Ty x Hyungwon
*UWAGA! : Jesteś w tym scenariuszu jako Hyungwon
-Cienias! Cienias! - usłyszałem krzyki z ust przyjaciół
-Mówiłem, że się nie zgodzi. - powiedział Jooheon -Cienias Won.
Walnął mnie z pięści w ramię i poszedł na boisko razem z resztą naszej paczki. Czemu to akurat ja? Czemu ja muszę iść w nocy do tego strasznego domu na ulicy Staromiejskiej? Czemu to ja muszę sprawdzić czy legenda o duchu straszącym w tym domu jest prawdziwa? Czemu to nie może być Minhyuk albo Jooheon? Ja nie jestem aż taki odważny. Ja się boje własnego cienia, a co dopiero miałbym pójść w nocy zobaczyć ducha.
Dalej stałem przed swoją szkolną szafką. Nie miałem teraz ochoty przebywać z chłopakami. Znowu by mnie zaczęli wyzywać od cieniasów i tym podobnych.
-Hyungwon! - Dasom machnęła mi ręką przed twarzą. Ah.. Dasom, upierdliwa, natrętna i wszędzie za mną chodząca dziewczyna, która się we mnie zakochała. Nie za bardzo za mną przepadam, ale próbuje to przed nią ukryć -Wołam cię i wołam, a ty nic. Coś się stało?
-Nie, nie, nic się nie stało. Zamyśliłem się po prostu.
-No dobrze. Hyungwonnie~
-Co chcesz?
-Poszedłbyś ze mną do kina w piątek? - zapytała trochę ciszej
-W ten piątek?
-Tak, w ten piątek.
Ten piątek. W ten dzień chłopaki dali mi zadanie sprawdzenia tego ducha. Z jednej strony jakbym poszedł z Dasom to nie musiałbym iść do strasznego domu, ale z drugiej strony Dasom jest za bardzo upierdliwa, a to jeszcze gorsze niż duch. Chyba jednak pójdę do tego strasznego domu.
-No i? Poszedłbyś? - zapytała ponownie
-Przepraszam cię Dasom, jestem zajęty w ten piątek.
-Teraz to wymyśliłeś żeby tylko się wywinąć od pójścia ze mną do kina - założyła ręce na klatkę piersiową
-Nie, no coś ty. Umówiłem się z chłopakami.
-I co? Może razem będziecie jeszcze razem duchy wywoływać jak tak ciągle z nimi łazisz.
-No prawie.
-Jak nie chcesz mówić to nie. Łaski bez, ale pamiętaj, że już więcej cię na randkę nie zaproszę.
-Dobrze. Będę pamiętał.
Poszła sobie. Kłopot z głowy, tyle że tak nagle urodził się drugi. Mianowicie piątek i straszny dom. Czemu powiedziałem Dasom, że umówiłem się z chłaopakmi. Głupi Hyungwon, głupi. Albo... powiem chłopakom, że idę z Dasom,a Dasom będzie myślała, że będę z chłopakami, a tak na prawdę będę siedział we własnym pokoju i będę grał w LOL'a. No! I sprawa załatwiona.
Poszedłem na boisko szkolne. Tak jak myślałem, moja paczka dalej tu siedzi. No i pięknie. Powiem im, że nie mogę iść do ducha w piątek.
-Ciulu! - krzyknął Wonho w moją stronę. Znowu zaczynają wyzywać. -Chodź no tu!
Podszedłem do nich najnormalniej w świcie, tak by nie wyczuli mojego małego kłamstewka.
-Chłopaki... - zacząłem -Co do tego piątku to...
-Słyszeliśmy, że się zgodziłeś iść do nawiedzonego domu - wtrącił Shownu
-S-skąd wiecie? - a tu mnie zdziwili
-Dasom przed chwilą tu była i nas skrzyczała, że idziesz razem z nami na duchy i zabieramy jej ciebie. - odpowiedział Kihyun -Zakochała się dziewczyna.
Kurde! To nie tak miało być! Nikt nie mógł z nich się o tym dowiedzieć. Mieli być przekonani, że będę wtedy z Dasom.
-Wolę iść z wami do tego domu niż być razem z nią na randce. - prychnąłem
-No to super! - wrzasnął Jooheon -Piątek, godzina 21 pod starym domem na Staromiejskiej. Pamiętaj.
Po jego słowach wyszedłem z terenu boiska. Poszedłem szybko do domu. W mieszkaniu przywitał mnie mój pies oraz starsza siostra z gorącym obiadem. Kocham ją za to. Obydwoje mieszkamy w Seulu, nasi rodzice i młodszy brat zostali w rodzinnym mieście.
Szybko zjadłem posiłek, zamieniłem kilka słów z siostrą i poszedłem do swojego pokoju.
-Na co ja się zgodziłem? - powiedziałem sam do siebie -Chłopaki ot tak chcą żebym tam wszedł? Przecież nie mają kluczy. Nie dostaną się... Chociaż, oni są zdolni do wszystkiego, nawet do wejścia bez kluczy.
Kolejny dzień, czwartek, przesiedziałem w domu. Klasa szła do jakiegoś muzeum, na który ja się nie zapisałem. Mówi się trudno. Grałem sobie na komputerze i tak nagle nastal wieczór. Bez sensu. Przecież dopiero co włączyłem LOL'a, a tu już 19. Bardzo szybko ten czas mija.
Mój telefon zawibrował mi na biurku. Oho! Jooheon.
J: "Weź ze sobą jutro do szkoły latarkę"
Ja: Ale po co do szkoły?"
J: Jutro po lekcjach mamy jeszcze wykłady na uniwerku. Kończymy po 20."
Ja: "No ok."
Pograłem jeszcze chwilę i poszedłem spać około godziny 23. Następnego dnia poszedłem do szkoły. Oczywiście musiałem o czymś zapomnieć. Latarka, właśnie o niej zapomniałem. Cały dzień chłopaki nie dawali mi spokoju. Nie wiem czemu byli tacy natrętni. Przecież się zgodziłem pójść do tego nawiedzonego domu. To co oni jeszcze ode mnie chcą?
Godzina: w pół do dziewiątej, za pół godziny mamy wszyscy iść na Staromiejską, a babka od wykładów nie chce nas wypuścić przed 21. No i pięknie. Im dłużej na wykładach tym mniej w nawiedzonym domu.
-Proszę pani! - Minhyuk nagle podniósł rękę do góry
-Tak? - kobieta mu odpowiedziała
-Czy ja i moi koledzy moglibyśmy wyjść wcześniej? Jesteśmy umówieni na 21 z moimi rodzicami by pomóc im z dalszym prowadzeniem wesela u nich w hotelu.
-No dobrze. Możecie iść.
-Do widzenia! - wszyscy się pożegnaliśmy i wyszliśmy w wykładów
Super. Ten to umie nagadać nauczycielom. Jak nie na wykładach to na normalnych lekcjach. Zawsze ma jakąś dobrą wymówkę. Jak on je wymyśla?
Równo o 21 byliśmy pod starym domem. On jest ogromny. Spokojnie pomieściłby mnie, chłopaków i całe nasze rodziny. Ciekawe ile ludzi wcześniej tu mieszkało. Jest tylko jedna wada-wygląda gorzej niż ostatnio. Ogród zarośnięty starymi drzewami, gęstą trawą i różnymi dzikimi kwiatami, okna i drzwi zabite deskami, tynk w niektórych miejscach się sypie. I ja mam do tego wejść? W sumie jakbym wszedł to może jakieś kosztowności bym znalazł. Nikt wcześniej nie raczył tu zaglądać, nawet złomiarz, a wszystko ze względu na tego ducha.
-No i co? Wchodzisz czy nie? - zapytał Shownu
-No wejdę, ale...
-Nie ma żadnego ale! - krzyknął I.M robiąc coś przy bramie
-Nie wziąłem latarki. - mruknąłem
-No to musisz sobie jakoś poradzić bez niej. - Changhyun odsunął się od krat -Nie da się tego otworzyć. Musisz przejść górą.
No to wchodzę. Bez latarki. Chwilę o czym ja myślę, przecież mam latarkę w telefonie. Nie jest tak źle. Wonho kucnął przed bramą i podsadził mnie tak, że przez nią przeskoczyłem. Jestem pierwszy, pierwszy człowiek, który znalazł się na tej posesji od chyba stu lat. Spokojnie przeszedłem przez ogród i wszedłem na drewniany ganek. Deski pod moim ciężarem skrzypiały co dawało taki efekt jakbym zaraz miał się zapaść. Na szczęście bez żadnego spadania podszedłem do drzwi wejściowych. Złapałem za klamkę, a ona odpadła. Fajne zabezpieczenia. Od razu wślizgnąłem się do środka. A to dziwne, posiadłość wewnątrz była przepiękna. Nie to co na zewnątrz. Może i wszędzie był kurz i masa pajęczyn, ale wszystkie meble, ściany, podłogi, dekoracje były we wspaniałym stanie, tak jakby ktoś ciągle tu przebywał i o wszystko dbał. Oczywiście nie sprzątając przy tym.
Przeszedłem przez korytarz. Za oknami robiło się coraz ciemniej. Na końcu korytarza znajdowały się ogromne, drewniane drzwi. Otworzyłem je i włączyłem latarkę w telefonie. W pomieszczeniu było ciemniej niż wcześniej. Coś tu jest nie tak. Rozejrzałem się dookoła. Chyba trafiłem do jakiejś starej biblioteki domowej. Na każdej ścianie znajdował się regał z księgami, wszystkie okna były zasłonięte, wszędzie postawione były posągi. Po co komuś w domu posągi? Przecież one nawet ładne nie są. Stoją i się na ciebie patrzą takim dziwnym, zimnym wzrokiem.
-Coś się stanie jak wsadzę takiemu palec do nosa? - zapytałem sam siebie uśmiechając się pod nosem
Podszedłem do jednego popiersia. Stał pomiędzy dwoma regałami z encyklopediami o medycynie. Kolejne pytanie. Po co komu tyle książek o medycynie? Mi by dwie wystarczyły. Wyciągnąłem rękę w stronę popiersia. Nie minęła sekunda a mój palec był w nosie posągu.
-Zawsze chciałem to zrobić - zacząłem się śmiać
Nagle porcelanowa głowa popiersia lekko się odchyliła. Moim oczom ukazał mały, brązowy przełącznik.
-To chyba jakieś żarty. Normalnie nie można sobie podłubać w nosie, bo za chwilę coś się dzieje.
Wyjąłem palca z nosa popiersia.
-Przełączyć czy nie przełączyć? Oto jest pytanie. - zastanowiłem się chwilę -Jasne, że przełączyć.
Przesunąłem przełącznik w moją stronę. No i co? Nic się nie dzieje? Powinno być tak jak na filmach, przełączasz i regał z książkami się nagle odsuwa ukazując tajne przejścia. A tymczasem nic się nie dzieje. Usiadłem na fotelu przed wielkim biurkiem. Sprawdzianem godzinę. Jest 22:14. Już tak późno? Przecież dopiero co tutaj wszedłem. To porozglądam się po innych pokojach jak tu nic się nie dzieje. Wstałem z fotela i ruszyłem w stronę drzwi, którymi tutaj się dostałem.
-Stój - coś krzyknęło stłumionym głosem
Po moim ciele przeszedł dreszcz. Kto to powiedział? Ten duch? Odwróciłem się i rozejrzałem się po całym pokoju. Wszystko było tak jak wcześniej. Wróciłem do podążania w stronę drzwi. Złapałem za klamkę. Zamknięte. Jak to? Nie były zamknięte.
-Nigdzie stąd nie wyjdziesz. - znów ten głos -Nie po tym co zrobiłeś.
Ja coś zrobiłem? Wsadziłem tylko palca do popiersia i nic więcej. Chwilkę...PRZEŁĄCZNIK! To on pewno zamknął drzwi. Wróciłem do niego i próbowałem przełączyć. Nawet nie drgnął. I co ja teraz zrobię? Nie ma stąd innego wyjścia.
-Hyungwon~ - ten głos, skąd on zna moje imię?
Okej. To jest dziwne. Jakiś głos gada do mnie żebym nigdzie nie wychodził i jeszcze zna moje imię. Zaczynam się bać. Poszedłem znowu w stronę drzwi. Może uda mi się je rozwalić. Kogo ja oszukuje. I tak by mi się nie udało. Jestem cieniasem, tak jak mówią inni. Wróciłem się w stronę drzwi. Jednak spróbuję coś z nimi zrobić. Po drodze coś podłożyło mi nogę i upadłem. Noga? Przecież tu nikogo nie ma.
-Ktoś tu jest?! - wykrzyknąłem wstając z podłogi -Halo!
-Wszedłeś na moje terytorium. - odezwał się damski głos -Nikt nie ma prawa tu wchodzić.
Nagle zza ściany wyłonił się duch. Wystraszyłem się i ponownie upadłem na podłogę. Co tu się dzieje? Duch? To on podłożył mi nogę? Ale... Chwilkę. Ona, ten duch wygląda bardzo znajomo...
-Wy jesteście porypani! - wykrzyczałem
Do pokoju weszli chłopcy. Tak myślałem, że to ich sprawka. A ta dziewczyna... Czy ona nie chodzi ze mną przypadkiem do klasy? Wszyscy się ze mnie śmiali. I co tu jest takiego śmiesznego? Ja, który boi się prawie wszystkiego teraz też się wystraszył. I to jest takie śmieszne?
-Fajną miałeś minę. - powiedział Jooheon przez śmiech
-Możecie się nie śmiać. - wstałem w końcu z podłogi -I co z tego, że boje się kilku rzeczy. Chociaż przyjąłem wyzwanie i wszedłem tu mimo strachu.
Przestali się śmiać. Ale dalej zastanawia mnie kim jest ta dziewczyna.
-Kto to? - spytałem Minhyuka
-To ____. Wiesz chodzi z nami do klasy od dwóch lat. - odpowiedział
To ____?! Dziewczyna, która zawsze mi się podobała. Nie poznałem jej. Chuje z tych moich kolegów. Wiedzą, że ona mi się podoba i specjalnie ją tu przyprowadzili żeby zobaczyła jaki ze mnie boi dudek.
-Dlaczego udawałaś ducha? - zapytałem jej
-Poprosili mnie. Miałam cię wystraszyć, ale nie miałam za dużo siły na to. Nie umiałabym ci tego zrobić.
Podeszła do mnie i mnie przytuliła. Czekałem na to od tych dwóch lat.
-Nie ważne czego się boisz. Ważne, że próbujesz przezwyciężyć strach nawet przez takie głupie wyzwania i potrafisz wejść do takiego domu jak ten sam pomimo lęku.
Teraz strach już mną nie przemawiał. Teraz liczyło się to, że ____ w końcu się do mnie odezwała a co najlepsze przytuliła się. To mi wystarczy.
~~*~~*~~
Bomi
Nie wiem co to tak naprawdę. Był pomysł i jak zwykle wyszło trochę inaczej niż bym chciała. Trochę dziwnie mi się pisało w rodzaju męskim, ale jak trzeba to trzeba XD czytajcie, komentujcie no i czekajcie na nowe scenariusze~
-Cienias! Cienias! - usłyszałem krzyki z ust przyjaciół
-Mówiłem, że się nie zgodzi. - powiedział Jooheon -Cienias Won.
Walnął mnie z pięści w ramię i poszedł na boisko razem z resztą naszej paczki. Czemu to akurat ja? Czemu ja muszę iść w nocy do tego strasznego domu na ulicy Staromiejskiej? Czemu to ja muszę sprawdzić czy legenda o duchu straszącym w tym domu jest prawdziwa? Czemu to nie może być Minhyuk albo Jooheon? Ja nie jestem aż taki odważny. Ja się boje własnego cienia, a co dopiero miałbym pójść w nocy zobaczyć ducha.
Dalej stałem przed swoją szkolną szafką. Nie miałem teraz ochoty przebywać z chłopakami. Znowu by mnie zaczęli wyzywać od cieniasów i tym podobnych.
-Hyungwon! - Dasom machnęła mi ręką przed twarzą. Ah.. Dasom, upierdliwa, natrętna i wszędzie za mną chodząca dziewczyna, która się we mnie zakochała. Nie za bardzo za mną przepadam, ale próbuje to przed nią ukryć -Wołam cię i wołam, a ty nic. Coś się stało?
-Nie, nie, nic się nie stało. Zamyśliłem się po prostu.
-No dobrze. Hyungwonnie~
-Co chcesz?
-Poszedłbyś ze mną do kina w piątek? - zapytała trochę ciszej
-W ten piątek?
-Tak, w ten piątek.
Ten piątek. W ten dzień chłopaki dali mi zadanie sprawdzenia tego ducha. Z jednej strony jakbym poszedł z Dasom to nie musiałbym iść do strasznego domu, ale z drugiej strony Dasom jest za bardzo upierdliwa, a to jeszcze gorsze niż duch. Chyba jednak pójdę do tego strasznego domu.
-No i? Poszedłbyś? - zapytała ponownie
-Przepraszam cię Dasom, jestem zajęty w ten piątek.
-Teraz to wymyśliłeś żeby tylko się wywinąć od pójścia ze mną do kina - założyła ręce na klatkę piersiową
-Nie, no coś ty. Umówiłem się z chłopakami.
-I co? Może razem będziecie jeszcze razem duchy wywoływać jak tak ciągle z nimi łazisz.
-No prawie.
-Jak nie chcesz mówić to nie. Łaski bez, ale pamiętaj, że już więcej cię na randkę nie zaproszę.
-Dobrze. Będę pamiętał.
Poszła sobie. Kłopot z głowy, tyle że tak nagle urodził się drugi. Mianowicie piątek i straszny dom. Czemu powiedziałem Dasom, że umówiłem się z chłaopakmi. Głupi Hyungwon, głupi. Albo... powiem chłopakom, że idę z Dasom,a Dasom będzie myślała, że będę z chłopakami, a tak na prawdę będę siedział we własnym pokoju i będę grał w LOL'a. No! I sprawa załatwiona.
Poszedłem na boisko szkolne. Tak jak myślałem, moja paczka dalej tu siedzi. No i pięknie. Powiem im, że nie mogę iść do ducha w piątek.
-Ciulu! - krzyknął Wonho w moją stronę. Znowu zaczynają wyzywać. -Chodź no tu!
Podszedłem do nich najnormalniej w świcie, tak by nie wyczuli mojego małego kłamstewka.
-Chłopaki... - zacząłem -Co do tego piątku to...
-Słyszeliśmy, że się zgodziłeś iść do nawiedzonego domu - wtrącił Shownu
-S-skąd wiecie? - a tu mnie zdziwili
-Dasom przed chwilą tu była i nas skrzyczała, że idziesz razem z nami na duchy i zabieramy jej ciebie. - odpowiedział Kihyun -Zakochała się dziewczyna.
Kurde! To nie tak miało być! Nikt nie mógł z nich się o tym dowiedzieć. Mieli być przekonani, że będę wtedy z Dasom.
-Wolę iść z wami do tego domu niż być razem z nią na randce. - prychnąłem
-No to super! - wrzasnął Jooheon -Piątek, godzina 21 pod starym domem na Staromiejskiej. Pamiętaj.
Po jego słowach wyszedłem z terenu boiska. Poszedłem szybko do domu. W mieszkaniu przywitał mnie mój pies oraz starsza siostra z gorącym obiadem. Kocham ją za to. Obydwoje mieszkamy w Seulu, nasi rodzice i młodszy brat zostali w rodzinnym mieście.
Szybko zjadłem posiłek, zamieniłem kilka słów z siostrą i poszedłem do swojego pokoju.
-Na co ja się zgodziłem? - powiedziałem sam do siebie -Chłopaki ot tak chcą żebym tam wszedł? Przecież nie mają kluczy. Nie dostaną się... Chociaż, oni są zdolni do wszystkiego, nawet do wejścia bez kluczy.
Kolejny dzień, czwartek, przesiedziałem w domu. Klasa szła do jakiegoś muzeum, na który ja się nie zapisałem. Mówi się trudno. Grałem sobie na komputerze i tak nagle nastal wieczór. Bez sensu. Przecież dopiero co włączyłem LOL'a, a tu już 19. Bardzo szybko ten czas mija.
Mój telefon zawibrował mi na biurku. Oho! Jooheon.
J: "Weź ze sobą jutro do szkoły latarkę"
Ja: Ale po co do szkoły?"
J: Jutro po lekcjach mamy jeszcze wykłady na uniwerku. Kończymy po 20."
Ja: "No ok."
Pograłem jeszcze chwilę i poszedłem spać około godziny 23. Następnego dnia poszedłem do szkoły. Oczywiście musiałem o czymś zapomnieć. Latarka, właśnie o niej zapomniałem. Cały dzień chłopaki nie dawali mi spokoju. Nie wiem czemu byli tacy natrętni. Przecież się zgodziłem pójść do tego nawiedzonego domu. To co oni jeszcze ode mnie chcą?
Godzina: w pół do dziewiątej, za pół godziny mamy wszyscy iść na Staromiejską, a babka od wykładów nie chce nas wypuścić przed 21. No i pięknie. Im dłużej na wykładach tym mniej w nawiedzonym domu.
-Proszę pani! - Minhyuk nagle podniósł rękę do góry
-Tak? - kobieta mu odpowiedziała
-Czy ja i moi koledzy moglibyśmy wyjść wcześniej? Jesteśmy umówieni na 21 z moimi rodzicami by pomóc im z dalszym prowadzeniem wesela u nich w hotelu.
-No dobrze. Możecie iść.
-Do widzenia! - wszyscy się pożegnaliśmy i wyszliśmy w wykładów
Super. Ten to umie nagadać nauczycielom. Jak nie na wykładach to na normalnych lekcjach. Zawsze ma jakąś dobrą wymówkę. Jak on je wymyśla?
Równo o 21 byliśmy pod starym domem. On jest ogromny. Spokojnie pomieściłby mnie, chłopaków i całe nasze rodziny. Ciekawe ile ludzi wcześniej tu mieszkało. Jest tylko jedna wada-wygląda gorzej niż ostatnio. Ogród zarośnięty starymi drzewami, gęstą trawą i różnymi dzikimi kwiatami, okna i drzwi zabite deskami, tynk w niektórych miejscach się sypie. I ja mam do tego wejść? W sumie jakbym wszedł to może jakieś kosztowności bym znalazł. Nikt wcześniej nie raczył tu zaglądać, nawet złomiarz, a wszystko ze względu na tego ducha.
-No i co? Wchodzisz czy nie? - zapytał Shownu
-No wejdę, ale...
-Nie ma żadnego ale! - krzyknął I.M robiąc coś przy bramie
-Nie wziąłem latarki. - mruknąłem
-No to musisz sobie jakoś poradzić bez niej. - Changhyun odsunął się od krat -Nie da się tego otworzyć. Musisz przejść górą.
No to wchodzę. Bez latarki. Chwilę o czym ja myślę, przecież mam latarkę w telefonie. Nie jest tak źle. Wonho kucnął przed bramą i podsadził mnie tak, że przez nią przeskoczyłem. Jestem pierwszy, pierwszy człowiek, który znalazł się na tej posesji od chyba stu lat. Spokojnie przeszedłem przez ogród i wszedłem na drewniany ganek. Deski pod moim ciężarem skrzypiały co dawało taki efekt jakbym zaraz miał się zapaść. Na szczęście bez żadnego spadania podszedłem do drzwi wejściowych. Złapałem za klamkę, a ona odpadła. Fajne zabezpieczenia. Od razu wślizgnąłem się do środka. A to dziwne, posiadłość wewnątrz była przepiękna. Nie to co na zewnątrz. Może i wszędzie był kurz i masa pajęczyn, ale wszystkie meble, ściany, podłogi, dekoracje były we wspaniałym stanie, tak jakby ktoś ciągle tu przebywał i o wszystko dbał. Oczywiście nie sprzątając przy tym.
Przeszedłem przez korytarz. Za oknami robiło się coraz ciemniej. Na końcu korytarza znajdowały się ogromne, drewniane drzwi. Otworzyłem je i włączyłem latarkę w telefonie. W pomieszczeniu było ciemniej niż wcześniej. Coś tu jest nie tak. Rozejrzałem się dookoła. Chyba trafiłem do jakiejś starej biblioteki domowej. Na każdej ścianie znajdował się regał z księgami, wszystkie okna były zasłonięte, wszędzie postawione były posągi. Po co komuś w domu posągi? Przecież one nawet ładne nie są. Stoją i się na ciebie patrzą takim dziwnym, zimnym wzrokiem.
-Coś się stanie jak wsadzę takiemu palec do nosa? - zapytałem sam siebie uśmiechając się pod nosem
Podszedłem do jednego popiersia. Stał pomiędzy dwoma regałami z encyklopediami o medycynie. Kolejne pytanie. Po co komu tyle książek o medycynie? Mi by dwie wystarczyły. Wyciągnąłem rękę w stronę popiersia. Nie minęła sekunda a mój palec był w nosie posągu.
-Zawsze chciałem to zrobić - zacząłem się śmiać
Nagle porcelanowa głowa popiersia lekko się odchyliła. Moim oczom ukazał mały, brązowy przełącznik.
-To chyba jakieś żarty. Normalnie nie można sobie podłubać w nosie, bo za chwilę coś się dzieje.
Wyjąłem palca z nosa popiersia.
-Przełączyć czy nie przełączyć? Oto jest pytanie. - zastanowiłem się chwilę -Jasne, że przełączyć.
Przesunąłem przełącznik w moją stronę. No i co? Nic się nie dzieje? Powinno być tak jak na filmach, przełączasz i regał z książkami się nagle odsuwa ukazując tajne przejścia. A tymczasem nic się nie dzieje. Usiadłem na fotelu przed wielkim biurkiem. Sprawdzianem godzinę. Jest 22:14. Już tak późno? Przecież dopiero co tutaj wszedłem. To porozglądam się po innych pokojach jak tu nic się nie dzieje. Wstałem z fotela i ruszyłem w stronę drzwi, którymi tutaj się dostałem.
-Stój - coś krzyknęło stłumionym głosem
Po moim ciele przeszedł dreszcz. Kto to powiedział? Ten duch? Odwróciłem się i rozejrzałem się po całym pokoju. Wszystko było tak jak wcześniej. Wróciłem do podążania w stronę drzwi. Złapałem za klamkę. Zamknięte. Jak to? Nie były zamknięte.
-Nigdzie stąd nie wyjdziesz. - znów ten głos -Nie po tym co zrobiłeś.
Ja coś zrobiłem? Wsadziłem tylko palca do popiersia i nic więcej. Chwilkę...PRZEŁĄCZNIK! To on pewno zamknął drzwi. Wróciłem do niego i próbowałem przełączyć. Nawet nie drgnął. I co ja teraz zrobię? Nie ma stąd innego wyjścia.
-Hyungwon~ - ten głos, skąd on zna moje imię?
Okej. To jest dziwne. Jakiś głos gada do mnie żebym nigdzie nie wychodził i jeszcze zna moje imię. Zaczynam się bać. Poszedłem znowu w stronę drzwi. Może uda mi się je rozwalić. Kogo ja oszukuje. I tak by mi się nie udało. Jestem cieniasem, tak jak mówią inni. Wróciłem się w stronę drzwi. Jednak spróbuję coś z nimi zrobić. Po drodze coś podłożyło mi nogę i upadłem. Noga? Przecież tu nikogo nie ma.
-Ktoś tu jest?! - wykrzyknąłem wstając z podłogi -Halo!
-Wszedłeś na moje terytorium. - odezwał się damski głos -Nikt nie ma prawa tu wchodzić.
Nagle zza ściany wyłonił się duch. Wystraszyłem się i ponownie upadłem na podłogę. Co tu się dzieje? Duch? To on podłożył mi nogę? Ale... Chwilkę. Ona, ten duch wygląda bardzo znajomo...
-Wy jesteście porypani! - wykrzyczałem
Do pokoju weszli chłopcy. Tak myślałem, że to ich sprawka. A ta dziewczyna... Czy ona nie chodzi ze mną przypadkiem do klasy? Wszyscy się ze mnie śmiali. I co tu jest takiego śmiesznego? Ja, który boi się prawie wszystkiego teraz też się wystraszył. I to jest takie śmieszne?
-Fajną miałeś minę. - powiedział Jooheon przez śmiech
-Możecie się nie śmiać. - wstałem w końcu z podłogi -I co z tego, że boje się kilku rzeczy. Chociaż przyjąłem wyzwanie i wszedłem tu mimo strachu.
Przestali się śmiać. Ale dalej zastanawia mnie kim jest ta dziewczyna.
-Kto to? - spytałem Minhyuka
-To ____. Wiesz chodzi z nami do klasy od dwóch lat. - odpowiedział
To ____?! Dziewczyna, która zawsze mi się podobała. Nie poznałem jej. Chuje z tych moich kolegów. Wiedzą, że ona mi się podoba i specjalnie ją tu przyprowadzili żeby zobaczyła jaki ze mnie boi dudek.
-Dlaczego udawałaś ducha? - zapytałem jej
-Poprosili mnie. Miałam cię wystraszyć, ale nie miałam za dużo siły na to. Nie umiałabym ci tego zrobić.
Podeszła do mnie i mnie przytuliła. Czekałem na to od tych dwóch lat.
-Nie ważne czego się boisz. Ważne, że próbujesz przezwyciężyć strach nawet przez takie głupie wyzwania i potrafisz wejść do takiego domu jak ten sam pomimo lęku.
Teraz strach już mną nie przemawiał. Teraz liczyło się to, że ____ w końcu się do mnie odezwała a co najlepsze przytuliła się. To mi wystarczy.
~~*~~*~~
Bomi
Nie wiem co to tak naprawdę. Był pomysł i jak zwykle wyszło trochę inaczej niż bym chciała. Trochę dziwnie mi się pisało w rodzaju męskim, ale jak trzeba to trzeba XD czytajcie, komentujcie no i czekajcie na nowe scenariusze~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz