nie raczył tu zaglądać, nawet złomiarz, a wszystko ze względu na tego ducha.
 -No i co? Wchodzisz czy nie? - zapytał Shownu
 -No wejdę, ale...
 -Nie ma żadnego ale! - krzyknął I.M robiąc coś przy bramie
 -Nie wziąłem latarki. - mruknąłem
 -No to musisz sobie jakoś poradzić bez niej. - Changhyun odsunął się od krat -Nie da się tego otworzyć. Musisz przejść górą.
  No to wchodzę. Bez latarki. Chwilę o czym ja myślę, przecież mam latarkę w telefonie. Nie jest tak źle. Wonho kucnął przed bramą i podsadził mnie tak, że przez nią przeskoczyłem. Jestem pierwszy, pierwszy człowiek, który znalazł się na tej posesji od chyba stu lat. Spokojnie przeszedłem przez ogród i wszedłem na drewniany ganek. Deski pod moim ciężarem skrzypiały co dawało taki efekt jakbym zaraz miał się zapaść. Na szczęście bez żadnego spadania podszedłem do drzwi wejściowych. Złapałem za klamkę, a ona odpadła. Fajne zabezpieczenia. Od razu wślizgnąłem się do środka. A to dziwne, posiadłość wewnątrz była przepiękna. Nie to co na zewnątrz. Może i wszędzie był kurz i masa pajęczyn, ale wszystkie meble, ściany, podłogi, dekoracje były we wspaniałym stanie, tak jakby ktoś ciągle tu przebywał i o wszystko dbał. Oczywiście nie sprzątając przy tym.
  Przeszedłem przez korytarz. Za oknami robiło się coraz ciemniej. Na końcu korytarza znajdowały się ogromne, drewniane drzwi. Otworzyłem je i włączyłem latarkę w telefonie. W pomieszczeniu było ciemniej niż wcześniej. Coś tu jest nie tak. Rozejrzałem się dookoła. Chyba trafiłem do jakiejś starej biblioteki domowej. Na każdej ścianie znajdował się regał z księgami, wszystkie okna były zasłonięte, wszędzie postawione były posągi. Po co komuś w domu posągi? Przecież one nawet ładne nie są. Stoją i się na ciebie patrzą takim dziwnym, zimnym wzrokiem.
 -Coś się stanie jak wsadzę takiemu palec do nosa? - zapytałem sam siebie uśmiechając się pod nosem
  Podszedłem do jednego popiersia. Stał pomiędzy dwoma regałami z encyklopediami o medycynie. Kolejne pytanie. Po co komu tyle książek o medycynie? Mi by dwie wystarczyły. Wyciągnąłem rękę w stronę popiersia. Nie minęła sekunda a mój palec był w nosie posągu.
 -Zawsze chciałem to zrobić - zacząłem się śmiać
  Nagle porcelanowa głowa popiersia lekko się odchyliła. Moim oczom ukazał mały, brązowy przełącznik.
 -To chyba jakieś żarty. Normalnie nie można sobie podłubać w nosie, bo za chwilę coś się dzieje.
  Wyjąłem palca z nosa popiersia.
 -Przełączyć czy nie przełączyć? Oto jest pytanie. - zastanowiłem się chwilę -Jasne, że przełączyć.
  Przesunąłem przełącznik w moją stronę. No i co? Nic się nie dzieje? Powinno być tak jak na filmach, przełączasz i regał z książkami się nagle odsuwa ukazując tajne przejścia. A tymczasem nic się nie dzieje. Usiadłem na fotelu przed wielkim biurkiem. Sprawdzianem godzinę. Jest 22:14. Już tak późno? Przecież dopiero co tutaj wszedłem. To porozglądam się po innych pokojach jak tu nic się nie dzieje. Wstałem z fotela i ruszyłem w stronę drzwi, którymi tutaj się dostałem.
 -Stój - coś krzyknęło stłumionym głosem
  Po moim ciele przeszedł dreszcz. Kto to powiedział? Ten duch? Odwróciłem się i rozejrzałem się po całym pokoju. Wszystko było tak jak wcześniej. Wróciłem do podążania w stronę drzwi. Złapałem za klamkę. Zamknięte. Jak to? Nie były zamknięte.
 -Nigdzie stąd nie wyjdziesz. - znów ten głos -Nie po tym co zrobiłeś.
  Ja coś zrobiłem? Wsadziłem tylko palca do popiersia i nic więcej. Chwilkę...PRZEŁĄCZNIK! To on pewno zamknął drzwi. Wróciłem do niego i próbowałem przełączyć. Nawet nie drgnął. I co ja teraz zrobię? Nie ma stąd innego wyjścia.
 -Hyungwon~ - ten głos, skąd on zna moje imię?
  Okej. To jest dziwne. Jakiś głos gada do mnie żebym nigdzie nie wychodził i jeszcze zna moje imię. Zaczynam się bać. Poszedłem znowu w stronę drzwi. Może uda mi się je rozwalić. Kogo ja oszukuje. I tak by mi się nie udało. Jestem cieniasem, tak jak mówią inni. Wróciłem się w stronę drzwi. Jednak spróbuję coś z nimi zrobić. Po drodze coś podłożyło mi nogę i upadłem. Noga? Przecież tu nikogo nie ma.
 -Ktoś tu jest?! - wykrzyknąłem wstając z podłogi -Halo!
 -Wszedłeś na moje terytorium. - odezwał się damski głos -Nikt nie ma prawa tu wchodzić.
  Nagle zza ściany wyłonił się duch. Wystraszyłem się i ponownie upadłem na podłogę. Co tu się dzieje? Duch? To on podłożył mi nogę? Ale... Chwilkę. Ona, ten duch wygląda bardzo znajomo...
 -Wy jesteście porypani! - wykrzyczałem
  Do pokoju weszli chłopcy. Tak myślałem, że to ich sprawka. A ta dziewczyna... Czy ona nie chodzi ze mną przypadkiem do klasy? Wszyscy się ze mnie śmiali. I co tu jest takiego śmiesznego? Ja, który boi się prawie wszystkiego teraz też się wystraszył. I to jest takie śmieszne?
 -Fajną miałeś minę. - powiedział Jooheon przez śmiech
 -Możecie się nie śmiać. - wstałem w końcu z podłogi -I co z tego, że boje się kilku rzeczy. Chociaż przyjąłem wyzwanie i wszedłem tu mimo strachu.
  Przestali się śmiać. Ale dalej zastanawia mnie kim jest ta dziewczyna.
 -Kto to? - spytałem Minhyuka
 -To ____. Wiesz chodzi z nami do klasy od dwóch lat. - odpowiedział
  To ____?! Dziewczyna, która zawsze mi się podobała. Nie poznałem jej. Chuje z tych moich kolegów. Wiedzą, że ona mi się podoba i specjalnie ją tu przyprowadzili żeby zobaczyła jaki ze mnie boi dudek.
 -Dlaczego udawałaś ducha? - zapytałem jej
 -Poprosili mnie. Miałam cię wystraszyć, ale nie miałam za dużo siły na to. Nie umiałabym ci tego zrobić.
  Podeszła do mnie i mnie przytuliła. Czekałem na to od tych dwóch lat.
 -Nie ważne czego się boisz. Ważne, że próbujesz przezwyciężyć strach nawet przez takie głupie wyzwania i potrafisz wejść do takiego domu jak ten sam pomimo lęku.
  Teraz strach już mną nie przemawiał. Teraz liczyło się to, że ____ w końcu się do mnie odezwała a co najlepsze przytuliła się. To mi wystarczy.

~~*~~*~~
Bomi

Nie wiem co to tak naprawdę. Był pomysł i jak zwykle wyszło trochę inaczej niż bym chciała. Trochę dziwnie mi się pisało w rodzaju męskim, ale jak trzeba to trzeba XD czytajcie, komentujcie no i czekajcie na nowe scenariusze~

poniedziałek, 2 maja 2016

SEVENTEEN - Papierowe zwierzątka

ty i Vernon (Hansol) z Seventeen 

Ktoś po raz kolejny podczas tej lekcji pociągnął cię z tyłu za warkocz. Odwróciłaś się dyskretnie, przerzucając jednocześnie włosy przez ramie, żeby uniknąć dalszego zaczepiania.
Za tobą siedział Vernon, chłopak który od niedawna chodził z tobą do klasy, bo przeniósł się z jakieś innej szkoły. Lubiłaś go, ale jego zaczepki na dłuższą metę bywały męczące.
Tym razem z poważną miną wręczył ci małego papierowego króliczka. Przewróciłaś oczami, ale zaraz potem posadziłaś go obok swojego piórnika, został tam aż do końca lekcji.
Bałaś się, że pewnego dnia polubisz Vernona bardziej niż tego chciałaś. Wahałaś się z nim przyjaźnić, każde inne uczucie za bardzo by wszystko skomplikowało, a mimo to momentami zdawało cię, że tracisz kontrolę.
Do domu wracałaś sama. Nie przeszkadzało ci to za bardzo, taką już miałaś naturę. Poza tym i tak jechałaś w zupełnie innym kierunki niż reszta klasy. Lekko kropił deszcz, ale mimo to miałaś wyjątkowo dobry humor. Po drodze postanowiłaś zajrzeć jeszcze do pobliskiego parku. Zaczynała się wiosna, wszystko rozkwitało, a ty lubiłaś podziwiać te wszystkie drobne, mniej lub bardziej okazałe kwiatki. To cię dodatkowo uspokajało.
Po powrocie do domu ustawiłaś papierowego króliczka od Vernona tuż obok łabędzia, kwiatka i malutkiej sowy, które dał ci wcześniej. Twoich rodziców nie było, więc zabrałaś za szykowanie obiadu dla siebie.
Matka wróciła późnym popołudniem, narzekając od progu. Najpierw była zła na cały świat, dopiero potem skupiła się na twojej osobie. Robiła ci zarzuty o wszystko, że za mało się uczysz, że jesteś leniwa, że masz taki a nie inny charakter… Wiedziałaś, że nawet połowa tego, co mówi nie jest prawdą, ale mimo to nie potrafiłaś słuchać jej słów obojętnie.
-Jak tak dalej pójdzie to skończysz na śmietniku!
Ah tak, przyszedł czas na jeden z mocniejszych argumentów…
-Nie rozumiem po kim ty jesteś taka głupia!
Co z tego, że byłaś jedną z najlepszych uczennic w klasie…
-Przecież ty całymi dniami nic nie robisz!
A po nocach siedziałaś dla przyjemności…
-Dlaczego to właśnie mnie trafiła się taka córka!?
Nie wytrzymałaś. Byłaś wściekła, z tej wściekłości po twojej twarzy popłynęły ogromne łzy. Zerwałaś się na równe nogi.
-A kiedy ostatnio normalnie ze mną porozmawiałaś? – zawołałaś –Nie sądzisz, że to podstawa jeśli chcesz znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania? Ale tym razem to ja nie mam ochoty cię widzieć! Wychodzę, jesteś zadowolona?!
Zerwałaś z wieszaka płaszcz i wybiegłaś z mieszkania trzaskając drzwiami. Deszcz już nie padał, ale za to  w powietrzu unosiła się mgła. Było zupełnie ciemno, ale ty i tak szłaś przed siebie. Przestałaś płakać, ale nadal byłaś wzburzona. Zupełnie nie zwracałaś uwagi na to, co działo się dookoła ciebie.
Dotarłaś do niewielkiego skrzyżowania ulic, ale nawet się nie zatrzymałaś. I tak prawie nic tędy nie jeździło.
-_____!!!! – usłyszałaś krzyk po drugiej stronie ulicy. Jeszcze nikt nigdy nie wołał cię z taką desperacją i przerażeniem.
Zwolniłaś na moment, rozglądając się zaskoczona. Dokładnie w tym samym momencie poł metra przed tobą przemknął z piskiem opon i wyciem klaksony rozpędzony samochód. Twoje serce na chwilę się zatrzymało po czym zaczęło walić jak szalone. W uszach słyszałaś jego dudnienie i szum krwi.
Ktoś ‘ściągnął’ cię z pasów, dopiero już stojąc na chodniku zorientowałaś się kto to. Przed tobą stał sam Vernon, wciąż przyglądając ci się z mieszanką strachu i…złości?
-CO TY WYPRAWIASZ?! ŻYCIE CI NIE MIŁE?! – powiedział z wyrzutami. – Całe życie mi mignęło przed oczami!
Z twojego gardła wydobył się jakiś bliżej nieokreślony dźwięk przypominający szloch.
-Wszystko w porządku? – zaniepokoił się chłopak. –Może lepiej odprowadzę cię to domu.
-Nie chce! To znaczy…nie mogę tam wrócić. – zareagowałaś gwałtownie
-Okeeej…To w takim razie może chyba pójdziemy do mnie, przecież nie zostawię cię w takim stanie na ulicy. – Hansol nadal dziwnie ci się przyglądał.
Zreflektowałaś się. Pewnie faktycznie wyglądałaś fatalnie, zaryczana i rozmazana, a do tego jeszcze przerażona. Szybko otarłaś policzki wierzchem dłoni i zebrałaś się w sobie.
Chłopak mieszkał niedaleko, a przez całą drogę nie odzywaliście się do siebie ani słowem. Weszliście po schodach na czwarte piętro, a następnie Hansol wpuścił cię do maleńkiego mieszkanka składającego się z jednego pokoju z indeksem kuchennym, łazienki i przedpokoju.
-Rozgość się, a ja zrobie dla nas coś ciepłego – zaproponował
Nie miałaś pojęcia co ze sobą zrobić na tak małej przestrzeni, więc po odwieszeniu płaszcza usiadłaś na podłodze obok pościelonego łóżka i obserwowałaś jak chłopak krząta się po improwizowanej kuchni.
Parę minut później Vernon  dosiadł się do ciebie, wręczając ci kubek pełny parującej zielonej herbaty.
-Moja mama zawsze taką robiła kiedy widziała, że coś jest nie tak – wyjaśnił szybko –Nie mam prawa o nic pytać, ale gdybyś chciała powiedzieć co się stało to chętnie cie wysłucham… - powiedział nieco niezręcznie.
Obtuliłaś kubek dłońmi, chłonąc przyjemne ciepło wydzielane przez napój. Czułaś się dziwnie bezpiecznie w tym malutkim mieszkaniu u chłopaka, którego ledwo znałaś.
-Nic takiego, właściwie powinnam się już do tego dawno przyzwyczaić – wzruszyłaś ramionami. – W sumie to chciałabym cię o coś prosić… - Hansol spojrzał na ciebie pytająco. – Mogłabym tu u ciebie dzisiaj przenocować? Nie będę robić kłopotu, mogę spać nawet na podłodze.
Chłopak zrobil zaskoczoną minę i zamrugał kilka razy.
-Ale będą się o ciebie martwić w domu…
- Nie sadzę – odpowiedziałaś gorzko.
-A to nie będzie trochę…dziwne? No bo jesteś dziewczyną i… - zmieszał się.
-Myślałam, że się przyjaźnimy – spojrzałaś na niego już spokojnie.
-Przygotuję ci czystą pościel – westchnął tylko
Pół godziny później na podłodze było już przygotowane coś na kształt dodatkowego posłania dla Vernona. Zaczynało już robić się późno kiedy w końcu zdecydowaliście się zgasić światło. Przez jakiś czas leżeliście wpatrując się w ciemność.
-Głupio mi, że wygoniłam cię z twojego własnego łóżka, idę do ciebie. – poinformowałaś nagle. Zabrałaś ze sobą kołdrę i poduszkę i położyłaś się na podłodze w bezpiecznej odległości od chłopaka.
Nie doczekałaś się reakcji.
-Śpisz?
-Myślę.
-O czym?
-Nie wiem….____?
-Co?
-Wiesz, że gdybyś kiedykolwiek chciała pogadać, to zawsze możesz do mnie przyjść? – najwyraźniej w ciemności chłopak był nieco bardziej odważniejszy.
-Będę pamiętać – potwierdziłaś.
Niedługo potem twoje powieki zaczęły się robić coraz cięższe i zasnęłaś. Kiedy się znowu obudziłaś wciąż było ciemno więc najwidoczniej spałaś nie dłużej niż dwie – trzy godziny. Mimo to Hansol nadal wpatrywał się w sufit, widziałaś jego profil w słabym świetle latarni ulicznej sączącym się przez zasłony. Kiedy skierował wzrok na ciebie, błyskawicznie zamknęłaś oczy.
-Tak uroczo wyglądasz kiedy śpisz…. – odezwał się szeptem. – I co ja mam teraz zrobić?
Nawet nie otwierając oczy znalazłaś jego leżącą na pościeli dłoń i delikatnie zacisnęłaś na niej palce.

//
wstawia Ravi.
Dziękujemy naszej kochanej Eunsol za pomoc! Zapraszamy do odwiedzenia jej bloga!

niedziela, 1 maja 2016

DAY6 - Dwie strony miłości.

ty i Younghyun z DAY6

Momentalnie zrobiło się widno. To już ranek? 
Podniosłaś się do siadu i spojrzałaś przez okno- panowała gęsta mgła, następnie na zegarek- 6:02.
-Cholera - mruknęłaś cicho by nie obudzić osoby śpiącej obok.
Znowu nie spałaś całą noc, świetnie. Zdecydowanie nie powinnaś myśleć bo to czasami nie daje ci normalnie iść spać. Opadłaś na poduszki i po raz kolejny spojrzałaś na śpiącą obok ciebie sylwetkę. Westchnęłaś cicho i odgarnęłaś chłopakowi kosmyk włosów za ucho. 
Younghyun zaskoczył cie praktycznie w środku nocy. Stał w twoich drzwiach pijany i cały zapłakany, nie mogłaś mu odmówić, w końcu przyjacielowi się nie odmawia. Miał złamane serce. 
Trudno go było uspokoić, ale kiedy już udało ci się to zrobić dzielnie czekałaś aż zaśnie, trzymając go mocno w ramionach i gładząc po plecach. 
Westchnęłaś po raz kolejny. 
Za chwile do domu miał wrócić twój chłopak, Sihyoung, miał wrócić z nocnej zmiany w policji. Bałaś się jak zareaguje widząc Hyuna w waszym wspólnym mieszkaniu a tym bardziej w waszym wspólnym łóżku. 
Nie mogłaś tak długo leżeć. Po cichu wstałaś i poszłaś do łazienki. Ochlapałaś twarz wodą a potem usiadłaś na toalecie. 
Musiałaś się poważnie zastanowić co masz dalej zrobić ze sobą. 
To co powiedział ci wczoraj Younghyun zwaliło cię z nóg. Wyznał ci miłość. 
Wyznał ci, że kochał cię od zawsze i tak strasznie zabolało go kiedy zaczęłaś spotykać się z Sihyoungiem. Krzyczał, że nie pozwoli ci już być nigdy samej i nie pozwoli ci cierpieć przez niego. Proponował ci nawet ucieczkę na drugi koniec świata, tylko po to, żeby być razem.
Kochałaś Sihyounga i nie wyobrażałaś sobie życia bez niego, ale od jakiegoś czasu w waszym związku się nie układało co sprytnie wykorzystywał Younghyun. 
Od kiedy Sihi dostał posadę w policji mało czasu spędzał w domu, ciągle jakieś patrole, interwencje, śledztwa, konferencje, szkolenia itp, z czasem coraz bardziej się od ciebie odsuwał i był bardziej oschły. Praca i kariera - tylko to ostatnio sie dla niego liczyło, nie wiedziałaś, że z kochanego i czułego chłopaka w tak szybkim tempie zamieni się w faceta bez uczuć. Czułaś się często samotna, właśnie wtedy sięgałaś po telefon i dzwoniłaś do Hyuna. Mogłaś się z nim pośmiać, powygłupiać, pospacerować w środku nocy. Dzielnie znosił twój płacz, i z rozpaczy i z bólu. Był na każde twoje zawołanie. 
W szybkim tempie Younghyun zamienił się w najważniejszego mężczyne w twoim życiu, był twoim przyjacielem od czasu dzieciństwa, ufałaś mu bezgranicznie i zawsze mogłaś na niego liczyć. No właśnie, nie to co na swojego chłopaka. 
Zakryłaś twarz dłońmi i przygryzłaś wargę. 


Usłyszałaś ciche pukanie do drzwi. 
-____? Jesteś tam? - usłyszałaś zachrypnięty głos Younghyuna. 
-Tak, wejdź - otarłaś szybko łzy z policzków i wzięłaś kilka głębokich oddechów. 
Drzwi sie otworzyły a do pomieszczenia wszedł on. 
-Co tak tutaj siedzisz?
Wyglądał na mocno skacowanego i równie mocno zaspanego. 
-Tutaj lepiej mi sie myśli - wytłumaczyłaś mu szybko i pociągnęłaś cicho nosem.
-Jak wszystkim - zaśmiał się cicho -Ale zaraz....
Uklęknął na przeciwko ciebie trzymając się twoich kolan by nie upaść do tyłu. 
-Płakałaś? - złapał twój podbródek i zmusił cię do spojrzenia na siebie. - Co sie dzieje?
-Nie płakałam i nic sie nie dzieje.
-Nie kłam.
-Nie kłamie! - mruknęłaś
Chłopak wydał z siebie tylko ciche westchnięcie. 
-Nadal nie nauczyłaś się kłamać młoda damo - za każdym razem ci to mówił. -No szybko, mów mi co sie dzieje. 
Teraz już nie było ucieczki, westchnęłaś ciężko by nadać sobie odwagi. 
-Ja nie wiem co mam zrobić Younghyun...jego znowu nie ma, czuje się taka samotna...
-Wiedziałem - mruknął -Mówiłem ci już coś wczoraj na ten temat.
Czyli on świadomy tego wszystkiego co mówił wczoraj. Wstrzymałaś oddech a twoje serce zaczęło bić 30 razy szybciej. 
-____, ucieknijmy stąd jak najdalej nawet zaraz - złapał twoje nadgarstki mocno. 
-Nie mogę, Younghyun, ja go kocham! - broniłaś się ale te słowa nie były prawdą.
-Może ty go kochasz, ale po nim nie widać żeby żywił do ciebie jakiekolwiek uczucie. 
Kręciłaś przecząco głową, ale on miał racje. 
-Spójrz na mnie.
Nadal kręciłaś głową.
-Spójrz na mnie powiedziałem! - warknął w końcu
Spojrzałaś w końcu na niego. 
-Chce żebyś była szczęśliwa, chce dać ci wszystko co najlepsze, chce znowu widzieć na twojej twarzy ten piękny uśmiech i słyszeć ten twój cudowny śmiech. Od zawsze chciałem to zrobić, maluchu. Pogódź się z myślą, że on tylko trzyma cie tu ze względu na to, że ma posprzątane, wyprane i wyprasowane. Ale ja cie kocham, słyszysz to? Kocham cię! 
Po twoich policzkach znowu spłynęły łzy, zagryzłaś wargę i rzuciłaś się mu na szyje. Wybuchnęłaś płaczem.
-Pakuj się, nie mamy tutaj czego szukać. 
Odsunęłaś się i pokiwałaś głową. On jednym ruchem starł łzy z twoich policzków i złożył krótki pocałunek na twoim czole. 
Chciałaś znowu być szczęśliwa i czułaś, że on może ci w tym pomóc. Czym prędzej spakowałaś swoją walizkę i wyszłaś. Miałaś nadzieje, że zakończyłaś ten przykry okres w swoim życiu. 

//
Ravi. 




C-CLOWN - 36 piętro


ty i Rome z C-Clown

Kilka dni wolnego, piękna pogoda, czyste wody Zatoki Perskiej, pyszne jedzenie, zapierające dech w piersiach krajobrazy, niepowtarzalny klimat, przemili ludzie, chwila wytchnienia i on. 
Tak właśnie spędzałaś tydzień wolnego w szkole. Spontaniczny wypad do Dubaju, który zafundował ci twój chłopak - Barom. Od zawsze był nieobliczalny i miał szalone pomysły, ale teraz już przesadził. 
Nie raz mówiłaś mu, że jesteś w stanie opłacić swój pobyt tam, nie raz prosiłaś go, żeby każdy zapłacił za siebie lecz na marne. 
Tak wylądowałaś na 36 piętrze prawdopodobnie najlepszego i najbardziej luksusowego hotelu w okolicy  Burj Al Arab. Budynek hotelu stoi na sztucznej wyspie położonej 280 m od plaży. Kształtem przypomina żagiel, ma 321 metrów wysokości. 
Pokój był przeszklony, piętrowy, z cudownym widokiem na miasto. Mieliście wielkie małżeńskie łoże, bo tego nie można było nazwać po prostu łóżkiem, z wyjątkowo miękką i aksamitną pościelą. Na dodatek nad łóżkiem, na suficie, wisiało ogromne lustro.
Wszystko to sprawiało, że czułaś się jak w jakimś śnie. 

Obudziły cię promienie słoneczne padające na twoją twarz, zamruczałaś cicho, przeciągnęłaś się i niechętnie otworzyłaś oczy. Przyzwyczaiłaś się do jasności panującej w pokoju i spojrzałaś na swojego mężczyznę. Spał jak zabity, wtulając się w kołdrę, jego włosy były potargane a on sam cicho pochrapywał. Zaśmiałaś się cicho i ucałowałaś go w jego nagie ramie.
Po cichu wymknęłaś się z łóżka, zeszłaś na dół do kuchni i nalałaś sobie do szklanki zimnego soku pomarańczowego.
Na swoje ciało, na którym miałaś tylko bieliznę zarzuciłaś jego koszulę, którą miał wczoraj na sobie. Wzięłaś do ręki szklankę z zimnym napojem i postanowiłaś wyjść na balkon.
Mieliście tam huśtawkę. Od razu na niej usiadłaś i zwilżyłaś swoje gardło pysznym sokiem. Zamknęłaś oczy i wzięłaś głęboki wdech świeżego, morskiego powietrza.
Żadne słowa w tym momencie nie były w stanie opisać jak bardzo go kochałaś. Byłaś mu wdzięczna za wszystko. Zrobił tyle dobrego dla ciebie i na dodatek nic nie chciał w zamian. A nie, chciał tylko, żebyś zawsze była przy nim.
To był anioł.

Upiłaś jeszcze kilka łyków soku, gdy usłyszałaś jak otwierają się drzwi balkonowe. Otworzyłaś oczy i zobaczyłaś zaspanego Christiana. Uśmiechnęłaś się i odłożyłaś szklankę na stolik.
-Dzień dobry kochanie - powiedziałaś delikatnym głosem.
On nic nie odpowiedział tylko usiadł obok ciebie i wtulił się w twoje ramie. Pogładziłaś go po głowie. -Jak się spało? - spytałaś go mówiąc równie delikatnym głosem.
-Świetnie, tylko dlaczego mi tak szybko uciekłaś... - mruknął swoim niskim zaspanym głosem.
Oh boże, uwielbiałaś to.
-Musiałam się napić - wyjaśniłaś szybko.
-Napiłaś się już?
-Tak.
-To daj mi trochę - wyprostował się a ty zaraz podałaś mu szklankę, którą jeszcze niedawno odkładałaś na szklany stolik. Szybko ją opróżnił i znów się do ciebie przytulić.
-Yah~ Nie śpij już, szkoda takiego dnia~ - zaśmiałaś się cicho nadał gładząc do po głowie.
-Jeszcze chwilkę~
-To nie śpij tutaj tylko idź do łóżka.
-Nie chce iść sam - otarł nos o twoją rękę. -Pójdź ze mną!
Wstał, złapał cię za rękę i na siłę prowadził do łóżka. Chwile potem już leżał pod miękką pościelą. Usiadłaś na brzegu łóżka po jego stronie i ucałowałaś delikatnie jego policzek.
-Mógłbym się budzić z tobą w takiej scenerii codziennie. - westchnął cicho
-Ja również, to istny raj na ziemi.
Zaśmiał się cicho, objął cię ramieniem i przyciągnął do siebie.
-Y-yah, dusisz mnie! - śmiałaś się głośno układając się wygodnie obok niego.
Wtuliłaś się w jego umięśnione i ciepłe ciało.
-Pogniotę ci koszulę...
-Trudno.
Nastała cisza, słyszałaś tylko jak spokojnie oddychał.
-Mówiłem ci już, jak pięknie wyglądasz w moich ubraniach? - spytał w końcu nagle
-I to milion razy.
Zaśmialiście się oboje.
-Mówiłam ci już jak bardzo cię kocham? - teraz to ty zadałaś pytanie.
-Powtarzasz to codziennie po milion razy.
-I będę powtarzała~
Odwrócił głowę i ucałował twoje usta.
-To jakie mamy plany na dziś?
-Hmm...może plaża? - mruknął cicho patrząc na ciebie
-Jestem za!
I takie wakacje uwielbiałaś najbardziej....

//
Ravi.