ty i Hongbin z VIXX
Dzisiaj mija dokładnie 1153 dzień, odkąd leżę bezwładna na tym łóżku. Dokładnie 1153 dni temu doszło do wypadku samochodowego w którym zginął mój książę, zginął ten który był dla mnie wszystkim, on - Chang Younggi . Nasze rodziny - najbardziej wpływowi ludzie w mieście, nie akceptowały naszego związku więc byliśmy skazani spotykać się tylko i wyłącznie potajemnie. Tego dnia chcieliśmy się pobrać i polecieć w podróż poślubną tam, gdzie by nas nie znaleźli. Czy rodzice i ich chore ambicje zawsze muszą psuć szczęście swoich dzieci? Dzisiaj mija dokładnie 1153 dzień odkąd nie mogę otworzyć oczu. Trzymają mnie w śpiączce farmakologicznej specjalnie i potajemnie w zmowie z moim ojcem regulują dawkę leku. Nie chciał się przyznać, że to on przyczynił się do tego wypadku i do śmierci syna swojego wroga, gdyby ktokolwiek się o tym dowiedział w środowisku w którym teraz żyje byłby skończony. Z resztą mama też by mu nie wybaczyła, że naraził mnie na takie niebezpieczeństwo. Lecz któregoś dnia przydzielona mi pielęgniarka popełniła błąd - otworzyłam je. Chciałam zakończyć swoje cierpienie lecz ta jędza ma oczy dookoła głowy. Przecież po co żyć skoro ludzie których kochałaś już dawno umarli. Lekarze mój stan określają jako dobry, ale mimo wszystko nadal nie wiedzą dlaczego do tej pory nie otworzyłam oczu. Nie wiedzą również, że jestem w pełni świadoma wszystkiego co się dzieje dookoła mnie. Odwiedza mnie cała rodzina, nawet najdalsza i każdy z nich płacze przy moim łóżku błagając mnie bym wreszcie do nich wróciła, jednak to nie jest takie proste. Odwiedzają mnie również moi przyjaciele....tak właściwie to tylko jeden przyjaciel z którym trzymam się od podstawówki - Lee Hongbin. Chyba do tej pory tylko on nie płakał, wręcz przeciwnie - opowiadał o swoich dniach, co robił, co jadł, z kim się widział, co dostał na urodziny, opowiadał nawet żarty, z których tak mocno się śmiał. Ja również się śmiałam czego jednak nie mogłam mu pokazać, a tak bardzo chciałam. Pamiętał również o moich urodzinach, zawsze dostawałam od niego kwiaty, białe róże, takie jakie lubiłam najbardziej. Tylko w jego towarzystwie, mimo mojego stanu, czułam się dobrze.
-Czy...czy dowiedzieli się już państwo dlaczego ona nadal nie otworzyła oczu? - do sali weszli moi rodzice z moim lekarzem prowadzącym, wszędzie poznam te głosy a nawet kroki.
Doskonale wiedzieli dlaczego jeszcze tego nie zrobiłam.
-Niestety nie...Nigdy w mojej karierze nie zdarzyło się coś takiego. - tak tak, znowu tak sama stara śpiewka -Mogę jedynie przypuszczać, że to silny uraz, który uniemożliwia jej wrócić do normalnego funkcjonowania.
Brawo, panie doktorze.
-Czy mogę wiedzieć kim był dla niej ten chłopak, który zginął tamtego dnia?
-Och...on.... - no dalej, wyduś to z siebie mamo...błagam...
-To był...to był jej znajomy z którym była bardzo związana - kłamca...obrzydliwy kłamca! Nawet tutaj nie chce psuć swojej reputacji, nie chce się przyznać, że jego córka zakochała się w synu jego największego wroga.
Niech oni sobie już pójdą.
Gdzie jest Hongbin? Chyba za nim tęsknie.
-Kochanie.... - usłyszałam głos matki, która usiadła na krześle obok mnie. - Obudź się już, potrzebujemy cię. - A co? Interesy wam nie idą? Nikt się wami nie interesuje kiedy nie ma mnie obok? Czy rodzina mojego księcia w końcu was wygryzła?
Następnie poczułam jak głaszcze mnie dłonią po głowie i szlocha głośno. Ach, niech ona przestanie bo i ja się w końcu rozkleję a obiecałam sobie, że będę twarda do końca.
Ile zamierzałam tak jeszcze trwać?
W sumie sama nie wiedziałam. Trochę zaczynało mi to przeszkadzać ale z drugiej strony chciałam trafić w odpowiedni moment.
Stukot obcasów.
Zasuwane drzwi.
Poszli sobie, uff. W końcu.
Ta cisza. Z jednej strony ją uwielbiałam a z drugiej była taka przytłaczająca. Usłyszałam brzdęk sztućców upadających na podłogę - więc to pora obiadowa...to znaczyło, że Hongbin niedługo przyjdzie.
Ktoś rozsunął drzwi. Znowu usłyszałam stukot obcasów.
-Dzień dobry panienko, jak sie panienka dzisiaj czuje?
Boże, to znowu ona.
-Zrobię cię dzisiaj na bóstwo. W końcu przychodzi twój przyjaciel. - zaśmiała się tym swoim okropnym i strasznym śmiechem.
Codziennie robiła to samo. Szczotkowała dokładnie moje włosy a potem plotła z nich warkocza. Pudrowała moją twarz a usta malowała jakąś pomadką. Następnie pytała się mnie czy się sobie podobam, czego nigdy chyba nie zrozumiem.
Po zabiegach pielęgnacyjnych przyszedł czas na 'rehabilitację'. Tego nienawidziłam najbardziej. Każdy nawet najmniejszy ruch który wykonywała moją kończyną kończył się niesamowitym bólem.
-Pielęgniarko Hwang! Musisz szybko iść ze mną! - ktoś wbiegł do mojego pokoju i krzyknął głośno. Ona chyba rzuciła wszystko i zaraz wybiegła.
Uf, przynajmniej uniknęłam tego niepotrzebnego jak na razie bólu.
Znowu ta przytłaczająca cisza.
-____-ah? - usłyszałam znajomy mi głos. To byl Hongbin.
Chwilę potem siedział już przy łóżku i złapał mnie za rękę. Tak, brakowało mi tego.
-Cześć, _____-ah~ Co dzisiaj u ciebie słychać? - to samo co zwykle
-Ach, wyglądasz dzisiaj jeszcze ładniej niż zwykle, do twarzy ci w tej pomadce! - tak sądzisz? Dziękuję...Chwilę potem dotknął palcem moich ust. Cała w środku zadrżałam.
-Wiesz kogo dzisiaj spotkałem? Naszą panią od matematyki z gimnazjum! Wiesz jak ona przytyła? - całą salę wypełnił jego cudowny śmiech, sama w środku się zaśmiałam. Lecz po chwili ucichł jak nigdy. Hongbin, co sie stało?
Chciałam teraz na niego spojrzeć. AH.
-_____-ah, jak długo jeszcze będziesz spać? Nie wytrzymuje już bez ciebie.... - nie nie nie, nie rozklejaj się Hongbin!
-Chciałbym znowu spojrzeć w twoje piękne oczy i usłyszeć twój cudowny śmiech... - ścisnął mocniej moją rękę a sam położył się na moich nogach.
Zaczynało mi być dziwnie, dokładnie tak jak wtedy kiedy pielęgniarka Hwang się pomyliła i nie dała mi leku. Czyżbym się budziła?
-Chciałbym cię zabrać w tyle fajnych miejsc. Chciałbym porobić z tobą tyle fajnych rzeczy.
Tak, zdecydowanie się budziłam.To był ten odpowiedni moment. Odciął jakimś cudem dopływ leków do mnie. Moje powieki drżały. Teraz już musiałam do nich wrócić.
-Chciałbym mieć z tobą takie same bluzy i kolory włosów....
Teraz lekko drżało całe moje ciało ale on tego nie czuł bo za bardzo płakał.
-Chciałbym móc cię pocałować...
Jeszcze tylko chwila, jeszcze tylko chwila.
-Chciałbym żebyś w końcu wiedziała, że cie kocham. Od zawsze cię kocham. Nawet nie wiesz jak bardzo zazdrościłem Younggiemu, że cie ma....
No dalej, otwórz oczy!!
-Wróć do mnie, kocham cię! Chcę cię w końcu mieć...
I stało się, otworzyłam oczy i odetchnęłam głęboko. Po 1153 dniach.
On tylko się podniósł i spojrzał na mnie. Nasze oczy się spotkały...Jego oczy nadal były takie piękne.
-______-ah? - wyjąkał pomiędzy szlochnięciami
-Hongbin... - z trudem dotknęłam jego mokrego policzka -Dobrze cię widzieć...
-Nie nie...To ciebie dobrze w końcu słyszeć - szlochnął jeszcze raz i przytulił się do mnie. To było takie wspaniałe uczucie...
Odpięłam od siebie ta feralną kroplówkę, od teraz byłam już wolna.
-Ja ciebie tez kocham, Hongbin-ah.
//////
Ravi~
Ach, ostatnio oglądam za dużo Yongpala stąd taka inspiracja, mam nadzieje, że się podoba!
Urocze!
OdpowiedzUsuń