ty i GD z Big Bang
Siedziałaś na jednym z krzeseł w dużym, długim korytarzu i nerwowo międliłaś w rękach swoją zwiewną spódniczkę. Ściany były pomalowane na ciepły pomarańczowy kolor, w oknach widniały kwiaty i przyzwoite zasłonki. Byłaś z jednej strony zachwycona tym miejscem, bo nigdy nie pomyślałaś, że poradnia psychologiczna może wyglądać tak ładnie...ale z drugiej strony nadal w głębi duszy się denerwowałaś.
Miałaś wątpliwości czy dobrze zrobiłaś przychodząc tu by porozmawiać o tym co cie dręczy. Zawsze miałaś problem z rozmowami z ludźmi, jesteś zamknięta w sobie, nieśmiała co jeszcze bardziej utrudnia sprawę. Nawet z rodzicami nie potrafiłaś rozmawiać a co dopiero powiedzieć, co ci leży na sercu a teraz nagle musiałaś się otworzyć przed obcą osobą? Na dodatek psychologiem.
Z drugiej strony byłaś już tym wszystkim zmęczona. Po nocach budziły cię koszmary, nawet najdrobniejsza rzecz przypominała ci o tym co przeżyłaś. Zamknęłaś się w sobie jeszcze bardziej, całe dnie spędzałaś sama w domu przez co wszyscy się od ciebie odwrócili. Na szczęście miałaś jeszcze kotka, który uwielbiał dotrzymywać ci towarzystwa. Miałaś nadzieje, że ten obcy człowiek wyciągnie cię z tego dołka bo to zaszło zdecydowanie za daleko.
Czekając na swojego lekarza spojrzałaś za okno i zamyśliłaś się chwilę, przypominając sobie stare dobre czasy, kiedy jeszcze nie zdziczałaś.
Z przemyśleń wyrwał cię czyiś głos.
-Panna Han? - usłyszałaś swoje nazwisko i aż podskoczyłaś.
Spojrzałaś w stronę z której dochodził głos.
-T-tak - zawahałaś się
-Byliśmy na dzisiaj umówieni, prawda? - czyli to twój lekarz
Pokiwałaś tylko głową a nieznajomy się uśmiechnął. Wstałaś.
-Jestem Kwon Jiyong i będę twoim 'lekarzem prowadzącym' o ile tak to można nazwać - zaśmiał się cicho a ty zrobiłaś to samo.
-Han Hyojin.
-Możemy sobie mówić na ty?
-Oczywiście.
Uścisnęliście sobie ręce.
-Chodźmy do ogrodu, tam będzie nam sie lepiej rozmawiało.
Od razu poszłaś za nim, byłaś ciekawa gdzie cie zaprowadzi. W między czasie postanowiłaś się mu dokładniej przyjrzeć. Był średniego wzrostu, miał ciemne włosy, tatuaże i chyba jako jedyny tutaj nie nosił białego fartucha.
Wyszliście na zewnątrz i usiedliście obok siebie na pobliskiej huśtawce.
-Z czym do mnie przychodzisz? - zapytał w końcu
-Nie wiem od czego zacząć...
-Najlepiej od początku.
Westchnęłaś cicho i zebrałaś się w sobie, żeby znowu przypomnieć sobie to piekło.
-W liceum poznałam przemiłego chłopaka, szybko się zaprzyjaźniliśmy a potem, równie szybko zostaliśmy parą. Po skończeniu liceum ja poszłam na studia a on postanowił, że pójdzie do wojska. Bardzo nie chciałam żeby tam szedł, ale on sie uparł, że im prędzej to odbębni tym więcej czasu będzie miał czasu dla mnie. Utrzymywaliśmy stały kontakt listowy, telefoniczny a w wolnych okresach zawsze się spotykaliśmy. Po tych 2 latach wrócił do domu, byłam taka szczęśliwa, że w końcu jest przy mnie...jednak jemu spodobało się bycie żołnierzem i postanowił zaciągnąć się do kolejnego wojska, tym bardziej poważnego... - kątem oka spojrzałaś na lekarza, który słuchał cię zafascynowany.
-Był tak zdesperowany, że nie potrafiłam go powstrzymać...Wyjechał do Afganistanu... - zatrzymałaś się by wziąć głęboki oddech, teraz zaczynała się najgorsza część historii. -Pewnego dnia na uczelni dostałam telefon od jego dowódcy z informacją...że Seoho miał wypadek na służbie...że jest w ciężkim stanie i że będą go transportować do szpitala w Seulu. - westchnęłaś cicho -Kiedy pojechałam go zobaczyć był w stanie lepszym niż się spodziewałam, był przytomny i taki szczęśliwy kiedy mnie zobaczył... - do twoich oczu momentalnie podpłynęły łzy. -Ale nie miał ręki, musieli mu ją amputować. W ogóle się tym nie przejmował, śmiał się, że gapa z niego. Siedziałam z nim dzień w dzień, noc w noc, rozmawialiśmy, śmialiśmy się jak zawsze, myślałam, że zaraz wszystko wróci do normy i wrócimy razem do domu...Pewnej nocy, kiedy spałam z głową na jego łóźku i trzymałam go za rękę, obudziło mnie duże zamieszanie, okazało się wtedy, że jego serce nagle się zatrzymało. Próbowali go ratować...ale niestety się nie udało...
Skończyłaś swój ciężki monolog i pociągnęłaś mocno nosem.
-Kiedy to sie stało? - Jiyong spytał cichym i spokojnym głosem.
-Rok temu.
-Ile miał lat?
-Wtedy 27.
Pokiwał tylko głową.
-Nie pogodziłaś się z tym, prawda? - poczułaś jego wzrok na siebie.
-Pogodziłabym się z tym, gdyby nie zginął na moich oczach. - pokręciłaś szybko głową i otarłaś łzy.
Lekarz przeciągnął się i westchnął cicho.
-Nie możesz obarczać się winą za to wszystko, może właśnie tak miało być? Musisz pomyśleć, że on teraz jest w lepszym miejscu, gdzie jest bezpieczny i nie grozi mu żaden atak na służbie. - objął cię ramieniem i przysunął do siebie bliżej.
Westchnęłaś cicho.
-Jest tam - pokazał palcem w niebo -I patrzy na ciebie. Na pewno nie chciałby widzieć cię w takim stanie. Zgaduje, że zamknęłaś się na wszystko i wszystkich?
-Tak, tylko on potrafił do mnie dotrzeć i ze mną rozmawiać.
On miał racje, Seoho nienawidził kiedy płakałaś albo byłaś smutna. Uważał, że tak piękne oczy jak twoje nigdy nie powinny być mokre od łez smutku albo bólu.
-Zamknij ten rozdział. Jego nie ma i nie będzie przy tobie, ale będzie tam i będzie cię obserwował i chronił, tak jak żołnierz.
Pokiwałaś tylko głową.
-Podnieś głowę i idź pewnie przed siebie, na pewno poznasz kogoś, kto będzie działał na ciebie tak samo jak on, a może i lepiej.
-Masz racje, tak zrobie. - pokiwałaś głową i powiedziałaś cicho.
-Za tydzień organizuje impreze urodzinową, może wpadniesz? Poznasz tam kilku fajnych ludzi i zaczniesz z powrotem do nich wracać?
-Z chęcią... - zaśmiałaś się cicho a on zaraz po tobie.
-No to jesteśmy umówieni. Na dzisiaj tyle, widzimy się za 2 dni, jasne?
-Tak jest, panie doktorze~
//
Ravi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz